Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kashim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kashim. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 sierpnia 2018

Od Kashima C.D Keya


Dziewczyna przywitała chłopaka z szerokim uśmiechem, przez co ten poczuł niemałe zakłopotanie. Najprawdopodobniej to pierwszy raz, gdy jakakolwiek kobieta okazuje mu tyle sympatii, zamiast kryć się przed jego aroganckim spojrzeniem. Brak doświadczenia w takich sytuacjach sprawiał, że nie wiedział jak ma się zachować. Bycie potulnym i uprzejmym pieskiem nie było w jego naturze. Mimo to nie czuł ani grama złości, czy irytacji. Wręcz można by ująć, że chciał wywrzeć jak najlepsze wrażenie. 
- Hej. - Policzki dziewczyny naszły niewinne rumieńce, wchodzące w odcień jej włosów. Kashim nie był pewny co mogło to oznaczać, jednak nie zagłębiał się w takowych myślach.  - Chcę Ci podziękować i przeprosić. - Keya pokłoniła się nisko, na co chłopak rozwarł szeroko oczy. Zaskoczyło go to. Czuł się głupio, że kobieta musiała się przed niż korzyć, tym bardziej ona. Włosy kobiety opadły na jej twarz, ukrywając rozpalone policzki, jednak gdy ponownie się wyprostowała blondyn mógł na nowo podziwiać jej urodę. 
- Nie musisz. - Chłopak mówił uprzejmie. Nie starał się na siłę udawać spokojnego, ale na pewno pilnował zaparcie swojego temperamentu. - To nic wielkiego. - Mężczyzna czując delikatne speszenie, odwrócił wzrok i zaczął drapać się z tyłu głowy. To ewidentnie nie była sytuacja dla niego. Chłopak zestresował się tym na tyle, że czuł jak cały robi się coraz bardziej spocony, a to dopiero początek tego długiego dnia w szkole.

sobota, 18 sierpnia 2018

Od Kashima C.D April


Chłopak uniósł głowę i spojrzał na kobietę kątem oka, gdy ta odwróciła się w jego kierunku.  Czyli jednak nie chce tak po prostu odejść? Wyraz twarzy mężczyzny zdążył już zelżeć, po sytuacji, która miała przed chwilą miejsce. Kashim naprawdę nienawidził przemocy wobec kobiet i był gotowy zmiażdżyć każdego kto się odważył dopuścić takiej zbrodni. Chłopak był bardzo pewny siebie, dlatego też nie zawahał się ruszyć na przeciwników. Zawsze uważał się za wyjątkowego. Jako dziecko dzięki swojemu talentowi potrafił zrobić prawie wszystko, czego rówieśnicy, jeszcze nie byli wstanie wykonać. Bardziej skomplikowanych czynności, które on miał w małym palcu, które dla nas aktualnie są proste niczym wyjęcie kozy z nosa, ale w młodzieńczych latach mało kto dorównywał mu w łapaniu najprostszych rzeczy. Zaczął myśleć, że jest wyjątkowy, najlepszy, do tego stopnia, że stał się naprawdę próżnym człowiekiem.
- Co do tamtych pieniędzy… Jeśli to nadal aktualne, jednak bym je przyjęła. - Odwróciła się na pięcie w stronę blondyna, z niezręcznym uśmiechem. Kashim natychmiastowo uniósł nieznacznie brew do góry. - Oczywiście wszystko oddam! Co prawda w ratach i nie od razu, ale co do grosza, wszystko zostanie zwrócone. - Mężczyzna westchnął. Prawdą jest co mówią, że kobiety są zmienne, jednak podobał mu się taki obrót spraw. Nie lubił być komuś winny. Dziewczyna zniszczyła telefon z jego powodu, no oczywiście nikt nie kazał jej się tam pchać, jednakże zawsze czuł potrzebę oddania komuś pieniędzy w takich sytuacjach, tym bardziej gdy brał w nich udział.
- Spokojnie nie musisz mi ich oddawać, w końcu to z mojej winy został rozwalony. - Mężczyzna ledwo przecisnął te słowa przez gardło, by nie dodać chamskiej docinki i wyjął portfel, a z niego garść banknotów, które podarował dziewczynie. April natychmiastowo jest przeliczyła i rozwarła szeroko oczy. Przesadził? Wydawało mu się, że to podobna kwota, do tej za którą mogła kupić aktualnie zniszczony telefon dziewczyna. 

piątek, 30 marca 2018

Od Kashima C.D Keya


Kashim wysłuchał w ciszy tego co miała mu do powiedzenia dziewczyna. Fascynująca umiejętność, lecz wiążąca się najprawdopodobniej z jeszcze wieloma innymi komplikacjami. Jeśli opuści ciało na dłuższy czas to nie ma przypadkiem możliwości, że jak zrobi to zbyt długo, skończy się niedotlenieniem mózgu i śmiercią? Ryzykowne, więc czemu zaryzykowała by uspokoić chłopaka. Podczas zadawania dobie tylu pytać, Kashim dostrzegł jak kobieta w jednej chwili traci siły i opada na jego tors. Zaskoczony, upewnił się, że rudowłosa ma stabilne tętno i powoli pomógł jej przejść do siadu. Widział, że nie była teraz w najlepszej formie. Oczy zamroczone, a ciało prawie całkowicie bezwładne. 
-----------------------------------------------------
- Przepraszam. – Jęknęła, otwierając oczy i po chwili łapiąc się za głowę, jakby informując mężczyznę, że nadal rudowłosa nie wróciła do pełni sił. – Chyba wyszłam z wprawy. - Dziewczyna posłała mu zakłopotany uśmiech, widniejący na tle różowych policzków. Kashim będąc tak blisko nieznajomej mógł teraz stwierdzić, że jest na prawdę urokliwą kobietą. Nie przeszkadzał mu nawet mocny makijaż, który dodatkowo dodawał jej dzikości, która jest zawsze kojarzona z rudymi czuprynami. Wręcz przeciwnie, podobało mu się to. Zaczęło go ciekawić, czemu stał się teraz tak łagodny. Może moc kobiety miała jeszcze jakiś dłuższy wpływ na ofiarę? Nie wiedział, jednak nie czuł gniewu, czy jakiejkolwiek irytacji. Wręcz przeciwnie sam był trochę zakłopotany, co na szczęście potrafił perfekcyjnie ukryć, za szkarłatnymi wrogo nastawionymi do wszystkich oczami i urodzie dzikiego psa. Nagle kobieta ponownie zaczęła tracić siły i ześlizgnęła się na nogi chłopaka.
- Potrzebujesz odpoczynku. - Westchnął ciężko Kashim biorąc kobietę na ręce, w dość dziwnej pozie, gdyż jej ręce zwisały z jego barków, a nogi mogły się bezproblemowo owinąć wokół jego talii. 
- Co robisz? - Zapytała nerwowo, jakby chcąc się wydostać z uścisku. Blondyn postanowił zanieść.. właśnie jakie było jej imię? Kashim automatycznie zmarszczył brwi. "Co się z Tobą dzieje chłopie?" Mruknął do siebie w myślach. Nigdy się nie interesował innymi, na pewno nie ich tożsamością. Wręcz próbował wszystkich wyrzucić ze swojej głowy, nie kojarzył nawet imion osób ze swojej klasy, więc czemu teraz jest tak zaabsorbowany tą informacją?
- Sama nie dasz rady iść, nie mam racji? - Powiedział ironicznie Kashim, czując jak gorąca niczym zapalona pochodnia skóra kobiety zaczyna ocierać się o jego szyję, by skryć swoje zawstydzenie zaistniałą sytuacją. Mężczyzna na prawdę przestał siebie poznawać, nie wiedział, że potrafi być taką oazą spokoju. - Jak Ci na imię? - Zapytał po chwili, cicho z bardzo dziwnym tonem, jakby zrobił to wbrew sobie. Do nosa młodzieńca wdarł się nagle przyjemny zapach kobiety. Czyżby mu się to podobało? 
- Keya Tabuchi. - Odparła krótko rudowłosa, będąca nadal widocznie zawstydzona. Kashim w sumie jej się nie dziwił, w końcu tak noszą mężczyźni zwykle swoje kobiety, jednak dziewczyna upadła na niego tak niefortunnie, że zmiana pozycji mogłaby być upierdliwa, jak i nie bolesna dla Keyi. - Gdzie mnie niesiesz? - Spytała rozglądając się niepewnie. Znajdowali się w środku lasu, więc trudno było odczytać kierunku świata, a tym bardziej stwierdzić, gdzie znajduje się miasto. Tyle dobrego, że Kashim odwiedzał to miejsce dość często, tak więc znał okolicę jak własną kieszeń. Chłopak poczuł chwilowy dyskomfort. Przypomniał sobie, że jeszcze niedawno wspinał się przecież na ogromny klif i jest cały mokry od potu i nitrogliceryny. "Czemu się tym tak przejmujesz?!" Już widocznie zirytowany mężczyzna bił się ze swoimi myślami. 
- Do szkolnej pielęgniarki, powinna jeszcze być u siebie, tam odpoczniesz, a jak będzie potrzeba podłączy Ci kroplówkę. - Wytłumaczył Kashim zirytowanym tonem, spowodowanym nadmiarem niewygodnych myśli w jego głowie. Chociaż to wskazywało, że był cały czas sobą, gdyż potrafił popaść w gniew z byle jakiego powodu. 
- Przepraszam za kłopot. - Oznajmiła drżącym głosem dziewczyna, na co zaskoczony blondyn zacisnął szczęki. "I Po co ją jeszcze straszysz kretynie?" Miał odczucie jakby kobieta była delikatnym kwiatem, który w jego rękach niestety nie ma szans na przeżycie. Nie potrafi być delikatny, a tym bardziej miły. To tylko kwestia czasu, aż zacząłby wyrywać płatki. Nie mówiąc już nic, bo jak uważał Kashim pogorszyłby tym tylko sprawę. Szedł powoli przed siebie, mijając to ostrożnie wystające skały, czy grube korzenie drzew, by nie spowodować bolesnego dla obojga upadku. Nie minęło więcej niż kilkanaście minut, kiedy blondyn dotarł z rudowłosą na rękach do Akademika. Oczywiście wszystkie oczy były zwrócone w jego kierunku. Dobrze wiedział co myślą. Psychopata, doprowadził kobietę do takiego stanu i teraz łaskawie ją zanosi do pielęgniarki. Pewnie bił ją własnymi pięściami, nie dając nawet chwili odetchnięcia. Opamiętał się dopiero, gdy zobaczył, że ledwo dycha. Jego opinia jest gorsza od wielu przestępców siedzących w pace. Sam sobie taką wyrobił i był z tego dumny. Na twarz Kashima wpełzł oziębły, lecz pełen ekscytacji uśmiech. "Wszyscy macie się mnie bać bezużyteczne ścierwa. Znajcie swoje miejsce" Przez jego głowę codziennie przechodziły podobnego rodzaju myśli, wskazujące jakim psychopatą jest tak naprawdę blondyn. Niestabilna psychika doprowadzała do wielu nieprzyjemnych konfliktów, mężczyzna był w stanie rzucać się na nauczycieli i zadawać im nieprzyjemne tymczasowe obrażenia. Policja jest z nim zapoznana i to już za dobrze. Prawie każdy dorosły, który go zna był pewien, że wyrośnie na przestępce, a łącząc z tym jego niezwykłe umiejętności, zdawało się to przerażającym punktem widzenia przyszłości. Wielu nakłaniało go do pójścia do psychiatry, a do tego liczne rozmowy z jego rodzicami. Co jego starzy mają do tego? Jest już pełnoletni. Parsknął pod nosem chłopak i zdał sobie sprawę, że stoi już pod pomieszczeniem pielęgniarki. Bez pukania tworzył drzwi kopnięciem i wszedł do środka.
- Kashim jak ja Cie pierdolne kiedyś, jak ty te drzwi, to się nie pozbierasz! - Wykrzyknęła wysoka opasana w biały strój kobieta, która wyszła zza prześwitującej zasłony. Ujrzawszy jednak na jego rękach młodą rudowłosą, zaskoczona przyłożyła dłoń do ust, jakby chcąc zapomnieć wszystko co przed chwilą powiedziała, gdyż przy innych to nie wypada. - Co się stało? - Spytała zaniepokojona podchodząc do Kashima, który kład Keye na łóżku. Nie oskarżała mężczyzne o nic, nie rzuciła nawet podejrzliwego spojrzenia. Może dlatego, ze przebywał tutaj tak często, że kobieta zna go już na wylot i wie, że nie byłby do czegoś takiego zdolny, chyba że byłaby to legalna walka podczas Turnieju Magicznego. Dodając jeszcze fakt, że dziewczyna nie była poobijana to wszystkie podejrzenia zostały natychmiastowo rozwiane w jej głowie. 
- Użyła swojej mocy, po czym prawie zemdlała. - Wytłumaczył krótko rozczochrany i najeżony niczym jeż blondyn. Patrzył jak pielęgniarka sprawdza, to reakcje źrenic na światło, to różne bodźce. Czując delikatny żal do siebie Kashim, ze skrzywioną miną podrapał się z tyłu głowy. W końcu gdyby nie on to by do tego nie doszło. "Przecież jej o to nie prosiłeś" Jakby zła strona młodzieńca odezwała się ponownie, by przywrócić jego umysł do wcześniejszego stanu. 
- Rozumiem, dobrze się spisałeś. - Odparła pielęgniarka badając przy tym bladą Keye. Mężczyzna samym spojrzeniem stwierdził, ze dziewczyna wygląda gorzej niż wcześniej. Czym mogło to byś spowodowane? Przykładając dłoń do ust zmarszczył w zamyśle brwi. Może jej mózg na prawdę po tamtej akcji został niedotleniony? Ale takie skutki powinny już minąć nieprawdaż? Może powinien szukać przyczyny u całkowicie innego źródła. Nitrogliceryna, rozszerza naczynia krwionośne, może doprowadzić do wazodylatacji, przy tym zmniejszenie ciśnienia. Czy to właśnie on chcąc pomóc, dodatkowo pogorszył stan rudowłosej? Jak mógł postąpić tak bezmyślnie. - Możesz już iść. - Kobieta machnęła na Kashima ręką, która spojrzał na wpatrującą się w niego rudowłosą. Jedyne co mu zostało to pozostawienie dziewczyny w dobrych rękach. Domyślił się, ze pielęgniarka znałą przyczynę złego samopoczucia Keyi, a to co myśli to tylko insynuacja... Otworzył usta i zaczął powoli nimi poruszać, by dziewczyna z łatwością odczytała to co ma do powiedzenia: "Wracaj szybko do zdrowia". Po czym odwrócił się jakby nigdy nic na pięcie z widoczną obojętnością, za którą kryło się nasionko goryczy. Zostawiając wszystko za sobą chwycił w rękę telefon, by wykręcić numer do znajomego.

~ Następnego dnia ~

Kashim dotknął bolącego miejsca i syknął cicho. Był cały poobijany, a do tego miał widoczne sine ślady na całym ciele. Wieczorna przechadzka ze znajomym nie skończyła się ciekawie. Blondyn miał ogrom wrogów i niezliczoną ilość ludzi, którym podpadł na wiele sposobów. Podirytowany spojrzał na swojego przyjaciela, którym był mężczyzna tego samego wzrostu, o długich czerwonych, spiczastych włosach. Jego rany były porównywalne do Kashima, jednak bardziej powierzchniowe, gdyż chłopak miał zdolność utwardzania ciała. Żyjąca w dodatku chodząca skała. Zbili wszystkich na kwaśne jabłko, jednak nadal był wściekły, gdyż nie udało im się dorwać szefuńcia tych pchlarzy buszujących po okolicy i okradających starsze panie wraz z wnukami. 

- Ej.. psssttt, jakaś dziewczyna się na Ciebie patrzy. - Kashim usłyszał głos towarzysza. Warto wspomnieć, że jest on jego przyjacielem z dzieciństwa, najbliższym i jedyny. Nie ważne co by się działo, ta dwójka pójdzie za sobą w ogień. Zaczepisz jednego, drugi od razu eci mu na ratunek, nie ważne co by ważnego się działo. Mają wobec siebie długi, zaufania, liczne konflikty, co tak bardzo ich łączy. W dodatku uważają, że są do siebie bardzo podobni, mimo iż Kashim to chodzący wulkan, a Tengo rozradowany promyczek, który rozśmiesza wszystkich naokoło i naprawa energią. Blondyn spojrzał w kierunku, który został mu nakazany. Czerwonowłosy wskazał palcem na pewną kobietę, jak po sekundzie stwierdził była to Keya. Jej widok wywołał widoczną ulgę w mimice twarzy mężczyzny, jednak ten szybko to przykrył za maską obojętności. 

- To Keya. - Oznajmił widząc jak kobieta macha do niego delikatnie ręką, na co odwzajemnił tym samym gestem. Może jednak ta bójka się przydała? Przynajmniej teraz wygląda jak groźny uliczny pies, do którego lepiej nie podchodzić, z tak poobijanego faceta nie wyczytasz żadnych emocji, prócz wrodzonej arogancji. 
- Jakim cudem taka laska chce się w ogóle z Tobą zadawać? - Parsknął śmiechem chłopak, na co Kashim uderzył do z płaskiej dłoni w tył głowy. - No co? A źle mówię? Jesteś totalnym chujem, nie wiem jak ona może z Tobą wytrzymywać. - Tengo stwierdził fakt, który był niezaprzeczalny, jednakże możliwy do podważenia. Chcąc jak najszybciej zakończyć tę bezsensowną rozmowę, szukał jakiegoś rozwiązania w głowie, by móc dowiedzieć się w końcu, czy kobieta ma się dobrze.
- Zauważ to, że dla niej nie jestem wredny frajerze. - Fuknął pod nosem do przyjaciela, który z zaskoczeniem i fascynacją zaczął mu się przyglądać, wywołując przy tym nieciekawe skrępowanie. Tengo potrafił czytać z Kashima jak z otwartej księgi, na szczęście zazwyczaj się mylił...
- Ohoho.. Czyżbyś się zakochał? - Wypalił nagle, przez co blondyn, aż odchylił się z niedowierzania, że coś takiego mogło przyjść jego najlepszemu przyjacielowi do głowy. Chociaż co w tym dziwnego, dla reszty świata jest strasznie toksyczny, czasami nawet dla Tengo, który już do tego przywykł i innego wcielenia Kashima jako przyjaciela sobie nie wyobraża. Chociaż to właśnie ta zawziętość, sprawia, że są sobie tak bliscy. 
- Chyba w Twoich snach. - Warknął groźnie uderzając mężczyznę w obolałe żebra. Blondyn spiorunował znajomego wzrokiem, dając mu wprost do zrozumienia, by nigdy więcej nie pieprzył tego co mu ślina na język przyniesie. 
- Dobra, dobra żartowałem..~! - Wijąc się z bólu, a zarazem śmiechu Tengo prosił blondyna by przestał i sam obiecał, że nie będzie mówić żadnych docinek. Kashim dając znać ręką czerwonowłosemu by odszedł, skierował się od razu w stronę Keyi, która stała w miejscu, oczekując jego osoby. Wyglądała dobrze.. Rude włosy powiewały na wietrze, co chwile zrywając się na twarz kobiety, która musiała je odganiać. Była w pełni sił, do tego szeroki uśmiech przywitał blondyna, od razu, gdy był w odległości kilku metrów. Kashim przystanął i spojrzał w oczy dziewczyny. Nie wiedział co powiedzieć.. powinien spytać, czy wszystko dobrze? Czy najpierw się przywitać? A może zwyczajnie rzucić pod nosem coś szorstkiego. Skrępowany tym co ma zrobić, usłyszał jak Keya odzywa się pierwsza:


< Keya? Wiem.. poleciałam mocno do przodu, przepraszam. xD Możesz opisać to z Twojej perspektywy lub lecieć dalej. :3 >

Od Kashima C.D April


Przywykł, ze ludzie zwykli brać jego pieniądze, bez zbędnego gadania. Tak więc zaskoczyło go zachowanie kobiety, która rzucając mu coś na rodzaj porady, ruszyła w swoją stronę. Patrzył w milczeniu za jej sylwetką, która po chwili zniknęła za ruinami budynków. Kashim westchnął ciężko i skrył banknoty do kieszeni. Chyba wolał już je dać kobiecie, gdyż zdawał sobie sprawę, że sam przewali je na totalne pierdoły. Idąc w ślady nieznajomej, mężczyzna ruszył w stronę swojego domu. Jak na ironie losu, był to ten sam kierunek, w którym udała się szatynka. Wątpił by jeszcze kiedyś ją spotkał, jednak jeśli teraz była w stanie mu coś nakazywać, to mogłoby się to zdarzyć po raz kolejny. A tego nie trawi. Trzymał język za zębami tylko dlatego, ze miał styczność z płcią piękną. Wychodząc na ulice, gdzie wyjątkowo nie było wielu ludzi, Kashim począł się rozglądać, jakby chcąc stwierdzić, gdzie teraz ma się udać. Powinien jeszcze zrobić zakupy przed powrotem, by jego rodziciele się nie czepiali. Idąc więc w przeciwnym kierunku niż jego dom, zaczął myśleć o nadchodzących wyborach przewodniczących magicznych szkół. Ciekawiło go czy pozbędzie się w końcu tego haniebnego przydomku, czy nadal z jakiegoś niewiadomego powodu dyrektor będzie nalegał by to on nim został. Co to w ogóle za wybór? Przewodniczącym szczeniak, który nie potrafi zapanować nad własnym temperamentem? Kashim zmarszczył brwi zirytowany. Sama myśl, że będzie musiał kolejne miesiące się z tym męczyć doprowadzała go do białej gorączki. Dyrektor chce przyciągnąć, czy może wręcz przeciwnie odciągnąć potencjalnych uczniów? Chociaż są i tacy, którzy przychodzą tylko by spróbować swoich sił przeciwko uczniom Akademii, w końcu kto by wytrzymał z takim typem jak Kashim. Niewielu, ale już nauczyli się, że nie warto z nim zadzierać, bo raz nikomu więcej kłótni nie jest potrzebnych, a po dwa nie zawsze kończy się do bez jakichkolwiek ran. Blondyn im bliżej był sklepu tym lepiej słyszał jakieś krzyki. Pewnie znowu banda debili bawi się w to, kto rządzi na dzielnicy. Po sytuacji z wcześniej nie miał ochoty więcej nadwyrężać swoich ramion, więc nawet nie ciągnęło go, by wdać się w jakąś bitkę. Kashim miał zamiar zwyczajnie przejść koło uliczki, olewając co się tam dzieje, jednak kiedy to robił, kątem oka dostrzegł coś mu już znajomek. Zatrzymał się. Dostrzegając zgiętą w pół dziewczynę, która wcześniej uratowała mu skórę. Jakby za pomocą pioruna blondyna wypełnił niewyobrażalny gniew. Jak można być takim śmieciem, by rzucać się na kobietę?
- Ej frajerzy.. - Krzyknął Kashim, kierując się w stronę łysych palantów. - Wypierdalać stąd jeśli wam życie miłe! - Wrzasnął marszcząc agresywnie brwi i naprężając mięśnie. Mężczyzn było pięciu, do tego zaledwie jeden wyglądał na maga, albo reszta jest zwyczajnie bezużyteczna. Bez wahania Kashim zbliżył się na odległość zaledwie kilku metrów, jeden większy wybuch i zostały by tylko truchła. Sprawę jednak utrudniała kuląca się za nimi kobieta, której chłopak nie chciał skrzywdzić. 
Character:: Katsuki Bakugou
- A co ty możesz dzieciaku? Sam stąd spieprzaj, albo też oberwiesz. - Obleśny uśmiech na twarzy grubasa wywołał odruch wymiotny u Kashima, który nie mógł patrzeć na jego mordę i chwytając ją w dłoń, użył eksplozji centralnie przy jego skórze. Głośny rozpaczliwy krzyk rozniósł się po ciemnej uliczce, a masywny mężczyzna wylądował za ziemi, ukrywając spaloną twarz w dłoniach.

- Ty skurwielu.. - Towarzysz opryszka spojrzał z niedowierzaniem na wijącego się z bólu kolegę i ruszył z kijem bejsbolowym na blondyna, który przeszywając go morderczym spojrzeniem, wycelował silne kopnięcie prosto w brzuch napastnika. Ten zatrzymał się na nodze Kashima i odbijając się od niej niczym piłka kauczukowa odleciał pod wpływem siły uderzenia do tyłu na kilka metrów, wydalając przez usta swój dzisiejszy obiad. Uczeń Akademii sportowej czując jak jest coraz bardziej zirytowany, zacisnął mocno szczęki, skąd zaczął wydobywać się dym. 
- Ostanie ostrzeżenie pierdolone gnidy.. - Z rąk Kashima uszło kilka głośniejszych wybuchów. - Wypierdalać stąd w podskokach, albo zetrę was na miazgę! - Wykrzyczał blondyn nachylając się tak, by było widoczne, że jest gotowy do szarży na przeciwników. Wszystko się w nim gotowało. Nie dopuszczał do krzywdy swoich. Swoich, za dużo powiedziane. Zwyczajnie tych co mu nic nie zawinili, a dodatkowo jest im coś winien.
- Wycofujemy się. - Kashim usłyszał głos mężczyzny ukrywającego się na samym tyle. - To nie jest wasz poziom. - Oznajmił odwracając się i idąc w swoim kierunku. Blondyn warknął całą wiązankę przekleństw pod nosem. Najchętniej rozniósłby ich i zostawił tylko proch, jednak musiał pozwolić im odejść, gdyż ramiona już nie wytrzymywały częstotliwości wybuchów jakie w ostatnich godzinach wykorzystał. Patrzył jak zabierają swoich towarzyszy i w popłochu wracali na swoje śmietniki. 
- Jak będziesz przyciągać ludzi mojego pokroju, szybko umrzesz. - Warknął nadal wściekle Kashim, gdy odwrócił się do kobiety, która wciąż tkwiła skulona na ziemi. - Hej, już po wszystkim.. słyszysz? - Mruknął, lecz zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak. Kucnął przy dziewczynie dokładnie się jej przyglądając. Mocno zaciśnięte oczy, dały wskazówkę blondynowi, że szatynka odczuwała niebywały ból. Starał się dowiedzieć, co jest kobiecie, jednak ta co jakiś czas zerkała na niego, jakby go nawet nie słyszała. Kashim zacisnął pięści zastanawiając się co może zrobić. Dłonie kobiety drżały, w takim stopniu jakby czegoś się śmiertelnie przestraszyła, czy dostała ataku padaczki. Chłopak chwycił ręce kobiety w swoje , przez co nakazał jej na spojrzenie na jego osobę. Ruchem ust powiedział "Już wszystko dobrze", na tyle wolno by dziewczyna go zrozumiała. Źrenice szatynki delikatnie się poszerzyły z zaskoczenia, po czym można było dostrzec w nich ulgę.
- Przestało.. - Wyszeptała cicho patrząc się na Kashima, który od razu puścił jej dłonie. 
- Nie jestem, aż takim skurwielem by pozwolić kobiecie cierpieć. - Fuknął do niej, podnosząc się. - Posługujesz się czarną magią z zakonu Rosuto i to skutki uboczne, mam racją? - Uniósł brew przeszywając kobietę zawistnym spojrzeniem. 

< April? >

środa, 28 marca 2018

Od Kashima C.D Keya


Kashim wspinał się już dobre pół godziny. Klif, by całkowicie pionowy, przez co każdy pokonany metr, był niezwykle męczący, lecz także satysfakcjonujący. Blondyn o najeżonych włosach postawił sobie za cel wspięcie się bez jakichkolwiek zabezpieczeń na samą górę. Można powiedzieć, że tylko ktoś głupi, lub szaleniec by się tego podjął. Do obu kategorii pod jakimiś względami, Kashim się zalicza. Porywczy młodziak nie zwracając uwagi na zmęczenie, oraz odrętwienie powoli przejmujące kontrolę nad jego ciałem, wytężał wszystkie siły, by wspiąć się chociaż do połowy. Im wyżej był, tym większy wysiłek zabierało nawet nabranie coraz rzadszego powietrza. Ciężko dysząc i walcząc o najmniejszy wdech, Kashim czuł jak cały drży. Przez wysiłek był oblany potem, czyli w jego przypadku nitrogliceryną, która ułatwiłaby sprawę, gdyby chciał użyć swoich mocy, jednak był zbyt zacięty, by się w taki sposób poddać. Chcąc chwycić za kolejną wąską szczelinę, dzięki, której mógłby się podciągnął, blondyn poczuł jak twarde podłoże osuwa mu się pod nogami. Cała krew napłynęła mu do głowy, spowalniając reakcję, przez co runął natychmiastowo w dół. Mężczyzna poczuł zaniepokojenie, jednak gdy udało mu się ustabilizować lot, klatką piersiową ku ziemi, powoli się uspokoił, gdyż trzeźwo wykreował plan w swojej głowie. Prędkość była zastraszająca, a do spotkania ze śmiercią dzieliło go kilkadziesiąt metrów. Przygotowując opuszki palców skierowane w dół, wywołał w ostatniej chwili, liczne mocne wybuchy, których moc uderzenia wyrzuciła jego ciało do góry, powodując, że zmieniając kierunek upadł na ziemię kilka metrów dalej turlając się przez liczne kamienie. Kashim syknął z bólu. Lepsze to i tak od rozbitej głowy na skałach. Będąc bliżej podłoża wykorzystał swoją indywidualność, by zmienić tor lotu swojego ciała, tym samym zmniejszył prędkość i mógł przygotować ciało tak, by odniosło jak najmniejsze obrażenia. Zirytowany blondyn natychmiastowo podniósł się na drżące nogi. Mimo, że w głowie zachował spokój, jego ciało było kompletnie przerażone. Uderzył pięściami w uda, jakby chcąc je otrząsnąć z szoku. 
- Kuźwa znowu się nie udało! - Krzyknął wściekły, doprowadzając do kolejnych wybuchów, rozrywających ziemię wokół jego osoby. Chcąc się wyładować i odzyskać pełnię władzy w rękach, zaczął niszczyć co popadnie w zasięgu kilkunastu metrów. Strasznie frustrowało go to, że nie mógł pokonać klifu, na który wspina się od około miesiąca. Co prawda dzięki temu zaczął trenować mięśnie, o których istnieniu nie zdawał sobie nawet sprawy, jednak ciągłe porażki doprowadzały go do coraz większego szaleństwa i okrucieństwa, który wyładowywał albo na pobliskim otoczeniu, albo na ludziach w szkole. 
- Wow. - Rozirytowany blondyn usłyszał kobiecy głos nadchodzący zza jego pleców. - Nie chcę przeszkadzać, ale strasznie hałasujesz. - Słysząc to młodzieniec zmarszczył gniewnie brwi. 
- HHAAA? - Kashim spojrzał w kierunku nieznajomej, unosząc pogardliwie głos. - Jak Ci przeszkadza, to się stąd wynoś! - Warknął zwracając całe swoje ciało tak, by było przodem do kobiety. Była to rudowłosa, lecz ładna płeć piękna. Kashim byłby wręcz wstanie ująć, że atrakcyjna. Miłym zaskoczeniem dla jego oka, był także fakt, że była niższa od niego, co prawda parę centymetrów, ale to już sprawiało, że czuł się lepiej. Nienawidził przebywać w towarzystwie wyższych osobników, gdyż zawsze miał wrażenie, że patrzą na niego z góry, co działało mu na nerwy. Lustrując nieznajomą dalej, ujrzał także głębokie niebieskie oczy, przyszywające go na wskroś. W przeciwieństwie do szaleńczych tęczówek Kashima, kobiety były bardzo mocne, lecz spokojne. Cera w porównaniu do wielu innych rudowłosych, nie wyróżniała się, wyglądała na bardzo gładką, bez niepotrzebnych licznych skaz. Mundurek uzmysłowił blondynowi, że nieznajoma jest z jego szkoły, lecz nie kojarzył w ogóle jej osoby. Zwykle był skupiony na gardzeniu, czy posługiwaniu się innymi. Oczywiście przez fakt, że chodzi do szkoły czarodziei, wielu lubi mu dogryzać, a prze fakt, że Kashim łatwo wpada w agresje, jest to dla nich niezły ubaw. Jednakże kończą wtedy trochę lub bardziej poturbowani. Nie skupiając się jednak więcej na kobiecie, mężczyzna ponownie wywołał silny wybuch, nic nie mogło w tej chwili zamroczyć jego umysłu, przepełniającego gniew z
Znalezione obrazy dla zapytania Bakugou art
 powodu kolejnej porażki. Licząc, że nieznajoma już odeszła, rozbił niczym porcelanową filiżankę wielki głaz stojący nieopodal. Co ma zrobić, by w końcu mu się udało? Nadal jest za mało wytrzymały? Codziennie biega i ćwiczy, potem chodzi na trening, doskonali ciało dzień w dzień i ciągle za mało. Warknął niczym niedźwiedź i uderzył w ziemię z niesamowitym impetem, powodując ogromną falę uderzeniową. Kashim wyprostował się, pokazując szeroki uśmiech napływający na jego twarz. Poczuł jak adrenalina powoli wypełnia jego ciało. Staje się coraz.. słabszy? Jakby tracąc świadomość blondyn zamrugał kilkukrotnie nie rozumiejąc co się dzieje. Ciało odmawiało mu posłuszeństwa. Widział wszystko jak za powłoką gęstej mgły. Nie zajęło to więcej niż kilka sekund, gdy padł nieruchomo na ziemię. 

- Widzę, że już ochłonąłeś. - Kashim usłyszał damski głos. Otworzył powoli powieki, które zostały początkowo zrażone silnymi promieniami słonecznymi. Kobieta z wcześniej. Co się stało? Chwycił się za głowę. - Przepraszam, użyłam na Tobie swojej mocy, gdyż za bardzo się szamotałeś. - Oznajmiła nieznajoma. Wszystko wróciło do niego jak p\na pstryknięcie palcami. Na co blondyn zmarszczył brwi. O dziwo nie odczuwał gniewu, ani irytacji. Był bardziej zaciekawiony. W zaledwie kilka sekund doprowadziła do tego, ze stracił przytomność. Z jakiegoś powodu poczuł zaciekawienie osobą kucającą na przeciwko niego. 
- W takim razie, jakie masz moce? - Zapytał ze spokojem Kashim wpatrując się gorejącą czerwienią w uczennicę tej samej akademii. 

<Keya?>

Od Kashima C.D April


Znalezione obrazy dla zapytania Bakugou art
Rozgrzane do granic czerwoności ramiona drżały pod napływem tak licznych wybuchów. Mimo to szaleńczy uśmiech malował się na twarzy Kashima. Potrzebował tego, władowania się, wyobrażenia sobie wszystkich kogo nienawidzi i zniesienia ich z powierzchni tej zapchlonej planety. Znalazł to miejsce już parę tygodni temu, zawsze je wykorzystywał do treningów, czy rozładowania złości. Wszyscy omijali to miejsce szerokim łukiem, gdyż wiedzieli, że jest tam jego osoba. Jedynie czasami nieliczni, głupsi od niego samego przychodzili stawić mu wyzwanie. Tego dnia nie było inaczej. Pogrążony w szaleńczej manii ataków, wystraszył prędko napastników, niszcząc przy tym wszystko co było dookoła. Roztrzepany blondyn usłyszał w pewnym momencie niepokojący odgłos. Rozglądając się, jego uwagę zwróciła metalowa zaprawa budynków, która właśnie zmierzała w jego kierunku. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i już miał podnieść ręce ku górze, gdy wyczuł, że nie jest w stanie. Czy naprawdę, aż tak przesadził, że doprowadził swoje ramiona do takiego stanu? Zawsze znał limit swoich umiejętności, więc czemu? Chłopak przełknął boleśnie ślinę, widząc jak strop zbliża się z niezwykłą prędkością w jego kierunku. Zaciskając mocno szczęki, Kashim zaczął krzyczeć, a jego dłonie nagle znalazły się nad nim. Eksplozje, którą musiał teraz wywołać by zatrzymać kilku tonowy przedmiot najprawdopodobniej wyrządzi w jego organizmie ogromne szkody. Czując niezwykła irytacje blondyn już miał wywołać widowiskowy wybuch, gdy nagle kątem oka ujrzał jakąś kobietę, biegnącą w jego kierunku. "Co za idiotka!" Wykrzyczał w myślach Kashim, kiedy ta wpadając na niego wyrzuciła ich po za zasięg metalowej beli. Mimo że wiedział co nieznajoma chciała zrobić, został delikatnie otumaniony, przez uderzenie głową w ziemię. Otrząśniecie się na całe szczęście zajęło mu tylko parę sekund, gdyż gromadzący się gniew, na bezmyślne poczynania kobiety, zaczął zapełniać jego głowę. 
- Czy tobie już kompletnie odbiło?! Chcesz pozabijać innych, a przede wszystkim siebie? - Zaskoczony Kashim usłyszał krzyk dziewczyny o kasztanowych włosach. - Przez twoje niedbalstwo ktoś mógłby trafić do szpitala. - Nieznajoma wzięła głęboki wdech i wypuściła powietrze powoli z płuc, jakby chcąc pozbyć się wszystkich negatywnych emocji. - Nic ci nie jest? Nie zrobiłam ci żadnej krzywdy? - Zapytała całkowicie innym tonem. Delikatnym, oraz troskliwym. Kashim jedynie parsknął pod nosem.
- Słuchaj.. - Warknął, podnosząc się powoli na równe nogi. - To prawie ty straciłaś życie wypieprzając się w nie swoje sprawy.. - Oczy Kashima zalśniły szkarłatnymi płomieniami, wywołując głębokie zaniepokojenie u kobiety. Pełen arogancji głos, był wyjątkowo w niskim tonie, jak na jego osobę. Miał świadomość, że nieznajoma mogła mieć częściowo rację, z tym, że uratowała mu skórę. Nie mniej jednak zaciśnięte pięści mężczyzny wskazywały jaki gniew trzymał w sobie, w tej chwili. Nienawidził polegać na innych. A teraz uratowała go jakaś słaba dziewczyna? Słaba.. Nawet jeśli Kashim chciałby sobie to wmówić, wiedział, ze tak nie jest. Poświęcić się w taki sposób dla kogoś to niezwykła odwaga, tym bardziej dla typa jego pokroju. Nim kobieta w ogóle zdążyła mu odpowiedzieć, blondyn uderzył pięścią w ziemię, wywołując przy tym wybuch. 
- Cholera! - Wrzasnął czując jak zęby wręcz zaczynają się szlifować, od ogromnego naporu. Takie sytuacje były najgorsze. Nie ważne jak silny się staje, zawsze jest ktoś patrzący na niego z góry. 
- Ej uspokój się już! - Widząc jak agresywny jest mężczyzna, którego kobieta spotkała, odruchowo zadrżała. Kiedy nagle jej wzrok przykuło, coś na ziemi, pod stertą metalowych budowlanych przedmiotów. - Mój telefon! - Usłyszał po chwile krzyk Kashim, patrząc w stronę szatynki, która klękała nad zniszczonym elektrycznym urządzeniem. Blondyn westchnął widząc, jak kobieta zbiera resztki komórki. Większość ciśnienia już z niego zniknęło, więc przybrał obojętny wyraz i podszedł do nieznajomej, która z wyrzutem spojrzała w jego kierunku. 
- Tyle powinno starczyć, prawda? - Spytał dając kobiecie dużą sumę pieniędzy, za która odkupi przedmiot. W końcu to wszystko stało się z jego winy, więc był zobowiązany oddać dług, jak nie w taki to w inny sposób. 

< April? >

piątek, 23 marca 2018

Od Kashima C.D Naira

Kiedy rywale dobiegli na metę, potrzebowali jeszcze kilkunastu metrów by wyhamować. Bieg był bardzo szybki i wyczerpujący, wręcz na tyle, że Kashim prawie wypluł płuca, żeby na ostatniej prostej dogonić kobietę. Gdyby nie jego wysportowane ciało i samozaparcie nie miałby szans. Nie mniej jednak szaleńczy uśmiech nie schodził z jego twarzy. Adrenalina ciągle krążyła w jego żyłach. 
- Haa... - Z ust Kashima wydobył się gęsty dym. - W końcu ktoś, kto do czegoś się nadaje w tej bezużytecznej szkole. - Fuknął stojąc nadal z dala od kobiety. Serce waliło mu jak młotem, przez co nie mógł na razie się oddalić, by spędzić resztę dnia na czymś pożytecznym. Nim jednak ochłoną dostrzegł wodę lecącą w jego kierunku, którą ledwo chwycił. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że kobieta coś do niego mówi. To był pojedynek, nie żadna okazja do integracji, więc puścił to około ucha. Nie lubił zapamiętywać imion, brał to za upierdliwe i nie pożyteczne. Po coś ma się ten wygląd, by móc zawołać, ej ty cycata, długonoga, monsumie czy hipopotamie.
Znalezione obrazy dla zapytania bakugo katsuki gifs- Nie widziałam Cię, gdzieś już? - Rzuciła kobieta, a uśmiech z twarzy Kashima powoli schodził. Wsadził dłonie w kieszenie, by unieść jedną brew, jakby chcąc zaznaczyć, czy kobieta sobie nie żartuje. - Nana jestem. - Ciemnowłosa wyciągnęła zgrabną dłoń w stronę rozczochranego blondyna. Normalnie nie podałby ręki, lecz kobieta na tyle go zainteresowała, że.. i tak tego nie zrobił. Wielu pewnie pomyślałoby, że to przez to, że jest arogancki i nie wie co to szacunek, jednak tak naprawdę przez to, że był cały oblany potem, co wiąże się z z brakiem chęci pozostawienia swojej substancji na ciele rywalki.
- To powinno Ci uświadomić kim jestem. - Powiedział w odpowiedzi, gdy z opuszków palców chłopaka dało się zobaczyć kilka jasnych wybuchów, po których został jedynie gęsty dym. Natychmiastowo wyczuwalny był zapach spalenizny i nitrogliceryny, którą pocił się chłopak. Zadufany w sobie szczeniak, uważał się za uwielbianego przez wszystkich, przez co miał przeczucie, że zna go każdy osobnik. Lepiej pozostawić go jednak w tych mrzonkach, niż robić z niego dość irytującego i niebezpiecznego przeciwnika, tym bardziej lubiącego znęcać się nad słabszymi.
- Przewodniczący Akademii Sportowej "Adelal"? - Spytała po chwili, z już mnie entuzjastyczną miną. Pogłoski na temat tego młodocianego przestępcy, raczej nigdy nie były pozytywne, więc reakcja go nie zaskoczyła, wystarczyła mu tylko satysfakcja, że jest rozpoznawalny, nie ważne, za jaką cenę. W głowie jednak tego osobnika kreowała się wizja kobiety, jako część jego drużyny w sztafecie, ale do tego potrzebował więcej dowodów, że Nanie, będzie w ogóle się chciało skopać innym magom z  reszty Akademików tyłki.
- Ja chcę by ten dzień był jeszcze ciekawszy. - Odparł po chwili Kashim, znowu pokazując swój zgryźliwy uśmiech. Wypatrywał się z widocznym zainteresowaniem w kobietę. - Zaciekawiona wspinaczką? 

< Naira? >

poniedziałek, 19 marca 2018

Od Kashima C.D Naira

Mężczyzna rozpoczął poranny trening, od rozgrzania nadgarstków i mocnych skrętów szyi, jakby chcąc by kręg, który kiedyś w przeszłości mu wyskoczył, wrócił na swoje miejsce, dając mu ulgę, a zarazem zapał do biegu. Przeszedł później do podskoków na jednej nodze, by sprawnie rozgrzać mięśnie pośladków i korpusu. Następnie przysiady, kilkuminutowa deska. Ćwiczenia jakże jego zdaniem mizerne, lecz potrzebne. Prawie nigdy nie udaje mu się wykonać wszystkich, gdyż nie ma do tego cierpliwości, tak jak i tym razem. Klnąc pod nosem, że jest to kurewsko nudne, uśmiechnął się wyprostowany by rozpocząć bieg, gdy nagle dość sprawnym tempem minęła go zgrabna, aczkolwiek widocznie wysportowana kobieta. Kashim od razu wyczuł zapach rywalizacji. Wykonał kilka okrężnych ruchów ramionami i niczym wściekł pies ruszył za ciemnoskórą nieznajomą. 
Znalezione obrazy dla zapytania bakugo katsuki gifs



Zaskoczył się, że dogonienie rywalki zajęło mu więcej czasu niż przypuszczał, ale to go jeszcze dodatkowo nakręcało. Kiedy w końcu udało mu się wyrównać z kobietą kroku, ta rzuciła mu prędko porozumiewawcze spojrzenie. Ten dzień się bardzo dobrze zapowiada. Wyszczerzył się blondyn, widząc jak brunetka w kilka sekund znalazła się już dobre kilka metrów przed nim. Naprężył wszystkie mięśnie i wytężył siły, by ponownie para rywali szła łeb w łeb. Ścieżka była prosta, jednak na dalszym etapie, można było spotkać kilka przeszkód, jak wielki mur. Droga oryginalnie szła wokół niej, jednak zawsze można sobie uprościć drogę. Kashim czując jak pot zaczyna oblewać jego ciało, zaczął dodatkowo się nakręcać, kobieta nawet na sekundę nie dała mu się znacznie wyprzedzić, wręcz przeciwnie kilkukrotnie sama przejęła pałeczkę i prowadziła go za smycz, jak grzecznego ratlerka. Chłopaka irytowało to i to niemiłosiernie, nie cierpi przegrywać i tym razem też nie miał zamiaru. Aczkolwiek znalezienie godnego mu rywala powodowało, ze na jego twarzy był szeroki uśmiech. Najprawdopodobniej powoli podświadomie kreował mu się szacunek do biegnącej obok szatynki. Widząc na horyzoncie spory mur, Kashim wiedział, że już ma wygraną w kieszeni. Co z tego, że zagra nie fair? Ważna jest wygrana. Pozwolił kobiecie delikatnie się wyprzedzić, by ustabilizować oddech i nie pozwolić jej powtórzyć swojej sztuczki. Jednak wszystko poszło inaczej, ku jego zaskoczeniu rywalka z niezwykłą gracją wspięła się na mur, pokonując go bez większego wysiłku. Długie nogi, ewidentnie dłuższe od Kashima bardzo pomogły. Mężczyzna warknął pod nosem i przeskoczył betonową ścianę, by dostrzec jak kobieta jest już sporo drogi do przodu, puszczając mu oczko. Chłopak poczuł jak robi mu się gorąco. Był tak zirytowany i spragniony wygranej, że zęby zazgrzytały, od zbyt mocnego naporu siły. "Chyba cycata nie wyobraża sobie, że tak szybko odpuszczę!" Warknął, wysilając każdy najdrobniejszy mięsień, do szaleńczego biegu. 

Kashim Kanda


Darmowy hosting zdjęć i obrazkówStop talking. I will win. That's... what heroes do.