Poczułam, jak zimna woda spływała po moim trzęsącym się ze strachu ciele. Miałam spuszczoną głowę. Z pokory i ze strachu. Naprzeciwko mnie stało pięć dziewczyn. Dwie z nich trzymały już puste wiadra. Można powiedzieć, że dowodząca tej całej ekipy stała na samym przodzie, patrząc na mnie wzrokiem pełen pogardy i obrzydzenia. Nie wiedziałam, co źle tym razem zrobiłam, że postanowiły mnie tak potraktować. Stałam jak głupia z ramionami ułożonymi wzdłuż ciała. Dziewczyna coś mówiła, ale ja nic nie słyszałam. Próbowałam sobie przypomnieć cały dzień i znaleźć swoje błędy, aby przeprosić. Zanim zaciągnęły mnie na tył budynku, podczas lekcji co chwilę zwracały na mnie uwagę. Tak jak myślałam, ich powodem był chłopak, do którego się zbyt słodko uśmiechnęłam i w stosunku do niego byłam za miła.
~ Siedem godzin wcześniej ~
Weszłam do szkoły zdyszana i przerażona faktem, że się spóźnię. Niestety, dnia poprzedniego, zamiast iść spać, to rysowałam komiks dla Olivii. Zasiedziałam się do trzeciej nad ranem. Aby zdążyć na pierwszą lekcję, potrzebowałam dwudziestu minut z buta. Autobusem nie chciałam jechać, ponieważ o tej godzinie były okropne, a co gorsze, nieprzewidywalne korki. Raz wszystko stało, a za innym razem samochody normalnie jeździły. Tego dnia jednak postanowiły stanąć w korku. Gdy się obudziłam, miałam trzydzieści minut do lekcji. Musiałam się szybko ubrać i się spakować. Gotowa do wyjścia, wybiegłam z mieszkania, w którym spędziłam weekend z rodzicami. Był poniedziałek, a od piątku do właśnie ostatniego dnia tygodnia, siedziałam u rodziców. Niestety, wynajęli apartament nieco za daleko od szkoły. Plus był taki, że zawsze był w miarę spokój, który nie został zakłócony przez karetki czy inne tam pojazdy na sygnale. Mimo wszystko postanowiłam wracać do akademika już w nocy w niedzielę, a nie dopiero w poniedziałek po zajęciach.
„People are illogical, unreasonable, and self-centered. Love them anyway.”