Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 lipca 2018

Od Shury C.D Hideyoshiego


Hidesiu... Mój malutki, słodki chłopczyku... Dlaczego mi uciekasz? Dlaczego znikasz... Wybacz mi za wszystko. Za każdy mój błąd, za każdy zły uczynek. Przepraszam, że nie powiedziałam ci o szantażystach i o tak wielu, bolących mnie sprawach. Chciałam, ale nie zdążyłam. Nie mogę... Dlaczego czuję, że tracę coś dla mnie ważnego... Hidesiu... Mój kochany... Nie puszczaj mojej dłoni... Wybacz mi za każdą rzecz, jaką robiłam źle. Cieszę się jednak, że ciebie ocaliłam i już nikt ciebie nie zrani... Żadne auto, żaden człowiek. Nic. Nic ciebie nie dotknie i nie skrzywdzi. Moje serce bije tak szybko, ale nie wiem, gdzie jestem teraz. W domu? W szkole? A może jestem w ramionach mojego dwukolorowego rycerza. Nie wiem. Czuję się źle. Po moim ciele spływają strużki cieczy, jaka powinna w tym momencie być w moich żyłach. Nie chciała tam zostać. Wolała ona uciec i pozostawić mnie jeszcze bardziej zimną niż jestem w tej chwili. Co widzę... Ciemność. Jest ciemno i zimno.
"Powiedzmy sobie szczerze, stało się najgorsze z najgorszych. Umarłam albo to jakieś inne gówno! Nie jestem w stanie teraz widzieć swoich snów, spełnić i zrealizować moich marzeń. Mam tylko jedno... Może dwa..."
~~~
Byłam we wnętrzu swojej głowy. Rozejrzałam się. No tak. Wielka, śnieżna pustynia, na której tak mocno wiało. Zadrżałam, nie wiedząc co ja tutaj robię. Kiedy nagle została nawiana kolejna warstwa śniegu, ujrzałam siebie. Byłam taka sama, jaką jestem w tej chwili, ale nie uśmiechałam się. Byłam cholernie blada, moje oczy były puste, a z ust sączyła mi się krew.
- Zapomnisz o nim, wiesz? Nie będzie już tej samej ciebie. Wspomnienia z ostatnich kilkunastu tygodni znikną niczym zdmuchnięty z drzewa śnieg. Ponownie, będziesz sama, a jedynym twoim pocieszeniem, będzie przyjaciel. - rzekłam ta druga ja.
- Przyjaciel? Że Hide? Ale... Ja z nim jestem. Dlaczego miałabym z nim nie chodzić. Kocham go.

czwartek, 14 czerwca 2018

Od Shury C.D Hideyoshiego

Przyglądałam się dla mojego ukochanego, który miał spuszczoną głowę. Przygryzłam nieco wargę. Mój mały, biedny Hide. Kochany Dwukolorowy misio, który w tej chwili i już mam nadzieję, na zawsze będzie mnie potrzebował. Uśmiechnęłam się delikatnie, zbliżając się do niego. Moje serce biło w zawrotnym tempie. Tak bardzo lubiłam to uczucie, bo to właśnie mój chłopak je wywoływał. Tak przyjemne, tak... Niesamowicie piękne. Przygryzłam wargę, patrząc jak mężczyzna rozgląda się po polanie, a po chwili, po prostu spuścił głowę. Nie byłam pewna co się stało, ale wiedziałam, że na pewno nie należało to do najmilszych rzeczy. Westchnęłam dość ciężko, ale potem z lekką radością, zbliżyłam się do niego. Uniosłam dłoń, zabierając jakiś patyk z jego koszulki. Hide jednak nadal martwo patrzył w ziemię, więc dotknęłam jego policzka z uśmiechem. Chłopak spojrzał na mnie, a ja przechyliłam lekko głowę, czerwieniąc się. Pogładziłam miękką skórę chłopaka, a następnie dłoń ułożyłam na jego szyi.
-Hide, co by się nie stało... Będę przy tobie. Będę zawsze ciebie wspierać. Takie będzie teraz moje zadanie... Kochanie...-szepnęłam, nadal lekko się rumieniąc od tego ślicznego i jakże uroczego uśmiechu mojego ukochanego.
Dlaczego on ciągle tak nie może się uśmiechać. Jest tak uroczy, tak bardzo... Przystojny. Czułam, że jestem naprawdę szczęściarą w tym momencie, skoro trafiłam na kogoś takiego, jak Hideyoshi. Pogładziłam jego szyję i spojrzałam mu w oczy. Moje serce zabiło jeszcze szybciej, jak nasze spojrzenie się spotkało. Jak ja go... kochałam. Tak. Kochałam go. Całym swoim lodowatym sercem, które teraz rozpływało się z tej skorupy pod jego wpływem... Był niesamowity. Był cały mój i nikomu go nie oddam. Cała należę do niego. Tylko niego.
-Dziękuję... Wiem... Właśnie za to cię kocham, Shura.. - uśmiechnął się do mnie i pochwycił moją zimną dłoń.
Przygryzłam wargę, po czym ze łzami w oczach, przysunęłam się bliżej niego. Zacisnęłam męską rękę chłopaka, która była... Taka ciepła. Taka miła. Uśmiechnęłam się potem i przystawiłam swoje czoło do jego czoła. Na chwilkę zamknęłam oczy, aby nacieszyć się jego pięknym zapachem oraz tym, że jest w tej chwili przy mnie. Kiedy otworzyłam z powrotem oczy, napotkałam spojrzenie chłopaka, który nadal się do mnie uśmiechał. Wolną dłoń położył na moim policzku, a z kolei ja nadal zaciskałam drugą jego dłoń. Zetknęłam nasze noski, po czym uśmiechnęłam się znowu. Byłam teraz taka szczęśliwa, kiedy mogłam być przy nim, cieszyć się jego obecnością...
-Ja ciebie też kocham Hide... Nawet nie wiesz jak bardzo...-szepnęłam.-Jestem taka szczęśliwa, że jestem teraz przy tobie... I mogę patrzeć na twój uśmiech...
Chłopak odgarnął kosmyk moich włosów, które zakrywały moją nieco bladą jak zawsze twarz. Oczy mężczyzny nie odrywały się ode mnie i wpatrywały się wpierw w moje białe pasma włosów, a potem w błękitne oczy. Miał tak piękne, dwukolorowe oczęta... Moje serce ponownie zaczęło łomotać mocniej w mojej piersi.
-Jesteś piękna, wiesz?-szepnął nagle.
-Schlebiasz mi... Dziękuję, przystojniaku... Dobrze wiesz, że uważam ciebie za najprzystojniejszego mężczyznę, jaki stąpał po ziemi. Żaden Beckham nawet do pięt ci nie dosięga...-szepnęłam, cicho chichocząc.
- Uuu.. A przy tobie to Angelina Jolie potrzebuje operacji plastycznych.. - zaśmieliśmy się razem.
-Dlatego do siebie pasujemy. Obaj uważamy siebie za coś co ma większą wartość od innych. Hide, nie zostawię ciebie nigdy i wierzę w to, że ty też tego nie zrobisz...-szepnęłam.
Hide uniósł mnie za talię i obrócił się wokół własnej osi, uśmiechając się. Ja również się uśmiechnęłam, a moje włosy stworzyły wokół nas wir. Zarzuciłam dłonie na jego ramiona, po czym pocałowałam go delikatnie w usta. Moje serce biło tak szybko i nie myślało, aby się zatrzymać. Jakie to miłe uczucie... Pierwszy raz czuję coś takiego i tak bardzo się od tego uzależniłam. Dobrze. Niech Hide wie, że jestem cała jego i nic nikomu do naszego związku, bo my razem jesteśmy szczęśliwi.
-Oczywiście, że nie zrobię!-krzyknął radośnie.
-Tak ciebie mocno kocham, Hidesiu.-rzekłam, kładąc dłonie na jego policzkach, a potem pocałowałam go namiętnie w usta.
Chłopak mocno mnie do siebie przyciągnął, ujmując mocno moją talię. Między pocałunkami, nie mieliśmy przerwy. Jedyne co poczułam, to wsuwający się między moje wargi język chłopaka. Teraz już nie wiedziałam, czy to od emocji, czy po prostu dostałam palpitacji serca. On wiedział, czuł co się dzieje z moim serduszkiem i robił to na pewno specjalnie, bo nie zaprzestał tego, co robił. Ja też tego nie zrobiłam, bo również pozwoliłam, aby mój język splótł się z jego w bardzo namiętnym tańcu. Czemu ja zawsze chcę tylko więcej... Czy ja jestem zachłanna? Tak. Jestem. Hide jest dla mnie za ważny, abym go komuś oddała. Każdy, każdy musi wiedzieć, że on jest mój. Wyłącznie mój.
---
Po południu, znowu się spotkaliśmy. Miałam na sobie moją tradycyjną, białą sukienkę, oraz dopasowany, jasny żakiet z czarnymi detalami. Na głowie miałam jasny jak śnieg berecik. Wraz z Hide u boku, kierowaliśmy się do pobliskiej kawiarni, gdzie też sprzedawali przepyszne lody. Z radością trzymałam jego dłoń z którą miałam też splecione palce. Miał zawsze tak ciepłe ręce i czułam w nich tą męską opiekę. Czułam, jak jego obecność wprawia moje serce w tak szybkie bicie. Spojrzałam na chłopaka, trzymając wolną ręką rzemyk torebki. W tym momencie, powiał letni wiaterek, który rozwiał moje włosy na wszystkie strony świata. Uśmiechnęłam się delikatnie, zaciskając lekko dłoń Hide.
-Uwielbiam z tobą chodzić na spacery, wiesz?-powiedziałam, po czym zachichotałam.
Chłopak patrzył w chodnik, ale uśmiechnął się lekko. Uwielbiałam go. Jego uśmiech, jego poczucie humoru, jego ciepło, miłość, jaką mnie bez przerwy obdarzał. Nie mogłam chyba wymarzyć sobie lepszego chłopaka od niego. Zasługiwał na miano najcudowniejszego na całej ziemi. Dla mnie, zawsze taki będzie... Przecież to mój kochany Hide i nic tego nie zmieni. Bez znaczenia co by się stało, mam zamiar stać u jego boku, a w razie wypadku, oddać za niego życie. Wiem, że przeżył wiele. Połowiczny syndrom Marii Antoniny, ta blizna, jego dwie strony z żywiołami. Nie zasługuje już na nic złego. Mój kochany... Mój najukochańszy. Uśmiechnęłam się, a kiedy spojrzałam przed siebie, ludzie krzyczeli i wskazywali na ulicę. Odwróciłam wzrok w tamtą stronę. Nawet nie wiedziałam, że weszliśmy na przejście, a na dodatek, jechał tir. Pobladłam, ale bez zbędnych ceregieli i użalania się, odepchnęłam Hide całą swoją siłą, aby nie uderzył go samochód. Mimo tego, że hamował, uderzył we mnie dość mocno, a ja poturlałam się kawałek po czarnym asfalcie, który też po chwili zaczął zalewać się moją krwią. Otworzyłam oczy, ale i tak nie widziałam wiele, bo wzrok miałam zamglony. Czułam, że moje białe ubranie, nie będzie już takie nieskazitelne. Chłopak patrzył na mnie przerażony, a potem rzucił się w moją stronę, krzycząc... Co krzyczał? Dlaczego nie słyszę? Tylko pisk... Zamknęłam potem oczy, bo zemdlałam. Cała byłam blada, a rany na moim ciele bez końca krwawiły. Wiedziałam, że to było niebezpieczne, ale... Hideyoshi... On był teraz najważniejszy... On teraz potrzebował mojej opieki. Uratowałam go. Nie obchodzi mnie to, że mogę skończyć ze wstrząsem... To on mnie potrzebuje...

<Hide? T^T>

piątek, 18 maja 2018

Od Shury CD Yōsuke i Hide


- Wiesz kto to był? Czego od ciebie chciał? – spojrzałem nadto zmartwiony.
Czy on naprawdę myślał, że zacznę mu się spowiadać? Prychnęłam pod noskiem, po czym oburzona spojrzałam na niego. Te czerwone oczy były bardzo ciekawskie. Za ciekawskie. Wyrażały zmartwienie. Cholerne uczucia... Jedyną osobą, na jakiej mi zależy jest Hide. Yosuke to tylko oręż.
-Nie mam zamiaru nic ci mówić. To moje sprawy...-powiedziałam, wyjmując z torebki telefon.-Poza tym, jak mówiłam, łączy nas tylko pakt. Nie oczekuję od ciebie całodobowej opieki.-dodałam pochmurnie, wbijając w niego lodowe spojrzenie.
- Takie jest moje zadanie - wymruczał - Jestem twoim orężem i łączy nas pakt, sama to mówisz, a mym zadaniem jest chronienie władającej. Poza tym należą mi się jakieś wyjaśnienia po takowym zdarzeniu.
Spojrzenie chłopaka pokierowało się na martwe ciało, a ja wyłącznie prychnęłam, przez co ten spojrzał na mnie. Zmierzyłam go wzrokiem, odgarniając białe włosy na plecy. W moich oczach nic nie mógł dojrzeć i na pewno nic nie ujrzy. Moje emocje widzi, widział i będzie widzieć wyłącznie Hideyoshi...
-Chyba sobie żartujesz. Pakt paktem, ale nie potrzebuje łażącego bez przerwy za mną blondyna, który będzie każdego zjeżdżał wzrokiem, bo może być dla mnie niebezpieczny. Umiem sobie poradzić, rozumiesz...?-warknęłam, a nad moją głową stworzyła się mała chmurka z której po chwili spadł śnieg.
- Jesteś strasznie pewna siebie - westchnął - Gdyby nie ja ciekawe co by z tobą się teraz działo, nawet myśleć o czymś takim nie potrafię. Jeśli nie akceptujesz mojego zachowania czemu zawarłaś ze mną pakt, pary które ustalił profesorek nie musiały tego robić, a jednak ty postanowiłaś inaczej...
-Postanowiłam tak, ponieważ dla twojej wiadomości chcę zobaczyć jakie są moje umiejętności. Dzięki mnie, ty też odkryjesz swoje. Więc już przestań pierdolić, jasne?-spojrzałam na ekran telefonu.-Ah, jakbyś nie wiedział...-pokazałam mu tapetę z Hide.-Mam chłopaka. Ten pocałunek to dla mnie był wyłącznie przymus. Udowodnij swoją wartość, a wtedy uzyskasz mój szacunek...
- Chłopak? - patrzył na mnie lekko zdziwiony - Co z niego za mężczyzna, gdy ktoś taki jak ja musiał ci pomóc - prychnął niezadowolony - Mogłaś ostrożniej wybierać oręż. Przy mnie raczej się nie rozwiniesz i nie zobaczysz zmian - zmarkotniał nieco.
Podeszłam do niego i uderzyłam go mocno w policzek. Dłoń chłopaka od razu powędrowała na miejsce uderzenia, a ja warknęłam wściekła. Jak on śmiał. Jak on w ogóle śmiał!
-Zamknij się! Jest cudowny, opiekuje się mną, kocha mnie! A ty?! Ty tylko umiesz ubolewać nad tym, że niby źle wybrałam oręż! Zamknij się wreszcie i przestań biadolić! Jesteś facetem, czy ciotą! -wrzasnęłam na niego.
- Każdy uważa że jestem ciotą, zwykłym dzieciakiem więc.. - pomasował się jeszcze po policzku - Zabronisz mi ubolewać nad własnym losem?
-Tak. Zabronię, bo jestem twoim władającym! Przestań się użalać, podnieś wreszcie głowę do góry i przestań trząsać gatkami! -wrzasnęłam.-Nie słuchaj zdania innych. Jestem osobą, jaka ciągle musi wysłuchiwać krytyki, ale szczerze? Mam ją gdzieś. Mam osobę, która...-zacięłam się, po czym zacisnęłam dłoń w pięść i napisałam szybko wiadomość do Hide.
"Do Hide: Wysyłam ci moją lokalizację. Przychodź tutaj. Już."
Spojrzałam na Yosuke i odwróciłam głowę. Zaczęłam mu się właśnie spowiadać. O nie. To w jego oczach na pewno miało tak wyglądać...
-Masz tutaj ze mną czekać...-warknęłam, opierając się o ścianę.
Całkiem zignorowałam zwłoki jakie nadal obok leżały... Co ja pocznę, że działałam w obronie własnej...
<Yosuke? Hide?>

wtorek, 1 maja 2018

Od Shury C.D Hideyoshi

<poprzednie opowiadanie>

-Shura... -objął mnie w talii i czule pocałował.
Wiatr rozwiał nasze włosy, a ja czułam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Byłam wzruszona tak bardzo tym, co mi powiedział chłopak. Zakochałam się w tak niesamowitej osobie... Niesamowitym przyjacielu, który mnie kocha...
-Czy ta białowłosa ślicznotka zechciałaby zostać dziewczyną tego dwukolorowego chłopca?
W moich oczach ponownie pojawiły się iskierki oraz łzy. Uśmiechnęłam się szeroko i zarzuciłam mu dłonie na ramiona.
-H-Hide... Chcę. Chcę!-krzyknęłam, po czym złapałam za jego sweter i pociągnęłam go do dołu.
Dałam mu soczystego całusa w usta, a następnie odsunęłam się nieco, wskazując na niego palcem z ogromnym rumieńcem.
-Będę dla ciebie najlepszą dziewczyną jaką tylko będę mogła!- powiedziałam z poważnym wyrazem twarzy.
-Już nią jesteś... -szepnął czułym, niskim głosem.
Na moją twarz ponownie zagościł rumieniec i szeroki uśmiech. Podbiegłam do Hide, rzucając się mu na szyję. Czułam jego zapach, jego ciepło... Czułam, że naprawdę mocno go kocham.
-Hide... Dziękuję ci... Dziękuję tak mocno...-szepnęłam.
-To ja tobie dziękuję... Za przywrócenie barw w moim życiu- zbliżył się do mojego ucha, szepcząc-... kochanie...
Zarumieniłam się jeszcze mocniej, przy czym położyłam chłodną dłoń na jego lewym policzku. Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Uwielbiam twój głos...-szepnęłam, uśmiechając się.-Ale jeszcze bardziej kocham słowa, jakie twój głos wypowiada...
-Tak? W takim razie... - chwycił mnie za pośladki i podniósł.- Będę to powtarzać cały czas,. Kocham cię...
Kiedy mnie uniósł, cichutko pisnęłam, ale potem zaśmiałam się. Objęłam go mocno dłońmi, chcąc, aby nigdy mnie nie puścił... Był niesamowity, idealny. Był cały mój. Uśmiechnęłam się, oplatając nogami jego plecy, po czym niewinnie się uśmiechnęłam.
-Ja ciebie też kocham... Hide...-szepnęłam po czym pomiziałam swoim noskiem jego nos.
Uśmiechnął się, cały czerwony. Wyglądał tak uroczo. Pogładziłam kciukiem rumieniec, jaki powstał na jego lewym policzku.
-Nawet nie wiesz, ile czekałem na tą chwilę...
-Nie moja wina, że jesteś głuchy momentami... Choć... Nie. Wtedy powiedziałam to za cicho...-powiedziałam, po czym się cicho zaśmiałam.
Wspomniałam sobie moment sprzed miesiąca. Stałam w jego ramionach, on tak ślicznie się czerwienił, a ja... Ja powiedziałam bardzo cicho, kocham cię. Chłopak jednak mnie nie usłyszał i jedyne co mogłam to wtulić się w jego tors i prosić, aby mnie nie puszczał.
-Coo?! Kiedy to powiedziałaś?!- był bardzo zaskoczony i cały czerwony.
Zaśmiałam się, widząc jego minę. Bałam się też, czy przypadkiem z tego zdziwienia nie wypuści mnie z rąk, jednak nie. Mocno mnie nadal trzymał, a mnie to jedynie uszczęśliwiło. Uwielbiałam jego męski uścisk, jego duże, ciepłe dłonie i ten wyraz twarzy, jaki mówił, że mogę na niego zawsze liczyć. Czy to to spowodowało, że uświadomiłam sobie, że go kocham? Nie wiem czym to było, ale cieszę się, że tak się stało. Był dla mnie teraz najważniejszą osobą, jaka chodziła po ziemi.
-Z dwa miesiące temu... Powiedziałam to tak cicho, że... No...-zarumieniłam się, odwracając wzrok.-A-Ale powiedziałam, a potem zastanawiałam się, czy nie ośmieszyłam się w twoich oczach...
-Powinnaś głośniej mówić takie rzeczy, głupia- zaśmiał się, a ja dołączyłam do niego, również się śmiejąc.
-Głupku... Wstydziłam się!-pisnęłam, po czym złapałam mocno jego policzki, niczym stęskniona ciocia.-Głu-pek!-przeliterowałam.
Mój kochany Hideyoshi zrobił głupią minę, po czym się zaśmiał. Poszłam w jego ślady, również robiąc głupkowatą minę i rechocząc cicho. Nie minęło wiele czasu, a chłopak ruszył ze mną w stronę lasku. Wtuliłam się w jego tors, czując i słysząc jak pięknie bije jego serce. Czułam się tak dobrze przy nim... Było mi... Niesamowicie. Był ciepły, darzył mnie miłością i czułam ciągle jego obecność. Tak. To można nazwać szczęściem. Zamknęłam oczy, ciesząc się tym, że mam go obok siebie. To było dla mnie teraz najważniejsze... Hide postawił mnie na ziemi, ale nie odsunął się i nadal obejmował mnie w talii. Powoli zachodziło słońce, a ja widziałam jak pomarańczowy blask oświetla twarz mojego ukochanego.
-Hide... Kocham cię...-powiedziałam głośno, uśmiechając się delikatnie z rumieńcem.
-Uwielbiam, gdy się czerwienisz..- pogłaskał mój policzek, a ja położyłam dłoń na jego dłoni.
Dlaczego mogę być szczęśliwa? Dlaczego ten idealny chłopak mnie kocha...? Jest cudny. Kocham go. Kocham go bardzo mocno. Spojrzałam w jego piękne, dwukolorowe oczy, uśmiechając się do niego. Moje serce grało Odę do Radości, a ja miałam chęć wskoczyć mu w ramiona i już nigdy ich nie opuszczać.
"Hideyoshi Muruyama"
Chłopak o oczach w kolorze szarym i niebieskim oraz włosach w odcieniach bieli i czerwieni. Mężczyzna, jaki swoją ciepłotą ciała rozgrzał moje serce i roztopił lodową powłokę, jaka ciągle na nim była. Mężczyzna, jaki ze swoją blizną podbił moje serce oraz pokazał mi, że miłość nie patrzy na wygląd, ale na to, jaką ktoś osobą jest. To właśnie On. On uwolnił mnie od ciągłego smutku, depresji i zamartwiania się. To właśnie On nadal będzie obok mnie i będzie mnie kochał. Chcę tego. Chcę, aby nigdy mnie nie opuszczał. Chcę, aby zawsze trzymał w swoich ciepłych, męskich dłoniach moje drobne, lodowate dłonie. Chcę, aby wszyscy słyszeli...
-Hide... Kocham cię....-szepnęłam ze łzami w oczach.

<Hide?>

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Shury C.D Yōsuke


Po w-f miałam zamiar iść i odpocząć na podwórku. Pogoda była w sam raz i dlaczego miałabym jej nie wykorzystać? Poprawiłam torbę na ramieniu, wlepiając spojrzenie w ekran telefonu, gdzie aktualnie pisałam z Hide. Uśmiechnęłam się z ogromnym rumieńcem do komórki, po czym przybrałam poważny wyraz twarzy, kiedy ktoś na mnie wpadł. Był to ten sam blondyn, który w czasie lekcji podawał mi piłkę. Prychnęłam, po czym założyłam dłonie na piersi, blokując swój telefon. Miał dziwne oczy... Pierwsze widzę, aby ktoś miał je czerwone... No, zdarzają się takowe u albinosów, ale on na takiego nie wygląda.
-Sorry.-powiedział prawie, że natychmiast.
-Ta, jasne... -warknęłam, po czym wyminęłam go.
Co za palant... Po prostu nie wierzę. Odgarnęłam włosy na plecy, czując na sobie czyjeś spojrzenie. Świdrowało mnie. Odwróciłam głowę, patrząc na chłopaczka, który z podziwem nadal na mnie patrzył. Wróciłam swoim spojrzeniem przed siebie, ignorując wszystko wokół. Kolejny chłopaczek, który widzi we mnie ósmy cud świata? Już nim gardzę...
---
Kolejnego dnia, naszą pierwszą lekcją było władanie mocą. Strzeliłam ukradkiem palcami, po czym zauważyłam, że dzisiaj mamy być w swoich normalnych ubiorach. No... Okej. Szkoda tylko, że chyba źle wybrałam, ubierając swoją sukienkę. Założyłam dłonie na piersi, stając obok jednego blondasa, który wczoraj tak się na mnie gapił. Nie patrzyłam nawet w jego stronę. Miałam to szczerze mówiąc... Gdzieś. Uniosłam lekko głowę, poprawiając przy okazji włosy.
-Witam na dzisiejszej lekcji. Jesteście dobrani parami. Zaraz wam przeczytam, kto z kim jest. Pracujemy ze starszą klasą. A więc...-mężczyzna wymieniał nazwiska, po czym usłyszałam swoje.-Schnee i Frenchs.
Kto to jest. Podniosłam dłoń, a kiedy zauważyłam, że blondas obok też podniósł rękę, prychnęłam. No nie gadaj... Ten chłopak ma być moim partnerem? Pokręciłam głową, spuszczając ją nieco. Chłopak po chwili wystawił do mnie rękę.
-Yōsuke Frenchs.
-Shura Saphira Schnee.-niechętnie ucisnęłam jego rękę.
-Znam ciebie z gazet. Nieźle sobie radzisz w modelingu.
-Dzięki. Jesteś z jakiego zakonu?
Po rozmowie dowiedziałam się, że chłopak jest orężem. No to cudnie. Chwyciłam za jego policzki, po czym go pocałowałam. To było krótkie i dla mnie nic nie znaczyło. Potem odgarnęłam włosy na plecy, odsuwając się.
-Jesteś moim orężem. Nazywam cię Myrtenaster. Nic innego nas nie łączy, jasne?-warknęłam, po czym lekko go od siebie odepchnęłam.-Te pary jakie teraz powiedział nauczyciel są na stałe, więc lepiej, abyś się na coś zdał... Frenchs.
Po chwili rozpoczęliśmy ćwiczenia. Z pogardą spojrzałam na otaczających mnie ludzi. Wystąpiłam przed szereg z pewnością siebie, patrząc na profesora. Mężczyzna w podeszłym wieku uśmiechnął się kątem ust, po czym wybrał z tłumu przeciwnika. Usunął się kawałek z pola walki, podobnie jak reszta uczniów. Pierwsze widziałam tego, z kim miałam walczyć. No, cóż. I tak się zdarza. Wysunęłam dłoń w bok.
-Myrtenaster.-powiedziałam, a po chwili w mojej ręce znalazł się piękny, srebrny rapier.

Pode mną pojawił się krąg z płatkiem śniegu w środku. Miał odcień jasnego błękitu. Wysunęłam palec wskazujący i środkowy lekko do przodu. Z puczków moich palców zaczęły opadać płatki śniegu, a moje włosy zaczął rozwiewać bardzo zimny, wręcz lodowaty wiatr. Przybrałam poważny wyraz twarzy. Nie poddam się w żadnym wypadku. Będę walczyć, aby kiedyś być lepszą osobą i wywalczyć sobie wolność.

<Yosuu? ^^>

wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Shury C.D Hideyoshi


-Wyglądasz przepięknie...
Te słowa, jakie wyszły z jego ust, spowodowały szybsze bicie serca w mojej piersi. Zacisnęłam dłoń w miejscu, gdzie ono wybijało tak szybki rytm, po czym odwróciłam wzrok. Co się dzieje... Dlaczego tak się dzieje. J-Ja nie wiem dlaczego, a chcę wiedzieć. Hide ze skrępowaniem podrapał się po karku, po czym dotknął lekko swojej szyi. On... Się rumieni... Jaki cudny. Był tak cholernie przystojny. Czekaj. Wróóć. Ja... Pomyślałam tak?  Dlaczego? Przecież... Spojrzałam mu w oczy, a po chwili nasze spojrzenia się spotkały. Straciłam rachubę, zupełnie tak, jakby czas się zatrzymał. G-Głupia jestem. Co ja robię...
-H-Hide...-szepnęłam, nie mogąc odwrócić wzroku.
-Tak?- nie odrywał ode mnie wzroku.
-H-Hide...-podeszłam do niego, łapiąc jego dłoń.
-Shura...- zarumienił się i oparł o ścianę, bo się cofał delikatnie do tyłu.
Przegryzłam skrępowana wargę, po czym stanęłam na palcach i dałam mu szybkiego, wstydliwego całusa w usta. Mocniej zacisnęłam jego dłoń w swoich lodowatych dłoniach, spuszczając głowę do dołu. D-Dlaczego to zrobiłam... Moje serce było gotowe wyskoczyć z piersi. Dziwię się, dlaczego jeszcze się to nie stało. Czułam jego spojrzenie na sobie. Stałam jak wryta, ale kiedy złapał mnie w tali i przyciągnął do siebie, poczułam przymus spojrzenia mu w oczy. Wpił się w moje usta, całując mnie czule. Chwilę jeszcze byłam jak słup soli, ale potem... Potem położyłam dłonie na jego karku i przysunęłam się, chcąc być jeszcze bliżej. Chcę jeszcze, jeszcze, jeszcze... Po kilku minutach, zrozumiałam już, co czułam. Dlaczego to czułam. Odsunęłam od niego usta, a nasze twarze nadal dzieliły zaledwie milimetry.
-H-Hide... J-Ja... K-Kocham cię...-szepnęłam to tak cicho, że sama tego nie usłyszałam.
-Hm?
Spojrzałam mu w oczy, po czym uśmiechnęłam się delikatnie, gładząc jego policzek. Chłopak mógł poczuć łomoczące jak dzwon serce, które o dziwota jeszcze nie przestało odczuwać tego, co się wydarzyło. Ponownie, ale tym razem krócej pocałowałam go i położyłam dłonie na jego torsie. Nie chciałam się odsuwać. Co to, to nie.
-M-Możemy tak chwilkę postać...?-zapytałam, patrząc mu niewinnie w oczy.
Czułam, jak równie szybko bije jego serce. Ja... Naprawdę się zakochałam.
-Mi tam się podoba...-powiedział.
Położyłam brodę na jego torsie, nadal patrząc mu w oczy. Były piękne. Te dwa odcienie, tak miło się w nie spoglądało. Czułam obok siebie jego zapach. Hide... Hide... Hideyoshi. Zakochałam się w nim. Tak mocno. Uśmiechnęłam się delikatnie, wpijając swoje dłonie w jego włosy.
-Obiecujesz, że mnie nie puścisz?-zapytałam cicho.
-Obiecuję...-wtulił się w moje włosy, zamykając oczy.
Zaśmiałam się pod noskiem, wtulając twarzyczkę w jego tors. Objęłam ramionami jego szyję. Jak on pięknie pachnie. Ten męski uścisk, jaki teraz należał... Do mnie? Mogę tak powiedzieć? Pocałowałam delikatnie jego szyję, po czym przygryzłam swoją wargę i lekko się uśmiechnęłam. Na moment odsunęłam od niego twarz, a chłopak popatrzył na mnie. Miał jakieś rozmarzone spojrzenie...
-Hide... Pocałujesz mnie jeszcze raz?-zapytałam z ogromnym rumieńcem i zacisnęłam w dłoniach jego koszulkę.
Chłopak nie wahał się. Po prostu wpił się w moje usta, a ja jedynie odwzajemniłam to, uśmiechając się bez odrywania od niego swoich warg. Może na reszcie będę mogła poczuć... Szczęście. Nie będę musiała się na okrągło bać... Przeniosłam dłonie na jego policzki, po czym nadal kontynuowałam nasz pocałunek.

<Hide?>

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Shury C.D Hideyoshi

Stworzyłam wodną kulę na końcu swego bicza. Ah, uwolnienie takiej lekkiej nadużywki mocy dobrze na mnie działało. Zazwyczaj baaardzo się ograniczałam, a teraz mogłam choć troszeczkę, odrobinkę się zabawić. Zachichotałam, po czym zakręciłam biczem jak tasiemką do tańca, aby stworzył się nade mną, mały wir z wody. Kula jaka była na końcu rzemienia odpadła w odpowiedniej chwili, odwracając uwagę chłopaka, który chciał ją wyminąć. W tym samym czasie ruszyłam w jego kierunku i z uśmiechem podstawiłam mu nogę, a ten stracił równowagę. Zachichotałam, kiedy na swojej dłoni wykonał przewrót w bok, aby nie upaść.
-No ładnie! Jednak ćwiczyłeś refleks!-sama odskoczyłam lekko do tyłu, dotykając czubkiem ostrza do ziemi.
-Trudno się walczy jednostronnie...
-Wiem. Rozumiem. Wybacz, że nie mam zahamowania. Nie chciałam, aby ci się zrobiło przykro...-zaczęłam lekko uderzać ostrzem o ziemię.
-Nie jest mi przykro. Jeżeli nie będę cierpiał, nic nie osiągnę.-ponownie pochwycił bicz.
Spojrzałam na niego. Walczył. Był dzielny, nie poddawał się. Cichutko westchnęłam, a na Mytrenasterze stworzyłam wodną powłokę. Dzięki temu, mogłam bezproblemowo odbijać ataki ognistego rzemienia. Wysunęłam nieco prawą nogę do tyłu, przerzucając ciężar na lewą. Dłoń wycelowałam do przodu, a ostrze miałam nakierowane na ziemię. Teraz miałam zamiar walczyć defensywnie. Skoro to on ma problem z mocą, ja postaram się mu pomóc. Bicz uderzał mnie z każdej strony, a ja wyłącznie parowałam ataki. Nagle jednak zagapiłam się, kiedy nasze spojrzenie się zupełnym przypadkiem zetknęło. Rzemień bicza przejechał mocno po moim ramieniu, lekko je rozcinając. Syknęłam, padając na kolana i łapiąc się za ramię. Bolało... Bardzo bolało...
-Shura! Przepraszam!-krzyknął, po czym podbiegł do mnie i złapał mocno za ramię.
Podniosłam głowę, uśmiechając się ze łzami w oczach. To nie była jego wina... Nigdy by nią nie była.
-Nie przepraszaj. Nic mi nie jest. To tylko draśnięcie...-w miejscu rany zaczęła się sączyć krew.
-Nie kłam. Idziemy do pielęgniarki.-powiedział, po czym wziął mnie na ręce.
Zarumieniłam się nieco, po czym spuściłam głowę.
-Mogę iść sama... To rana na ręce, a nie na nodze...-szepnęłam, kładąc głowę na jego torsie i
zamknęłam oczy z bólu
-Na ręce, czy na nodze, co to za różnica. Wiem, jak to boli. Daj sobie pomóc.
Nadal trzymając mnie na rękach, szedł do gabinetu pielęgniarki. Popatrzyłam na jego twarz, kiedy ten pełen powagi i bez wstydu niósł mnie. Dlaczego wszyscy go obgadują z powodu tej blizny. Ona nie jest brzydka. Nie rozumiem... Przecież sama mam coś takiego i... Poczułam ponownie przeszywający ból, który od razu przerwał moje rozmyślenia. Po moich policzkach popłynęły łzy.

---

Wyszliśmy z gabinetu pielęgniarki i spojrzałam na Hide. Złapałam jego dłoń, uśmiechając się, nadal z lekkim bólem.
-Dziękuję ci. Naprawdę. Mimo tego, że nie musiałeś zostawać, zostałeś. Dziękuję...
-Martwiłem się... Na pewno wszystko ok?
-Tak. Już dobrze, tylko jeszcze mnie trochę boli...-szepnęłam, po czym podeszłam do niego bliżej, wtulając się.
-Przepraszam jeszcze raz.. -podrapał się po karku.
-Nie przepraszaj mnie, Czupakabro. Dobrze wiesz, że nie mam ci tego za złe... Zagapiłam się, to moja wina.-uśmiechnęłam się i uszczypnęłam go za policzek jak ciocia, która zatęskniła za chrześniakiem.-No już, uśmiechnij się.
Chłopak pokazał mi uśmiech, a potem wyciągnął język. Zaśmiałam się, po czym stając na palcach, pocałowałam jego policzek i wtuliłam się mocno w niego.
-Czupakabro... Dziękuję...-szepnęłam.
-N-Nie ma za c-co...-wyjąkał, czerwieniąc się jak burak.
-Jest za co...-moja twarzyczka mocno wtuliła się w jego tors.
-Nie zrobiłem nic nadzwyczajnego, Shura...
-Zrobiłeś... Po prostu byłeś obok mnie, mimo tego, że mogłeś sobie pójść i zająć się sobą. To dla mnie ważne, że mimo tego, że znamy się krótko, ja mogę cię nazwać swoim przyjacielem, Hide.-spojrzałam na niego z dołu.
-Przyjaciel.... Jak to wspaniale brzmi.. -uśmiechnął się.
-Wiem. Teraz będę cię tak nazywać. Będziesz moim najlepszym przyjacielem Czupakabrą.
- Hmm... Kusząca propozycja.... A ty będziesz... Hmm.. Trzeba wymyślić ci przezwisko.
-No trzeba, trzeba Dwukolorowy.-zaśmiałam się.
Wyminęłam go, a następnie wskoczyłam mu na plecy. Wtuliłam twarz w jego włosy. Ładnie pachną i są takie miękkie. Uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy, miziając go noskiem po głowie. Przyjemne. Chyba wiem, co będę robiła, jak będę na jego pleckach...
-Zastanawia mnie jedno...-rzucił, łapiąc za moje nogi, abym nie spadła.
Mruknęłam mu w odpowiedzi, nadal tuląc się i miziając nosem jego włosy oraz głowę.
-Czemu moje włosy są tak niezwykłe? Wszyscy mają do nich jakiś fetysz!-zaśmiał się.
-Bardzo ładnie pachną...-powiedziałam to, co mi przyszło do głowy. 
Po tym się mocno zarumieniłam, wtulając twarz w jego szyję ze skrępowania. Dobra, jesteśmy przyjaciółmi, ale nie wiedziałam, jak on odbierze moje słowa. Ale jakoś nie żałowałam, że powiedziałam coś takiego... W końcu, Hide to mój najlepszy kumpel. Nie obrazi się za coś takiego...

<Hide?>

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Shury C.D Hideyoshi

-Hide... Ufasz mi?-zapytałam cicho, łapiąc jego dłoń.
-Znamy się od niedawna, ale... Tak, ufam. A co?
Uśmiechnęłam się ze łzami w oczach, po czym schowałam telefon do torebki. Strasznie się bałam. Bałam się, że stracę przyjaciela... Przecież był jedyną osobą, jaka nie traktowała mnie jak ósmy cud świata. To takie miłe, kiedy ktoś uważa ciebie za normalnego człowieka, jakim jestem. Co z tego, że jestem modelką. Co z tego, że należę do rodu Schnee. W końcu, bez znaczenia, czy bym była aniołem, czy diabłem. I tak zawsze będę człowiekiem. Skrzydła czy rogi. To tylko wygląd. Liczy się to, co ma się w sercu.
-Jak mi ufasz, to proszę. Nie rozmawiajmy o tym, zapomnij, że coś takiego się stało. Kiedy nadejdzie czas, obiecuję... Obiecuję, wszystko ci powiem, ale nie teraz...-zacisnęłam jego dłoń w swoich lodowatych łapkach.
-Dobrze... Rozumiem. To dla ciebie bardzo ciężkie. Nie śpiesz się z tym.
-Dziękuję ci... Jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego mogłam sobie wymarzyć...-szepnęłam.
W tym momencie usiadłam bliżej i bardzo mocno się w niego wtuliłam. Nie wiedziałam, czym zasłużyłam sobie na taką przyjaźń, ale nie narzekałam. Wręcz przeciwnie. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną, jaka teraz chodziła po ziemi. Przecież to nie pieniądze dają szczęście... Tylko przyjaciele i rodzina. Oby dwie rzeczy miałam, choć od rodziny nieco się odsunęłam, ale jednak była. Po chwili zaczęłam się cicho śmiać. Spojrzałam w oczy chłopakowi. Były ładne... Jedno było szare, a drugie błękitne, podobne do moich. Czasami myślałam, dlaczego ludzie nie brzydzą się mojej blizny... Ale chyba teraz już rozumiem...
-Naprawdę ci dziękuję... -szepnęłam, opierając głowę na jego prawym ramieniu.
-Ja dziękuję ci za to, że mam taką wspaniałą najlepszą przyjaciółkę, Shura...
-Hide... Jesteś najlepszy z najlepszych!-wykrzyknęłam, po czym usiadłam mu na kolana, wtulając się nadal w dwukolorowego chłopaka.
-Ja?- zarumienił się.
-Oczywiście, że tak. Akceptujesz mnie taką jaką jestem, szanujesz, nie naciskasz na to, abym ci wszystko mówiła. To dla mnie jest bardzo ważne, tym bardziej, że większość traktuje mnie jak ósmy cud świata, czego nienawidzę...-szepnęłam, nadal się w niego wtulając.
-Jesteś zwyczajną dziewczyną w powalonym świecie, a gada do ciebie dwukolorowy typek, którego poznałaś kilka dni temu i już jesteście najlepszymi przyjaciółmi. Faktycznie ósmy cud świata, haha.
Zaśmiałam się, po czym lekko uderzyłam go piąstką w ramię. Był naprawdę cudownym kumplem. Lepszego sobie wymarzyć nie mogłam. Po chwili zaczęłam czochrać jego dwukolorowe włosy, przez co wyglądał jak potwór z Loch Ness z flagą Polski na głowie. To było prześmieszne, nie mogłam się powstrzymać, aby jeszcze trochę mu roztrzepać te kudełki.
-Głupek. Wyglądasz jak Czupakabra.-zaczęłam się śmiać, po czym poklepałam go po głowie.-Łaa, zjem twój mózg. W sumie... Co je Czupakabra?-spojrzałam na niego z bardzo teatralnym wyrazem zdziwienia na twarzy.
-Haha, Czupakabra? Nie mam zielonego pojęcia.
-Jesteś Czupakabrą! Więc jesz to co ludzie! O ty kłamco!-zaczęłam go łaskotać, nadal siedząc mu na kolanach.
-Ahah, przestań! - szamotał się i śmiał w jednym- Bo cię zjem!
-Łaa! Zła Czupakabra na wolności!-zaczęłam rechotać, więc przestałam go łaskotać i złapałam się za brzuch, bo zaczął mnie boleć od śmiechu.
Chłopak leżał na kanapie, a jego włosy były w totalnym nieładzie. Nadal wygodnie sobie na nim siedziałam, śmiejąc się. Tak dobrze się czułam w jego towarzystwie, nie miałam takiego pohamowania. W końcu, to mój najlepszy przyjaciel. Nie przestałby mnie lubić, bo jestem jaka jestem. Chyba powinniśmy się akceptować takimi, jakimi jesteśmy.
-Kiedyś cię zabiję. Nawet zapiszę to sobie w kalendarzu...
-Tak, tak...-machnęłam ręką.-Dobrze wiem, że nie zrobisz tego. W końcu, straciłbyś swoją przyjaciółkę, Czupakabro...-zaśmiałam się.
Tak. Zdecydowanie chcę spędzać z nim więcej czasu... 

<Hide?>

czwartek, 29 marca 2018

Od Shury C.D Hideyoshi


-To miłe z twojej strony, ale nie potrafisz. Nawet ja tego nie potrafię. Nie przywrócę sobie zdolności w drugiej stronie...
-Wiem, że nie mogę, ale chcę. Muszę wręcz. W końcu, chcę abyś mi zaufał, a muszę sobie zbudować jakoś twoje zaufanie... -złożyłam dłonie w proszącym geście i delikatnie się uśmiechnęłam.-Proszę...
-No i co zrobisz? Masz pomysł?! - lekko się wkurzyłem, bo emocje mną targały- P-przepraszam, poniosło mnie...
-Nie martw się... W końcu, chcę być twoją przyjaciółką. -położyłam dłonie na jego policzkach.-Zawsze ci pomogę, nie wiem jeszcze jak, ale pomogę.
-Może skończmy ten temat. Sam nie wiem, co o tym myśleć...
-D-Dobrze, jak sobie chcesz. Pamiętaj, zawsze możesz mi wszystko powiedzieć...-szepnęłam, odsuwając się od niego.
-Dziękuję. Nikt mi tak nie powiedział jeszcze...
-Nie dziękuj mi, dobrze?-spojrzałam na niego.-Po prostu mi zaufaj i wierz, że to co robię jest od serca, a nie z przymusu.
-P-postaram się...
Po chwili zabrałam mu herbatę z rąk, odstawiłam ją i przytuliłam dwukolorowego. Słyszałam jego lekko przyśpieszony oddech oraz rytm serca. Zapewne dlatego się jąkał. Chłopak się we mnie wtulił, a ja się uśmiechnęłam, gładząc go delikatnie po włosach. Umieściłam swoją twarzyczkę przy jego szyi, spokojnie oddychając. Jak miło...
-Możemy tak posiedzieć?-zapytałam cicho.
-T-Tak...
-Dziękuję. Brakuje mi czasami tego, aby ktoś mnie przytulił i po prostu tak posiedział... Wybacz, jak sprawiam ci kłopot.
-Ja też tak mam, nie martw się.
Mocniej wtuliłam się w niego, a na jego koszulkę spłynęły zimne jak lód łzy. Dobrze, że to było po jego stronie, która miała białe włosy. Gdybym zapewne zrobiła to na tej z czerwonymi, sprawiłabym mu ból. Uwielbiam tak mocno jego mocny, męski uścisk. Tak dobrze... Tak mi brakuje czegoś takiego. Hide, dziękuję, jesteś moim najlepszym przyjacielem... Jedynym, jakiego mam...
-Dziękuję... Dziękuję tak mocno...-szepnęłam.
Hide mi nie odpowiedział. Wyłącznie mocniej mnie przytulił, co tylko mnie uszczęśliwiło. Odsunęłam się, po czym spojrzałam mu w oczy z uśmiechem, gładząc jego policzek z blizną. Nie rozumiem ludzi... Przecież blizny to znak tego, jak wiele przeszedł w życiu. A widzę, że przeszedł wiele. Te znamię i jeszcze Syndrom Marii Antoniny, który i ja posiadam... Nie powiem mu przecież tego... Może kiedyś, ale nie teraz.
-Hej, odezwij się do mnie...-szepnęłam.
-Odzywam się- lekko się zaśmiał, ocierając delikatnie łzę.
-P-Płaczesz? Nie płacz!-powiedziałam, łapiąc jego twarz w swoje łapki.
-J-Ja? Niuee...
-Głupi kłamczuch!-zaczęłam go łaskotać.
-Ahaha, przestań! - zaczął się szamotać.
-Niech będzie.-usiadłam mu znowu na kolana, przytulając się z uśmiechem.-Dzięki, że jesteś obok.
-Do usług.
-Będziesz moim fotelikiem aka rumakiem.-zaśmiałam się, po czym otrzymałam wiadomości, które ułożyły się w symfonię Beethovena.
O nie... Nie, nie, nie! Cała zbladłam na twarzy, po czym zacisnęłam dłonie na torsie chłopaka. Tylko nie oni... Znowu oni... Dlaczego oni. Nie mam spokoju. Nie będę mieć spokoju! Mam dość! Dlaczego! Jestem już na pigułach, a im jeszcze mało! Nie, nie, nie! Nie pamiętam, kiedy to się zaczęło... Ciągnie się w nieskończoność... Proszę, nie. Zostawcie już mnie. Zrobiłam tylko raz błąd... Jeden błąd...
-C-co się stało... Shura...
-N-Nic... Wszystko d-dobrze...-nie mogłam mu powiedzieć nic, a nic.
Cała drżąc wzięłam telefon do ręki po czym odczytałam wiadomość. Odwróciłam się od Hide, aby nic a nic nie zauważył. Nie mógł zauważyć. Za bardzo boję się go tracić. Hide... Proszę, nawet jak się dowiesz, nie każ mi znowu zostawać samej... Proszę cię... Boże, dlaczego... Mój jeden błąd... Jeden, głupi błąd...

Od Nieznany: Już wiemy, kto jako pierwszy dowie się o twoich zajęciach, suko...

-N-Nie...-szepnęłam.-Nie!-zaczęłam piszczeć, łapiąc się za włosy.
-Shura, co się dzieje... -szeptał, głaszcząc mnie po głowie.
-Nie! Zabierz ich!-wrzasnęłam, cała drżąc i płacząc.
-Shura, spokojnie, ciii... - przytulił mnie.
-N-Nie... N-Nie chcę już...
Chłopak nadal mnie pocieszał. Byłam przerażona. Ciągle się trzęsłam, płakałam i nadal byłam blada... Hide... Proszę, nie zostawiaj... Nie chcę być sama... Nie chcę się bać i nie spać po nocach. Nie chcę tych głupich ćwiczeń i łażenia po nocach po klubach... Proszę... Hide, proszę...

<Hide?>

Od Shury C.D Keya


Cholerna ruda małpa! No ale dobrze, jak teraz chce grać nieczysto, pokażę jej, jakie to miłe. Uniosłam głowę dumnie do góry, krocząc pokornie za dyrektorem. W moich oczach paliły się ogniki, pragnące zemsty. Moja dobra wola właśnie się skończyła, a teraz dopiero zacznę prawdziwą zabawę. Mężczyzna zaprosił nas do swojego gabinetu i poprosił, abyśmy usiadły w fotelach. Założyłam nogę na nogę i wyprostowana ciągle patrzyłam w oczy profesorowi. Nie dam się jakimś głupim wybrykom rudej gwiazdeczki, której nagle zachciało się mnie straszyć. Co to, to nie.
-Moje drogie panny. Ostatniego czasu zaobserwowałem między wami konflikt. Jednak dzisiaj prawie doszło do rękoczynu, kieruję tutaj słowa do panienki Keyi. Nie wiem o co chodzi i myślę, że mogłybyście to wyjaśnić w bardziej humanitarny sposób. Więc proszę, słucham was.-rzekł mężczyzna.
-Panie Dyrektorze. Owszem, jest między nami konflikt, ale nie rozumiem tego, dlaczego zostałam tutaj wezwana. Ta oto dziewczyna ostatniego czasu bardzo często pojawia się w moim towarzystwie. Jestem osobą, z resztą, pan wie, że jestem samotnym wilkiem i nie potrzebuję w tym momencie żadnych dziewczynek obok.-powiedziałam.-A to, że dzisiaj coś jej strzeliło do głowy i prawie się na mnie rzuciła, to nie moja wina...
-Rozumiem. Panienko Schnee, proszę jednak ograniczyć konflikt do minimum, dobrze? A teraz, panienko Schnee, proszę wyjść, a panienka Keya zostanie jeszcze na chwilkę.
Wstałam z fotela i z donośnym "do widzenia" wyszłam z gabinetu chyba zwycięsko. Z resztą, nie obchodziło mnie to, co teraz się stanie. Wolnym i spokojnym krokiem ruszyłam do sali lekcyjnej. Zapukałam, po czym spóźniona, przeprosiłam. Zasiadłam w ostatniej ławce przy oknie, czekając na dzwonek. Nie wierzę, że przez tą rudą małpę prawie trafiłam na dywanik. Debilka...
---
Po lekcjach pokierowałam się do limuzyny. Z telefonem w dłoni, kroczyłam chodnikiem. Timon oznajmił mi, że przyjedzie spóźniony kilka minut, więc nie spieszyłam się. Po co mam stać w miejscu, skoro spokojnie mogę dotrzeć przed bramę i skrócić czas stania i patrzenia w jeden punkt do minimum. Napisałam wiadomość do siostry, po czym zaczęłam przeglądać e-maile, jakie do mnie dzisiaj przyszły.

<Keya?>

Od Shury C.D Hideyoshi


Zaśmiałam się, siedząc dalej na Dwukolorowym. Machałam niewinnie nogami, opierając się o chłopaka z tyłu. Dobrze, że ta kawiarnia miała stoliki oddzielone od siebie ściankami i nikt nie widział co tutaj się wyprawia. Nieco się przesadziłam, siadając na nim bokiem, aby móc znowu rozczochrać jego kudły. Wbrew pozorom, były bardzo miękkie.
-No to jak foteliku? Mam tak siedzieć? Pozwalasz mi?-uśmiechnęłam się, odkrywając mu usta.
Chłopak przewrócił oczami i mruknął. Sama również wywróciłam oczami, po czym odwróciłam głowę.
-Jak nie chcesz, to zejdę. Nie musisz mi tu mruczeć, Mruku.-powiedziałam z teatralnym fochem.
Hide zaskoczył mnie, kiedy nagle zaczął mnie łaskotać. Nie mogłam powstrzymać dość głośnego śmiechu. Szamotałam się na jego kolanach, trzymając się go, aby nie spaść.
-Głupek! Głupek! Przestań!-śmiałam się.
-Fotele nie mówią i nie słyszą- nadal mnie łaskotał.
-Osz ty! Pozwalam fotelikowi się odezwać i słyszeć! Przestań! Głupi głupku!-nadal się śmiałam, szamotając mu się na kolanach.
-No niech będzie, znaj łaskę fotela.
Odetchnęłam z ulgą, po czym wtuliłam się mocno w chłopaka. On otoczył mnie męskim, silnym uściskiem, którego mi brakowało... Bardzo brakowało. Jak byłam młodsza, mój ojciec nie obdarzał mnie przytulasami i innymi takimi, mimo tego, że prosiłam. Teraz miałam nadzieję, że Hide nadrobi to, czego brakowało mi całe dzieciństwo do teraz. Wzięłam cichy wdech, wtulając się w jego szyję.
-Dziękuję ci, Hide... Naprawdę, dziękuję...
-Nie zrobiłem nic niezwykłego.
-Zrobiłeś i to wiele... Może tego nie widzisz, ale ja to widzę i naprawdę dziękuję ci...-szepnęłam.
-N-nie ma za co.
Złapałam mocno jego policzki, szarpiąc je lekko.
-Głuupek~. Mam za co. Nie sprzeczaj się ze mną.-pokazałam mu język.
-Fajny język, podoba mi się.
-Bożeee, ależ ty jesteś głupi. Chcesz, to dam ci się przyjrzeć!-zaśmiałam się, po czym znowu zaczęłam szarpać jego policzki.-Głupiuuutki....
-Odezwała się mądra, phi -chłopak zrobił teatralną minę typu foch.
-Cichaj mój foteliku aka koniku.-powiedziałam, po czym cicho kichnęłam.-Głupie suche i gorące powietrze...-burknęłam.
-Hehe. - wskazał na jego emanującą lekkim ciepłem stronę.
-O ty cholerny! To przez ciebie!-uderzyłam go lekko w ramię.
-Zawsze do usług, madame.
-Jak się ciebie wyłącza!?-pisnęłam, naciskając na jego policzek i czoło.-Wyłączcie mi ten gorąc! Czerwony guzik czy coś!
-Awaria systemu... Piiiiip...
-Ja ci zaraz dam awarię ty głupi gorący człeku.-uderzyłam go lekko w głowę, idealnie na linii zmiany koloru jego włosów.
-Auć.. -przymknął jedno oko- Dobra, dobra, już, już, haha.
Uśmiechnęłam się, po czym położyłam głowę na jego ramieniu. Wtuliłam się w jego zimną stronę. Była przyjemna jak on sam. Zamknęłam oczy, spokojnie oddychając. Nadal czułam, jak mnie przytula, przez co czułam się dobrze. Nie odczuwałam już takiej samotności, jaką kiedyś miałam...
-Dziękuję...-szepnęłam bardzo cicho, kładąc swoje czółko blisko jego szyi.

<Hidee?>

środa, 28 marca 2018

Od Shury C.D Keya


Na długiej przerwie wyszłam ze szkoły. W budynku nie czułam się dobrze. Było mi duszno, a na dodatek tam zawsze grzało jak w piecu. Wolę niskie temperatury, mimo tego, że sama ciągle odczuwam chłód. Bez powodu nie jestem przecież nazywana Księżniczką Śniegu. Wzruszyłam ramionami. Kiedy już chciałam wyjść spod dachu, zauważyłam, że pada deszcz. Przewróciłam oczami, po czym powoli zeszłam po schodach. Woda nawet mnie nie dotknęła. Dobrze było umieć władać tym żywiołem, choć miałam z nim kilka problemów. Spokojnym krokiem pokierowałam się ku jednemu z drzew, po czym zasiadłam pod nim. Wzięłam głęboki wdech, po czym zaczęłam medytować na kolanach z dłońmi na nich. Kilka spokojnych wdechów w deszczową pogodę uspokajały mnie. Zamknęłam oczy, po czym spojrzałam na pochmurne niebo. O, już się przejaśnia. Wiosna to wiosna, deszcze się zdarzają, ale nie będą one długo przecież trwać. Odgarnęłam włoski na plecy, po czym nadal siedziałam, opierając się o korę drzewa. Powietrze było takie mokre i wręcz przyjemne do oddychania. Nie znoszę lata, bo wtedy powietrze zazwyczaj jest w nadmiarze suche, a ja wtedy choruję. Brr... Słysząc, że ktoś do mnie dzwoni, wyjęłam telefon, po czym odebrałam.
-Tak?-zapytałam.
-Shura? To ja Junona. Jak się czujesz?-zapytała mnie.
-Junona! Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek do mnie zadzwonisz. Ze mną jest dobrze, a u ciebie? Gdzie jesteś?
-Aktualnie wyjechałam. Jestem w Rio, za niedługo odbywa się parada. Będę tam robiła za modelkę. A ty kochana siedzisz widzę na wielu magazynach i blogach. Jestem z ciebie dumna.
-Dziękuję. Wybacz, mam drugi telefon. Napiszę do ciebie. Pogadamy wieczorem.
Rozłączyłam się, po czym zauważyłam, że to nie był telefon, a SMS. I to nie byle jaki SMS, tylko ten od szantażystów.

Od Nieznany: Czyżby siostrzyczka dzwoniła? Nie martw się, jak ty zginiesz, ona przejmie po tobie spadek i ją sobie poszantażujemy. Na każdego z twojej rodzinki mamy haczyk, suko.

Zablokowałam bardzo szybko telefon, po czym zaciskając dłonie w pięści, spuściłam wzrok. W myślach zaczęłam odliczać od jednego do dwudziestu. Kiedy skończyłam, wstałam z ziemi i otrzepując spódnicę wróciłam do szkoły. Pewnie bym dalej to robiła, ale na kogoś wpadłam.
-Uważaj jak łazisz.-ktoś powiedział.
-I vice versa ćwoku.-warknęłam, po czym dostrzegłam tą rudą małpę.-O, wielce gwiazdeczka. Mam nadzieję, że wczoraj dobrze się bawiłaś.
Po tych słowach, wyminęłam ją, z dumą patrząc przed siebie. Nie będę spuszczała głowy przed młodszą i głupszą istotą...

<Keya?>

Od Shury C.D Hideyoshi


Chłopak pobiegł w swoją stronę. Byłam zła na siebie i na tego kogoś, kto nagadał takie głupoty... Jak można coś takiego robić. A raczej, dlaczego. Nie uważam siebie za damulkę, co to, to nie. Ja wiem, geny i te sprawy niby tam mówią, że błękitna krew z dumnego rodu Schnee, ale czy ja wiem, czy ja tak się czuję... Z jednej strony to fajne, ale z drugiej uciążliwe. Pokręciłam głową, po czym czując, że mój telefon wibruje, wyjęłam go z torebki. Menadżerka... Oh, sesjo, czemuś ty, czemuś ty...
-Tak?-zapytałam, a wtedy usłyszałam wrzask w telefonie.
-Gdzie ty jesteś!? Czemu nie odbierasz?! Sesja w parku! Już! Timon już do ciebie jedzie! A ty się nie ruszaj!
-Nie drzyj się tak, Natalie. Rozumiem.-powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Nie minęła chwila, a przede mną pojawiła się limuzyna. Wsiadłam do niej, po czym ziewnęłam. Wiedziałam, że czeka nas niecałe dziesięć minut drogi, więc oparłam się i spojrzałam przez okno. Taka ładna pogoda, a ja będę musiała się męczyć z sesjami. A kij z nimi. Okej, fajnie, że mogę się w ten sposób usamodzielnić, ale też chcę mieć więcej czasu dla siebie. Z chęcią grałabym w koszykówkę, więcej czasu spędzała... Ze znajomymi... Jeżeli jakichkolwiek bym miała. Hideyoshi chyba się na mnie bardzo zezłościł i nawet znajomym go nazwać nie mogę. Zacisnęłam w dłoniach dół swojej spódniczki, po czym spuściłam głowę.
-Panienko Schnee, jesteśmy na miejscu.-powiedział szofer.
-Dziękuję ci Timon. Do zobaczenia.
-Przyjadę do panienki po sesji. Jakby wolała panienka sama wrócić, proszę o wiadomość. Do widzenia.-otworzył mi drzwi, a ja wysiadłam.
Spokojnym krokiem weszłam na teren sesji, a po czym od razu zostałam napadnięta przez makijażystkę oraz moją kostiumerkę, która już stała z przygotowanym dla mnie strojem. Zaciągnęli mnie do tej jakże prestiżowej przyczepy, a potem kazali mi się ubrać. Tak więc zrobiłam. Makijażystka wykonała mi delikatną tapetę, choć mi była ona zbędna i wyłącznie czułam jak blokuje mi pudrem skórę. Bleh. Nie znoszę tego. Wyszłam z przyczepki, przeciągając się.
-Schnee! Gdzie jest twój partner!?-krzyknęła menadżerka.
-Co?-wytrzeszczyłam oczy.
-Mówiłam ci! Ja nie wierzę! Connor! Connor! Trzeba kogoś znaleźć!-wrzeszczała, panikując.
Rozejrzałam się i z łatwością dojrzałam Hide. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do niego, łapiąc jego ramię. Zły, czy nie, musiałam spróbować. Wolałam pozować ze znajomą mi osobą, niż z kimś, kogo widzę pierwszy raz.
-Hideyoshi! Proszę, pomóż mi!-powiedziałam w swoim ubiorze.
-C-co? -obrócił się do mnie.
-Proszę, potrzebuję kogoś do sesji, a nie chcę z nikim pozować, kogo nie znam. Błagam, zgódź się!-złożyłam dłonie w geście prośby.
-Jakiej sesji...?
Embedded
-Wiosenna sesja w kimonie. Proszę, błagam cię! Nawet mogę ci za to zapłacić, tylko proooszę!-schyliłam głowę, unosząc moje splecione dłonie do góry.

-Nie chcę żadnych pieniędzy... Ech, no dobra, niech będzie...
Pisnęłam z zachwytem, po czym mocno go przytuliłam, dziękując mu. Złapałam jego rękę i pociągnęłam na sesję. Natalie od razu podała mu strój, a potem wskazała na jakże prestiżową przyczepkę. Sama poszłam na miejsce, a fotograf już przyszykował się do robienia zdjęć. Przyjęłam naturalną pozę, a ten zrobił zdjęcie.

Po chwili dołączył też Hide. Teraz zaczęła się zabawa, która mogła kosztować mnie bardzo wiele. Szantażyści nie przebierali w środkach... Wiedziałam, że mogą to wykorzystać w swoim celu.
---
Wyszłam wraz z dwukolorowym z parku. Wzięłam głęboki wdech, po czym głośno wypuściłam powietrze z płuc.
-Dziękuję ci, uratowałeś mnie. Naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzięczę.-powiedziałam, po czym stanęłam na przeciwko niego.-I uwierz mi. Nie miałam nic wspólnego z tym, że ciebie skarcili. Wybacz mi, naprawdę i proszę nie skreślaj mnie. Nie mam znajomych i chcę kogoś poznać...

<Hiide?>

poniedziałek, 19 marca 2018

Od Shury C.D Keya


- Myślałam, że osoby twojego pokroju raczej unikają takich miejsc. - upiła drinka i sobie wygodnie usiadła obok.
Czy ja jej na to pozwoliłam? Czy rude laski zawsze muszą być tak głupie? W sumie spotkałam takie dwie, a ona nie różni się niczym od innych. Uniosłam lekko jedną brew, zakładając nogę na nogę. Miałam na sobie białą, przylegającą sukienkę do połowy ud, a na ramionach miałam jasną marynarkę z czarnymi brzegami. Włosy jak zawsze miałam związane w kucyk, a grzywka delikatnie opadała na moje czoło. Wzięłam do ręki drinka, którego kolor był biały. Zaczęłam bawić się kosmykiem swoich włosów, z pogardą patrząc na otaczających mnie ludzi. Ten stary, ten depresant, ten z kolei casanova. Na którego nie popatrzysz, od razu łatwo zgadnąć, który czego tutaj szuka. Pocieszenie, nowa miłość, zapomnienie.
-To, że jestem znana nie znaczy, że nie mogę tutaj przychodzić. Poza tym, to jest stolik dla VIP-ów i byle kto nie powinien tutaj zasiadać, więc najlepiej by było, abyś wyszła stąd, póki mój ochroniarz poszedł po drinka dla mnie.-warknęłam.
- A skąd masz pewność, że i ja nie jestem VIP-em? VIP to tylko kwestia twojego bogactwa.
-Mam pewność, bo jakoś nie widziałam ciebie nigdy na żadnym magazynie, blogu gdzie gwiazdy z mojego poziomu pojawiają się codziennie i są obsypywane mailami i wiadomościami. Dopóki nie zajmiesz się swoją karierą, jeżeli jakąś masz, nie licz, że będę dla ciebie miła. Nie jestem grzeczna i uprzejma dla każdego i nie mam zamiaru. Nie ufam ludziom i tak samo, nie zaufam tobie, więc znikaj stąd, zanim jeszcze mam dobry humor.-burknęłam.
Po chwili mój goryl przyniósł mi kolejnego drinka, którego wzięłam do ręki. Kiedy zaczął już strzelać palcami, uniosłam delikatnie dłoń, czekając co ma jeszcze do powiedzenia ta ruda dziewczynka. Biedaczynka stara się wejść w świat mody bez pracy? To nie możliwe. Nigdy nie będzie możliwe. Bez jakiegokolwiek dogadania się z menadżerem, fotografem czy kimkolwiek, kto działa w modelingu, nie zdziała nic, a nic. Niech nie liczy na mnie.
- Milusia jesteś. Lubię takie - mrugnęła do mnie.- Na prawdę nieco za wysoko się cenisz. Myślisz, że bycie gwiazdą to wszystko? Swoją drogą słyszałam, że twoje gwiazdorstwo to coś więcej niż pozowanie w ubraniach.
-Kochana, nie cenię wysoko samej siebie, tylko swój honor i to, że jednak muszę pracować, aby utrzymać samą siebie. Mam wysoko ustawioną rodzinę, ale opuściłam ją, wiesz dlaczego? Bo miałam dość tego, że ktoś mnie rozpuszcza. A ty, kochana ruda gwiazdko lepiej pilnuj swojego nosa, bo mogę ci go utrzeć równie łatwo, jak połamać ołówek. Twoje ploteczki, jakie słyszysz w szemranych kącikach kłamią, bo szybciej bym chyba odeszła od modelingu, niż pokazała się nago. A teraz znikaj stąd ruda małpko lub zajmie się tym Hades.-warknęłam, wskazując na umięśnionego mężczyznę.
- Mmm... Lubię takich mięśniaków. Wracając - przerwałam i znów się zaśmiałam. - W sumie to nie pytałam, ale dzięki, że mogłam posłuchać twojej historii. Doprawdy ciekawe. Plotki nigdy nie kłamią, jedynie naginają początkową prawdę, słonko. Nie musisz się unosić, to tylko rozmowa. - znów upiłam napoju. - Twoja pozycja się dla mnie nie liczy, ale nie lubię kiedy ktoś zbyt wysoko się ceni.
Pstryknęłam palcem, wskazując na rudą małpę, po czym założyłam dłonie na piersi.
-Nie denerwuj mnie dziecko. Jak szukasz pocieszenia w moim ochroniarzu, on szybko ci załatwi wyjście z tego baru i tam sobie pod latarnią znajdziesz jakiegoś fagasa, który pomaca ciebie po twoich biodrach. Odczep się dziewczynko, a modeling zostaw profesjonalistce.-Hades mocno złapał jej ramię.-A jeżeli jakkolwiek uważasz, że plotki o tym, że na sesjach każą się nam rozbierać, że są prawdziwe, może powinnaś sama spróbować, choć wątpię, że z taką twarzą i brakiem zachowania ciebie przyjmą.-skierowałam spojrzenie na mężczyznę.-Wyprowadź ją i wyrzuć stąd.-warknęłam, wracając do swojego drinka.
Założyłam ponownie nogę na nogę, po czym oparłam się wygodnie o kanapę. Widziałam jedynie jak ruda gwiazdka jest wyprowadzana, a potem przed jej nosem zamykają się drzwi. Klub może ten nie wydaje się jakiś prestiżowy, ale taki właśnie jest. Spojrzałam na zegarek, po czym wstałam. Podziękowałam Hadesowi, po czym pokierowałam się do limuzyny. Musiałam wrócić do domu i poćwiczyć, bo inaczej szantażyści zaczną ponownie mnie straszyć, czego nie chciałam. Wpakowałam się do samochodu, który ruszył w kierunku mojego apartamentu.

<Keya?>

Od Shury C.D Hideyoshi


-Bez sensu, kogo obchodzi kogoś życie prywatne. No, przynajmniej nie mnie. Nie widzę w tym nic ciekawego. Celebryta też człowiek... Kawy, herbaty?-zapytał, idąc chyba do kuchni.
Ruszyłam za nim, ponieważ to gospodarz. Dopóki nie powie, że mogę gdzieś zostać, rozgościć się, nie mogę odejść od niego na krok. Savoir vivre w czasie odwiedzin znam i będę się go stosowała zawsze. Spojrzałam na dwukolorowego chłopaka, poprawiając torbę na ramieniu.
-Może być kawa. Tylko nie słodzona.-rzekłam, stojąc tuż obok niego.-Ładnie tu masz. Kiedyś ciebie zaproszę w rekompensacie do siebie, tylko ostrzegam, że apartament jest jak labirynt.-rzekłam, po czym oparłam się bokiem o blat.
-Domyślam się... I dziękuję.-powiedział, wyciągając z szafki nad nim dwa kubki.
-Pomóc ci w czymś? Nie będę przecież tutaj stała i się przyglądała.-mruknęłam, nadal zachowując powagę.
-Nie, spoko, poradzę sobie. Jeszcze umiem zrobić zwykłą kawę- uśmiechnął się tak delikatnie, że prawie nie zauważalnie.
Przewróciłam oczami, po czym zaczęłam bawić się włosami. Przy okazji przyglądałam się teraz chłopakowi, starając się dostrzec wszystkie rysy jego twarzy. Był dziwny. Heterochromia, czerwone włosy, a druga połowa biała. Czyżby miał syndrom Marii Antoniny, czy urodził się z nimi? Ciekawiło mnie to bardzo, ale nie zapytam. Nie wypada. Widać, że dużo ćwiczy. Dopiero teraz skojarzyłam, że to ten chłopak z łączonego treningu, kiedy to z nim walczyłam. Prychnęłam, uśmiechając się kątem ust.
-Teraz zauważyłam, że walczyłam z tobą. Ćwiczyłeś refleks?-zapytałam, nadal bawiąc się białym kosmykiem moich włosów.
-Tiaa...-spuścił wzrok i popatrzył na prawą rękę.
Widziałam coś w tych oczach. Jakby zawód. Lekko przekrzywiłam głowę, przez co zajrzałam pod jego czuprynę kolorowych włosów, delikatnie się uśmiechając.
-Sorki, jak ciebie uraziłam. Nie chciałam.-powiedziałam, po czym poklepałam go po ramieniu.
-Nie, nic się nie stało...-odpowiedział, zalewając kubki z kawą.
Kiedy chłopak zalał wodą kawę, wzięłam do rąk jeden kubeczek, po czym powąchałam jego zawartość. Czułam, że to ta jedna z tańszych kaw z których wręcz waliło plastikiem, jednak nie mogłam powiedzieć, że nie wypiję, bo to gówno. Nie wypada. Wzięłam łyk, po czym westchnęłam.
-Naprawdę ci dziękuję za ratunek. Zapewne do teraz stałabym tam i ręka by mi odpadała. Raz pójdę na miasto bez limuzyny... Nie mogę mieć spokoju...-westchnęłam, po czym odwróciłam wzrok.
Chłopak wraz ze mną ruszył do salonu, który był połączony z kuchnią. Usiadłam wygodnie.
-Wiesz, powiedziałbym, że rozumiem cię, ale...Nie rozumiem-powiedział, siadając obok mnie na sofie.
-Wiem... Nikt nie rozumie...-postawiłam kubek na stolik.-I raczej nikt nie zrozumie...
-A tak w ogóle to się jeszcze nie przedstawiłem. Nazywam się Hideyoshi Muruyama- rzekł ciepło, siadając po turecku na sofie.
-Miło mi. Mogę ci mówić Hide? Nie obrazisz się, ani nic?-zapytałam, ponownie sięgając po kubek.
-Nie, za co niby- rzucił, biorąc łyk kawy.
-Super. Na mnie mów jak tylko tam sobie zażyczysz. Mi to bez znaczenia.-powiedziałam, upijając cieczy z kubka.
-No to...Shu, pasi?
-Jasne.-uśmiechnęłam się, po czym napiłam się kawy.
Nagle otrzymałam SMS-a. Wiedziałam, że nie wróży to nic dobrego. Przełknęłam głośno ślinę, po czym spojrzałam na chłopaka. Nie może się o tym dowiedzieć. Będę skończona w oczach osoby, która jako jedyna nie patrzy na mnie, jak na ósmy cud świata. Żebym tylko tego nie zepsuła...
-Hide? Gdzie masz łazienkę?-zapytałam, wstając z kanapy.
-Mm..-dopił łyk kawy i wskazał palcem na drzwi- Tam..
-Dziękuję. Za chwilkę wrócę.
Poszłam szybkim krokiem w kierunku jaki mi wskazał, po czym wyjęłam telefon, zamykając się w łazience od środka. Drżącymi dłońmi odczytałam wiadomość, której treść, jak zawsze nie należała do miłych.

Od Nieznany: Czyżbyś poznała kogoś szmato? Nie martw się, już go znamy i teraz on też szybko otrzyma twoje zdjęcia, jeżeli się zapomnisz...

Otworzyłam wodę, a kiedy ta płynęła, zaczęłam cicho szlochać. Cholerni szantażyści. Nie dadzą mi spokoju nigdy... Nie zrobiłam nic złego. Tylko raz chciałam dorobić... Czy to coś strasznego? Minęło bardzo dużo czasu, nim się uspokoiłam i wyszłam z łazienki. Nadal miałam lekko czerwone oczy. Usiadłam na kanapie ze spuszczoną głową.
-Przepraszam.-powiedziałam, starając się ukryć drżący głos oraz dłonie.

<Hiide?>

niedziela, 18 marca 2018

Od Shury C.D Keya

Głupia rudowłosa. Jeżeli myśli, że będę dawała sobą pomiatać, grubo się myli. Warknęłam pod nosem, idąc w kierunku limuzyny, gdzie czekał na mnie Timon. Otworzył przede mną drzwi, a ja po wejściu wyjęłam telefon z torebki. Zaczęłam przeglądać wiadomości, których nadal było od zawalenia. Przewróciłam oczami, zakładając nogę na nogę. Spojrzałam przez przyciemnianą szybę na szkołę, po czym westchnęłam z lekkim smutkiem na twarzy. Wbiłam wzrok w ekran telefonu.
-Panienko, wszystko w porządku?-zapytał mnie szofer, a ja spojrzałam na lusterko, w które spoglądał.
-Tak, tak. Wybacz, muszę coś zrobić.-powiedziałam, po czym zasunęłam wgląd mężczyźnie do tyłu limuzyny.
Dobrze, że ją zamontowali tutaj. Westchnęłam ciężko, po czym wyjęłam z torebki pigułki, jakie musiałam wziąć. Depresja nie żarty. Wzięłam dwie na rękę, po czym z baryka wyjęłam butelkę wody. Popiłam tabletki, po czym głęboko westchnęłam. Dostałam kolejną wiadomość.

Od Nieznany: Czyżby znowu depresja ciebie męczyła szmato? Pocieszy cię fakt, abyś wysłała nam teraz swoje zdjęcie w staniku? Chyba, że chcesz, aby szybko zdjęcia poleciały w internet...

Przełknęłam głośno ślinę, po czym głęboko westchnęłam. Zbliżyłam się do szybki, za którą siedział mój szofer.
-Za ile dojedziemy?-zapytałam.
-Za dobre 5 minut panienko. Coś się stało?
-Nie. Po prostu potrzebuję chwili dla siebie. Jak będziesz coś chciał, upomnij mnie, dobrze?
-Oczywiście panienko.
Po tym usiadłam jak najdalej od szybki, aby mężczyzna mnie nie zauważył. Sprawdziłam też po drodze, czy wszystkie szyby są pozasuwane i czy na pewno nic przez nie nie widać. Łatwo to sprawdzić, ale to moja tajemnica w jaki sposób. Odgarnęłam włosy na plecy, po czym rozpięłam swój żakiet i zdjęłam koszulkę. Skrzywiłam się, patrząc na biały, koronkowy stanik. Zakryłam swoją twarz, a potem zrobiłam zdjęcie, które szybko wysłałam, po czym się ubrałam. Czułam do siebie obrzydzenie, ale też wiedziałam, że nie robię tego z wolnej woli. Nie, nie. Wysłałam zdjęcie pod numer, z jakiego wcześniej otrzymałam wiadomość. Odwróciłam wzrok, krzywiąc się, po czym nagle zahamował samochód, co oznaczało, że jesteśmy na miejscu... Na szczęście zdążyłam...
---
Po wczorajszym wydarzeniu, nadal czuję do siebie obrzydzenie. Dla mnie jest to rzecz, jakiej nigdy nie zaakceptuję. Nauczyciel zaprosił nas na boisko. Bardzo szybko dostrzegłam, że mamy lekcje z klasami równoległymi, a klasa młodsza przyszła, aby zobaczyć jak starsi posługują się mocą. Taka teoria w praktyce dla nas, a dla nich sama teoria. Spojrzenie nauczyciela pokierowało się na mnie i zaprosił mnie na pierwszy ogień. Śmieszny żart, bo walczyłam akurat z chłopakiem, który miał żywioł ognia. Uniosłam lekko brew do góry, nie ukazując żadnej emocji. Wystawiłam delikatnie prawą dłoń do prawej, po czym spojrzałam na przeciwnika.
-Myrtenaster.-powiedziałam, a wtedy w mojej dłoni pojawił się lekki jak piórko rapier.
Uśmiechnęłam się zadziornie do chłopaka z heterochromią i dwukolorowymi włosami, a z ostrza zaczęła cieknąć woda, która uniosła się lekko w powietrze, tworząc fale. Kiedy usłyszeliśmy gwizdek, chłopak ruszył w moim kierunku. Żywioł ognia, posiada czerwone włosy po lewej stronie. Czyli zaatakuje z lewej. Uchyliłam się, po czym kucając obróciłam się wokół własnej osi o 360 stopni z wyciągniętą dłonią, a chłopak upadł. Zrobiłam nad nim salto, po czym przyłożyłam czubek swojej broni do jego szyi, patrząc na niego z pogardą.
-Ćwicz refleks. Inaczej przegrasz, Dwukolorowy.-powiedziałam, po czym odwróciłam się na pięcie, patrząc na nauczyciela.
Mężczyzna klasnął kilka razy w dłonie, a ja przejechałam palcem po ostrzy rapiera, który błysnął w słońcu. W tłumie młodych ujrzałam tą rudowłosą z wcześniej, co mnie lekko zdenerwowało. Zaczęłam obracać rapierem w dłoni, czekając, aż nauczyciel wyznaczy mi kolejną osobę do walki.

<Keya?>

Od Shury Do Keyi

Odpoczywałam w swoim własnym mieszkaniu. Oddychałam w rytm spokojnej muzyki grającej w tle, siedząc po turecku z zamkniętymi oczami i wyprostowanymi plecami. Świeciło na mnie słońce poranka, gdyż byłam tuż przed oknem z panoramą na najwyższym piętrze. Żaden budynek mi nie przeszkadzał. Wzięłam ostatni, odprężający wdech i otworzyłam błękitne oczy, przyglądając się temu co miałam przed sobą. Cóż, wiele razy się przeprowadzałam, wyjeżdżałam i takie miejsca widziałam nie raz. Ten krajobraz nie wyróżniał się niczym cudownym. Podniosłam się z maty, po czym się przeciągnęłam. U moich nóg prawie od razu znalazła się moja kotka Evie, która mimo tego, że jest niestety ślepa, z łatwością porusza się po mieszkaniu. Wbiła we mnie swoje zamglone, niebieskie oczy, a potem powolnym krokiem ruszyła do swojego posłania. Westchnęłam, wiążąc włosy w wysoki kucyk, pozostawiając grzywkę na czole. Za swój cl obrałam łazienkę, gdzie wzięłam szybki prysznic. Dzisiaj ubrałam czarną koszulkę bez rękawów, do tego białą marynarkę z czarnymi detalami i białą, dopasowaną, rozkloszowaną spódnicę. Na nogi narzuciłam pończochy w kolorze spódnicy i marynarki oraz czarne szpilki. Spojrzałam w lustro, wygładzając swoją spódnicę i poprawiając włosy. Chyba było dobrze. Wyszłam z łazienki, kierując swoje kroki do kuchni, aby wykonać sobie pożywne śniadanie. Wiedziałam, że za niecałe pół godziny przyjedzie szofer, aby zawieźć mnie pod szkołę, więc jedyne co pozostało mi do zrobienia to posiłek oraz spryskanie się perfumami. Z szafek i lodówki wyjęłam składniki na zrobienie naleśników. Cicho nucąc pod nosem przygotowałam ciasto, potem w czasie smażenia skroiłam sobie owoce oraz parę innych dodatków, a z nadmiaru zrobiłam sałatkę macedońską, którą wpakowałam w małe pudełeczko z łyżeczką i wrzuciłam to do szkolnej torby. Potem wróciłam do naleśników, które powoli wyłożyłam na talerz. Śniadanie ustawiłam na stole, a potem ciężko wzdychając, zaczęłam jeść. Brakowało mi porannych rozmów z kimkolwiek. Strasznie chciałam móc do kogoś otworzyć usta. Codziennie moja rutyna wygląda podobnie. Poranne ćwiczenia, prysznic, ubrać się, zrobić i zjeść śniadanie, perfumy, limuzyna, szkoła, sesja zdjęciowa, dom, obiad, nauka, kolacja, odpoczynek i spać. A potem powtóreczka i błędne koło. Czasami jednak jedna rzecz wpycha mi się między moje błędne koło. Pokręciłam głową. Dokończyłam posiłek, po czym pozmywałam i ruszyłam do wyjścia z apartamentu, zarzucając torbę na ramię. Opuściłam mieszkanie, zamykając je na klucz. Kiedy zeszłam na dół, od razu ujrzałam szofera, który czekał na mnie przy drzwiach białej limuzyny. Przewróciłam oczami, po czym podeszłam do auta.
-Zapraszam panienko Schnee. Musimy się pośpieszyć, jeżeli chce pani dojechać na czas.
-Timon, dlaczego menadżerka nigdy nie pozwala mi chodzić samej? Nie zabiję się przecież w czasie drogi...-mruknęłam, wsiadając.
-Wybacz mi panienko. Nic na ten temat nie wiem.-zamknął za mną drzwi i sam zasiadł za kółkiem.
Wyjęłam telefon, zakładając nogę na nogę. Zauważyłam nieodebraną wiadomość tekstową więc ją odczytałam.

Od Nieznany: Pamiętaj kurewko, masz dzisiaj ćwiczyć, a jutro masz występ. Tylko nie przyjdź, a zdjątka polecą po świecie szmato.

Przełknęłam głośno ślinę, chowając telefon do torby. Zaczęły mi drżeć ręce, a ja czułam przerażenie. Nadal się obwiniam za to, co musiałam zrobić raz w życiu, a teraz stało się to przymusem. Nie zrobiłam tego bo chciałam... Musiałam, przecież wtedy nie miałabym co z sobą zrobić. Zaczęłam nerwowo bawić się kosmykiem włosów, który pod wpływem mojego ciągania, wyprostował się. Nagle zahamowaliśmy, a ja przybrałam poważny wyraz twarzy z którego nie można było wyczytać żadnej emocji.
-Miłego dnia panienko Schnee... Przyjadę po panienkę po lekcjach.
-Dziękuję, Timon.
Wyszłam, zamykając drzwi. Dopiero teraz zauważyłam tłum, który zebrał się wokół limuzyny. No to ahoj przygodo. Osoby z magazynem na którym było moje zdjęcie, skakały z mazakiem w dłoni i piszczały z nadzieją, że podpiszę im go. Nie miałam wyboru. Poprosiłam ich o stanięcie w kolejkę. Minęło tyle czasu, że nawet nie wiedziałam, czy nie jestem spóźniona. Na szczęście zostało mi pięć minut do rozpoczęcia, więc szybkim krokiem ruszyłam przed siebie.
---
Po lekcjach, przeciągnęłam się, biorąc do ręki telefon. Zastanawiałam się, czy mam napisać do Timona, że skończyłam wcześniej, czy jednak nie. W sumie, mogłam wtedy posiedzieć tutaj i odetchnąć przed sesją. Znalazłam ławkę, jednak była ona zajęta przez jakąś dziewczynę z czerwonymi włosami. Brr... Jak ja nie lubiłam tego koloru. Jednak usiadłam obok, zakładając nogę na nogę, po czym wyjęłam telefon, przeglądając wiadomości od fotografów, menadżera oraz odbierając e-maile z nowymi zaproszeniami na castingi, bankiety i inne imprezy, których jednak wolałabym uniknąć. Czułam na sobie ciągle spojrzenie rudowłosej, więc poirytowana popatrzyłam w jej kierunku.
-Co się tak patrzysz? Ciężko ci się odezwać, czy jak?-warknęłam, po czym schowałam telefon do torebki.-Jak ci moje towarzystwo nie pasuje, mogę sobie pójść.

<Keya? ^^>

wtorek, 13 marca 2018

Shura Saphira Schnee


 Some believe in fairy stories and the ghosts that
they can't see. I know that I could do so much, if I could just
believe in me.