Widok z pokoju Mobiusa był piękny. Mogłam stać na tym balkonie przez następne kilka godzin i wpatrywać się w nocny krajobraz miasta. Na mojej twarzy pojawiło się szeroki uśmiech. Może wyglądałam na dziwną osobę, która cieszyła się z takich drobiazgów, ale po prostu uważałam, że szczęście nie może być opierane jedynie na rzeczach materialnych typu nowy telefon. Mnie wystarczyła obecność drugiej osoby, abym się uśmiechała. Poczułam delikatny zapach tytoniu, który delikatnie drapał mój nos. Na całe szczęście zapach nie był bardzo silny i dało się go znieść.
Wróciliśmy do środka, gdy tylko mężczyzna skończył palić. Wskazał mi, gdzie jest jego pokój i dodał również, że ja w nim będę spać. Trochę nie podobało mi się, to, że on miał spać na kanapie. Jednak co mogłam zrobić? On się tak uparł. Rozebrałam się do bielizny i usiadłam na łóżku. Wyjęłam telefon i napisałam do brata, Krystiana, że nocuję u Mobiusa. Opisałam mu również całą sytuację z tą dziwną kobietą, która naszła na biednego bruneta. Jego reakcja była podobna do mojej na samym początku, czyli brak zrozumienia sytuacji i chęć wybuchnięcia śmiechem. On był rozbawiony tym faktem, że istnieją takie osoby, które myślą, że takim nachalnym zachowaniem, by zdobyły serca ich „wybranków”. On nawet napisał, że trochę współczuję biedakowi i musiał być naprawdę pijany, że przyprowadził do siebie taką przedstawicielkę płci pięknej. Gdy powiedziałam mu, że Mobius zwolnił dla mnie łóżko, rodzeństwo zamilkło. Myślałam, że coś się stało, a ten co? „Powinien ci zaproponować spanie razem!” Przemilczałam jego uwagę. Chociaż… Spanie z Mobiusem sprawiłoby mi wiele przyjemności. Oczywiście, nie mówię o uprawianiu seksu, ale coś w stylu przytulenia się do niego. Trochę czasu minęło, odkąd byłam ostatni raz w objęciach mężczyzny, który nie jest ze mną spokrewniony. Siedziałam na łóżku i się zastanawiałam, czy nie wyjść z pokoju i wepchnąć się mężczyźnie do posłania, jednak uznałam to za brak szacunku i kultury. Przecież jestem u niego gościem i to jeszcze nagłym. Przez chwilę poczułam się… zazdrosna, że u niego było tyle kobiet i z każdą miał jakąś przygodę. Mogłam wywnioskować, że nawet jakbym się teraz z nim przespała, to nic by to nie znaczyło dla niego. Byłabym po prostu tą kolejną. Zasmucona tym faktem położyłam się na łóżku, przykrywając się cienką kołdrą. Czułam silny zapach mężczyzny na poduszce, kołdrze… normalnie na każdym milimetrze tego miejsca. Dało mi to pewne poczucie bezpieczeństwa. Mobius tak ładnie pachniał… W tym momencie nie reagowały brudne myśli, ale też moje głębsze emocje do niego. Czułam, jak moje serce zaczęłam szybko bić, a na mojej twarzy zagościł silny rumieniec. Na pewno teraz nie pozbędzie się mnie tak łatwo. Za przyjemnie mi się leżało w jego łóżku. Do tego stopnia, że byłam w stanie zasnąć, bez żadnych problemów. Odpłynęłam do krainy snów…
Szczerze? Byłam bardzo zaskoczona nagłą propozycją Taigi. Myślałam, że po ostatnim wypadzie odechce się jej ze mną wychodzić, ponieważ zawsze ktoś musiał mi popsuć całe wyjście ze znajomymi. Chciałam wtedy ze spokojem posiedzieć, potańczyć z Mobiusem czy po prostu się napić okazjonalnie, ale mój brat postanowił mi przeszkodzić w imprezowaniu. Może tym razem jednak mi odpuści i pozwoli pobyć ze znajomymi? Jedyną przeszkodą była obecność czarnowłosego, który najwyraźniej się nie przypodobał Alanowi albo bardziej Evelyne. Miałam cichą nadzieję, że uda mi się ich jakoś przekonać, że Darkhomer nie jest takim złym człowiekiem, za jakiego go mają. Oceniali go jedynie po jego relacjach z płcią przeciwną, a raczej na pewno nie poznali go osobiście. Zresztą Alan jest ostatnią osobą, która miała prawo go krytykować, jeśli chodzi o kobiety. Sam nie jest lepszy. Może jedynie zamiast na jedną noc brał na cały tydzień albo miesiąc, a potem zmieniał. Zawsze to było dla mnie zastanawiające, dlaczego sam mógł się tak zabawiać z kobietami, często je raniąc, ale za to nie pozwoli innemu zrobić tego samego. Trochę zastanawiające było jego zachowanie, jednak co miałam zrobić? Zmienić Alana nie mogłam. Szczególnie że to był naprawdę uparty człowiek, któremu często trudno jest przemówić do rozsądku. Wszelkie próby zmiany Aidena przez moich rodziców są najlepszym dowodem na to, że do tego potrzebujemy jego współpracy. Same nasze dobre chęci nie wystarczą.
Wróciłam do akademika z szerokim uśmiechem na twarzy. Cieszyłam się, że znalazłam sobie kogoś w Lullaby. Niby mam dużo znajomych i dobrych koleżanek czy kolegów, ale to nie były aż tak bliskie relacje. Zawsze coś mi w nich brakowało jak nie prawdziwej, bezinteresownej sympatii, to odczuwałam brak szczerości. Jednak z Taigą o to się nie musiałam martwić. Widziałam jej zmianę w stosunku do mnie, co było bardzo miłe z jej strony. Oczywiście nie raz jej słowa w jakiś sposób na mnie działały, ale przynajmniej zachowywała się szczerze, a nie kłamała mi prosto w oczy, że jak bardzo mnie nie lubi. Przynajmniej teraz widziałam, że naprawdę mnie polubiła, co prawda okazywała to na swój sposób. Na całe szczęście umiałam odpowiednio interpretować niektóre jej słowa i zazwyczaj nie miałam problemu ze zrozumieniem. Nie przeszkadzało mi nawet, że bywała wredna w stosunku do mnie. Przynajmniej nie udawała na siłę miłą, co zawsze mnie irytowało. Cieszyłam się, że miałam dobrą koleżankę. W końcu jakaś zmiana. Zawsze kręciłam się w towarzystwie samych mężczyzn, wystarczy spojrzeć na moje relacje z rodzeństwem. Właśnie, à propos braci… przypomniało mi się, że ostatnio dzwonił do mnie Krystian. Wyjęłam telefon z przedniej kieszeni. Zauważyłam, że miałam trzy nieodebrane połączenia od niego. Zadzwoniłam do brata.
Nie za bardzo wiedziałam, jak odpowiedzieć kobiecie, że starałam się unikać wszelkich walk, ponieważ bałam się kogoś poważnie zranić. Byłam bardzo dobrze wytrenowana pod względem walki wręcz, aż za dobrze. Nie byłam jakoś bardzo silna, ale znałam wiele sztuk walki, co często dawało mi znaczną przewagę nad innymi. Moja magiczna moc nie była jakoś bardzo rozwinięta. Znałam podstawy żywiołu wody, a niedawno dopiero odkryłam w sobie żywioł krwi. Ojciec opowiadał mi wiele o tym żywiole. Według niego istnieje on tylko po to, by niszczyć i siać grozę wśród wrogów. Owszem, krwią mogłam aż za dużo zdziałać.
- Moim podstawowym żywiołem jest woda, a rozwinęła ostatnio na żywioł krwi… - odpowiedziałam, po czym cicho westchnęłam. Nie ukrywam, bardzo mnie bolało to, że rozwijanie tych umiejętności tak wolno i mozolnie mi szło. Miałam duże problemy z tym żywiołem. Jedyne co potrafiłam, to zregenerować czyjeś rany lub swoje. Oraz miałam nieskończoną ilość krwi w żyłach. - A jeśli chodzi o walki, to nie miałam do tej pory się wykazać. Za dużo siedzę w akademiku lub w szkole - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Dużo się uczyłam, ponieważ nie chciałam zawieść braci i rodziców, którzy pokładali we mnie wiele nadziei. Nie wspomniałam jednak, o mojej braku chęci do wszelkich potyczek. Nie czułam się zbyt dobrze z myślą, że mogłabym kogoś nieumyślnie poważnie zranić, mam na myśli złamania (nie mówiąc nawet o tych otwartych złamaniach). Taiga słysząc o moim żywiole, spojrzała na mnie z pewnym zaskoczeniem.
- Wydaje mi się, że to jest potężny żywioł. Którą ścieżkę wybrałaś? - zapytała się czarnowłosa, zwracając swoją uwagę na inną skórzaną kurtkę.
- Ścieżkę walki - odpowiedziałam i zauważyłam kolejną, która była gdzieś wciśnięta między innymi. Przez chwilę się przyglądałam kurtce, ale szybko straciłam zainteresowanie. Nie chciałam kupować nowych ubrań, kiedy w swojej szafie miałam tego aż za dużo. Zdecydowanie za dużo. Nagle poczułam głośne burczenie w brzuchu. Coś szybko zrobiłam się głodna… Aż za szybko.
- Idziemy coś przekąsić? - zaproponowałam niepewnie. Nie chciałam się zbyt bardzo narzucać, jednak ochota na jedzenie nie dawała mi spokoju.
- Już? Przecież niedawno coś jadłyśmy - uniosła jedną brew, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Znaczy nie teraz, ale za godzinkę? - poprawiłam się. Oczywiście nie chciałam natychmiast iść na kolejny posiłek, ale dopiero za jakiś czas. Miałam coraz większą ochotę na kuchnię japońską.
- No, możemy - odpowiedziała i stanęła przed kolejnym sklepem. Był to sklep z damską odzieżą. Weszłyśmy do środka. Taiga od razu podeszła do jakiś czarnych kurtek, a ja skierowałam się w stronę koszulek. Nagle znalazłam jedną bardzo ciekawą… Czarna z krótkimi rękawami. Spojrzałam na przód ubrania, gdzie były jakieś napisy. Zobaczyłam bardzo znany tekst: “Single”, “Taken”, “B*tch please, I’m fabulous!”. Oczywiście obok dwóch pierwszych były puste kratki, ale pole przy jednym z moich ulubionych tekstów “B*tch please, I’m fabulous!” była zakreślona kratka. Z szerokim uśmiechem na twarzy chwyciłam koszulkę i podeszłam do mojej koleżanki.
- Pasuje do ciebie - zachichotałam się cicho pod nosem. Czarnowłosa odwróciła się w moją stronę, trzymając w jednej ręce kolejną czarną, skórzaną kurtkę.
- Chodzi ci o kolor? - zapytała się, patrząc raz na mnie raz na koszulkę.
- To też - odwróciłam ją przodem do niej. Kobieta lekko przekrzywiła głowę, ale po kilku sekundach się głośno zaśmiała. - I jak? - puściłam w jej stronę oczko.
- Biorę! - klasnęła głośno dłońmi i odłożyła kurtkę. Podałam jej koszulkę, aby mogła pójść i przymierzyć. Poczekałam na nią przed wejściem do przymierzalni. Gdy była już gotowa, poszłyśmy do kasy, aby zapłacić. Okazało się, że koszulka była na przecenie, dzięki temu zaoszczędziła sporo ludli. Gdy tylko wyszłyśmy ze sklepu, podeszły do nas cztery dziewczyny, patrząc najpierw na mnie, a potem na Taigę. Jednak na widok mojej towarzyszki wszystkie zmarszczyły swoje czoło.
- Taiga? - powiedziała jedna z nich. Była rudowłosa i miała brązowe oczy. - Nigdy bym się nie spodziewała, żebyś zadawała się z młodszymi - dodała kpiącym tonem. Uniosłam jedną brew, słysząc słowa tej osoby. Byłam zaskoczona jej zachowaniem. Jak mogła na dzień dobry powiedzieć takie słowa? Za kogo ona się uważała? Zerknęłam na Taigę, która te nieprzyjemnie uwagi najprościej na świecie zignorowała. Kobieta nic nie mówiąc, odwróciła się plecami do dziewczyn i poszła w stronę kolejnego sklepu. Chciałam pójść za nią, ale poczułam na swoim ramieniu dodatkowy ciężar w postaci dłoni jednej z towarzystwa.
- Tak? - odwróciłam, unosząc jedną brew.
- Nie zadawaj się z nią, ona ci tylko faceta odbierze - szepnęła jedna z nich. Westchnęłam cicho i wzruszyłam obojętnie ramionami. - Nie zadawaj się z nieodpowiednimi osobami - dodała wyniosłym tonem.
- To będzie jedynie świadczyło o nim i… - delikatnie uniosłam końcówki ust - sama umiem zdecydować, kto jest odpowiedni, a kto nie jest - zachichotałam się cicho pod nosem i szybkim krokiem dogoniłam Taigę. Nie pytałam się, kim były te irytujące, zapatrzone w sobie przedstawicielki płci pięknej. Nie chciałam poruszać tego tematu. Przez następną godzinę chodziłyśmy po sklepach. W końcu czując wielką ochotę na japońską kuchnię, weszłyśmy do pobliskiej, bardzo dobrej knajpki. Usiadłyśmy przy oknie. Zamówiłyśmy posiłki. Wybrałam zestaw sushi, a Taiga krewetki w tempurze. Kilka minut później do budynku weszły te same dziewczyny, co wcześniej.
- Zignoruj je - oznajmiła czarnowłosa, patrząc uważnie na nie.
- Kto to? - zapytałam się cicho, tak żeby one nie mogły mnie usłyszeć.
- Takie dziewczyny, które ubzdurały sobie, że odbiłam im faceta - odpowiedziała obojętnie. - Właśnie… Nic dzisiaj nie kupiłaś - powiedziała, odwracając swój wzrok na swoje torby w zakupach, a potem na mnie.
- Nie zawsze coś kupuję - westchnęłam cicho. Nie chciałam się przyznać, że po prostu matka by się zirytowała, jakbym nakupowała różnych ubrań, których nie potrzebuję tak naprawdę.
- Jak chcesz - na jej twarzy pojawił się delikatny, ledwo widoczny uśmiech.
- Chciałabym kiedyś zobaczyć twoją i Gaze współpracę podczas walki - oznajmiłam i nagle poczułam czyjąś obecność obok siebie. Była to ta sama rudowłosa wredna suka. Przewróciłam oczami i spojrzałam na Taigę błagająco. Miałam ją zignorować, ale jakby zaczęła znowu mówić różne nieprzyjemne rzeczy o mojej koleżance, to wywaliłabym ją z knajpki.
- To twoja dziewczyna? - zaśmiała się kpiąco i położyła dłoń na mojej głowie, głaszcząc mnie jak kota czy psa. Lubiłam, jak ktoś mi tak robił, jednak nie każdemu na to pozwalałam. W tej grupie osób była właśnie ona. Poczułam w pewnym sensie zdegustowanie. Spojrzałam na nią ostrzegawczo. Domyślałam się, że to pytanie było skierowane do Taigi.
- Możesz z łaski swojej zabrać swoje ręce od moich włosów? Nie każdy lubi bycia głaskanym - poprosiłam, zachowując pozorny spokój. Nie chciałam pokazać to, jak bardzo jej czyn doprowadzał do szewskiej pasji.
- Ah, wybacz, nie wiedziałam - zabrała dłoń gwałtownym ruchem, porównywalnym do reakcji dotknięcia czegoś parzącego. - Taiga… - zaczęła, a w jej oczach pojawiły się łzy. - Jak mogłaś mi to zrobić? Odbiłaś mi faceta i potem go jeszcze rzuciłaś! Jak ty kurwo tak mogłaś?! - wrzasnęła na całą knajpkę. Widziałam, że to wszystko było na pokaz. Łzy nie zawierały ani grama szczerego bólu, a mimika twarzy wskazywała, że wymuszała na sobie wiele ruchów mięśni twarzy. Słaba z niej aktorka. Jednak jej krzyki przyciągały uwagę obecnych na sali osób. Zauważyłam, jak wyciągnęła dłoń w stronę mojej towarzyszki. Tego był już zdecydowanie za dużo. Byłam świadoma, że Taiga bez problemu by sobie poradziła z tą niezmiernie wkurzającą osobą, ale mimo wszystko instynkt kazał mi zareagować. Zatrzymałam jej rękę kilka centymetrów od głowy czarnowłosej.
- Puść mnie wariatko! - wrzasnęła i chciała mnie kopnąć. Bez większych wysiłków zablokowałam jej atak. Odepchnęłam ją od siebie i spojrzałam na nią z pogardą. Nienawidziłam dziewczyn, które nie potrafiły się pogodzić z faktem, że zostały odrzucone przez jakiegoś mężczyznę… W ramach „zemsty” zachowywały się gorzej niż kilkuletnie dzieci, którym zabrano właśnie zabawkę. Dramatyzowały, robiły wszystko, aby ich wybranek do nich wrócił, albo chociażby zwrócił na nie uwagę. A ta przezwyciężyła niemalże wszystkie, a dlaczego? Całkowicie z nieznanych przyczyn podeszła do nas i ni z dupy zaczęła się drzeć… Naprawdę, mogła to zrobić lepiej. Straciłam ochotę na jedzenie na miejscu.
- Możemy zjeść, gdzieś w parku? - zapytałam się już spokojnym tonem.
- Jasne, jest bardzo ładna pogoda - wzruszyła ramionami czarnowłosa i chwyciła swoje zakupy. Podbiegłam do kelnerki, która nas obsługiwała jeszcze kilka minut temu. Poprosiłam ją o spakowanie naszych posiłków na wynos. Idealnie się złożyło, ponieważ właśnie mieli podawać nam do stołu. Nie minęło nawet pięć minut, zanim wróciła ze spakowanymi krewetkami i sushi, umieszczone w plastikowej siatce. Podziękowałyśmy i opuściłyśmy knajpkę. Tak jak postanowiłyśmy, poszłyśmy do pobliskiego parku. Usiadłyśmy wygodnie na trawie pod jakimś dużym drzewem.
- Mogę cię o coś zapytać? - spojrzałam na Taigę, która właśnie wyjmowała swoją porcję.
- Jasne - odpowiedziała obojętnie.
- Jak to się stało, że jesteś z Gaze? W sensie jak się poznaliście? - zapytałam się niepewnie, ale posyłając ciepły uśmiech w stronę mojej rozmówczyni. Byłam ciekawa ich historii. Może dodałaby mi trochę nadziei co do moich relacji z Mobiusem? Nie ukrywam, zaczął mi się bardzo podobać… Chociaż w głębi serca odnosiłam wrażenie, że może się nie udać. Nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona do naszej wspólnej przyszłości jako para, bardziej jako przyjaciele, jeśli już. Niestety, serce nie sługa. Nie miałam zbytniego wpływu na to, kto mi się podobał.
Taiga? Sory, że takie nijakie to opowiadanie, ale coś ostatnio nie mam weny.
Miejsce, które wybrał Mobius zapierało dech w piersiach. Kolorystyka była dobrana w idealnych proporcjach, co budowało harmonię i podkreślało piękno oraz elegancję tego miejsca. Aż chciało się siedzieć w takim miejscu, a potem ponownie odwiedzić. Czułam się w zupełnie innym świecie niż jeszcze kilka minut temu. To nie była byle jaka droga i prestiżowa restauracja. Różniła się od tych, w których wcześniej byłam. Może przez osobę towarzyszącą wszystko inaczej wyglądało. Zaskoczyło mnie również zachowanie czarnowłosego. Bardzo rzadko się spotykałam z takimi drobnymi, ale wywierającymi duże emocje na kobiecie czynami. Byłam naprawdę pod wrażeniem. Oczywiście, że zdarzały się takie sytuacje, jednak ów mężczyzna był moim chłopakiem, a Mobius był jedynie starszym kolegą. Kiedy zobaczyłam ceny dań, otworzyłam szeroko oczy. Przeraziłam się. Cóż, ta cena była adekwatna do tej restauracji. Wybrałam to, co było tańsze, ponieważ nie chciałam obciążyć portfela Mobiusa. Nie byłam tego typu dziewczyną, która chciała się żywić na dobroci mężczyzny. Mogłam nawet za nas zapłacić, to nie był dla mnie problem, ale spodziewałam się odmowy z jego strony. Oczywiście, w mojej propozycji ukryłam pewien podtekst, który mężczyzna chyba załapał. Po tym, jak kelner przyszedł po zamówienie, mój nowy kolega zaprosił mnie do tańca. Nie byłam zbyt pewna, co do tego. Lubiłam tańczyć i to z wielką pasją, ale nie byłam w tym jakoś bardzo dobra. Nigdy się nie uczyłam od profesjonalistów, jedynie na potrzebę koncertu lub jakiegoś filmiku. Gdy tylko poczułam na sobie jego dotyk, przez moje ciało przeszedł delikatny dreszcz, a mięśnie się mocno napięły. Byłam lekko zaskoczona, gdyż od długiego czasu nie miałam aż tak bliskiego kontaktu z płcią przeciwną. Jednak nie chciałam, aby mnie puścił. Pierwsze kroki oraz sama poprawna pozycja było dla mnie nie lada wyzwaniem, ale dzięki jego radom szybko się nauczyłam podstaw. Nie minęło dużo czasu, gdy nagle zapytał się, co najbardziej przyciągało mnie w jego wyglądzie. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. To było pytanie z zaskoczenia, którego się najmniej spodziewałam w takiej chwili. Zaczęłam błądzić oczami po jego ciele, szukając jakiejś sensownej i logicznej odpowiedzi. Nie zauważyłam nawet, jak na moich policzkach pojawił się mocny rumieniec. Byłam świadoma, że Mobius widział moje zamieszanie. Na całe szczęście mężczyzna odpowiedział za mnie. Jakby miał czekać na moją odpowiedz, poczekałby jeszcze dłużej niż kilka sekund. W jego wypowiedzi zauważyłam wiele prawdy. Naprawdę w tym momencie się wydawał wyższy niż zazwyczaj. To było jednych z głównych czynników, dzięki któremu przyciągał moją uwagę. Słysząc jego kolejne pytanie, spojrzałam mu prosto w oczy trochę z zakłopotania, ale też z nutką radości. A jednak osoba doświadczona w tańcu, potrafiła zauważyć, to czy ktoś był początkującym, czy miała już kontakt z tą formą sztuki. Posłałam w jego stronę delikatny uśmiech.
- Nie, nie jestem, ale nigdy się nie uczyłam u profesjonalisty. Jestem samoukiem - odpowiedziałam pewnym siebie głosem. Przed nim nie ukryłabym swojego braku talentu do tańca, więc nie musiałam kłamać. Wolałam się przyznać do tego, aniżeli później wyjść na jakąś idiotkę, która boi się przyznać do swoich niedoskonałości.
- Masz dobre wyczucie rytmu - oznajmił, delikatnie unosząc kąciki ust. W moich oczach pojawił się malutki płomień ekscytacji. Może coś było w tym, co zauważył. Nie był pierwszą osobą, która mi to powiedziała. Już wcześniej kilka tancerzy zwróciło na to uwagę.
- Dziękuję - powiedziałam cicho, odwracając wzrok. - Wcale się nie dziwię, że zająłeś pierwsze miejsce w światowym Grand Prix w tańcach towarzyskich - dodałam cichym głosem, a mój wzrok po raz kolejny skupił się na mężczyźnie. Trudno było mi oderwać wzrok od niego. Od tak dawna nie widziałam kogoś tak przystojnego. Kątem oka zauważyłam, jak kelner niósł jakieś dania w stronę naszego stolika.
- Chyba to nasze - oznajmiłam i delikatnie klepnęłam go w ramię. Szybko wróciliśmy na nasze miejsca. W tym samym czasie, gdy usiedliśmy, kelner położył przed nami zamówione dania.
- Smacznego - powiedziałam i zabrałam się za jedzenie. Przez cały posiłek nic nie mówiłam. Jedząc, przypomniała mi się moja dobra przyjaciółka, Erina Nakiri. Dania, które podawano były bardzo dobre, wszystko było wysokiej jakości. Byłam ciekawa czy moja przyjaciółka już kiedyś odwiedziła tą restaurację. W końcu była kucharzem, a co zabawniejsze przewyższała wiele znakomitych mężczyzn z tego zawodu. Wszystko zawdzięczała swojemu boskiemu językowi, który potrafił wychwycić każdy najdelikatniejszy smak. Był wrażliwy na każdą potrawę użytą w daniu. Sama też poświęcała wiele czasu na rozwijaniu swojej pasji. Po dwudziestu minutach skończyliśmy jeść. Chciałam zapłacić, chociaż za siebie, jednak Mobius wyprzedził i zapłacił za naszą dwójkę. Westchnęłam cicho ze zrezygnowaniem, ale nie ukrywałam, że podobało mi się to. To był bardzo miły gest z jego strony. Gdy tylko opuściliśmy budynek, zorientowałam się, że właśnie zaczęło padać. Niestety, do akademika był mimo wszystko jakiś kawałek drogi, a nie widziało mi się spacerowanie w deszczu w białej sukience. Spojrzałam rozpaczliwie na swojego kolegę.
- Mieszkam niedaleko, możesz się tam zatrzymać, póki nie przestanie padać - zaproponował Mobius, na co się od razu energicznie przytaknęłam głową na znak zgody. Naprawdę nie mieszkał daleko, ponieważ po kilku minutach doszliśmy do jego mieszkania. Na całe szczęście nie zmokneliśmy do suchej nitki. Zdjęłam buty i zostawiłam je tuż obok drzwi. Zrzuciłam z siebie plecak, w którym miałam swoje ciuchy na przebranie.
- Będę mogła się przebrać? - zapytałam się niepewnie. Wiedziałam, a przynajmniej się domyślałam, że mężczyźnie się bardziej podobałam w sukience niż w zwykłych spodniach i prostych koszulkach, ale powoli robiło mi się niekomfortowo w tego typu jednoczęściowej odzieży...
- Jasne, łazienka jest tam na wprost - wskazał delikatnym ruchem dłoni na drewniane drzwi. W jego głosie usłyszałam lekki smutek. Czyżby nie podobało mu się, to, że chciałam się przebrać? No cóż, nie zawsze się dostaje to, co się chce. Podniosłam ponownie plecak i poszłam do łazienki. Położyłam ją delikatnie na podłodze. Jedną dłonią chwyciłam swoje czarne i gęste włosy, żeby ułatwić drugiej rozpięcie sukienki. Jednak nie było to takie łatwe zadanie. Po kilku minutach gimnastykowania się postanowiłam poprosić mężczyznę o pomoc. Wyszłam z łazienki.
- Mobius? - powiedziałam, wychylając się zza drzwi.
- Tak? - podszedł do mnie, niemalże od razu. - Jeszcze się nie przebrałaś? - zapytał się, unosząc jedną brew, a na jego twarzy pojawił się przez chwilkę kpiący uśmieszek.
- Mam mały problem… - poczułam jak na moich policzkach pojawiały się rumieńce. Odwróciłam wzrok i skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej. - Pomożesz mi rozpiąć sukienkę…? - głos mi lekko drżał przez moją niepewność i delikatny strach. Robiłam z siebie taką trochę… idiotkę?
- Jasne - odpowiedział na moją prośbę o pomoc spokojnie i delikatnie mnie obrócił plecami do niego. Chwycił delikatnie za ruchomy zamek, po czym płynnie rozpiął sukienkę. Miałam wrażenie, że tę czynność zrobił milion razy. To nie było dla niego nic nowego i robił to z pewną wprawą.
- Dziękuję - gdy skończył, odwróciłam się do niego przodem i posłałam mu szeroki uśmiech. Wróciłam do łazienki i szybko się przebrałam w spodnie plus zwykłą koszulkę. A sukienkę schowałam do plecaka. Wyszłam z pomieszczenia i skierowałam swoje kroki do salonu, gdzie już wygodnie siedział Mobius na kanapie. Nagle coś w kącie przykuło moją uwagę… Podeszłam bliżej. Była to klasyczna gitara. Na mojej twarzy pojawił się po raz kolejny delikatny uśmiech.
- Mogę coś zagrać? - zapytałam, wskazując palcem na instrument. Cóż, od dawna nie miałam gitary w ręce. Z różnych powodów nie mogłam sobie usiąść i pograć, chociażby sam fakt, że mieszkałam w akademiku, gdzie mogłam przeszkadzać innym uczniom.
- Nie ma sprawy - odpowiedział czarnowłosy, nie odrywając wzroku od swojego laptopa.
- Dziękuję - zachichotałam się i wyciągnęłam dłoń w stronę przedmiotu. Usiadłam obok mężczyzny na kanapie. Oparłam gitarę wygodnie na jednym udzie. Najpierw musiałam ją nastroić… Miałam wrażenie, że od dobrych kilku tygodni nikt na niej nie grał. Gdy tylko nastoiłam gitarę, przez minutę pograłam sobie byle co, aby rozruszać swoje palce. Kiedy byłam gotowa odchrząknęłam i zaczęłam grać pierwsza lepszą piosenkę, która przyszła mi do głowy. Postanowiłam zagrać piosenkę Ed'a Sheeran'a, "Perfect". Nie byłam jakąś wielką fanką tego wykonawcy, jednak ta piosenka mi się bardzo spodobała. Jednak bałam się trochę, że nie spodoba się ona Mobiusowi, bo na przykład, to nie jego typ czy po prostu nie spodoba mu się mój głos.
Przez cały czas miałam wrażenie, że mnie słuchał albo nawet zerkał na mnie. W tym samym momencie, gdy skończyłam śpiewać, usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zdezorientowanego kolegę, który podobnie jak ja, nie miał bladego pojęcia, któż to mógł być.
- Zaraz wracam - oznajmił zaskoczony mężczyzna i wstał ze swojego miejsca. Nie usłyszałam żadnego „dobry wieczór” czy „Sorki, pomyliłam mieszkania”, tylko jeden wielki krzyk…
- Dlaczego w twoim mieszkaniu jest jakaś dziewczyna?! Zdradzasz mnie?! - wrzasnęła na niemalże cały blok. Westchnęłam głośno. Nie minęła nawet minuta i zobaczyłam jak Mobius szybkim krokiem, niemalże truchtając poszedł do kuchni, a później stamtąd wrócił z dwoma siatkami śmieci…
~ Co kurwa? ~ pomyślałam, delikatnie marszcząc czoło. Z zaciekawienia wstałam z kanapy i podeszłam do przed wejścia, by zobaczyć co się właśnie działo. Mężczyzna postawił przed nieznajomą śmieci i nic nie mówiąc, zamknął drzwi przed jej nosem.
- Jaki z ciebie mężczyzna?! - walnęła z całej siły pięścią w drzwi.
- Dzięki za wyniesienie mi śmieci - powiedział obojętnym tonem czarnowłosy.
- Jesteś okropny! Nie zasługujesz na żadną dziewczynę! - tym razem porządnie się zamachnęła i kopnęła drzwi. - Ała! To kurwa boli! - wrzasnęła, a ja nie mogąc powstrzymać śmiech, wybuchnęłam głośnym śmiechem. Zauważyłam jak mój kolega, pokręcił zrezygnowanie głową. Za dużo nie mógł też zrobić przeciwko taki typu dziewczynom. Poklepałam go po ramieniu i puściłam mu oczko.
- Zajmę się tym - powiedziałam z szerokim uśmiechem na twarzy. Dziewczyna nadal waliła lub kopała te biedne drzwi. Widziałam na twarzy Mobiusa jedno wielkie „nie rób tego”, ale nie widziało mi się dalsze siedzenie w takim hałasie. Otworzyłam szeroko drzwi i wlepiłam swoje fioletowe oczy w jej osobę, analizując każdy fragment jej ciała. Zwracałam uwagę również na mięśnie, czy nie miała napiętych lub nie przygotowywała się do strzelenia mi w pysk.
- To ty jesteś tą kurwą, z którą mnie zdradza! - wrzasnęła po raz kolejny. Moje biedne uszy, które są wyjątkowo wrażliwe na takiego typu darcie mordy.
- Po pierwsze, zamknij mordę - warknęłam, bo naprawdę od słuchania jej krzyków rozbolała mnie głowa. Oczywiście, szybko się opanowałam, by zachować pewien irytujący spokój, który doprowadziłby taką dziewczynę do szału.
- Jak możesz się tak do mnie odzywać?! - jej głos stał się coraz bardziej piskliwy i nie do zniesienia.
- Po drugie, nie widzisz, że Mobius nie jest zainteresowany twoją osobą? - zapytałam się już dosyć spokojnym, ale obojętnym tonem. Gdy tylko zauważyłam, jak delikatnie rozchyliła swoje umalowane usta, od razu jej przerwałam. Ta ilość krzyków była dla mnie już nie do zniesienia, pewnie tak samo, jak dla mojego kolegi. - Po trzecie, bądź grzeczną dziewczynką i wynieś te śmieci - dodałam, zamykając drzwi przed jej nosem. Jednak z całej siły zatrzymała, po czym odepchnęła je, byle bym ich nie zamykała. Kątem oka zauważyłam, jak napinały się jej mięśnie w lewym ramieniu. Czyżby chciała mi strzelić z liścia? Rzeczywiście, to był bardzo przewidywany ruch. Zamachnęła się, celując w mój policzek. W ostatnim momencie zablokowałam jej atak. Uniosłam ramię, tak aby jej nadgarstek uderzył w moje przedramię. Była oszołomiona tym co się stało, przez co nie wiedziała, jak zareagować. Odepchnęłam ją od siebie i posłałam w jej stronę uśmiech skrywający pogardę zmieszaną z ekscytacją.
- Grzeczna dziewczynka, już nie krzycz, tylko wywal te śmieci. Żegnam - i zamknęłam szybko drzwi. Doczekałam tak z minutkę, żeby się upewnić, czy zaraz dziewczyna nie zacznie znowu krzyczeć w wniebogłosy. Na całe szczęście usłyszałam tylko oddalające się kroki w stronę wyjścia. Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na Mobiusa, który znowu siedział przed swoim laptopem.
- Mam nadzieję, że da ci święty spokój… chociaż na kilka dni - oznajmiłam, wracając na swoje miejsce na kanapie, obok mężczyzny, którego zachowanie kobiety kompletnie nie ruszyło. Czyżby jest aż tak nieczuły na kobiecie łzy, krzyki czy lamenty? Nie powiem, że mnie to nie zaskoczyło. Ba! Powiedziałabym nawet, że w pewnym sensie podobało.
Byłam zaskoczona pojawieniem się mojego brata w mieszkaniu Taigi. Pół biedy jakby się jeszcze znali, ale z reakcji kobiety mogłam wywnioskować, że znali się tylko z widzenia, a dokładniej z knajpki, gdzie pracował jako kelner. Alan koniecznie chciał wejść do środka, aby zbadać mieszkanie. Nie wiedziałam na początku, dlaczego tak postąpił, jednak mogłam się domyślić. Chodziło o Mobiusa. Chociaż zastanawiała mnie inna sprawa. Skąd on wiedział, że byłam w mieszkaniu Taigi, a nie gdzie indziej? To było podejrzane… Z drugiej strony mój ojciec potrafił bez problemu zlokalizować moje położenie. Było to czasami bardzo upierdliwe, ale dało się przyzwyczaić. Pomimo tego, że miałam bliskie relacje z Alanem, nie podobało mi się to, że tak bardzo mnie pilnował, odkąd zaczął mi się podobać Mobius. Zupełnie tak jakbym była małym dzieckiem, które jest naiwne i nie potrafi się obronić. To nie był pierwszy raz, gdy taka sytuacja się pojawiła. Już wcześniej Alan, Jamie lub Krystian przychodzili do moich chłopaków, teraz byłych, żeby ich sprawdzać. Bronili i chronili mnie aż za bardzo. Wystarczyło, że uroniła jedną łzę przez jakiegoś palanta, to cała trójka od razu się wkurzała i najchętniej, by takiego delikwenta rozerwali na strzępy. Oczywiście to było przesadą, dlatego starałam się ich odwieść od takich pomysłów. Spojrzałam chłodno na czarnowłosego, który swoimi fioletowymi oczami analizował każdy milimetr mieszkania Taigi. -Nie trzeba, ale dziękuję za propozycję - uśmiechnął się szeroko. - Szukam pewnego szanownego pana Mobiusa Darkhomer’a - dodał, jednak coś mi nie pasowało. Przecież on jeszcze niczego nie przeskrobał. W dodatku tylko Alan się martwił na zapas. Bliźniacy ignorowali tę całą sytuację. Uważali, że powinnam robić, to co chciałam, byleby nie przekroczyć pewne granice rozsądku. - Nie ma go w moim mieszkaniu - rzuciła zniecierpliwiona Taiga. Najwidoczniej bardzo jej przeszkadzała obecność mojego brata. Wcale się jej nie dziwiłam. Alan potrafił nieźle irytować już swoją obecnością. - Po co ci on? - zapytałam się, patrząc mu prosto w oczy. Jako odpowiedź usłyszałam jedynie ciche westchnięcie. Na chwilę otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zamknął je na chwilkę, delikatnie przygryzając się w dolną wargę. Chciał skłamać. Zawsze robił ten gest, gdy powstrzymywał się przed powiedzeniem czegoś niezgodne z prawdą. Spojrzał na mnie przepraszająco, ale też dojrzałam delikatny gniew w jego fioletowych oczach. - Jak powiem, że Evelyne mi kazała cię śledzić, to uwierzysz? - w jego głosie słyszałam zrezygnowanie. Naprawdę nasza siostra musiała to robić? Moje relacje z nią stały się pogmatwane w momencie, gdy znalazłam nowe pasje w życiu poza treningami czy nauką w szkole. Ona nigdy się nie bawiła jak zwykle dziecko. Całymi dniami i nocami chodziła na treningi albo się uczyła. - Uwierzę - poklepałam go po ramieniu i delikatnie popchnęłam brata w stronę wyjścia. - Pogadamy, jak wrócimy do domu? - poprosiłam ładnie Alana, na co się zgodził. Żadne z nas nie trawiło naszej najstarszej siostry, która za każdym razem krzywiła się, gdy słyszała, że byłam w związku lub podobał mi się jakiś chłopak. Wiedziałam, że Alan chciał mi jakoś pomóc, ale za dużo też nie umiał zrobić przeciwko siostrze, która potrafiła bardzo dobrze grać na naszych emocjach. Nikt tego nie lubił. Ona wiedziała, jak zadać nam największy ból, czy nas złamać. Nasi rodzice musieli być z niej wyjątkowo dumni. Odprowadziłam chłopaka do drzwi, po drodze prosząc go, aby już nigdy więcej nie przychodził do Taigi bez wcześniejszej zapowiedzi, ponieważ to bardzo niekulturalne. - Wybacz za najście! - krzyknął czarnowłosy, zanim opuścił mieszkanie kobiety. Jego humor się zmienił o 180 stopni. Z nieco przygnębionego chłopaka zmienił się w pełen energii i optymizmu. Spojrzał na nas jeszcze raz - Miłego dnia! - po czym z uśmiechem na twarzy wyszedł z mieszkania mojej koleżanki. Było widać, że Taiga wpadła mu w oko, ale umiał się mimo wszystko powstrzymywać, od swoich słabych tekstów na podryw, które wcześniej uwielbiał używać, ale nauczył się w końcu, że nie zawsze działają. Naprawdę zajęło mu to kilka lat, by do tego dotrzeć. To było wielkim osiągnięciem dla naszej rodziny. Gdy brat opuścił mieszkanie kobiety, westchnęłam cicho i wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów. - Wybacz Taiga, że tak to wszystko wyszło… - oznajmiłam cicho, unosząc wzrok na czarnowłosą - Podobna sytuacja się już nie powtórzy - dodałam, posyłając w jej stronę delikatny, ale wymuszony uśmiech. Dla mnie to wszystko było strasznie pogmatwane, a co dopiero dla osoby trzeciej. Byłam bardzo ciekawa, co kierowało moją siostrą, żeby do tak desperackich czynów się posunąć. Może kiedyś Mobius jej zaszedł za skórę? Taiga?
Pytanie Taigi przypomniało mi o rozmowie z rodzeństwem. Martwili się o mnie, jednak powoli przekraczali wszelkie granice. Nie mogłam mieć kolegów takich, jakich chciałam? Przecież każdy spotkany przeze mnie chłopak nie zostaje od razu moim obiektem westchnień. Spojrzałam ze zrezygnowaniem na kobietę i już chciałam jej wyjaśnić całą sytuację, która zaszła wczorajszego wieczoru, ale usłyszałam swój dzwonek od telefonu. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na numer. Dzwonił do mnie Alan. Westchnęłam cicho, po czym wstałam z siedzenia.
- Wybacz Taiga, ale brat do mnie dzwoni. Zaraz wracam — oznajmiłam i odeszłam kawałek w stronę wyjścia. Nie chciałam, aby ktoś słyszał naszą rozmowę, która na pewno nie należała do przyjemnych. Szczególnie że pewnie chciał ze mną porozmawiać o wczorajszym dniu. Chociaż kto wie? To jest Alan. Potrafił do mnie nie raz zadzwonić, jak byliśmy w szkole... A co więcej, stał przed moją klasą. Odebrałam telefon i pierwsze co usłyszałam to przeprosiny, ale nie było w nich żadnego smutku. Słyszałam radość w głosie mężczyzny, a co więcej w tle dobiegał jakiś dziewczęcy głos.
- Znowu masz jakąś laskę u siebie? - zapytałam zniesmaczona tym faktem, że po raz kolejny przyprowadzał do domu nową dziewczynę, która pewnie myślała, że była tą jego szczęśliwą i ostatnią dziewczyną.
- To też, gdzie jesteś? - zapytał się i chwilę później usłyszałam, jak jego nowa kochanka zaczęła się go wypytywać, z kim rozmawia oraz dlaczego słyszy kobiecy głos. Co ciekawe była poirytowana i najwyraźniej zazdrosna.
- Jestem u Taigi, więc muszę już iść. Zadzwonię potem - powiedziałam, zostawiając swoje starsze rodzeństwo samego z jego dziewczyną. Rozłączyłam się, a potem schowałam swój telefon do prawej kieszeni, przed tym wyciszając go. Nie chciałam, aby mi więcej przeszkadzał przy rozmowie z czarnowłosą kobietą. Wróciłam do niej i westchnęłam cicho. Chwyciłam szklankę wody i wzięłam dużego łyka na ochłodzenie, i uspokojenie.
- A co do wcześniejszego pytania… - zaczęłam, ale się zawahałam. Nie byłam pewna, czy o takich rzeczach powinno się rozmawiać przy osobach, które ledwo znałam i nie ufałam jej. Nie czułam się bezpieczna, zdradzając swoje tajemnice. Uważałam, że wszelkie konflikty, te małe i te duże powinny zostać w rodzinie, a wizerunek powinien pozostawać najlepszy.
- No…? - uniosła jedną brew zniecierpliwiona Taiga.
- Mój brat miał do mnie pilną sprawę, więc musiałam pilnie opuścić klub - odpowiedziała spokojnym głosem, jednak w mojej głowie pojawiło się wiele myśli i pytań. Z jednej strony moja rozmówczyni nie wyglądała na osobę, która by wykorzystała wszelkie informacje przeciwko mnie, ale pozory mogły mylić.
- A co ma do tego Mobius? - zapytała się kobieta, patrząc na mnie podejrzliwie. Na mojej twarzy pojawił się delikatny rumieniec. Odnosiłam wrażenie, że mogłam jej trochę zdradzić o moich uczuciach w stosunku do mężczyzny. Chociaż nie ufałam jej do końca. Nadal pamiętałam sytuację z moich pierwszych klas, gdy oświadczyłam swojej przyjaciółce, który chłopak mi się podobał, a ta suka zrobiła coś okropnego. Powiedziała mu, ale przy okazji przedstawiła mnie jako, puszczalską dziewczynę, która patrzy na ciało i pieniądze. Spojrzałam jeszcze raz w oczy Taigi. Upewniłam się, że raczej nie jest typem takiej osoby. Powiedziałabym, że należała do szczerych osób, które nie lubią owijania w bawełnę. W dodatku nie przejmowała się za bardzo uczuciami drugiej osoby.
- Czysta ciekawość. Interesująca z niego osoba - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. Zauważyłam, że kobieta nie była zbyt pewna, co do tego powiedziałam. Zapewne już wyczytała, że Mobius nie był dla mnie obojętną osobą, tylko kimś bliższym. Nie byłam jakaś dobra w ukrywaniu takich typu uczuć i byłam niemalże jak otwarta księga. Co prawda nie znaliśmy się jeszcze tak dobrze, ale czułam od niego coś, czego brakowało u wielu innych osobach. Jakoś podświadomie chciałam mu zaufać i być blisko niego, nawet jak wiele osób mi mówiło, jak on traktuje kobiety. Nie potrafiłam się jakoś zniechęcić do bliższego poznania Darkhomera.
- W dodatku mój brat Alan kojarzy Mobiusa. Chyba pamiętasz mojego braciszka… Taki wysoki czarnowłosy chłopak o fioletowych oczach. Spotkałaś go kilka dni temu w knajpie. Był tym wiecznie uśmiechniętym kelnerem - dodałam, a na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. To był chyba pierwszy raz, gdy Taiga stała się nieco bardziej przyjazna w stosunku do mnie, co było miłe z jej strony. Bez bicia się przyznam, że tego się najmniej spodziewałam. Myślałam, chociaż raczej nadal tak było, że uważała mnie za dziecko, które było upierdliwe i wiecznie uśmiechnięte.
- Zazdroszczę ci trochę… - powiedziałam cicho pod nosem, po czym spojrzałam na nią z szerokim, przyjaznym uśmiechem.
- Dlaczego niby? - Taiga była najwyraźniej zaskoczona moimi słowami. Nie spodziewała się tak szokującego czy szczerego wyzwania?
- Masz faceta, który potrafi dobrze gotować - zachichotałam się i puściłam jej oczko. To było coś, co wiele kobiet by jej zazdrościło. Facet, który potrafi dobrze gotować? Dosyć rzadko spotykane. Szczególnie że większość tego nie lubi. Zresztą wiele dziewczyn nie jest lepsza w tych czasach. Wiele przedstawicielek płci pięknej nie umie gotować ani robić wiele podstawowych rzeczy. Mnie matka uczyła podstaw, żebym na idiotkę nie wyszła, ale poznałam już kilka koleżanek, które nie miały bladego pojęcia, jak się myje naczynia, a co dopiero stanąć przy garach? Nagle usłyszałyśmy dzwonek do drzwi... Spojrzałam zaniepokojona na Taigę. Wątpiłam w to, żeby to był jej chłopak, ponieważ powinien mieć przy sobie klucze do ich mieszkania...
Przez resztę dnia chodziłam zdziwiona i pozytywnie zaskoczona propozycją Taigi. Myślałam, że ona chciała się mnie pozbyć, ale nagle zaprosiła mnie na jakąś imprezę. Ubrałam akurat zwykłą koszulkę i spodnie. Nie za bardzo chciałam chodzić w sukience. W końcu to nie było moim strojem, a wręcz czułam się niekomfortowo, jak na co dzień miałabym, mieć na sobie sukienkę. Dziwnie to było uczucie, gdy miałam całkowicie odkryte nogi. Więc na siebie założyłam czarne, obcisłe spodnie oraz czarną koszulkę ze średnim dekoltem. Przyszłam do klubu kilka minut przed umówioną godziną. Niestety, miałam w zwyczaju przychodzić wcześniej. Wolałam na kogoś poczekać, aniżeli ktoś na mnie czekał. Ku mojemu zaskoczeniu, nie byłam pierwsza na miejscu. Wyprzedził mnie czarnowłosy mężczyzna. Już czekał na resztę i nie wyglądał na takiego, co dopiero dotarł. Podeszłam do niego i się przywitałam. W jego oczach zobaczyłam lekkie rozczarowanie. Czyżby myślał, że zjawię się w podobnej sukience, jak na sesji zdjęciowej? Niestety, musiałam go zawieść. Do tej pory nie spotkałam żadnej osoby, która by mnie namówiła na sukienki czy spódniczki. Nie wiadomo, kto to by musiał być, abym się zgodziła z własnej woli. Nie porozmawialiśmy za dużo, ponieważ dwie minuty później zjawiła się Taiga z Gazem. Po raz kolejny czarnowłosa wyglądała olśniewająco. Byłam ciekawa, jak ona to robiła, że zawsze potrafiła się tak ubrać, że rzadna część ubioru nie odstawała od reszty, ale też potrafiła przykuć wzrok niejednego mężczyzny. Już kiedyś próbowałam zmienić swój styl, jednak za każdym razem poddawałam się po kilku próbach. Wyjątki były koncerty. Wtedy mogłam sobie pozwolić na coś ekstrawaganckiego lub odważnego. Nie bałam się wtedy, pokazać co, nie co samej siebie. W końcu tam byli ludzie, którzy mnie lubili i szanowali. Jednak w momencie, gdy miałam iść do klubu z osobami, które ledwo znam, nie mogłam być taka pewna co do siebie. Pomimo tego, że nie bałam się odrzucenia, to czułam strach przed wzrokiem pełen pogardy. Taka trauma z dzieciństwa… Nic więcej.
Taiga wybrała jeden z największych boksów, gdzie mogliśmy sobie wygodnie usiąść. Miejsca było tyle, że jeszcze mogłoby kilka osób wejść i usiąść z nami. Przez chwilę ze sobą rozmawialiśmy, ale po jakimś czasie Mobius wstał, a potem podszedł do Taigi. Wyciągnął w jej stronę dłoń, zapraszając do tańca. Jednak odmówiła, tłumacząc się, że ją nogi bolą. Spojrzałam na nią z zaskoczeniem. Miałam wrażenie, że blefuje, jednak nic nie powiedziałam na głos. Cóż, chodziła normalnie, jakby jej nic nie było, chociaż co ja wiem o tańcu? Może i ćwiczyłam, ale to jedynie dla samej siebie i na potrzebę koncertów. Chociaż to nie była moja najsilniejsza strona, to wkładałam w taniec dosyć dużo czasu. Jeśli miałabym być szczera, to na samym początku rozważałam dołączenie się do szkoły tanecznej, a nie muzycznej. Jednak rodzice wybrali już za mnie. Stwierdzili, że się nie nadaję do tanecznej i tylko bym zmarnowała swój potencjał muzyczny. W ten sposób trafiłam do Orin, szkoły muzycznej. Problem był jeden. Bardzo się nudziłam, na niektórych zajęciach. Pojawiały się informacje, które zostały mi już wcześniej przedstawione przez różne osoby.
- Po ostatnich zajęciach boli mnie noga, ale Olivii przyda się kurs tańca - oznajmiła Taiga, przykładając kieliszek wina do ust. Mężczyzna odwrócił się do mnie. Niepewnie chwyciłam jego dłoń, a na mojej twarzy natychmiast pojawił się mocny rumieniec. Odeszliśmy od tamtej dwójki i zaczęliśmy tańczyć. Na początku, przez pierwszą minutę ślamazarnie mi to szło, ale gdy się zaczęłam rozkręcać, to wcale nie tak źle mi szło. Przynajmniej takie odnosiłam wrażenie. Po kolejnej piosence wróciłam na chwilę do kobiety i jej chłopaka. Chciałam na chwilkę odpocząć i się napić.
- Nie idziecie tańczyć? - zapytałam się, chwytając się swojej szklanki. Na początku chciałam wybrać zwykle piwo, ale się rozmyśliłam. Stwierdziłam, że jednak wolę nie pić za dużo przy towarzystwie, którego nie znam tak dobrze, jak swoje rodzeństwo.
- Czemu się nie pocałujesz? - pytanie Taigi było tak dziwne, że przez chwilę musiałam przemyśleć jej słowa. Nie zrozumiałam sensu jej wypowiedzi. Można powiedzieć, że się zdziwiłam. Co to za rodzaj pytania? Czyżby Taiga trochę za dużo wypiła? Nagle chwyciła mnie za policzki, delikatnie je ściskając, przez co zrobiłam dziubek. Przypominałam trochę rybkę… Kobieta się przybliżyła do mnie, mając chyba zamiar mnie pocałować?! Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na nią z przerażeniem.
- Erm… Taiga? - uniosłam jedną brew i próbowałam stawić opór. Cóż, nie widziało mi się całowanie z jakąś kobietą. Owszem, nie raz już to zrobiłam, ale to były inne sytuacje.
- No daj buziaka… - powiedziała i coraz bardziej się to mnie przybliżała. Spojrzałam błagalnie na Mobiusa i Gaze, którzy jedynie patrzyli na naszą dwójkę. Miałam wrażenie, że próbowali powstrzymać się od śmiechu. Nagle poczułam, jak mój telefon zaczął wibrować w kieszeni. Coś przeczuwałam, że nie dzwoniła do mnie osoba, która by nie zniszczyła tego wspaniałego wieczoru.
- Wybaczcie - chwyciłam dłoń Taigi i odsunęłam ją od siebie. Wstałam z kanapy i poszłam szybkim krokiem w miejsce, gdzie nie było zbyt wielu osób. Spojrzałam na numer, który do mnie dzwonił. Był to jeden z moich braci, Alan. Odebrałam telefon. Chłopak się nawet nie przywitał, tylko od razu powiedział wszystko prosto z mostu. Nie podobało mu się to, że poszłam do klubu w towarzystwie Mobiusa. Najwyraźniej wiedział trochę więcej o nim niż ja. Kazał mi się trzymać od niego jak najdalej i zachować jakiś dystans. Zrobiło mi się nagle smutno. Nie chciałam tego. Warknęłam na brata przez słuchawkę, co jedynie go zdenerwowało.
- Jadę po ciebie, nawet jeśli nie chcesz - oznajmił i się rozłączył. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć tej całej trójki, która mnie broniła przed każdym możliwym facetem.
Ledwo zgodzili się na mój związek z moim byłym chłopakiem, jednak przekonałam ich, że nie jest taki chujem, za jakiego go uważali. Chociaż w jego przypadku mieli rację. Westchnęłam ciężko i wróciłam do boksu, gdzie Taiga leżała, oparta o Gaze.
-Muszę iść - powiedziałam lekko przygnębiony głosem. Nie chciałam się sprzeczać z rodzeństwem, ale powoli zaczęli mnie irytować. Nie miałam już 13 lat. W dodatku nie byłam też bezbronna. - Dziękuję za ten wspaniały wypad do klubu, ale muszę już iść. Do zobaczenia - pożegnałam się z całą trójką, po czym wyszłam z budynku. Przed wejściem już stał białowłosy mężczyzna, który przypatrywał mi się z wielką uwagą. Niedaleko niego stał jego czarny motor. Nic nie mówiąc, podał mi kask i ruchem ręki kazał mi usiąść za nim. Przez całą drogę do akademika, nie rozmawialiśmy ze sobą. Gdy tylko dojechaliśmy na miejsce, mężczyzna mnie mocno przytulił.
- Przepraszam… Evelyne mi kazała - szepnął, jednak mnie to nie obchodziło. Mógł się przecież jej postawić. Ile razy nasza czwórka to zrobiła? Odepchnęłam go od siebie i posłałam w jego stronę fałszywy uśmiech, który mówił wszystko. Zrozumiał, że miałam mu to za złe, ale też był świadomy, że przez najbliższe dwa dni nie będę się do niego odzywać. A z Evelyne z chęcią bym porozmawiała i kilka rzeczy sobie wyjaśniła. Zaczęło mnie to irytować, że nie mogłam się spotykać z ludźmi, których lubiłam. Wróciłam do swojego pokoju, chcąc odpocząć. Byłam zmęczona po tych tańcach z Mobiusem. Zamiast zasnąć, przez cały czas rozmyślałam nad tą nocą, spędzoną z tą trójką. Może jednak Taiga nie jest taka straszna, jak mi się na samym początku wydawało? W dodatku sam Mobius… Coraz częściej się rumieniłam, gdy ktoś wypowiadał jego imię przy mnie. Jednak nie byłam ślepa. Widziałam go czasami z różnymi dziewczynami. Codziennie inna… Nie ma się co dziwić. Mężczyzna był bardzo przystojny. Westchnęłam cicho i wyjęłam telefon. Napisałam smsa do Taigi z pytaniem, czy jutro, albo jak będzie miała czas, czy chciałaby się może spotkać. Polubiłam ją, mimo że była w stosunku do mnie często wredna, ale darzyłam kobietę szacunkiem.
Nie spodziewałam się tak niemiłego przyjęcia. Wcześniej już zauważyłam, że kobieta mnie unikała i podczas prób, starała się ze mną nie rozmawiać. Robiła to jedynie, wtedy gdy musiała. Odnosiłam wrażenie, że uważała mnie za dziecko, z którym nie warto się nawet zadawać. Cóż, nie każdemu pasowało moje zachowanie dziecka. Lubiłam robić z siebie głupka. Przecież nie muszę pokazywać swojego prawdziwego oblicza obcym ludziom. W końcu nie ufałam im i nie chciałam, aby pozwalali mnie od razu jako spokojną dziewczynę. To zdziwienie w oczach znajomych, kiedy widzieli mnie całkowicie inną, była zawsze bezcenna. Na całe szczęście udało mi się namówić Taigę, aby ze mną poszła na tę sesję zdjęciową. Mobius się zgodził niemal od razu, ale przeczuwałam, że tak łatwo nie pójdzie mi z czarnowłosą. Na całe szczęście zgodziła się, aby po raz kolejny mi pomóc, wyjść z opresji. Zdjęcia były obowiązkowe i niestety, nie mogłam wystąpić sama. Mnie ciekawiła jedna rzecz, dlaczego nie mogli tych cholernych zdjęć zrobić przed konkursem? W tym momencie wiele osób musiało, łazić po różnych szkołach, poszukując swoich członków zespołu. Pewnie znowu coś sobie piękna, blondynka Cristine sobie zażyczyła. Już jedna dziewczyna mi opowiadała o tej nieznośnej kobiecie. Podobno dręczyła jedną dziewczynę, za to, że uśmiechnęła się do jej chłopaka i z nim rozmawiała. Cóż, ofiara bullingu zmieniła najpierw szkołę, jednak prześladowczyni się nie poddała. Miałam ochotę się zapytać, jak ta sprawa się potoczyła, jednak zauważyłam, że to był wrażliwy temat. Wolałam więc, już nie zagłębiać się w detale. Gdy czekałam na Taigę, która musiała się przebrać, do jej mieszkania wszedł jakieś wysoki z ciemniejszą karnacją mężczyzna. Jego białe włosy idealnie kontrastowały z kolorem jego skóry. Musiałam przyznać, że był bardzo przystojny. Przedstawiłam mu się i wyjaśniłam całą sprawę. Po chwili, gdy czarnowłosa wyszła ze swojej sypialni, poczułam lekki dyskomfort. Wiedziałam, jak na mnie patrzyła. To musiał być jej chłopak. Skoro tak, to nawet nie chciałam go już dłużej zagadywać. Nie byłam typem dziewczyn, które leciały na zajętych mężczyzn. W momencie, gdy kobieta nazwała go psem, w moich myślach pojawiła się ochota na powiedzenie, czegoś wrednego i niekoniecznie na miejscu, jednak się powstrzymałam. Wolałam, nie popadać w konflikty z ludźmi. Dobrze mi się na razie żyło, bez żadnych kłótni. Wystarczy, że mam pewną osobę na głowie, która ze wszystkich sił, próbuje mi zajść za skórę. Oczywiście, musiałaby się nieźle nagimnastykować, ale naprawdę się starała.
-Mobius powinien już być na miejscu - oznajmiłam spokojnym tonem, gdy tylko wyszłyśmy z jej mieszkania. Nie minęło dużo czasu, zanim dotarłyśmy do Akademii Orin. Od razu na wejściu przywitał nas jakiś chłopak, którego już wcześniej spotkałam. Właśnie to chyba on powiadomił mnie o tej sesji zdjęciowej. Przywitał się z nami i zaprowadził nas do pomieszczenia, gdzie zauważyłam inne grupy, które brały udział w konkursie. W tłumie odnalazłam Mobiusa, który był ubrany w garnitur. Po raz kolejny nie mogłam od niego odkleić swoich oczu. Na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Cześć Mobius - przywitałam się i nagle poczułam, jak ktoś dotknął mojego ramienia. Odwróciłam się, po czym zobaczyłam uśmiechniętą Cristine. Uniosłam, pytająco jedną brew.
- Ciebie też miło widzieć Cristine - w moim głosie było tyle sarkazmu, że nawet najgłupsza osoba by załapała, że nie pasowała mi jej obecność.
- Oho, widzę, że nasza kochana Olivia, znowu przyszła z kimś. Czyżby sama nie umiała przyjść? Smutne jest to, że zamiast wyglądać jak osoba, która jest przewodniczącą, wyglądasz jak jakaś oferma przy tej pięknej pannie, której dodatkowo jest jeszcze piękniejsza przy tobie - powiedziała wyniośle. Ja jedynie na nią patrzyłam i próbowałam się nie roześmiać. Wszyscy tym razem usłyszeli jej słowa. Nie tylko ja. Pomachałam ze zrezygnowaniem głową i zaczęłam się cicho chichotać pod nosem.
- Zamknij japę, ludzie tutaj pracują i nie chcą wysłuchiwać twojego pierdolenia - usłyszałam dosyć zirytowany głos Taigi. Najwyraźniej plan blondynki, który głównie polegał na podlizywaniu się ludziom, nie wyszedł tak, jak chciała. Została chamsko olana przez naszą trójkę. Zaprowadzili nas do szatni, gdzie wcześniej zostawiłam swoją sukienkę. Bardzo rzadko nosiłam tego typu ubrań, jednak czasami trzeba założyć. Nie zawsze się w życiu robi się tylko, to na co ma się ochotę. Nasza trójka, akurat miała mieć robione zdjęcia za 20 minut. To było dla mnie wystarczająco, aby się przebrać i zrobić delikatny makijaż. Taiga i Mobius rozmawiali ze sobą, więc skorzystałam z okazji, aby się przebrać. Nie była to jakaś wyszukana sukienka, ale podobno dobrze w niej wyglądałam. Przebrałam się i wyszłam z przebieralni. Podeszłam do rozmawiających uczniów ze szkoły tańca. Mężczyzna najpierw szybko odwrócił głowę, aby spojrzeć, kto szedł w ich stronę, jednak zastygł w bezruchu na mój widok. Zaczął mi się dokładnie przyglądać i analizować mój ubiór. Z codziennego bardzo swobodnego stylu ubioru, który opierał się głównie na spodniach i bluzach, zmieniłam na krótką sukienkę. Dla wielu osób było to zaskoczeniem. Spodziewali się szarej myszki, która się wstydziła swojego ciała. Rzeczywistość była inna. Po prostu wybierałam taki ubiór, w którym było mi wygodniej. Jako buty też założyłam szpilki, co kompletnie się różniło od moich tenisówek.
-Tego się nie spodziewałem… - oznajmił zaskoczony czarnowłosy, patrząc raz na mnie, a raz na Taigę. Co prawda, wcześniej już widział mnie w białej sukience, ale mimo wszystko różniła się nieco od tej czarnej.
- Wiem, czasami potrafię zaskoczyć - zaśmiałam się i zaczęłam iść w stronę pokoju, gdzie były robione zdjęcia. Zostało nam z 3 minuty. Przed nami była akurat ta cała wkurzająca blondynka z jej ekipą. Byłam ciekawa jej reakcji na mój widok. W końcu uważała mnie za szarą myszkę, która z wyglądu była nieciekawa i zwykła. Czekałam na jej wyjście, aby pokazać jej, że też umiem się nieco inaczej ubrać, a co więcej, nie wstydziłam się pokazać nieco swojego ciała. Wtem, drzwi się otworzyły. Blondynka dumnym i pewnym krokiem wyszła z pomieszczenia. Jednak widząc naszą trójkę, zamarła. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Nie spodziewała się tego. Zatkało ją. Zamrugała kilka razy oczami i poszła przed siebie. Jednak nie wyczuwałam od niej już tyle tej pewności. Czyżby *w końcu* zobaczyła we mnie godnego przeciwnika? Z uśmiechem na twarzy weszłam do sali za Mobiusem i Taigą. Jeden z chłopaków, podał mi skrzypce. Stwierdził, że osoba, która grała na skrzypcach, musiała być uwidoczniona, ponieważ ten instrument był głównym tematem tego konkursu. Przez następne 20 mi tu robiono nam różne zdjęcia w różnych pozycjach. Kilka zdjęć zrobili w parach. Raz ja z Taigą, potem z Mobiusem, a potem kobieta z tancerzem. Pod koniec podziękowali nam i pokazali nam te najładniejsze fotografie. Przez chwilę porozmawialiśmy, a potem pożegnaliśmy się z grupą fotografów i wyszliśmy z sali. Kiedy stanęliśmy na korytarzu, odetchnęłam z ulgą.
- Jeszcze raz wam dziękuję - uśmiechnęłam się w do nich.
- Ale to ostatni raz jak ci pomagam. Na więcej się już nie namówię - rzuciła lekko poirytowana Taiga.
- Nie ma sprawy. Jestem i tak wam bardzo wdzięczna - odpowiedziałam ze spokojem. Pożegnałam się z nimi, po czym skierowałam się do szatni, aby się przebrać w nieco wygodniejsze ubrania. Podobno w sukience wyglądałam nawet całkiem dobrze, jednak najlepiej się czułam w o rozmiar za dużej bluzie i spodniach. Przebrałam się, ale makijażu nie zmyłam. Po prostu zapomniałam i opuściłam szatnię. Nie zaskoczył mnie fakt, że Taiga i Mobius już sobie gdzieś poszli. W końcu nie kazałam im czekać, chociaż bardzo chciałam chwilę porozmawiać z mężczyzną. No cóż, najwyżej porozmawiamy przy innej okazji.
~ Kilka dni później ~
Była akurat sobota, przez co mogłam sobie pozwolić na nieco relaksu. Wstałam o dwie godziny później niż zazwyczaj i mogłam na spokojnie zjeść śniadanie. Niestety, na weekend musiałam wracać do domu, gdzie matka i ojciec spokoju mi nie dawali. Cieszyłam się, że wyjechali gdzieś. Nie wiedziałam dokąd i jaki był cel ich wyjazdu, jednak nie interesowało mnie to aż tak bardzo. Została jednak Evelyne, która powiedzmy sobie, nie należała do tych najmilszych kobiet. Około godziny 13 wyszłam z domu, aby się przejść po mieście i przy okazji wpaść do knajpki z najlepszym ramen. Przecież nikt mi nie zabroni takiego zwykłego spacerku ani dobrego obiadu. Gdy weszłam do budynku, przywitał mnie mój brat, Alan. Spojrzałam na niego z zaskoczeniem.
- Ciebie to się najmniej tutaj spodziewałam… - oznajmiłam, unosząc jedną brew.
- Trzeba jakoś sobie dorabiać - uśmiechnął się delikatnie, po czym zaprowadził do jednego z wolnych stolików. Niestety, wszystkie miejsca dla dwóch osób były już pozajmowane. Posadził mnie samą przy stoliku dla czterech osób. Trochę się dziwnie z tym poczułam, ale nie miałam innego wyboru. Białowłosy przyniósł mi menu. Zamówiłam ramen z kimchi. W końcu uwielbiałam ostre dania, w szczególności rameny. Do tego poprosiłam jeszcze zwykłą wodę mineralną. Nie minęło pięć minut, jak jakaś spora grupka uczniów weszła do knajpki. Zajęli oni ostatnie wolne stoliki, zostawiając oczywiście mnie w spokoju. Nagle zauważyłam przy wejściu znajomą parę. Była to Taiga z jej przystojnym chłopakiem. Pewnie szukali miejsca, których już brakowało. Widziałam, jak Alan coś do nich mówił. Stwierdziłam, że to dobry moment, aby polepszyć swoją relację z czarnowłosą. Wstałam ze swojego siedzenia i podeszłam do nich z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Chodźcie do mnie, mam trzy wolne miejsca - oznajmiłam przyjaznym głosem.
- Znasz ich? - mój brat spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Jakbym ich nie znała, to raczej bym ich do swojego stolika nie zapraszała - odpowiedziałam spokojnym tonem.
- Po tobie wszystkiego można się spodziewać - zaśmiał się cicho pod nosem i pokręcił delikatnie głową. Wyciągnął w moją stronę dłoń i rozczochrał moje włosy… - Zapraszam w takim razie - uśmiechnął się Alan i wskazał im dłonią stolik, przy którym zostawiłam swój plecak. Miałam jednak wrażenie, że Taiga nie była jakoś bardzo zadowolona z faktu, że swój posiłek będzie musiała spędzić ze mną, a ja zaczęłam się czuć jak trzecie koło u wozu… Znowu czegoś dobrze nie przemyślałam. Kurwa, czasami mogłabym, jednak pomyśleć, a potem coś zrobić, a nie na odwrót.
Dosyć szybko dostałam pozycję bycia przewodniczącą w swojej szkole muzycznej, dzięki moim zdolnościom muzycznym. Jednak nie miałam żadnej okazji się publicznie wykazać. Pokazałam, co potrafię jedynie przed dyrektorem szkoły, ale żaden z uczniów nie miał zaszczytu mnie posłuchać. Niestety przez to uczniowie się zaczęli denerwować, że ich przewodniczącą jest jakieś beztalencie. Nie miałam ochoty, aby ich przekonywać, jak bardzo się mylili. Czułam się dobrze, z tym, że zdecydowana większość nie wie o moich prawdziwych występach. Połowa osób by nie dawała mi spokoju. Bez bicia się przyznaję, że na koncertach wcale nie zachowywałam się jak zwykła, urocza i naiwna dziewczynka. Wystarczy spojrzeć na ubrania, które na sobie nosiłam. Okazywałam swoją kobiecość na każdym kroku. Nie wstydziłam się swojego ciała, na które wiele fanów płci męskiej śliniło się na jego widok.
Pewnego dnia dostałam wezwanie do dyrektora szkoły Orin. Zaczęłam podejrzewać powód mojej wizyty u niego. Wiedziałam, że to nie było nic miłego, ale nie musiałam się czegoś bardzo bać. Pewnie uczniowie napisali petycję do niego, aby zmienił przewodniczącego albo zrobił konkurs, aby wyłonić odpowiedniego przewodniczącego. Stanęłam przed wejściem do biura głowy naszej szkoły. Zapukałam cicho i usłyszałam ciche: „Proszę wejść”. Weszłam do środka i zobaczyłam przed sobą wysoką blondynkę z jasnozielonymi oczami, które przeszywały moją duszę. Patrzyła na mnie jak na największego wroga.
- Dzień dobry - przywitałam się, mierząc ją wzrokiem.
- A witaj Olivio - odezwała się nieznajoma. Jej ton wskazywał na to, że nie życzyła sobie mojej obecności. Oh jaki zbieg okoliczność, że ja również nie chciałam, aby przysłuchiwała się mojej rozmowie z dyrektorem.
- Witaj Kendrick. Jak już się pewnie domyśliłaś, mam sprawę do ciebie - zaczął i spojrzał na dziewczynę, która posłała w jego stronę delikatny uśmiech - Cristine? - ruchem dłoni pozwolił jej mówić.
- A więc… - zaczęła i spojrzała na mnie wrednym wzrokiem - Z wieloma uczniami stwierdziliśmy, że nie nadajesz się na przewodniczącą. Więc… - zrobiła krok w moją stronę. Była kilka centymetrów ode mnie wyższa, jednak nie odstraszało mnie to.
- Masz do zrobienia projekt na za miesiąc. Masz zorganizować przedstawienie podczas konkursu, w którym udowodnisz swoją wartość. Głównym instrumentem mają być skrzypce. Wystąpi jeszcze kilka osób, które chętnie zawalczą o twoją pozycję, dziecko - oznajmiła, patrząc na mnie z góry. Wzruszyłam ramionami i posłałam w jej stronę delikatny uśmiech.
- Wyzwanie przyjęte - odpowiedziałam i spojrzałam na dyrektora, który patrzył na nas z zaciekawieniem.
- Pamiętaj, że dużo osób jest bardzo uzdolnionych, więc to nie będzie takie proste - powiedział mężczyzna, przejeżdżając palcem po podbródku.
- Jestem tego świadoma - westchnęłam cicho i przytaknęłam głową. Po czym pożegnałam się z Cristine oraz dyrektorem. Zamiast na lekcje ze śpiewu, wróciłam do akademiku. Musiałam się porządnie zastanowić się nad tym, co powinnam zrobić. Nie chciałam pokazywać wszystkim dookoła swoich prawdziwych umiejętności. Nie to, że bałam się odrzucenia, ale nie chciałam niepotrzebnych plotek na swój temat. Nie lubiłam się obnosić z tym że należę do pewnego zespołu, który się nazywał The Sins. Podkładaliśmy wiele piosenek i to nie tylko z jednego gatunku. Usiadłam przed swoim laptopem i zaczęłam myśleć nad tą całą sprawą… Nagle do głowy wpadł mi genialny pomysł, który koniecznie chciałam wykorzystać. Jednak potrzebowałam zgody nijakiego Mobius’a Darkhomer’a, przewodniczącego szkoły tanecznej Tori. On mógłby mi pomóc. Szczególnie że skrzypce nie były moją najsilniejszą stroną, ale dzięki jego wyjątkowym umiejętnością tańca, mogłam wygrać ten cały popieprzony konkurs. Postanowiłam zrobić kilka ulotek, aby na wszelki wypadek mogła jeszcze do kogoś zagadać o pomoc. Dla mnie nie był to problem zadzwonić do kumpla, który zajmował się robieniem plakatów na nasze koncerty. Powiedziałam mu co i jak, a on? Zaśmiał się głośno przez słuchawkę, mówiąc, żeby następnym razem przychodziła z innymi bardziej… wymagającymi projektami. W dosłownie dziesięć minut przesłał mi gotową ulotkę, którą musiałam tylko wydrukować w drukarni, ponieważ potrzebowałam nieco lepszych kartek niż tych zwykłych. Mając już projekt skierowałam się do miasta, aby znaleźć dobrą drukarnię. ~ Następnego dnia ~
Od samego rana chodziłam po terenie szkoły Tori, szukając Mobius’a Darkhomer’a. To nie było takie proste zadanie. Mimo że słyszałam od wielu kobiet, że jest wyjątkowo przystojny etc, ale nigdy nie widziałam go na oczy. Dla mnie opis typu: nieziemsko przystojny, wysoki, czarnowłosy za dużo nie pomagał. W takich szkołach roiło się od wysokich i przystojnych mężczyzn. W końcu jedna z kobiet powiedziała mi, że nie nosił typowego mundurka szkolnego, tylko garnitur oraz zawsze chodził z papierosem. Od razu to ułatwiło moje poszukiwania. Nie zajęło mi zbyt dużo czasu, aby go odnaleźć. Nie zaprzeczę, był nieziemsko przystojny. Było na czym zawiesić oko, jednak to nie była chwila, aby zachwycać się takim chłopakiem. Podeszłam do niego dosyć niepewnie. Cóż, nadal nie byłam pewna czy to on, ale przecież nic się nie stanie, jak się pomylę. Najwyżej sobie jedynie obciachu narobię. Na całe szczęście to był ten cały Mobius. Zazwyczaj nie miałam problemu, aby spojrzeć komuś w oczy, jednak nie potrafiłam przy nim. Odczuwałam dziwne zakłopotanie, którego nie umiem odpowiednio opisać. Z jednej strony chciałam mu spojrzeć w oczy, chociaż z drugiej miałam wrażenie, że tylko siebie będę pogrążać. Niestety, kiedy zaczęłam temat o projekcie, od razu odmówił. Byłam trochę i zła, jak i zaskoczona. Spodziewałam się nieco innej reakcji, jednak cóż… takie życie. Nie wszystko musiało iść zgodnie z moim planem. Nie chciałam się dalej kłócić, więc szybko sobie odpuściłam. Jednak na wszelki wypadek zostawiłam u niego ulotkę. Wróciłam do szkoły. A ku mojemu zaskoczeniu, tuż przed wejściem stała Cristine z jej paczką, która liczyła dwóch chłopaków i 3 inne dziewczyny.
- Ooo, czyżby Olivcia nie radzi sobie z wyzwaniem? - usłyszałam jej irytujący głosik, który budził we mnie odrazę.
- No i? - uniosłam jedną brew i posłałam w jej stronę ostrzegawcze spojrzenie.
- Przegrasz to kochana - rzuciła obojętnie, a potem odwróciła się, przerzucając swoje długie blond włosy na plecy. Jeden z jej kolegów spojrzał na mnie, jakbym zabiła mu całą rodzinę i splunął mi pod nogi. Niech się cieszy, że moich braciszków nie było przy mnie, inaczej by wylądował na pogotowiu w stanie krytycznym w kilka sekund. Moralność? Nie obchodziło ich to, a w szczególności brutalnego Krystian’a, który nie traktował wiele osób na poważnie i patrzył na nich z góry. Spojrzałam na nich obojętnym wzrokiem. Ludzie byli naprawdę dziwni. Coś nie było po ich myśli, to od razu musieli pokazać całemu światu, że im nie pasuje. Westchnęłam cicho, po czym poszłam na lekcję. Po pierwszych dwóch lekcjach matmy dostałam wiadomość, że moi goście przyszli do szkoły. Nie miałam bladego pojęcia, kim mogli być ci goście. Ku mojemu zaskoczeniu przede mną ukazał się Mobius wraz z jakąś piękną, czarnowłosą kobietą. Przywitałam ich z szerokim uśmiechem na twarzy. Mężczyzna był w miarę miły, jednak nieznajoma spojrzała na mnie z politowaniem. Kiedy przedstawił mi swoją propozycję, zamarłam. Nie wiedziałam, jak on chciał tego dokonać. Skrzypce dosyć nie za bardzo pasowały do tango. Przynajmniej nic mi do głowy nie przychodziło. Jeszcze bardziej mnie zaskoczył w momencie, kiedy zaproponował pomoc DJ’a… Nie wiem, co on myślał, ale byłam bardzo podekscytowana jego pomysłami. Zgodziłam się. Z góry wiedziałam, że nie pożałuję swojej decyzji, ponieważ dobrze się będę bawić. Nawet jak stracę swoją pozycję, to poznam nowych ludzi i spróbuję nowych rzeczy, które wcześniej były dla mnie kompletnie obce. Przez następne tygodnie ćwiczyliśmy bez przerwy przez kilka godzin. Niestety wiele razy dochodziło do poważnych sprzeczek, ale koniec końców, dało to piękny efekt, który zapierał wdech w piersiach. ~ Kilka tygodni później ~
Przed przedstawieniem nie mogłam się zdecydować na swój ubiór. Na początku chciałam po prostu założyć czarną sukienkę, jednak moja koleżanka zaproponowała mi białą sukienkę. Chciała, abym wyglądała niewinnie jak anioł. Kazałam jej się walnąć w głowę, chociaż po dłuższym namyśle zgodziłam się na ten ubiór. Naprawdę mogłam osiągnąć ciekawy efekt. Przez sam fakt, że nie lubiłam sukienek, postanowiłam wziąć ze sobą ubrania na przebranie. Były to krótkie, czarne spodnie z metalowym łańcuchem po lewym boku oraz koszulka, która miała przezroczysty materiał na plecach. Bieliznę również musiałam dopasować, ponieważ ta cienka i biała sukienka była lekko prześwitująca. Przez to nie mogłam założyć czarnego staniku. Musiałam ze sobą zabrać, aby potem zmienić. Biała bielizna też do mnie nie za bardzo pasowała. Wszyscy, którzy mnie znali nieco dłużej uznawali mnie za ukrytą diablicę. Tuż przed przedstawieniem Evelyne jeszcze chciała mnie osobiście pomalować. Pomimo tego, że nie miałyśmy bardzo dobrych kontaktów, nie ufała mi w kwestii makijażu. Nie chciała, abym przyniosła wstyd naszej rodzinie, więc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Co prawda nie było to tony tapety, jednak złagodził mój wyraz twarzy i dodało nieco urody. Na widok Mobiusa w garniturze moje serduszko aż zabiło szybciej. Przestałam się dziwić, dlaczego opis tego oto osobnika zawsze zawierało określenie: „nieziemsko przystojny”. Byłam tak podekscytowana, że chciałam się do nich przytulić, ale czarnowłosy mnie powstrzymał. Usłyszałam oklaski, a chwilę potem kroki osób, schodzących po schodach w naszą stronę. Nie byłam akurat pierwsza, ponieważ dyrektor chciał, aby ludzie występowali alfabetycznie. Na moje nieszczęście ta cała Cristine była po mnie. Kiedy ją zobaczyłam, to uznałam, że ma ciało modelki. Była naprawdę piękna, ale wszystkie swoje niedoskonałości na twarzy zakrywała makijażem. Taiga dała nam znać, że jesteśmy następni. Musiałam się nieco uspokoić. Nie czułam się zbyt pewnie przy takiej muzyce. W dodatku odnosiłam wrażenie, że to Mobius i Taiga będą przyciągać uwagę publiczności i to dzięki nim wygram… Chociaż moim priorytetem była wygrana, a nie zwrócenie na siebie uwagę. Weszłam jako pierwsza na scenę. Wiele razy stałam w takim miejscu, jednak tym razem to było coś innego. Ci ludzie nie wiedzieli o moich zdolnościach. Większość z nich była święcie przekonana o moim beztalenciu. Jednak postanowiłam zaryzykować i zaufać mojemu nowemu znajomemu. Uśmiechnęłam się do samej siebie i zaczęłam grać. Chwilę po mnie na scenę weszła ta urocza para. Cały utwór tak się spodobał publiczności, że kiedy skończyliśmy, to wiele osób wstało ze swojego siedzenia, głośno klaszcząc. Cały stres po mnie spłynął, a został zastąpiony satysfakcją i radością. Posłałam szeroki pełen wdzięczności uśmiech w stronę Mobiusa, który wpadł na ten wspaniały pomysł połączenia, skrzypiec, nowoczesnej muzyki i tanga. W życiu bym na to nie wpadła. Kiedy zeszliśmy ze sceny, nie mogłam powstrzymać swojej radości. Mocno się przytuliłam do mężczyzny, który spojrzał na mnie zaskoczony. Nie chciałam, aby poczuł się niekomfortowo, więc bardzo szybko go puściłam. Przez ten okres czasu dosyć polubiłam mężczyznę. Pomimo wielu kłótni, wydawał się bardzo sympatyczną osobą. Tak samo Taiga, która na początku była dla mnie dosyć zimna, ale potem polubiłam ją.
- Dziękuję za pomoc! - posłałam w jego stronę szeroki uśmiech.
- Nie ma sprawy, świetnie się spisałaś - oznajmił Mobius, unosząc delikatnie kąciki ust.
- A wiedziałam, że sama nie dasz rady, tylko będziesz szukać pomocy wśród starszaków - usłyszałam ten irytujący głos blondynki, która znikąd się pojawiła przede mną. - Wygram to. Nie potrzebujemy takich dzieciaków jak ty, którzy sami nic nie umieją sami zrobić - dodała, posyłając w moją stronę wredny uśmiech. Nic nie odpowiedziałam na jej chamski zaczepki. Nie chciałam szukać niepotrzebnego konfliktu. Doskonale wiedziałam, że nie przekonam tej dziewczyny, która uważa, że wszystko to, co ona wie, jest prawdą, a opinie innych to fałsz i brednie.
- Kto to? - zapytał się Mobius, patrząc na blondynkę.
- Cristine, dziewczyna, która od jakiegoś czasu mi dupę truje swoimi sprawami. Bardzo jej przeszkadza fakt, że takie beztalencie, jak ja jest przewodniczącą - odpowiedziałam dosyć sarkastycznym tonem. Szczególny nacisk kładłam na słowo „beztalencie”. Chociaż zaczęło mnie powoli irytować swoimi chamskimi odzywkami. Miałam ochotę po raz drugi wrócić na scenę i udowodnić jej, jak ona bardzo się myliła co do mojej osoby. Chciałam stanąć z nią twarzą w twarz, aby ponownie rozegrać ten konkurs, aby jej udowodnić, że zaczęła zadzierać z nie tą osobą, co trzeba. W moich oczach pojawił się malutki płomień ekscytacji, a moja dłoń zacisnęła nieco mocniej smyczek.