wtorek, 15 maja 2018

Od Suigin'a C.D April


Suigin drzemał sobie spokojnie w zaroślach nad stawem, kiedy poczuł, jak ktoś postukuje go w ramię, po czym usłyszał delikatny, dziewczęcy głos:
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy mógłbyś mi pomóc? Moja chustka utknęła na drzewie i nie jestem sama w stanie jej ściągnąć, a nikogo innego nie ma w pobliżu.
Otworzył oczy i spostrzegł właścicielkę owego głosu. To była najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widział w życiu. Miała długie ciemnokasztanowe włosy i oczy w kolorze głębokiej, żywej zieleni. Patrzył na nią i nie był w stanie wydusić z siebie nawet jednego słowa. Gdy wreszcie był w stanie to zrobić, zapytał:
Przepraszam, czy mogłabyś powtórzyć?
Dziewczyna powtórzyła swoją prośbę, na co blondyn uśmiechnął się i odpowiedział:
- Oczywiście, bardzo chętnie Ci pomogę. Jestem Suigun, ale możesz mówić mi Sui. A ty jak masz na imię, piękna dziewczyno?
Dziewczyna zarumieniła się i odpowiedziała:
- Jestem April.
- Bardzo miło mi Cię poznać, April. No więc… Na którym drzewie zaczepiła Ci się ta chustka?
- Chodź, pokażę Ci.
Poszedł za dziewczyną. W międzyczasie śmiejąc się i rozmawiając na luźne tematy, szli około 10 minut - Sui wysnuł przypuszczenie, że ta chustka musi mieć dla niej duże znaczenie, skoro przeszła aż tyle, żeby znaleźć kogoś, kto mógłby jej pomóc ją zdjąć. Wreszcie dotarli do tamtego drzewa.
To gdzie jest ta chustka? - Zapytał.
April wskazała palcem w górę i powiedziała:
- O, tam.
Popatrzył we wskazane miejsce. Zaczepiona o gałąź zielona apaszka powiewała lekko na spokojnym wietrze.
Dosyć wysoko… - powiedział.
Dasz radę ją zdjąć? - zapytała zielonooka.
Suigin uśmiechnął się.
-Bez najmniejszego problemu, muszę się tylko skupić.
Zamknął na chwilę oczy i skupił się na cząsteczkach hemu w swojej krwi. Od kilku miesięcy nie miał potrzeby używania swojej magii w ten sposób, więc zajęło to dłuższą chwilę. Kiedy „uchwycił” je w taki sposób, aby móc je kontrolować, ale jednocześnie nie zaburzać zbytnio ich krążenia w krwiobiegu, powoli zaczął unosić je w górę, co spowodowało to, że sam również zaczął unosić się w powietrze. Otworzył oczy i patrzył w kierunku swojego celu. Centymetr po centymetrze zbliżał się do należącej do dziewczyny chustki. Kiedy był już wystarczająco blisko, delikatnie ją odczepił i w odrobinę większym tempie niż w górę, opuścił się na ziemię. Uśmiechnął się, podszedł do dziewczyny i przeważał apaszkę na jej szyi. Cofnął się trzy kroki i popatrzył na nią - im częściej to robił, tym miał coraz większą pewność, że chciałby móc widzieć ją codziennie.
- Powinnaś zawsze ją tak nosić. Doskonale podkreśla kolor Twoich pięknych oczu.
Ciemnowłosa ponownie się zarumieniła. Suigin pomyślał, że wyglądała wtedy bardzo słodko i niewinnie.
- Dziękuję… - Odpowiedziała.
Sui spostrzegł, że zawiązał chustkę April na szyi, tak, że była lekko przekrzywiona. Chciał podejść do dziewczyny, żeby ją poprawić, jednak w połowie drogi potknął się i upadł jej kierunku. Kiedy upadli zauważył, że upadli w taki sposób, że ich usta się zetknęły...

piątek, 11 maja 2018

Od Violett C.D Keyi


Uśmiech dziewczyny był taki spokojny, w dodatku wyglądała z uśmiechem na twarzy niczym anioł o pięknych włosach, które to delikatnie unosiły się poprzez delikatny wiatr, który dążył nas swoją obecnością. Przez kilka chwil wydawało mi się, że Keya jest jedną z bohaterek bajki, którą kiedyś czytałam.
Wiadomość o tym, że mam pójść na domówkę i to do jej brata zaskoczyła mnie i to bardzo. Po drodze co prawda zwlekałam z pójściem tam, ale nie potrafiłam odmówić dziewczynie i koniec końców uległam dziewczynie. Przed wejściem do luksusowej posiadłości w drzwiach stał brat Keyi, który miło przywitał się ze swoja siostra oraz z szacunkiem i kultura ze mną. Weszliśmy do środka. Ogromny korytarz mnie zachwycił swoim ustrojem. Wyszliśmy na ogród, gdzie zobaczyłam kilkoro ludzi. Zapewne byli to przyjaciele brata Keyi. Dziewczyna nie czekając długo, wskoczyła do wody. Ja nie miałam co do tego za dobrych przeczuć. Mikoto poszedł w ślady siostry. Ja przykucnęłam tuż przy brzegu basenu. Nie chciało mnie do wejścia do niego. Jakoś nie czułam się za odważnie. Chłopak wyszedł tym samym, mówiąc mi o tym, abym czułą się jak u siebie w domu. Raczej wątpiłam w to, aby było to możliwe. Keya chciała, abym weszła, ale ja zwlekałam i to chyba za długo, gdyż dziewczyna nie czekając dłużej, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę. Spowodowało to niczym innym jak upadkiem do wody.
- Teraz możesz odprężyć się — powiedziała dziewczyna, gdy tylko wynurzyłam się spod wody.
- Wkoło już mamy się kąpać to zdejmę, chociaż mokre ciuchy — nie pozostało mi nic innego jak podążać za Keya. Ona chyba najlepiej wiedziała, jak zachować się na takich imprezach. Zdjęłam swoje ciuchy, jednak zostawiłam koszulkę. Nie lubiłam za bardzo osłaniać swoich pleców.
- Dlaczego nie zdejmiesz koszulki? - zapytała się mnie Keya, a ja schyliłam swój wzrok w dół.
- Nie lubię osłaniać pleców, bo ludzie wtedy skupiają swój wzrok za bardzo na mnie — odpowiedziałam, a ona spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Zdjęłam koszulkę, wzięłam swoje włosy do lepsi i pokazałam dziewczynie blizny, jakie pozostały mi po kilku zdarzeniach. - Co prawda mi nie przeszkadzać ich odkrywanie, ale wzrok innych osób mnie odrobinę denerwuje — uśmiechnęłam się, a ona tylko głośno odetchnęła. - Mniejsza mowa o mnie — założyłam z powrotem na siebie mokrą koszulkę — Czy mogłabym sprawdzić coś na tobie? - spojrzałam się, a ona przytaknęła głową.
- Jasne, nie ma sprawy — podeszłam bliżej dziewczyny.
- Do sprawdzamy, czy masz łaskotki?! - uśmiechnęłam się pod nosem tym samym, kierując swoje dłonie w stronę ciała dziewczyny....

<Keya?>

Od Blue C.D Olivera


Normalnie przy takiej sytuacji, człowiek na górze pewnie by od razu spadł, ale miałam haczyk w tym: w związku z tańcami, gimnastyka i równowaga to była podstawa wszystkiego, poczucie rytmu też, ale w tamtym momencie się nie przydałby. Kotowate stworzenie zaczęło wolno się przesuwać ku nam, może jednak bardziej w kierunku swego właściciela pode mną. Albo wyczuwał bezsens całego zajścia. Kto wie. Koci tok rozumowania to nie moja bajka. Liczyło się to, aby zwierzak zlazł z tej niebezpiecznej gałęzi, która złowrogo trzeszczała. Skoro mowa o kwestii wydawania dźwięków od gałęzi to zastanawiało mnie to, czy jest spowodowane ciężarem zwierzaka, czy zwyczajnie, ze starości, ewentualnie w grę wchodziła opcja wyżarcia przez korniki, czy jak im tam. No wiecie, te robale co kochają drewno? Na pewno kojarzycie. Ja nie poświęciłam uwagi na sortowanie w pamięci różnych owadów i podobnych, która są szkodliwe dla różnego rodzaju roślin. O czym to ja...? Ach tak.
W jednej chwili kociak był już niemal na wyciągnięcie ręki. W drugiej za to wydawane fale dźwiękowe przez drzewo słyszalne dla wszystkich swoiście kwiknęło, po czym gałąź uległa złamaniu. Przez szok w myślach przeklęłam. Ale co trzeba robić, jak gałąź nad tobą się wali, ty jesteś na czyiś barkach, a gdzieś jakby przed tobą jeszcze jest zwierzak do ratowania? Czy to było nauczane gdzieś kiedyś, chociaż przy okazji? Nope. I radź sobie człowieku sam.
Chłopak pode mną zrobił krok w tył, możliwie zapominając o ciężarze w postaci mnie. Zachwiało nas do tyłu, kot skacze do nas, a gałąź zaraz komuś przydzwoni. Tak w zasadzie, to nie wiedziałam, co tu się u licha stało w jednej sekundzie. Jeśli chodzi o mnie, to chyba odruchowo wygięłam się do złagodzenia lądowania przy upadku i niemal bezboleśnie znalazłam się z powrotem na ziemi. Chłopak na wpół leżał, w pół siedział z tym kotem a przed nim, dosłownie pół metra tarzała się gałąź, najwyraźniej zadowolona zamieszaniem. Wstałam, przeciągając się i sprawdzając, czy coś mi dolega. Nie, chyba tylko głupawka po tej akcji.
- No, więc rozgrzewka na dziś chyba może być oddelegowana. Cały jesteś? - Spytałam towarzysza, spoglądając na niego.

Oliver?

Od Keyi C.D Violett


Blondynka miała całkowitą rację. Akceptacja swojego losu to nasza nieodłączna część. Być może to nawet własnie samo życie. Budzimy się rano, aby przyjąć narzuconą z góry kolejność zdarzeń. 
Uśmiech Violett przeszył moje ciało, pozostawiając po sobie wyraźny ślad. 
- Masz rację. - mój uśmiech pozostał w moim środku. - Po prostu musimy przeć naprzód.
- Poza tym mówią, że czas leczy rany. Po części tak jest, chociaż tylko je goją pozostawiając blizny. 
Zaśmiałam się na jej wypowiedź, przyznając jej rację. Atmosfera od razu się zmieniła. Mogłam wyczuć wokół nas jakąś poświatę, jakby ktoś z zaświatów próbował nas uspokoić. Powiedziałam o tym Violett, która była wyraźnie zaciekawiona, a nawet udało mi się wychwycić chwilowe zadowolenie.
W pewnym momencie ciszę przerwał mój telefon, który zawiadomił mnie o przysłanym sms-ie. Nadawcą okazał się być Mikoto, który zapraszał na domówkę u niego. 
- Mamy zaproszenie na imprezę. - posłałam jej pytający wzrok, odpisując bratu, że zaraz będziemy. - Zobaczysz, będzie super!
Przygryzłam wargę i uniosłam brwi, widząc, że Violett najwyraźniej nieco się tego obawia. Zacisnęłam mocniej dłoń na jej ręce i wstałam, ciągnąc za sobą blondynkę. 
Po drodze nieco się opierała, jednak ostatecznie mi uległa, śmiejąc się sama do siebie. Trochę zabawy wszystkim jest potrzebne. 
- Proszę, proszę. - w progu drzwi pojawił się czerwonowłosy, przytulając mnie na powitanie. Przy Violett stanął prężnie i zabrał jej doń, całując ją przy tym. - Ciebie również witam piękna istoto w moich skromnych progach. 
Blondynka nieco się zarumieniła, ale ukłoniła się jak przystało i odpowiedziała przedstawiając się. 
Ruszyliśmy w trójkę do salonu, gdzie była już masa ludzi. Muzyka przeszywała moje ciało, a zapach alkoholu unosił się w powietrzu. Mikoto odziedziczył posiadłość po moim ojcu, którego może jeszcze kiedyś uda mi się poznać. Była to wielka willa z ogromnym basenem urządzona w styl nowoczesnym. 
- O tak! - krzyknęłam rozradowana, ciągnąć Violett w stronę basenu. 
- No.. nie wiem. Nie jestem przekonana. - uśmiechnęła się nerwowo, kiedy dotarłyśmy. 
Było tutaj jednak znacznie mniej osób. Od razu zaczęłam ściągać z siebie ubrania, zostając jedynie w koronkowej bieliźnie. Kiedy zanurzyłam się w wodzie, świat przestał istnieć. Woda to moje drugie życie. 
Obok mnie od razu znalazł się mój braciszek, który natychmiast zaczął się ze mną drażnić. Czasami czułam się przez to zakłopotana, gdyż nie zawsze wyglądało to tak jakbyśmy mieli być jedynie rodzeństwem. Jednak z niewiadomych mi przyczyn, podobało mi się.
Podpłynęłam do krawędzi basenu, wyciągając rękę do Violett, która nadal się zastanawiała.
- Jest super. - przyznałam. - Spokojnie, on zaraz sobie pójdzie.
Poczułam jak pod wodą szczypie mnie w udo. 
- Zostawiam Was same, ale zaraz wracam. Violett czuj się jak u siebie.
Wyszedł z wody, pozwalając Violett na poczucie się nieco pewniej. Posłałam jej pytający wzrok, ale kiedy nadal nie uzyskałam odpowiedzi po prostu pociągnęłam ją za rękę do wody. 

Violett? ;3

środa, 9 maja 2018

Od Gaza C.D Taiga

< Poprzednie opowiadanie >

Gaze otarł dłońmi twarz, po kilkunastu nieudanych próbach zmrużenia chociaż na chwilę oka. Był zmęczony, jednak wszystko co się dzisiaj stało leżało ciężko na jego sumieniu, nie pozwalając zasnąć. Rezygnując już ze snu wstał, by rozejrzeć się po swoim pokoju. Tak pusto. Nawet się nie rozpakował, nie czuł potrzeby. Tkwiło w nim przekonanie, że to nie tutaj jest jego dom, a gdyby postawił swoje rzeczy, tam gdzie kiedyś, poczułby się jakby naprawdę zrezygnował z ukochanej kobiety. Białowłosy zmarszczył brwi, nie miał bladego pojęcia jak dalej ma postąpić. Stracił w oczach ojca, jakie ma teraz szanse na jego przekonanie? Została mu tylko rozmowa i litość Armakana. Białowłosy upadł na poduszkę zamykając oczy."Oby jutro było lepsze."

*Następnego dnia*

Gaze stał już kilka minut przed pokojem rodziciela, próbując poukładać sobie wszystko w myślach. Bał się i to bardzo. Drżał wręcz ze strachu, że będzie musiał opuścić osobę, którą kocha najbardziej na świecie. Jeszcze niedawno było to dla niego nie do pomyślenia, a teraz nie był już tak pewny, że w ogóle ponownie ją ujrzy.
Przepraszam ojcze, masz chwilę? - Spytał białowłosy wchodząc do pokoju Armakana, gdzie ujrzał swoją matkę, z czego był widocznie niezadowolony. Dobrze wiedział, że jeśli Lilith tutaj zostanie, rozmowa może pójść nie po jego myśli. Na pewno doda swoje dwa grosze, podliczając do tego szczyptę manipulacji, którą dostrzegają tylko Ci, którzy zdają sobie sprawę, jaką jest osobą. Gaze czuł czasami obrzydzenie do samego siebie przez to, że wyglądali tak samo. Charaktery wielorakie, jednak zewnętrznie są jak dwie krople wody. Był czas kiedy białowłosy się za to wręcz nienawidził.
O co chodzi? - Spytał ojciec kierując pewny siebie wzrok na syna. Czując tak duży napór na swoją osobę, Gaze miał ochotę podkulić ogon i uciec, jednak wyprostował się i znowu otworzył usta, by przemówić.
Moglibyśmy porozmawiać na osobności? - Zerknął kątem oka na matkę, która delikatnie się uśmiechnęła, poprawiając taktownie włosy, jakby ciesząc się, że ciemnoskóry o niej wspomniał. Ojciec młodzieńca spojrzał na kobietę, która stała dumnie w miejscu, by po chwili się odezwać.
Masz coś do ukrycia przed swoją ukochaną mamą? - Gaze nie skomentował, jedynie westchnął. Najwyraźniej nie ma innego wyjścia jak tylko mówić przy kobiecie. Spodziewał się, że tak będzie.
Ponownie chciałbym przeprosić za moje zachowanie. - Odezwał się białowłosy korząc się. Było mu naprawdę wstyd za wczorajsze zachowanie i zdawał sobię sprawę, że stracił w oczach rodziciela, jednak zrobi wszystko by to naprawić, ale w tej chwili są ważniejsze priorytety.
Wybiłeś już to sobie z głowy? - Ciemnoskóry zacisnął pięści słysząc ponownie Lilith. "Czemu ta kobieta nie może posiedzieć kilku minut z zamkniętą jadaczką?" Znerwicowany w duchu Gaze, nawet nie raczył skierować wzroku w miejsce gdzie stała rozmówczyni.   - Czyż tak młoda dama nie rzuciła Ci się w oko? Dobrze wiem, że jest w Twoim typie. - Słysząc przedłużenie ostatnich słów, białowłosy miał ochotę wyrzucić z siebie napływ burzliwych myśli, które wdrapywały mu się na język. "Powiedzieć ojcu co robi matka? Nie.. nie mogę przekładać swojego szczęścia, nad jego." Gaze starał się rozluźnić, gdyż jego mięśnie pod wpływem stresu tak się napięły, że zaczęły drżeć, a to może spowodować negatywne odczucie u głowy domu. Biorąc kilka głębszych wdechów ciemnoskóry przeszedł do sedna.
Nazywa sie Taiga Mortem. - Białowłosy starał się nie zwracać uwagi na słowa matki. Był tutaj by porozmawiać z Armakanem i to na nim się skupił. 
Córka Waris Mortem? Mag klasy S... - Słysząc to Gaze trochę się zdziwił. Rzeczywiście, czarnowłosa wspominała o swojej matce, jako silnym magu, jednak czy była, aż tak rozpoznawalna, że nawet ojciec chłopaka ją znał? Mężczyzna uznał to jako idealną okazję do przekonania rodziciela, tak więc zbierając sobie wszystkie siły, powiedział jak najbardziej poważnym i przekonującym tonem.
Ja wiem że Taiga będzie jeszcze silniejsza, przewyższy matkę, a ja jako jej oręż jej w tym pomogę.. - Oznajmił, wykonując przy tym silne machnięcie ręką, które miało oznaczać jego przekonanie do tego co mówi. Był tak bardzo zahipnotyzowany tą rozmową, że jego ciało zaczęło samo przekazywać Armakanowi liczne wiadomości. Mowa ciała czasami zdziała więcej niż słowa. - Pamiętasz jak opowiadałeś mi i przeznaczonym pakcie? To się właśnie stało z nią. - Na twarzy ojca zagościło zaskoczenie, oraz zaciekawienie. Białowłosy odczuł, że jest coraz bliżej przekonania rodziciela. - Jestem w stanie poczuć wszystkie jej emocje, odczuwam ból, którego dozna, niepokój, który zagości w jej umyśle, ale także niezwykłą odwagę. Proszę ojcze, bez dźwięku bicia jej serca mam wrażenie, że także moje ucichło. - Wyszeptał już z żalem ostatnie słowa ciemnoskóry, zaciskając pięści w okolicy klatki piersiowej. Zdał sobie sprawę jaką pustkę czuje. Nie stracił dla dziewczyny tylko głowy, oddał już jej swoje serce i całego siebie.
Znalezione obrazy dla zapytania Sharrkan artA więc to tak.. myślałem ze to mit. - Starszy mężczyzna zamyślił się przykładając dłoń do brody, obserwując przy tym dokładnie syna.
Nie zmienia to faktu iż Mortem byli wysokiej hierarchii tylko wtedy gdy Waris żyła, teraz są nikim, to nie przystoi. - Słysząc głos kobiety w takim momencie, Gaze poczuł jak zastyga, a krew odchodzi z jego głowy. "Czemu w takim momencie? Muszę szybko coś zrobić!" Chłopak podszedł jeszcze bliżej ojca. Nie obchodził go gniew w stosunku do matki, który został wywołany przez jej słowa. Musiał pamiętaj o Armakanie.
Ojcze jeśli Taiga zgodzi się za mnie wyjść, obiecuje że jej rodzina znowu odzyska blask! - Powiedział pewnie, nie było to rzucenie słów na wiatr. Wiedział, że kobieta potrzebuje jeszcze czasu, na tak wielkie wydarzenie, jednak nigdy nie był czegoś tak bardzo pewien. 
Wyjść za Ciebie? Kochasz ją tak że chcesz się oświadczyć? - Ciemnoskóry mężczyzna odruchowo spojrzał w stronę matki. Nie mógł już tego ignorować. Wiedział, że nawet jakby chciał to jej nie przekona, jednak będzie walczył.
Dla niej zrobię wszystko! - Wykrzyknął pewnie, pokazując oblicze, którego nawet jego rodziciel nie znał. Determinacja u Gaza była czymś zwyczajnym, jednak tym razem dało się wyczuć dużo więcej. Wszystkie emocje zaczęły wylewać się z białowłosego. 
Armakanie.. to niedorzeczne. - Stwierdziła z krótkim i ironicznym śmiechem kobieta, szukając pomocy u męża.
Zamilcz Lilith. - Gaze zaskoczył się takim tonem ojca do matki, co wręcz spowodowało mu niego odruchowe uniesienie kącików ust. - Rozumiem co czujesz do tej kobiety synu, byłem kiedyś nieszczęśliwie zakochany w jej matce.. Wspaniała kobieta, wolała ubogie życie przy mężczyźnie którego kochała niż pieniądze i wysoką hierarchie u mego boku. Jeśli są takie same nie dziwię się, że tak zagorzale o nią walczysz. Jesteś w stanie osiągnąć dużo więcej niż ja. - Białowłosy był zaskoczony że rodziciel mówił takie rzeczy przy swojej żonie. Wyraz twarzy matki też ukazywał jej głębokie zaskoczenie, oraz pożałowanie. Kobieta nie wiedziała co się dzieje, nawet nie wiedziała jak ma się w takiej sytuacji zachować. Słychać było tylko cichy nerwowy śmiech.  - A co do Ciebie Lilith dobrze wiem, że zdradzasz mnie od lat, początkowo robiłem wszystko by się Tobie przypodobać, głupio myśląc, że znów mnie pokochasz, ale teraz koniec.. życie dzieci jest najważniejsze, zrobię wszystko by były szczęśliwe. - Powiedział tęgi mężczyzna piorunując żonę wzrokiem i tym samym powodując iż tak upadła na ziemię, ciężko dysząc. Był to dla niej cios, którego się nie spodziewała, tym bardziej w takim momencie. - A teraz synu, spędźmy czas twoje pobytu tutaj w jak najlepszy sposób. - Gaze początkowo wpatrywał się w ojca z niedowierzaniem, jednak mimika jego twarzy już po chwili malowała się szczerą radością. Udało mu się. Nie wierzył w to, a jednak. Cały strach z niego zszedł, pozostawiając ulgę i chęć ujrzenia ponownie ukochanej. 
Dobrze! - Z oczu chłopaka zaczęły płynąc łzy wzruszenia. Gaze niezwłocznie przytulił ojca, dziękując mu przy tym po raz kolejny. Ich zażyłe relacje znowu się zacieśniły. 
Kolejne dni płynęły szybko i przyjemnie. Gaze w końcu miał okazje porozmawiać z każdym z jego rodziny. Bracia nadrobili te wszystkie lata, spędzając ze sobą mile czas. Żal mu było jednak tego iż Falak nie pojawił się nawet raz w domu, podczas jego pobytu. Chciał pogodzić się z młodzieńcem, ale jak widać, nie będzie mu to jeszcze dane. Białowłosy oczywiście co jakiś czas patrzył ślepo w mały ekran na którym widniało zdjęcie czarnowłosej, co wywoływało ciepły uśmiech na jego twarzy.
To ona?! - Usłyszał za sobą wesoły głos, należący do Almasa, który zaczął się zachwycać urodą kobiety. Młodszy brat chciał wiedzieć jak najwięcej o życiu Gaza dlatego też nie odstępował go na krok, przez te kilka dni. Podzielili się swoimi zainteresowaniami, a Almas jak zawsze chciał zobaczyć sztuczki magiczne, więc błagał niejednokrotnie, by przyjechał do rodzinnego domu wraz z Taigą, co mu musiał obiecać. 
Czemu do niej nie zadzwonisz? - Następny w kolejce z pytaniami był Anan. Podrywacz, ale także członek rodziny, któremu Gaze zwierzał się najczęściej. Co prawda był podobny z podejścia do innych do matki, jednakże ciemnoskóry wyczuwał w nim bratnią duszę. Dzięki niemu mężczyzna miał chociaż jedną dziewczynę. Białowłosy również nie omieszkał podpytać się co powinien zrobić, by zadowolić Taigę. 
Chce zrobić jej niespodziankę. - Uśmiechnął się ciemnoskóry, wracając do innych beztroskich tematów.

*Kilka dni później*

Gaze wysiadł z samochodu i spojrzał na ogromne lotnisko. Mimo że rozstawał się znowu z rodziną, na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Martwił się, czy Taiga oby na pewno nie je tylko pizzy i chińczyka z baru obok. Chciał jak najszybciej wrócić i przytulić się do kobiety, po tak ciężkiej i wyczerpującej psychicznie podróży.
Synu.. Zanim wyjedziesz, chciałbym Ci coś dać. - Powiedział ojciec, podchodząc do Gaza, patrząc mu przy tym w oczy. Zaczął szukać czegoś w kieszonce, po czym wyjął małe zawiniątko. Białowłosy zdezorientowany tym co się dzieje powoli je otworzył i ujrzał tam maleńki pierścionek, z pięknie pobłyskującym diamencie na samym środku. Mężczyzna dobrze wiedział co to jest i nie mógł się nadziwić temu co się dzieje. Najcenniejsza rzecz w życiu jego ojca, zostaje właśnie składana w jego ręce. - To dla Ciebie, za to że pomogłem mi dostrzec prawdę. - Wysoki mężczyzna przyłożył czoło do głowy chłopaka i się uśmiechnął, kładąc przy tym pierścionek babci na jego dłoni. 
Muszę dać jej jeszcze trochę czasu. - Chłopak pokazał szereg białych zębów, ściskając dłoń rodziciela. Pożegnał się ze wszystkimi, próbując nie uronić przy tym nawet łzy. Jednak widząc płaczącego Almasa, wszystko potoczyło się własną drogą. Obiecali do siebie pisać wiadomości co jakiś czas i przygotować kolejne spotkanie. Gazowi brakowało tego rodzinnego ciepła i cieszył się z całego serca, że tu przyjechał i może cieszyć się otwartym związkiem z Taigą. Mężczyzna machając ręką zaczął się oddalać, w stronę samolotu. 
Jak jest uparta, tak jak jej matka, to pewnie odwiedzisz mnie z nią u boku dopiero za kilka lat! - Gaze usłyszał śmiech ojca, na co odpowiedział szerokim uśmiechem. 
Jak powie "tak" to nie zapomnij ją do na przywieźć! - Wykrzyknął jeden z braci, jednak białowłosy postanowił się nie odwracać, wiedział, że jak to zrobi wszystko będzie dla niego jeszcze trudniejsze. Ostatnie kilka dni były naprawdę pouczające i wspaniałe. Lilith nie wychodziła ze swojego pokoju, najprawdopodobniej przeklinając siebie, że mogła tak głupio się zdemaskować, a ojciec? W końcu potrafi szeroko się uśmiechać. Zrozumiał, że całe jego szczęście jest przy dzieciach, dla których teraz obiecał poświęcać jeszcze więcej czasu.

*Parę godzin później*

Białowłosy czując głębokie zmęczenie podróżą cieszył się, że jest w końcu pod drzwiami mieszkania Taigi. Mimo iż był tutaj setki razy, a nawet teraz zaczął tutaj sypiać, czuł jak się stresuje wyjmując klucze z kieszonki. Był ciekawy, czy kobieta jest teraz w domu. Czy nadal na niego czeka? Przełykając ślinę otwierając drzwi, by ujrzeć burze czarnych włosów. Zaskoczony chłopak, automatycznie się uśmiechnął, widząc twarz kobiety, którą kocha. Mimika władającej wyraźnie wskazywała, iż był niezapowiedzianym gościem, co go bardzo rozbawiło. Miał wrażenie, jakby jego serce znowu zaczęło bić.
Cześć. - Powiedział czule, gdy Taiga owinęła ręce wokół jego szyi i zawiesiła się na nim. Gaze był tak zaskoczony, że aż się cicho zaśmiał i odwzajemnił uścisk, który był wyjątkowo delikatny i pełny uczucia. Ciemnoskóry miał wrażenie, że trzyma w rękach cały swój świat, który jest bardzo kruchy i musi na niego uważać. 
Wróciłeś. - Wyszeptała kobieta, której mięśnie drżały, pod wpływem silnego uścisku. Białowłosy poczuł ciepło na sercu, Taiga rzadko kiedy ukazywała mu swoje prawdziwe uczucia, jednak jak już to robiła, Gaze czuł się jak w niebie. 
Przecież Ci obiecałem, poza tym jakbym mógł nie wrócić, skoro Cię kocham? - Mężczyzna ucałował delikatnie szyję kobiety. Jej skóra była tak delikatna i pachnąca, chłopak poczuł jak jego myśli mętnieją, a ciało porusza się samo. Czy to przez to, że jej tak długo nie widział? Czy może zdawał sobie sprawę, że Taiga też tego pragnie? 
Nie wyjeżdżaj już na tak długo. - Usłyszał uroczy szept, który sprawił, że dostał przyjemnych dreszczy. Kobieta odsunęła twarz od jego ramienia i złożyła czuły pocałunek na ustach białowłosego. Mężczyzna czując jak nie może się już dłużej powstrzymywać, zamknął szybkim ruchem drzwi i łapiąc kobietę za pośladki uniósł ją do góry. Opierając plecy kobiety o pobliską ścianę wsunął sprawnie język do ust kobiety, zasysając przy tym mięsiste wargi Taigi, która zaciskała coraz mocniej uda wokół Gaza. Mężczyzna sprawnie tańczył wokół języka czarnowłosej, pieszcząc przy tym każdy możliwy zakamarek. Odrywając się, by zaczerpnąć powietrza ciemnoskóry zszedł niżej do szyi, oraz obojczyka. Wiedział, że jeśli teraz się nie zatrzyma, to zrobi to z kobietą nawet wbrew jej woli. Skrywając twarz we włosach Taigi próbował się uspokoić. Serce waliło niczym młot, a ciało zaczęło się pocić z podniecenia. 

niedziela, 6 maja 2018

Od Taigi C.D Olivii


- Wybacz Taiga, że tak to wszystko wyszło… - oznajmiła cicho, unosząc na mnie wzrok - Podobna sytuacja się już nie powtórzy - dodała, posyłając w moją stronę delikatny, ale wymuszony uśmiech. Cała to sytuacja wydawała mi się okropnie dziwna. Jej brat wchodzi do mojego mieszkania, chociaż nie przypominam sobie, żebym wszystkim się chwaliła, gdzie mieszkam, po czym robi mi przeszukanie, tak jakbym nie miała co robić, tylko urządzała potajemne schadzki zakochanych w moim skromnym mieszkaniu.
- Mam nadzieję, nie mam zamiaru trzymać w swoim mieszkaniu całej Twojej rodzinki, która przeszukuje mi szafy w poszukiwaniu nagiego Mobiusa - Przewróciłam oczami, wracając do kuchni, gdzie czekał na mnie niedopity sok.
- Ja również wolałabym uniknąć takich sytuacji - Żeby zająć swoje dłonie, zaczęła się bawić sznureczkami, które odchodziły od jej bluzy. Zastanawiałam się, dlaczego jej rodzina aż tak go nienawidzi. Sama znam go z tej bardziej "przyjacielskiej" strony, jeśli w ogóle mogę powiedzieć, że takową posiada, aczkolwiek słyszałam plotki i to nie jedne. Romans z dyrektorką, wizyty u prostytutek, każdej nocy inna dziewczyna. Niestety nie jestem w stanie określić czy to prawda, czy zwykłe wymysły ludzi. Może zraniona dziewczyna zaczynała wymyślać nowe historyjki, żeby w oczach innych to on był tym najgorszym. Oczywiście brałam też pod uwagę, że może być to prawda. Nasze stosunki były jasne i oboje nie czuliśmy do siebie żadnego popędu, czy też pożądania, dlatego wszystkie złe słowa wypowiedziane w jego kierunku były dla mnie g*wno warte.
- O co im chodzi? Masz jakiś zakaz spotykania się z chłopakami? - Podniosłam jedną brew. W sumie nie wiedziałam po co, o to pytam, miałam wywalone na życie innych. Jednak... Widziałam, że ta mała czuje coś do niego. Nie wiedziałam, czy chodzi o sam wygląd, czy może szczerze jest w nim zakochana.
- To nie tak, że mam zakaz... - Westchnęła ciężko, siadając na krześle. Wyglądała, jakby biła się z myślami.
- Nie musisz opowiadać mi całej swojej historii, nie interesuje mnie to. Zresztą pytanie zadałam z czystej ciekawości, a nie w trosce o Twoją osobę - Wyjaśniłam zanim zaczęła jeszcze mówić. Nie chce słuchać o ckliwych historyjkach i przy okazji poznawać całą jej rodzinę. Nigdy nie byłam dobra w takich sprawach, w połowie wyznań wyłączałam się zastanawiając się, co zjeść na kolację. Ja nie żaliłam się innym i wymagałam tego samego od nich.
- Nie wiem dlaczego tak się zachowują - Powiedziała w końcu, patrząc prosto na swoje buty. W całym mieszkaniu zapanowała ciężka atmosfera, przez co na nowo pożałowałam, że wpadłam na jakże genialny plan zaproszenia kogoś do siebie. - Od kiedy się o nim dowiedzieli mają, taki stosunek do tego wszystkiego, zwłaszcza moja siostra - Pokręciła głową, jakby chciała o tym wszystkim zapomnieć. Zrobiło mi się jej... szkoda? Jak widać przejmowała się tym wszystkim, aż za bardzo. Jest pełnoletnia, ma prawo robić co chce.
- Dobra przestań mi tutaj zamulać - Jęknęłam już zrezygnowana. Jeszcze trochę i zacznie mi tutaj ryczeć, a tego to już na pewno nie chce. - Zbieraj się, pójdziemy do miasta, może przynajmniej tam nie będzie się ciągnąć ten temat - Machnęłam na nią ręką, aby wstała, podczas gdy sama schowałam pozostałe naczynia do zmywarki, nastawiając ją, aby po powrocie tylko schować wszystko do odpowiednich szafek. Zanim poszłam po swoje rzeczy, aby móc wyjść napisałam małą karteczkę "Wyszłam z koleżanką, obiad był pyszny". Nie chciałam, żeby Gaze martwił się, dlaczego jeszcze mnie nie ma, zwłaszcza po tym, jak już raz wylądowałam w szpitalu. Zabrałam małą torebkę, podczas gdy Olivia czekała już na mnie przy drzwiach.
- Nie musisz się zmuszać, żeby gdzieś ze mną wychodzić - Mruknęła, patrząc mi prosto w twarz, podniosłam jedną brew, po czym prychnęłam.
- Do niczego się nie zmuszam, jakbym miała Cię dość, to zwyczajnie wygoniłabym Cię z mojego mieszkania - Wzruszyłam ramionami - Gotowa? - Dziewczyna jedynie skinęła głowa.
Przez całą drogę do centrum panowała między nami cisza. Jedynak nie była ona niezręczna, po prostu obydwie byłyśmy zajęte swoimi myślami. Zastanawiało mnie, dlaczego tak bardzo chce spędzać ze mną czas. Nie jestem do niej miła, czego nie można powiedzieć o niej samej. Czasami bywa nawet aż za przyjazna. Cóż może odpowiada jej taki układ. Przebywania z osobami, które cały świat widzą w różowych barwach, musi w końcu stać się co najmniej irytujące. Sama należę do osób, które mówią prosto z mostu to o czym myślą, nawet nie zastanawiając się, czy może to kogoś skrzywdzić. Wchodząc do jednej z galerii, usłyszałam jej cichy, ale zarazem pewny głos.
- W ogóle jakim władasz żywiołem? - Z uśmiechem przyglądała się mi i czasami spoglądała przed siebie w obawie, że na kogoś lub coś wpadnie. Wzięłam głęboki oddech, jakbym właśnie wyjawiała największy sekret tego świata.
- Błyskawice, pioruny, jak zwał tak zwał - Wzruszyłam ramionami.
- To jak współpracujesz ze swoim orężem, chyba jest z metalu co nie? - Przechyliła głowę. Nie spodziewałam się takiego pytania z jej strony.
- Gaze może zmieniać materiał, kiedy jest w postaci broni, dlatego jest to dosyć wygodne, patrząc na moją moc - Wytłumaczyłam, nie wdając się w większe szczegóły. - A jak to jest u Ciebie? Jakoś nigdy nawet nie widziałam, żebyś walczyła - Spojrzałam na jedną z witryn sklepowych, gdzie zauważyłam całkiem niezłą skórzaną kurtkę.

Olivia?