Był w swoim świecie, w swoim żywiole. Gdy tylko usłyszał temat, jaki mieli zinterpretować, od razu wziął się do pracy, nawet nie zastanawiając się nad tym, co narysować. Ale nad czym tu się było zastanawiać? Tematem były sny, każdy z nich miał przedstawić, jak wyobraża sobie pojęcie „snów”. Ponieważ nie było jednego konkretnego wytłumaczenia, Fin dał się ponieść wyobraźni. Z początku sam nie potrafił zrozumieć swoich machnięć pędzlem, ale gdy obraz był coraz bardziej kolorowy, ujrzał na nim coś niewyobrażalnego i niemożliwego. Na samym dole płótna znajdowała się czarna leżąca na łóżku postać, bez twarzy, ponieważ nie była ona ważna. Wszystko, co miało odwzorować „sen”, znajdowało się nad postacią, czyli prawie na całym obrazie. Z początku zahipnotyzowany chłopak, zaczął dostrzegać syrenę podnoszącą się na drążku, ryby wylegujące się i popijające lemoniadę na chmurze, pijaną ośmiornicę w szklance wina, rozmawiające ze sobą obrazy i jeszcze wiele więcej.
Po skończeniu całe płótno było zamalowane, nie było ani jednego wolnego miejsca, nawet najmniej punkciki przedstawiały motyla ze skrzypcami bądź niebieskimi jabłkami. Osobiście obraz mu się nie podobał, wręcz przeciwnie: był ohydny. Większość obrazków była niewyraźna, a wszystko to przez ograniczony czas, jakim dysponował Finley. Jak można narysować tyle przedziwnych rzeczy raptem w godzinę? Dla niego sztuka to poświęcony czas, a ten poświęcony czas należy wyrzucić do kosza i go spalić.
- Jest okropny – mruknął bardziej do siebie, kiedy jury składające się z dwóch nauczycieli i jednego ucznia przechadzało się od płótna do płótna, oglądając dokładnie każdy obraz.
- Idiota – odpowiedział Rivai, który co jakiś czas podawał mu farby z pudła, chociaż nie był najlepszy. Kiedy Fin poprosił o morską bryzę, bądź jasną trawę, ten podał mu inny odcień. W sumie to jak można go winić? Nie wszystkie fiolki były podpisane; znaczy były, ale większość została już przetarta bądź wybrudzona farbą do takiego stopnia, że nie można było nic rozczytać.