Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keya. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 września 2018

Od Keyi C.D Violett


Nie byłam zaskoczona odpowiedzią dziewczyny, ale liczyłam, że jednak się zgodzi. Bądź co bądź chodziło tutaj o jej bezpieczeństwo. Była już jednak osobą pełnoletnią i jakikolwiek nakaz nic by tutaj nie wskórał. Wyraźnie za coś nie lubiła tego nauczyciela. Ciekawa byłam, o co mogło chodzić, ale nie wypadało mi pytać. Wykazałabym się wtedy dość niekulturalnym zachowaniem.
Odeszła czule się ze mną żegnając. Byłam mile onieśmielona złożonym pocałunkiem na moim policzku. Powiedziałabym, że wręcz nawet się zarumieniłam. Niemniej jednak nadal się martwiłam. Coś mi w jej zachowaniu nie dawało spokoju.
Pierwszy chyba raz o kogoś się martwię. To uczucie wcale nie jest przyjemne i pozostawia w człowieku jakąś wątpliwość. Ale przecież to Violett. Jest niesamowicie silną i odważną dziewczyną.
- Dziękuję za pomoc. – skłoniłam się przed mężczyzną.
- Wychowawca z wami porozmawia, jeśli tylko ustalimy coś więcej.
Odpowiednio się pożegnałam i ruszyłam do akademika. Byłam wdzięczna nauczycielowi za jakiekolwiek chęci. Równie dobrze mógł nas od razu odprawić i posłać do sekretariatu, czy gdzie tam jeszcze.
Miałam jedynie kilka kroków do pokoju, ale nie opuszczało mnie poczucie, że nie jest już spokojnie. Coś wisiało w powietrzu, tworząc gęstą atmosferę.
Kiedy dotarłam do własnego kąta, niemal od razu wpadłam pod kołdrę z książką w ręku. Zamiary poczytania szybko jednak zostały przerwane przez dzwonek w telefonie. Dzwoniła moja siostra, co mnie bardzo zaskoczyło. Który to już dzisiaj raz?
Wciąż jej nie ufałam, nadal gdzieś z tyłu ją nienawidziłam. Zabrała mi przecież całe dzieciństwo i pozostawiła jedynie obojętność. Korzystając z okazji, że i tak trzymam telefon, wybrałam numer do Violett. Nie odebrała, więc na początku się wystraszyłam. Po krótkiej analizie stwierdziłam, że przecież może już spać. Albo jest zwyczajnie zajęta.
Sama po krótkiej chwili ułożyłam się do snu i zasnęłam.

piątek, 31 sierpnia 2018

Od Keyi C.D. Violett


Zamarłam, otwierając szeroko oczy. Całkowicie się tego nie spodziewałam po tej, jakże zawsze cichej Violett. Wyglądała, rzekłabym na wręcz wkurzoną.
- Słuchaj panienko. Twoja postawa jest niepoprawna, popracuj nad tym. – zmarszczył czoło, ale wciąż zachowywał klasę. - Nie powinnyście znajdywać się na terenie szkoły o tej porze. Co tu robicie?
Violett chciała go zwyczajnie zignorować i ominąć, ale ja naprawdę chciałam go poznać. Złapałam za rękę i przyciągnęłam do siebie. Tak jak się spodziewałam, nauczyciel jest jeszcze przystojniejszy niż na tych wszystkich okładkach.
- Nazywam się Keya Tabuchi, a to Violett Ametarasu. – pokłoniłam się, ciągnąc za sobą oporną przyjaciółkę. – Chyba potrzebujemy pomocy.
- Mówiłam już, że chce rozmawiać z kimś innym. – wyszarpała się z mojego uścisku.
Posłałam jej błagalny wzrok i nabrałam głośno powietrza. Co w nią dzisiaj wstąpiło? Zachowywała się tak, jakby Spartos wyrządził jej jakąś krzywdę.
Westchnęłam i przeprosiłam, opowiadając następnie o naszych prześladowcach. Red był wyrozumiał i cierpliwie słuchał. Blondynce chyba przechodziło, bo już nic nie mówiła. Będę musiała potem się o to spytać
- Poważna spawa. – uniósł wzrok do góry i przez chwilę intensywnie myślał. – Mieszkacie w akademiku?
Przytaknęłam, rozumiejąc, o co mu chodzi. Violett zaprzeczyła zgodnie z prawdą.
- Rozumiem. Mogę wysłać z tobą jakiegoś ochroniarza, ale to jedyna opcja. Keya jest automatycznie chroniona, jako że to teren szkoły i podlega pod nasz nadzór. Ewentualnie przenieś się na jakiś czas do akademika. Z pewnością jest wolne miejsce.
Uśmiechnęłam się słuchając, co ma do powiedzenia. Jego głos był naprawdę przyjemny.
Skarciłam się w myślach, śmiejąc się z samej siebie. To głupie myśleć o kimś takim jak on.
Mężczyzna obiecał, że porozmawia o tym na zebraniu nauczycieli i na pewno tego tak nie zostawią.
Dla nas – magów, niewątpliwie nastał ciężki czas. Pomimo że jestem tylko gówniarzem, zdaje sobie z tego sprawę. Każdy nas obecny ruch musi być dokładnie przemyślany.
- Co wybierasz? – powoli się denerwował.
Fajnie by było, gdyby wybrała akademik. Mogłabym częściej się z nią spotykać, a jej tygrys na pewno również mógłby zamieszkać. Mina blondynki nic jednak mi nie mówiła.

Violett? :>

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Od Keyi C.D Kashima


Starałam się dokładnie sprawdzić rany chłopaka. Wyglądały co prawda na opatrzone, ale z jakiegoś powodu chciałam sama je zobaczyć. Kiedy moje dłonie dotykały jego ciepłego ciała, czułam rozchodzące się w środku nieznane mi dotąd uczcie. Nie potrafiłam tego nawet w jakikolwiek sposób nazwać.
Starałam się robić to delikatnie, tak, jakbym właśnie dotykała coś niezwykle kruchego. A kiedy prawie skończyłam, moim oczom ukazało się kolejne lekkie zadrapanie. Spowodowało ono, że jego do tej pory blond włosy zostały zabawione na jasny odcień rudości. Była to jedynie niewielka plamka.
Ostrożnie wsunęłam palce w jego miękką czuprynę, uprzedzając, iż to rana. Nie czując oporu, pozwoliłam sobie minimalnie przechylić jego głowę w dół, aby ułatwić dostęp do przecięcia.
Wtedy poczułam, że jednak było to zbyt silne, a twarz chłopaka osadziła się na moich piersiach. Zaniemówiłam i nie potrafiłam wykonać żadnego ruchu, czując, jak gorąca skóra chłopaka styka się z moją.
Blondyn głośno przeklął i szybko się wycofał, wyraźnie unikając mojego spojrzenia. Mimo iż trwało to może sekundę, moje serce głośno kołatało, wręcz prosząc o uwolnienie. Również policzki odziały się rażącą czerwienią. Nie czułam jednak wielkiego zakłopotania. No dobra czułam, ale wśród tego pojawiło się również inne uczucie. To samo, które nie potrafię wyjaśnić.
Zaśmiałam się, zakładając luźny kosmyk za ucho. Zrobiłam to zbyt głośno, bo towarzysz posłał nieznane mi spojrzenie. Nie widziałam w nim złości, a jakby chęć wycofania.
Chciałam wypaść przed nim jako niewzruszona i twarda dziewczyna. Wróciłam więc do przepatrywania jego głowy i dokładnie obejrzałam winne wszystkiemu przecięcie, które w gruncie rzeczy wcale nie było niebezpiecznie. Blondyn siedział potulnie i wcale temu nie zaprotestował, co odebrałam, że jednak nie jest zły za wcześniejszą sytuację. Głupio mi było przyznać przed samą sobą, ale w pewien sposób mi się to spodobało.

piątek, 10 sierpnia 2018

Od Keyi C.D Violett


Rozglądnęłam się raz jeszcze, dokładnie badając wzrokiem przeciwników. Szybka analiza wskazywała na wygraną, jednak było to zbyt ryzykowne.
- Wycofujemy się... - szepnęłam, poważniejąc i łapiąc dziewczynę za rękę.
Jej wyraz twarzy wyrażał zdumienie, ale tylko w niewielkim stopniu się opierała.
- Ależ nie uciekajcie, nie będzie bolało. - próba prowokacji z ich strony nie należała do szczególnie dobrych.
Przed moment zdawało mi się, że Violett chce zaprotestować. Albo się powstrzymała, albo pogodziła z moim pomysłem, bo ostatecznie biegła za mną.
Nasz ogon był równie szybki, jak i my.
- Do szkoły. Unikaj walki! - rzuciłam zdyszana do blondynki, która szybko przytaknęła.
Jej początkowy pomysł w tym momencie był jedynym odpowiednim. Z drugiej strony walka bardzo mnie kusiła. Dawno nie nabiłam nikomu kilku siniaków.
Nagle przed nami pojawił się jeden z nich i skutecznie torował nam drogę. Ponownie zostałyśmy otoczone. Szukałam jakiejkolwiek luki, pamiętając, aby nie używać magii. Wiedziałam, że nie mogę polegać na samej sile magicznej od małego. To dość ułatwiało sprawę.
Violett zatrzymała jednego z nich, mocno zakładając dźwignię i powalając go na ziemię. Ja w tym czasie dostrzegłam szansę na szybką ucieczkę, uderzając przy tym kolejnego przeciwnika. W ten sposób udało nam się powrócić do biegu.
Kilka razy biegłyśmy w kółko, ale coraz bardziej traciłyśmy siły. Zgubienie ich w tym momencie graniczyło z cudem. Na nasze szczęście już w oddali można było zobaczyć budynek naszej szkoły.
Dosłownie resztkami sił dobiegłyśmy do drzwi uczelni. Tym razem nasz ogon skutecznie zniknął. Tak jak myślałam, mają to zaplanowane i nie zamierzają się ujawnić.
Ciężko dysząc, wkroczyłyśmy do środka. Nie było o tej porze już lekcji, ale z moich orientacji jakiś nauczyciel powinien tutaj jeszcze być.
- Mogłyśmy ich pokonać. - stwierdziła po chwili blondynka.
Przytaknęłam jej, poprawiając mokre od potu włosy.
- To było zbyt ryzykowne. Nie wiemy, czy nie mieli w pobliżu kogoś jeszcze i kim w ogóle są. - mój oddech powoli się normował. - Zresztą za bójkę miałybyśmy na pewno problemy.
Violett lekko się uśmiechnęła, przyznając mi rację. Po chwili odpoczynku ruszyłyśmy na poszukiwanie jakiegoś nauczyciela, któremu będziemy mogły wszystko wytłumaczyć i zapytać co mamy robić.
Najbardziej jednak ciekawiło mnie, kto wysłał tych ludzi. Na pewno na nas się nie skończy.

Violett? :}

niedziela, 29 lipca 2018

Od Keyi C.D Violett


Spojrzałam na chmury, które powoli się do nas zbliżały. W powietrzu wyczuwałam napięcie przed ulewą.
- Idziemy na pizzę! Ja stawiam. - zaśmiałam się lekko.
Przez ułamek sekundy wydawało mi się, że blondynka jest nieco zaniepokojona. Potem jednak całkowicie to zignorowałam, twierdząc, że to moje przewidzenia.
Droga do pobliskiej knajpy odbyła się bez większych problemów, pomijając nasze głośne burczenie oraz dziwne spojrzenia przechodniów.
- W końcu! - krzyknęłam entuzjastycznie, wchodząc do środka budynku.
Złożyłyśmy zamówienie i usiadłyśmy przy stoliku umieszczonym na małym skrawku chodniku. W środku było jak dla mnie zbyt wiele ludzi, a póki jeszcze nie padało, mogłyśmy swobodnie się rozsiąść.
Jedzenie znikło tak szybko, jak nam je podano, ale za to nasze brzuchy w końcu były pełne. Violett również przyznała, że bardzo jej smakowało.
- Muszę Ci coś powiedzieć... Ale nie tutaj, chodźmy do łazienki.
Jej nagła propozycja mnie zdziwiła, ale posłusznie wstałam i obie skierowałyśmy do ubikacji.
- Coś się stało? - jej wyraz twarzy wyrażał zaniepokojenie.
- Nie mówiłam Ci tego wcześniej, ale od szkoły ktoś nas śledzi.
Tym razem to ja się zdziwiłam. Niczego nawet nie wyczułam.
- Jedna osoba?
- Nie sądzę. Nie jestem pewna, ale raczej szybko ich nie zgubimy.
Przygryzłam dolną wargę, wyraźnie poważniejąc. Obie wiedziałyśmy, co ostatnimi czasy się wydarzyło i jak niebezpiecznie się zrobiło. Nie miałam tylko pojęcia, dlaczego ktoś miałby nas śledzić.
- To nic. Pobawimy się trochę z nimi. - uśmiechnęłam się i zawinęłam końcówkę kosmyka na własny palec.
- Może powinnyśmy się zgłosić do jakiegoś nauczyciela... - założyła ręce na piersi.
Pomimo postawy nadal wyglądała niewinnie i bezbronnie. Jak ona to robiła?
- Wtedy się wycofają i na pewno się nie dowiemy, kto to jest.
- To jaki masz pomysł? - zapytała.
- Jeszcze nie mam. - wzruszyłam ramionami. - Po prostu chodźmy do parku trochę poćwiczyć. Co ty na to?
- No dobrze... - bardzo wyraźnie zaznaczyła, że nie jest do końca co do tego przekonana.
Powoli, ale pewnie ruszyłyśmy do celu. Nie miałyśmy daleko, ale starałyśmy się iść nieco wolniej. Dopiero po jakimś czasie zauważyłam, że faktycznie mamy ogon.
Nasz obserwator bardzo dobrze znał się na rzeczy. Jego strój nie wzbudzał większych podejrzeń, ale idealnie zakrywał twarz. Również odległość, jaką utrzymywał, pozwalała na wycofanie w razie potrzeby.
Zatrzymałyśmy się na polnej siłowni, która była o tej porze pusta. Nasz prześladowca usiadł niedaleko od nas na ławce, a zaraz potem pojawił się ktoś jeszcze po całkiem innej stronie.
- Jest ich około czterech, może pięciu. Nie wydają się uzbrojeni, ale wyraźnie czegoś od nas oczekują.
Szepnęłam Violett na ucho, cały czas obserwując kątem oka napastników. W pewnym momencie, zanim blondynka zdołała cokolwiek zasugerować, jeden z nich zbliżył się i jedynie wydobył z siebie szyderczy śmiech.
Zacisnęłam pięści gotowa odeprzeć atak.

Violett? ^^

czwartek, 19 lipca 2018

Od Keyi C.D Violett


Wczorajszy trening zakończył się szybciej, niż zakładałam. Violett wyglądała nieswojo i dość szybko mnie zostawiła. Czułam, że coś jest z nią nie tak. Postanowiłam jutro poruszyć ten temat i dowiedzieć się, jaki był powód.
~~~
Ranem jak zwykle wstałam o równej porze. Słońce dawało się we znaki nawet tak wczesną porą dnia, uczynniając powietrze ciężkie i gorące. Po wczorajszym wysiłku nie było u mnie śladu i czułam się znakomicie. Wręcz nosiło mnie, aby zrobić coś więcej. Nie mogłam również zapomnieć o rozmowie z blondynką.
W szkole nie mogłam jej znaleźć. Miałam wrażenie, że albo mnie unika, albo coś się jej stało i w ogóle nie przyszła do szkoły. Zdziwiłam się, że nie mogłam jej odszukać nawet na szkolnym apelu. Moje myśli szybko jednak zostały zajęte przez słowa dyrektora. Zakazał nam samodzielnych treningów magicznych, a do miasta przybyli potężni magowie. Nie mogłam się doczekać, aż ich zobaczę i będę mogła się do nich czegoś dowiedzieć. Przecież tacy ludzie to chodzące księgi mądrości. Tak mi się przynajmniej wydaje.
W końcu nastała długa przerwa. Ostatnim miejscem, w którym ktoś może się ukrywać, wydawał mi się dach szkoły. Było to surowo zabronione, jednak wiedziałam, jak przyjemne może to być.
Nie było dla mnie zaskoczeniem, że Violett faktycznie tam się znajdowała. Entuzjastycznie ją powitałam, jednak dziewczyna wydawała się smutna i unikała mojego wzroku.
- Wybacz mi, ale przeze mnie wczoraj się przemęczyłaś. Przez moją samolubność naraziłam cię na niebezpieczeństwo... To wszystko jest moją winą!
Wykrzyczała, a po jej policzkach powoli spłynęły łzy. Dopiero wtedy zauważyłam, jak opuchnięte ma powieki. Nabrałam powietrza i spojrzałam na jej niespokojną twarz, lekko się uśmiechając.
- Co ty w ogóle wygadujesz? - poczułam chęć przytulenia dziewczyny, jednak tego nie zrobiłam. - Dobrze wiesz, że sama tego chciałam. Poza tym wcale się nie przemęczyłam! Czuje się wyśmienicie.
Blondynka nadal nie mogła się powstrzymać. Złapałam ją za dłoń i mocno zacisnęłam.

piątek, 29 czerwca 2018

Od Keyi C.D Violett


Uśmiechnęłam się promiennie i dotknęłam ramienia dziewczyny.
- Nie musisz dziękować. - poczułam się lekko zakłopotana. - To było miłe przeżycie. Kiedyś to jeszcze powtórzymy, co ty na to?
- Z przyjemnością! - miło było widzieć jak się uśmiecha.
W ciągu tych kilku tygodni naszej znajomości widziałam wyraźną zmianę w jej zachowaniu. Na dodatek sama się zmieniałam. Nadal nie potrafiłam tego zaakceptować. 
Stałyśmy przy zagrodzie dobre paręnaście minut, po czym odwiozłam Violett do domu. Pomimo, że spędziłam z blondynką bardzo miłe chwile, powrót do własnego łóżka w akademiku to było wybawienie.
W końcu byłam całkowicie sama, jak zawsze. Mogłam pogrążyć się we własnych myślach i nie przejmować się innymi. 

Rano obudziłam się spóźniona i zmęczona. Nienawidziłam poniedziałków, a tym bardziej takich, w których musiałam się spieszyć. Nie zdążyłam nawet zjeść śniadania, a nauczyciel nie chciał mi wpisać spóźnienia. Na całe szczęście zlitował się nade mną jako, iż to pierwsze takie wykroczenie. 
Każda godzina spędzona w szkole dłużyła mi się niesamowicie, a kiedy w końcu mogłam z niej wyjść byłam nadzwyczaj szczęśliwa. Dostałam jednak zadanie zorganizowania małego festiwalu w szkole, więc miałam w domu kolejne zajęcia do wykonania. Jako przewodnicząca nie mogłam zaniedbywać swoich obowiązków, więc czekając na Violett obmyślałam w głowie konkurencje i ciekawe zabawy. 
- Już jestem. - głos Violett wyrwał mnie z zamyślenia. - Starałam się przyjść jak najszybciej.
Wyglądała na zmachaną, ale po chwili odzyskała pełną kontrolę nad oddechem. Posłałam jej uspokajający wzrok.
- No to bierzmy się do roboty! - krzyknęłam entuzjastycznie.
Udałyśmy się na arenę szkolną, na której było najbezpieczniej. Miałyśmy jedynie godzinę, gdyż na tyle zezwolono. Musiałyśmy, więc wykorzystać każdą sekundę. 
Stałyśmy teraz naprzeciwko siebie w dość luźnych pozycjach. Ustaliłyśmy, że na początku pokaże jej swoją moc, a przy okazji sama się przetestuje. Następnie, jeśli wystarczy nam czasu miałyśmy stoczyć krótki sparing. 
- Co mam zrobić? - zapytała łagodnie.
- Wystarczy, że się odprężysz i zdejmiesz własne blokady. - zmarszczyła brwi w zamyśleniu. - Po prostu musisz mi pozwolić wejść. To wszystko. 
Brzmiało to nieco dziwnie i przyznam, że gdybym słyszała taką konwersację z boku na pewno nie do końca chciałabym jej dalej słuchać. Towarzyszka pokiwała jedynie głową, dając znak, że jest gotowa. Uśmiechnęłam się pewnie i nabrałam powietrza. 
W jednej chwili opuściłam własne ciało, szybko namierzając cel. Czułam wyraźną różnicę i poprawę, niż wtedy kiedy zaatakowałam Kashima. Teraz miałam nad tym kontrolę. W ułamku sekundy wkroczyłam w jej senny krajobraz. Zaporę jednak tworzyły pajęcze sieci, które musiałam zwinnie omijać. Kiedy to się udało w pełni wkroczyłam w jej senny krajobraz. Było tutaj pięknie. Wszędzie rosły kwiaty, a w powietrzu unosiła się delikatna mgła. Moja dusza zwolniła napawając się widokiem. Tak jak się spodziewałam, w środku Violett była niezwykle delikatna i wrażliwa. 
W końcu dotarłam do końca, gdzie znajdowała się jej dusza. Mogłam zobaczyć jej własne wyobrażenie o sobie. Była niczym puch, który zaraz można rozwiać. Tak delikatna i... piękna. Posyłała mi serdeczny uśmiech, zapraszając do siebie. Tak też zrobiłam, łapiąc ją za dłoń i przejmując nad nią kontrolę.
Otworzyłam oczy i patrzyłam jak moje własne ciało... stoi! Co prawda ledwo co, ale udało mi się pozostawić jakąś cząstkę w ciele, tak aby chociaż się utrzymało. 
Moje umiejętności nie pozwalały jednak na nic więcej, a ja już czułam się wykończona i wyczerpana. W mgnieniu oka wróciłam do prawowitego naczynia i upadłam na kolana, łapiąc z trudne oddech. Poczułam jak z nosa zaczyna cieknąc mi ciepła krew. 
Zrobiłam wyraźny krok w przód. Chociaż na razie mogłam jedynie zatrzymać przeciwnika na jakieś dziesięć sekund i jedynie otworzyć jego powieki, to było dla mnie jak zdobycie wielkiego szczytu. 
Podniosłam powoli wzrok na postać stojącą przede mną, ocierając rękawem własną krew.
- Jak się czujesz? - zapytałam, powoli wstając. - Nawet nie wiesz jak jestem Ci wdzięczna za przyzwolenie! I jak piękna jesteś w środku...
Wyglądała na nadal oszołomioną, ale prawie niewidocznie się uśmiechnęła. 
- Twój senny krajobraz jest taki delikatny i kwiecisty... Wiem, że to dziwne słyszeć o sobie jakby wcale się nie było.. .tym ciałem? W każdym razie dziękuję!
Złapałam ją za dłonie, radośnie się śmiejąc i czekając na jej reakcję. 

Violett? ^^

sobota, 16 czerwca 2018

Od Keyi - Zlecenie 5

Bicie serca rozchodziło się po całym moim ciele. Mokre od potu ciało błagało o jeszcze więcej. Nogi, chociaż już zmęczone, wciąż kazały biec. Nie opierałam się im, a tylko pozwoliłam działać. Słońce powoli chowało się za horyzont, jednak nie zamierzałam w tym momencie zastopować. Myśl o tym, że wciąż muszę pracować nad swoją sylwetką oraz kondycją wygrywała.
Wtedy dobiegłam pod małą wioskę. Większość domów była drewnianych, ale pięknie zdobionych. Zieleń wydawała się tutaj jeszcze zieleńsza od tej w centrum. Widziałam ją po raz drugi w życiu, a na jej temat nie było zbyt wielu informacji. Zatrzymałam się, nabierając łapczywie powietrza i opierając ręce o kolana.
Z informacji, które posiadałam, wiedziałam, że tutejsi mieszkańcy raczej nie lubią być w centrum uwagi. Żyją według własnych zasad.
Nie byłam do końca pewna czy w ogóle wpuszczają osoby z „zewnątrz”. Ruszyłam jednak do przodu zaciekawiona pięknie zdobionymi budynkami. Mijając mieszkańców, mogłam się spotkać z ich dość negatywnie nastawionymi spojrzeniami. Wyglądali również na zaniepokojonych. Czyżby moja obecność tak bardzo na nich wpływała?
Nagle przede mną pojawiło się dziecko, które runęło na ziemię. Niemal odruchowo przy nim kucnęłam. Chociaż nie do końca byłam pewna czy mogę pomóc.
- Nic ci nie jest? – pomogłam mu wstać i otrzepać ubranko.
Była to mała dziewczynka o pięknych włosach w odcieniu wręcz złotym. Jej oczy również miały podobny kolor. Pierwszy raz widziałam taką urodę. Mała nie reagowała na moje pytanie, widocznie za mała, aby umieć mówić. Co do dzieci – moje doświadczenie jest zerowe.
Zauważyłam, że ma potłuczone kolano, z którego wydobywała się krew. Wyciągnęłam z kieszeni chusteczki, ale kiedy miałam otrzeć ciecz, dziewczynka zniknęła.
Zdezorientowana wstałam i zobaczyłam, że to jakaś dziewczyna zwyczajnie wzięła ją na ręce. Wygadała na moją rówieśniczkę. Zaczęła ją całować w czółko i przytulać. Dziecko od razu się uspokoiło.
- Dziękuję. – spojrzała na mnie. - Tylko na chwilę spuściłam cię z oczu i już robisz sobie krzywdę. Twoja mama mnie chyba zabije.
Tym razem zwróciła się do złotowłosej. Ja za ten czas zdążyłam dokładnie ją zilustrować. Miała niemal takiego samego koloru jak moje włosy, jednak jej oczy wyglądały na wręcz nienaturalnie czarne. Była wyższa ode mnie, ale chudsza. Mimo wszystko jej wyraz twarzy wyglądał tutaj jak na razie najbardziej przyjaźnie.
- Jestem Ami, opiekuję się nią. Może masz ochotę na herbatę? – zapytała, wyrywając mnie z dalszych przemyśleń.
Zmarszczyłam brwi, lekko się uśmiechając. Nie byłam pewna co do jej zamiarów. Szybko analizując, postanowiłam się zgodzić. Niedługo potem znalazłam się w bogato urządzonej chatce z filiżanką herbaty. W pomieszczeniu unosił się przyjemny zapach świeżych kwiatów.
Moja obawy co do jej osoby okazały się zbędne, gdyż okazało się, że jest bardzo miła. I faktycznie mamy po tyle samo lat. Co do tego się nie pomyliłam. Opowiedziała mi nieco o sobie i dowiedziałam się, że jest tutaj od niedawna. Zarabia na życie właśnie poprzez opiekę nad dziewczynką i ma zapewnione wszelkie potrzebne do życia wymogi.
- Nie chce być niemiła – zaczęłam, odpowiednio dobierając każde słowo. – Ale zastanawia mnie zachowanie mieszkańców. Wyglądają, jakby w ogóle nie tolerowali obcych.
- To prawda. – przyznała, cmokając. – To przez ostatnią sytuację. Żyją oni dzięki występowaniu pewnych pereł. Tylko to zapewniało im możliwość zakupu jedzenia i reszty potrzebnych do życia rzeczy. Niestety od jakichś dwóch tygodni grasuje tam potwór i nie mają możliwości ich zbierania. - odchyliła się na krześle do tyłu, nieco pochmurniejąc.
- To trochę dziwne. – stwierdziłam.
- Pojawienie się potwora czy występowanie pereł? - zaśmiała się.
- Opcja numer jeden. Po prostu zastanawia mnie, skąd się tak nagle pojawił.
Poruszyłam filiżanką, patrząc na odbijające się od krawędzi małych fali napoju. Nie mogłam uwierzyć, że stwór pojawił się bez żadnego powodu. Zauważyłam w oczach towarzyszki błysk, który równie szybko zniknął, co się pojawił. Pomimo iż była naprawdę miła, nie potrafiłam się do niej przekonać.
- Nikt tego nie wie. Było kilku śmiałków, którzy chcieli coś z tym zrobić, ale jest zbyt silny. Jeśli sprawy nadal się utrzymają ludzie, będą zmuszeni stąd odejść.
Posmutniała, podpierając dłońmi brodę. Jej emocje wydawały się aż nazbyt odczuwalne.
- W sumie – uśmiechnęłam się cynicznie. – Chcę go zobaczyć.
Wiele godzin treningów, wiele nadwyrężonych mięśni. Pora zobaczyć jak bardzo się poprawiłam. Czy robię w ogóle jakieś postępy? Chcę być najlepsza. Muszę być najlepsza. Jak inaczej mogę udowodnić swoją siłę, jak nie pokonując stwora? Jednak w żadnym wypadku nie wolno ignorować siły wroga.
- Nie chce tam iść, zbyt bardzo się boję. – wzdrygnęła się.
Podała mi jedynie wskazówki do miejsca występowania stwora. Obiecałam, że zatrzymam je dla siebie, aby informacja nie wpadła w niepowołane miejsce. Wiele złodziei z pewnością chciałoby zyskać taki skarb.
Ponieważ robiło się coraz ciemniej, nie poszłam tam od razu. Przeanalizowałam moją obecną sytuację i doszłam do wniosku, że lepiej poczekać. Wróciłam do mieszkania i porządnie się wyspałam, aby zaraz z rana ruszyć we wskazane miejsce. Zabrałam ze sobą potrzebną broń oraz odpowiedniejszy strój. Splotłam również włosy w dość niedbały kucyk.

~~~

Na miejscu pojawiłam się dość szybko i bez większych problemów. Starałam się pozostać w cieniu i na początku zrobić rozeznanie terenu. Jezioro było duże, a wokoło rosło wiele roślin. Nigdy nie widziałam potwora, musiał mieć jakąś kryjówkę. Drzewa tutaj były stosunkowo młode, więc w razie walki ich nie wykorzystam. Widać było również piękny wodospad, który wydawał się wręcz żywy.
Raczej nastawiałam się na walkę wręcz niż użycie magicznej mocy. Jednak biorąc pod uwagę nieznajomość siły wroga, nie wykluczałam takiej opcji.
Traktowałam to jako trening. Starałam się wyostrzyć ludzkie zmysły, aby jak najlepiej wyszkolić ciało. Moja moc wymagała odpowiednich parametrów do utrzymywania kontroli nad „lepszymi” duchami.
Nie lubiłam jednak jej używać. Czasami przeklinałam to, że w ogóle ją posiadam. Zastanawiałam się, czy nie byłoby lepiej, gdybym po prostu urodziła się zwykłym człowiekiem. Jak wtedy wyglądałoby moje życie? Nigdy nie poznałabym, czym jest świat magii. W tym miasteczku nie muszę się ukrywać, ale nie czuję się również wyjątkowa.
Ruszyłam powoli do akcji. Nie bardzo orientowałam się, gdzie znajdę olbrzyma. Postanowiłam, że go zwabię. Plan był prosty i już po chwili po okolicy rozległ się głośny ryk. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który żądał krwi. Oblizałam usta, przygryzając następnie wargę. Prawa dłoń sięgnęła po mały sztylet, a lewa delikatnie dotknęła naszyjnik. Wzięłam głęboki wdech, słysząc, jak nadchodzi.
Wtedy przede mną pojawił się stwór. Był ogromny i obrzydliwie brzydki. Unosił się od niego potworny odór, który sprawił, że nie mogłam się poruszyć. Próbowałam coś zrobić, ale jedyne co mi się udało to patrzeć, jak unosi wielkie łapsko. Zacisnęłam mocno zęby, przyjmując pierwszy cios. Odrzucił mnie na tyle daleko, abym nie mogła się przez chwilę podnieść.
Otworzyłam niepewnie oczy, otrząsając się po uderzeniu. Z tej odległości mogłam dostrzec, że to właśnie jego zapach ma odznaczający się kolor. Musiał mieć jakieś właściwości, które sprawiały, że nie mogłam się poruszać. Syknęłam przez zęby parę przekleństw, stając na równe nogi.
Otarłam krew, która sączyła się z rozciętej wargi.
Dopiero po chwili znów ruszył na mnie. Szybko oceniłam, że jest to jedynie masa bez mózgu. Zachowywał się trochę jakby, był przez coś kontrolowany. Wydało mi się to podejrzane.
Ruszyłam naprzód, aby odegrać się na przeciwniku. Zrobiłam parę uników, ale prawie w ogóle nie udawało mi się zadać mu obrażeń.
- Co z tobą jest?! – wydobyłam z siebie poirytowany krzyk.
Nie reagował. To jeszcze mocniej utwierdziło mnie w tym, iż jest to bezmózgi stwór. Pobiegłam wzdłuż brzegu, czekając aż ruszy za mną. Wedle moich oczekiwań zrobił to. Kiedy już mogłoby się wydawać, że ma mnie na muszce, jak wykonałam nawrotkę i prześlizgnęłam się pod jego nogami. Skoczyłam do góry i zaatakowałam jego kark. Oplotłam nogami olbrzymią szyję i zanurzyłam sztylet w potężnym karku. Każdy cios zdawał się dla mnie coraz większą przyjemnością. Poczułam, jak jego ciepła krew pada na moje ciało.
Chciałam więcej. Więcej krwi i jego bólu.
Moją passę przerwały jego pazury, które gwałtownie wbił w moje uda. Jednym szarpnięciem zerwał mnie z siebie i uderzył o ziemię. Zdążyłam zasłonić się rękami i nieco zamortyzować upadek. Tym razem mój atak zadziałał i czułam, że jego siła maleje. Nie oznaczało to jednak, że zamierza dać się łatwo zabić.
Z jego szyi sączyła się ciemna krew, jednak nadal się poruszał. Powoli sama traciłam siły, a to była dopiero obrona. Zawiodłam się na własnej sile. Wycofałam się na chwilę, skutecznie chowając.
Bestia wciąż krążyła, wydając z siebie potworne ryki, a ja próbowałam obmyślić plan. Moje ciosy nie zadawały mu zbytnich obrażeń. Jedynie szyja różniła się od reszty ciała i pozostawała jedyną opcją do zadania ciosu ostatecznego.
Spojrzałam na własne uda, które nie wyglądały za dobrze. Rany były na tyle głębokie, aby na jakiś czas mnie spowolnić. Nie zamierzałam się jednak poddać. Wygram to, nawet jeśli miałabym walczyć cały dzień. W końcu mi się uda.
Zacisnęłam dłoń na rękojeści zakrwawionego sztyletu i powoli przykucnęłam. Stwór jednak zniknął. Wstałam gwałtownie, marszcząc czoło i rozglądając się na boki. Wtem zauważyłam krótki ruch nad głową i w ostatniej chwili uniknęłam spotkania z bestią. Wykonał ruch, którego po nim się nie spodziewałam. Dał mi jednak szansę na przeprowadzenie ataku. Wyskoczyłam do góry i kopnęłam go w paszczę. Złapał mnie za drugą nogę, jednak wykorzystałam to i przeniosłam na nią cały ciężar, ponownie się odbijając. Robiłam to szybko i sprawnie. Również dzięki treningowi płuc mogłam trzymać powietrze dłużej niż przeciętny człowiek. Byłam niższa, lżejsza i sprytniejsza. Tylko dzięki jego wielkiej masie mogłam działać szybciej. Wtedy zanurzyłam własne kciuki w jego gałkach ocznych. Słychać było jedynie głośne pstryknięcie, a kiedy wypuścił moją nogę, aby złapać za wydłubane oczy – ja ponownie skoczyłam i wbiłam się w jego kark. Tym razem zrobiłam to z użyciem małej ilości mocy. Użyłam jednego z szybko znalezionego ducha i utworzyłam szpulę w drugiej ręce, która odrzuciła mnie, pozwalając zanurzyć w jego ciele wręcz połowę ręki.
Wtedy wydał z siebie ostatni przerażający ryk i wyzionął ostatni oddech. Padł na ziemię martwy, przygniatając i brudząc mnie krwią.
Wygramoliłam się spod cielska i kucnęłam przy martwym stworze. Był obrzydliwy. Łapałam powietrze głośno i niechlujnie. Odór po chwili został rozwiany, a ja wyciągnęłam rękę z powoli sztywniejącego mięsa. Patrzyłam teraz na jego krew i nie mogłam przestać. Czułam, jak pojawia się u mnie żądza mordu.
- Tylko jego miałam! – na mojej szyi zacisnęły się czyjeś dłonie.
Wbiłam w nie paznokcie i sprytnym ruchem się uwolniłam. Wtedy odwróciłam się do osoby, która mnie zaatakowała.
- Wiedziałam! - krzyknęłam triumfalnie.
Była to opiekunka złocistowłosej. Nie byłam pewna co do jej zamiaru już na początku. Wydawała mi się dziwna, a jej sposób okazywania emocji aż nazbyt przekonujący.
- Zabiłaś go… Zabiłaś mojego kochanego… - łkała.
Pamiętam, jak czytałam kiedyś o pewnej mocy, która pozwalała wytworzyć żywe istoty. Wymagało to jednak wielkiego poświęcenia ze strony maga. Moc ta okazała się zbyt niebezpieczna. Dziecko, u którego ją stwierdzono poddawane, było wielu zabiegom w wyniku, czego w większości wypadków umierało.
- Po co ci to? Po co ci śmierć niewinnych? – przyjęłam łagodną postawę, pozostając nadal w gotowości.
Nie atakowała mnie. Klęczała nad martwym i dotykała go, próbując ocknąć.
- Nie rozumiesz. Nie mam prawa bytu na tym świecie. Wiecznie potępiona…
Mówiła z żalem i wyraźną złością. Powoli wstała i przeszyła mnie swoim zimnym wzrokiem.
- Więc mi wytłumacz. – starałam się zachować spokój.
- Jestem już tylko zwykłym człowiekiem. Nie mam niczego!
Rzuciła się na mnie z krzykiem i łzami. Jedyne co robiłam, to odpierałam jej ataki, które były słabe i mało bolesne. Pomimo tego moje ciało nie było w najlepszej kondycji i każdy ruch sprawiał mi ból.
- Zabiję cię! – wykrzyczała mi prosto w twarz, stojąc naprzeciw.
- Więc zabij. – lekko się uśmiechnęłam, wskazując klatkę piersiową.
Patrzyłam w jej oczy, które wyrażały jedynie pustkę i ból. Ale z jakiegoś powodu mnie nie zabiła. Chciała uciec, jednak zdążyłam złapać ją za kostkę i skutecznie powalić.
- Czasami musimy coś stracić, aby zacząć żyć.
Jej szczęka wyraźnie się zacisnęła, a ja pozwoliłam jej odejść. Opadłam bez sił na ziemię, wciąż patrząc za znikającą dziewczyną. Z jakiegoś powodu postanowiłam za nią nie biec i pozostawić samą. Nie miałam powodów, aby nie wierzyć, że nie ma już mocy. Tak również pisało w książce.
Pomimo całego zajścia byłam z siebie nawet zadowolona. Stwór był naprawdę silny i okazał się trudnym przeciwnikiem. Udało mi się go pokonać samej. Chociaż obrażenia, jakich doznałam, zdecydowanie wskazywały na to, że powinnam jeszcze więcej ćwiczyć. Wciąż byłam za słaba.
Wróciłam do wioski i szybko ogłosiłam nowinę. Ludzie z początku mi nie wierzyli, ale po sprawdzeniu na własne oczy wszyscy bardzo mi dziękowali. Otrzymałam od nich niezbędną pomoc medyczną i wiele pochwał. Wieczorem rozpalili ognisko, na którym naturalnie zostałam. Czułam się jak bohaterka.
Siedząc przy ognisku, myślałam nad dziewczyną znad jeziora. Nawet teraz nadal szukałam rozwiązań, które mogłam zastosować.
- Dziękuję. – usłyszałam szept, a obok przysiadła się kobieta.
- To nic takiego. – odparłam, odwracając ku niej wzrok.
Byłam pewna, że to po prostu kolejna mieszkanka wioski. Zamarłam, nic więcej nie dodając, kiedy zorientowałam się, że to właśnie ona. Wyglądała na spokojną i zadowoloną.
- W końcu się uwolniłam. – westchnęła zadowolona.
Dokładnie mi wytłumaczyła, że owszem to była jej moc. Ryzyko, które poniosła, było dla niej zbyt wielkie. Straciła bliskich i w końcu sama się zatraciła. Wtedy powstała jej druga osobowość, której nie kontrolowała. Nikt nie mógł jej dostrzec, ale dzięki mojej mocy mogłam to zrobić. Zabicie potwora było jednoznaczne z zabiciem złej strony Ami. Teraz w końcu może żyć jak normalny człowiek. Bez mocy i bez zagrożenia. Osoby bliskie jej sercu mogą żyć.
Pomimo wielkiego zmęczenia i wycieńczenia cieszyłam się tym przeżyciem. Doświadczyłam czegoś, co zapadnie mi w pamięci do końca życia.

niedziela, 10 czerwca 2018

Od Keyi C.D Violett


Nie sądziłam, że mój pokój posłuży kiedyś jako pomieszczenie przyzywające wspomnienia. Dopiero niedawno razem z bratem go urządziliśmy i pozwolił mi na dowolne umeblowanie.
Był on duży i przestronny. Okno rozchodziło się na całą ścianę naprzeciw drzwi, co umożliwiło obserwowanie nieba oraz okolicy. Prawie zaraz obok było wielkie łóżko wraz z kilkunastoma poduszkami i miśkami. Było ono specjalnie tak ustawione, abym nadal mogła z niego oglądać przyrodę. Miałam tutaj również własne biurko i osobny pokój z garderobą. Naprawdę byłam wdzięczna Mikoto za szansę, jaką mi dał. Nigdy nie posiadałam własnego pokoju. Byłam jak w klatce. Teraz nareszcie mogłam się uwolnić.
- Jeżeli będą wakacje, a ty znajdziesz odrobinę czasu, to możemy się wybrać do mnie na małą wycieczkę, co ty na to? – zakończyła przemowę pytaniem.
- Byłoby super! Taka wycieczka zawsze jest fajna. – uśmiechnęłam się szeroko. – Tak szczerze to nigdy nie wyjeżdżałam z Lullaby.
Rzuciłam się na łóżko i ruchem ręki zachęciłam blondynkę, aby położyła się obok. Ta nie czekała długo i wyraźnie już zmęczona przylgnęła do mnie. Stykałyśmy się ramionami i wymieniałyśmy się myślami. Obiecałam dziewczynie, że nawet pożyczę samochód od brata, abyśmy tylko razem gdzieś wyjechały. Potrzebowałam właśnie czegoś nowego. Zmiany otoczenia, chociaż na jeden dzień.
- Umiesz jeździć konno? – odwróciłam głowę, spoglądając na włosy dziewczyny.
- Raczej nie bardzo. Chyba tylko dwa razy siedziałam na koniu.
Wyraźnie próbowała sobie przypomnieć czy faktycznie wykonywała ową czynność.
- W takim razie mam plany na jutro. Skoro jest niedziela, trzeba wykorzystać dzień wolnego. - zadecydowałam, tłumacząc jej, co mam na myśli.
Zabierałam ją jutro na przejażdżkę do pobliskiej stajni, gdzie się uczyłam. Miałam zamiar tam jechać właśnie jutro , a skoro Violett jest chętna to, czemu by nie z nią. Obie ustaliłyśmy, że wróci na chwilę do domu, zajmie się Yukim i potem po nią przyjadę, zabierając ją wraz z tygryskiem. Jako że był bardzo grzeczny i naprawdę słuchał Violett, nie powinno być z nim problemu. A szkoda było, aby wiecznie siedział sam.
Nic więcej nie mówiąc, wstałam i zaczęłam szukać piżamy dla siebie oraz towarzyszki.
- Mam - krzyknęłam zachwycona, wyciągając różową piżamę idealną dla blondynki. – Będziesz w niej wyglądać super.
Podałam jej ubranie, które wzięła do delikatnych dłoni i oglądnęła z każdej strony.
- Nie jest zbyt… - zrobiła chwilową przerwę. – Skąpe?
Złapałam się za podbródek, przecząco kiwając głową. Co prawda była to koronkowa bielizna i jedyne co jeszcze do tego była to wycięta bluzka z dekoltem, jednak piżama ma być przewiewna.
- Daj spokój, nikt nas tu nie zobaczy. – uśmiechnęłam się, wyciągając taki sam komplet w kolorze czerwonym. Czasami fajnie jest ubrać się nieco bardziej wyzywająco.

~~~

Nawet nie pamiętałam, kiedy usnęłyśmy. Obudziłam się obok Violett, która jeszcze spała. Wyglądała niewinnie i tak jakby nigdy nie popełniła żadnych wykroczeń. Dopiero teraz zauważyłam również, że na jej górnej części pleców znajduje się tatuaż.
Ruszyłam do kuchni, aby przyrządzić jedzenie. W lodówce znalazłam potrzebne mi produkty na naleśniki z bitą śmietaną i owocami. Co prawda nie przepadałam za naleśnikami, ale z owocami mogłam zjeść prawie wszystko.
W pewnym momencie dobiegło mnie ciche jęknięcie z pokoju obok. Jak się okazało, Mikoto usnął na podłodze i właśnie się przebudzał. Podeszłam do chłopaka, który z przymrużonymi oczami na mnie spoglądał.
- Jak się już obudzisz, to idź się ogarnij. Violett u mnie śpi, nie rób mi wstydu. – pogłaskałam go po włosach, a ten powoli wstał.
Wyglądał na naprawdę skacowanego. Złożył na moim czole pocałunek i odszedł, kierując się do łazienki. Czasami zachowywał się jak małe dziecko, które nadal potrzebuje opieki.
Dokończyłam przygotowywanie w samotności i zabrałam talerze z gotowym posiłkiem na górę. Violett zdążyła się obudzić i właśnie się rozciągała.
- Sama robiłam, mam nadzieje, że będzie smakować. – podałam jej i obie usiadłyśmy na łóżku.
- Pyszne! – uniosła widelec z truskawką.
Zaśmiałam się serdecznie.
Po porannej toalecie pozwoliłam Violett samej wybrać z szafy, co tylko będzie chciała. Była to dobra zabawa dla nas obie. Potem wraz z Mikoto odwieźliśmy gościa do domu i umówiłyśmy się na późne godziny popołudnia. Jako że miałam jeszcze chwilę czasu, udałam się na polanę, na której mogłam ćwiczyć. Przez cały czas towarzyszył mi brat, który ostatnimi czasy bardzo się przydawał. Pozwalał mi trenować na sobie wchodzenie w czyjś senny krajobraz, co bardzo było mi potrzebne. Mogłam już coraz dłużej pozostać poza ciałem i udawało mi się własne ciało również pozostawić w pozycji stojącej. Wymagało to jednak jeszcze większego dopracowania.
W końcu po treningu i szybkim ogarnięciu się w domu brata pojechałam po Violett. Prawo jazdy miałam od niedawna, ale dość pewnie czułam się za kierownicą. Dość szybko pojawiłam się pod mieszkaniem Violett, która już na mnie czekała.
W dobrym humorze i z pozytywną energią szybko zjawiłyśmy się na stajni. Przywitałam się z właścicielami, którzy jak zawsze byli mili i pozwolili mi na własne użytkowanie ujeżdżalni.
Ja wzięłam swojego ulubieńca, a Violett dostała piękną siwą klacz. Miała ona dość trudny charakter, ale o dziwo z Violett bardzo szybko się polubiły. Widać było, że dziewczyna ma rękę do zwierząt. Również Yuki zaprzyjaźnił się z klaczą, która wcale się go nie bała.
Po jeździe jeszcze chwile zostałyśmy, aby popatrzeć na konie, które spokojnie się pasły. Można było zobaczyć ich niewinne ruchy i niezwykłą delikatność. Na łące widziałam również kilka duchów, które błądziły bez celu.
- To co, jutro po szkole idziemy na trening? – zapytałam.
Przeciągnęłam się, rozluźniając napięte mięśnie. Moja intuicja dziwnie podpowiadała mi, że za niedługo może wydarzyć się coś, czego nikt się nie będzie spodziewać. Zapewne to jedynie moja obsesja, jednak wolałam zwiększyć częstotliwość ćwiczeń.

Violet? ^^ Nic się nie dzieje, spoczko ;3

piątek, 1 czerwca 2018

Od Keyi - Zlecenie 3

Moja dłoń sprawnie zasłoniła rozwarte usta, które chciały mi przekazać, iż są zmęczone. Ostatnimi dniami zarywałam nocki i czułam powoli efekty niewyspania się. Podkrążone oczy, zły humor. Wszystko spowodowane było moimi raczej chorymi, aniżeli potrzebnymi ambicjami. Codzienne treningi, a następnie balowanie w klubach żłobiło we mnie coraz większe szkody. Nie potrafiłam jednak przestać żyć takim właśnie rytmem. Ciągle mi czegoś brakowało.
Właśnie wkroczyłam do zatłoczonej uliczki, gdzie ludzie oferowali swoje produkty. Coś na wzór bazaru, jednak tutaj wyglądało to kulturalniej. Nie było tak wielkiego przepychu ani ludzie nie rzucali się na siebie z jakimiś przeciwnościami zdań.
Ja oczywiście nie zamierzałam nic kupować. Postanowiłam jedynie oglądać rzeczy, których i tak nigdy nie kupię. A potem płakać, że nigdy tego nie będę miała. Czy to już jest użalanie się nad sobą? Chyba tak.
– Przepraszam. – Poczułam na ramieniu ciepło. Odwróciłam się gwałtownie jakby sparzona. – Wypadł ci telefon.
Musiałam unieść głowę, aby dokładnie zobaczyć kto przede mną stoi. Był to mężczyzna o pięknych zielonych oczach i włosach czarnych jak smoła. Jego uśmiech spowodował, że moje serce na chwile zamarło i gdyby tylko mogło, krzyczałoby.
– Dzięki. – rzuciłam, zabierając zgubę.
Nie poczułam nawet, że jej nie mam. Chyba nie powinnam nosić telefonu w tylnej części spodni.
Chłopak odszedł, a ja czułam niedosyt. Jego uroda zdecydowanie wyróżniała się na tle innych mężczyzn.
Ruszyłam dalej. Przez chwilę nawet pojawił się w nich Kashim, który tak naprawdę był dla mnie równie obcy co zielonooki. Zaśmiałam się sama do siebie, zdając sobie sprawę, jak głupie to jest. Czym tak właściwie jest miłość? Wtedy pomyślałam o moim cudownym braciszku. Stwierdziłam, że w sumie fajnie by było być właśnie nim. Niczym się nie przejmuje, ma wielu znajomych i wiele dziewczyn, które zalicza bez przerwy. Nawet w pracy jest już ustawiony. No i nie musi na przykład cierpieć przez wiadome kobiece sprawy.
– Młoda damo! – Dobiegł mnie krzyk zza pleców, wyrywając z zamyślenia, więc znów się zatrzymałam, odwracając ku dobiegającemu głosowi.
– Słucham? – mruknęłam zbyt nieentuzjastycznie.
Starsza kobieta stała przede mną teraz z nieco agresywnym wyrazem twarzy. Jej brązowe oczy natychmiast mnie przeszyły. Czułam, jak analizuje moją posturę, wygląd i kto wie co jeszcze.
– Daj mi parę Ludli, proszę.
Dokładnie zmierzyłam jej wzrokiem. Wyglądała na biedaczkę, ale raczej taką, która pieniądze wydaje na jakieś używki.
– Nie mam – skłamałam i obojętnie minęłam kobiecinę.
Moja intuicja stwierdziła, że postąpiłam dobrze, wiec wiele nad nią nie rozmyślając, po prostu wróciłam do swojego świata.
Kobieta mruknęła coś pod nosem, ale zbyt niewyraźnie, abym to usłyszała. Nie widziałam również powodu, dla którego miałabym się nią przejmować. Dlatego też po jeszcze chwili postanowiłam wrócić do akademickiego pokoju.
Dotarłam na miejsce w ciągu trzydziestu minut. Pustka, którą zastawałam po każdym powrocie, nieco mnie dobijała. Chciałabym mieć kogoś, kto będzie mnie witał i dla kogo naprawdę będę mogła istnieć. Na razie jednak nic takiego nie mogło się wydarzyć.
Niedługo po zjedzeniu obfitego posiłku wzięłam gorącą kąpiel, w której dokończyłam czytać ulubioną książkę. Po tych czynnościach przystąpiłam do odrobienia zadań domowych, czego szczerze nie lubiłam. Jako nowa przewodnicząca musiałam jednak spełniać wszystkie wymogi i się starać. To było ciekawe wyzwanie.
Obudziło mnie niespodziewane spotkanie z podłogą. Natychmiast wstałam, będąc zdezorientowaną. Ostatni taki upadek zaliczyłam, będąc małym brzdącem.
Nie myśląc za wiele, spojrzałam na zegarek usadowiony na biurku. W tym samym momencie zadzwonił mój budzik, który pośpiesznie wyłączyłam, ale kiedy spojrzałam na swoje dłonie, zamarłam. Były olbrzymie i… męskie.
Krzyknęłam, szybko przechodząc do łazienki albo raczej biegnąc jak pokraka.
Moje odbicie lustrzane ukazywało męskie ciało, a precyzyjniej – wyglądałam teraz jak Mikoto.
– Jak?! – wrzasnęłam, dotykając dokładnie swojej twarzy, torsu, a następnie sięgnęłam nieco niżej. Dziwne uczucie mieć penisa. Musiałam przyznać, że jego był dość… fajny.
Westchnęłam zrezygnowana i spanikowana. Nie wiedziałam dlaczego, jak i co się właśnie stało. Tylko tyle, że mam jebanego penisa.
Próby ubrania się również okazały się bezsensowne, bowiem wszystkie moje ciuchy były za małe.
W pośpiechu wybrałam numer do brata z nadzieją, że jakoś mi pomoże. Okazało się jednak, że miał wyłączony telefon.
Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, jakie to mogłoby mieć konsekwencje. Z tej racji lepiej, że nie odebrał. Przeklęłam i zaczęłam obmyślać plan działania, dokładnie przy tym analizując wczorajszy dzień. Co zrobiłam nie tak, jak trzeba?
– Ta stara wywłoka… – westchnęłam, zaciskając szczękę.
Byłam prawie pewna, że to ona rzuciła na mnie jakiś czar. Wydawało mi się to głupim pomysłem, ale jedynym, jaki w tym momencie miałam.
Z jakiegoś powodu nie dział mi telefon i nie mogłam z nikim się skontaktować. Wpadłam więc na genialny pomysł „pożyczenia” od kogoś paru męskich ubrań. Kilka pokoi dalej mieszkali dwaj bracia, którzy z tego, co pamiętam, pasowaliby do moich obecnych gabarytów.
Zadanie okazało się trudniejsze, niż zakładałam. Drzwi co prawda zostawili otwarte, ale nadal znajdowali się w pomieszczeniu. Miałam wątpliwości co do tego, że z takim ciałem uda mi się bezdźwięcznie zakraść. Musiałam jednak spróbować.
Bardzo ostrożnie uchyliłam drzwi, przez które następnie przecisnęłam wielkie dupsko. Nigdy nie sądziłam, że będę zmuszona wkradać się do męskiego pokoju. Przynajmniej nie w takich celach.
Przeklęłam w głowie, kiedy podłoga cicho zaskrzypiała. Jeden z chłopaków tylko przekręcił się na drugą stronę, ale moje serce już waliło jak opętane. Chociaż w sumie to zastanawiam się, czy aby na pewno mogę powiedzieć, że to moje serce.
Udało mi się wyciągnąć pierwsze lepsze ubrania i w ostatnim momencie wycofałam się, aby uniknąć przyłapania.
W swoim pokoju na spokojnie przymierzyłam ciuchy, które pasowały idealnie. Były jednak niedograne pod względem kolorów, ale tym się już nie przejmowałam. Musiałam teraz znaleźć kobietę, która rzuciła na mnie to coś. Jakim prawem w ogóle mogła zrobić coś takiego. Tylko dlatego, że pożałowałam jej kilka ludli? To się nazywa dopiero skąpstwo.
Z drugiej strony pojawiły się w mojej głowie myśli nieco nieczyste. Zastanawiałam się, jak to by było zaliczyć kobietę. Szybko jednak wróciłam na ziemię, zdając sobie sprawę, jak głupia jestem. Jeśli coś takiego jak piekło istnieje, to czuje, że będzie tam dla mnie jakieś super specjalne miejsce.
Po krótkiej chwili wyszłam z akademika i ruszyłam na znany mi targ. Oczywiście pierwsze co zrobiłam, to udałam się w to samo miejsce, jednak kobiety tam nie było. Obeszłam wszystko ze trzy razy, pytałam ludzi, ale nikt nie potrafił mi powiedzieć tego, czego chciałam. Większość ludzi sądziła, że w ogóle nie widziało tutaj nigdy takiej kobiety.
Zrezygnowana usiadłam na jakimś murku i schowałam twarz w dłoniach, mocno naciskając na własne skronie, jakby miało mi to w jakikolwiek sposób pomóc.
– Mogę jakoś pomóc? – kobiecy głos przerwał ciszę w mojej głowie.
Spojrzałam w górę na ową niewiastę. Miała długie czarne włosy i równie ciemne oczy.
– Nie – rzuciłam oschle, na co nieco zmarszczyła brwi.
– Mógłbyś być milszy, chciałam być miła. – Odwróciła się na pięcie.
Naprawdę dziwnie było słyszeć, jak mówi do mnie w rodzaju męskim.
– Poczekaj – zawołałam niechętnie. – Widziałaś może pewną kobietę?
Zatrzymała się i wysłuchała moje opisu. Wydawało mi się, że przez chwilę w jej oczach widziałam płomyki i złowieszczy uśmiech.
– Ciebie też to spotkało, tak? – zaśmiała się, patrząc na mnie z wielkim zażenowaniem.
– To widziałaś czy nie? – Nie podobało mi się jej zachowanie.
– Wyluzuj. Ta stara wiedźma dalej rzuca te ohydne zaklęcia? Myślałam, że już tym skończyła. – Wzruszyła ramionami, ponownie przybierając normalny wyraz twarzy.
Wiedziała, o czym mówię i wytłumaczyła, że sama przez to przechodziła. Nie mogłam pojąć, skąd wie o klątwie i co to w ogóle miało znaczyć. Każda pomoc dla mnie w tej chwili była na wagę złota, więc nie odmówiłam.
– Masz mało czasu, a tego rodzaju klątwę ciężko zdjąć.
– Co mam zrobić? – Niecierpliwiłam się, a jej odpowiedzi wcale nie były precyzyjne. Mówiła coś o jakimś rytuale oczyszczenia u pewnej kobiety, a potem, że muszę spotkać ponownie staruszkę. Po całej tej rozmowie po prostu sobie poszła, zostawiając mnie z jeszcze większą ilością pytań. Kiedy chciałam za nią pójść, nie mogłam jej znaleźć. Coraz mniej mi się to podobało.
Ruszyłam do znanej w tym mieście wróżki. Zawsze wątpiłam w coś takiego i za każdym razem wyśmiewałam osoby, które chodzą do kogoś takiego. Chociaż sama wiedziałam o magii, takie osoby wydawały mi się zwykłymi manipulantami.
Przy wejściu stała starsza, ale piękna kobieta. Wyglądała maksymalnie na czterdziestkę, ale nie widać było na jej ciele żadnych zmarszczek ani innych niedoskonałości.
– Dzień dobry? – Niepewnie podeszłam.
Kobieta wydawała się jednak mnie nie zauważyć, pomimo że stałam przed nią. Patrzyła na mnie, a raczej tak, jakby wcale mnie tam nie było.
– Witaj. W czym mogę pomóc? – W końcu się odezwała, nadal patrząc na jeden punkt.
To było niesamowicie dziwne. Okazała się jednak miła. Wytłumaczyłam jej, o co chodzi, a ona wysłuchała i przystąpiłyśmy do rytuału. Tak jak się obawiałam, był nudny i nie czułam podczas niego niczego, co niby miało nastąpić. Machała jakimiś liści, kazała wąchać kadzidełka, a na koniec zabrała ode mnie sporą ilość ludli. Ani trochę nie byłam zadowolona.
Według niej klątwa powinna minąć za jakieś dwie godziny. Nic takiego się oczywiście nie wydarzyło, a ja straciłam sporą część pieniędzy.
Pomimo narastającego gniewu i świadomości, że być może zostanę z penisem już na zawsze, starałam się ochłonąć i na spokojnie podejść do sprawy.
Szukałam informacji na temat klątw w Internecie, jednak nie udało mi się znaleźć niczego przydatnego. Wszystko, co pisali to jedynie to, że można ją ściągnąć. Aby poznać sposób, trzeba było płacić. Kolejne marnowanie pieniędzy.
Schowałam telefon do kieszeni i uniosłam głowę ku niebu, kładąc sztywne ze zdenerwowania plecy o drewniane oparcie ławki. Zamknęłam oczy, pozwalając umysłowi wygonić na chwilę myśli. Wiatr muskał moją twarz, łagodnie ją pieszcząc. Śpiewy ptaków powoli wypełniały całe ciało. Pomimo tego nie mogłam ukryć, jak dziwne uczucie nade mną ciążyło. To nie byłam ja. To nie było moje ciało.
Poczułam nagle czyjąś obecność, a dokładnie obecność kogoś z zaświatów.
– Kłamstwo. – Mocno zniekształcony głos natychmiast postawił mnie na nogi.
To, co się pojawiło, równie szybko znikło, a ja zostałam teraz z kolejnymi pytaniami.
– Jakie znowu kłamstwo? – syknęłam sama do siebie przez zęby.
Moja irytacja wciąż rosła.
– Znów ty? – Znajoma z murku znów zjawiła się obok mnie.
Tym razem wyglądała na łagodniejszą. Powiedziałabym nawet, że wręcz współczującą.
– Nie potrzebuje niczyjej litości, odwal się. – Hardo walczyłam.
Minęłam ją bez słowa z dłońmi w kieszeniach. Nie zrobiłam nawet jednego kroku, kiedy owa niewiasta oparła swoje ręce o moje. Czułam się bardzo niekomfortowo, więc natychmiast ją odepchnęłam. Niestety tak niefortunnie upadła, że upadła na ziemię jak długa.
– Skoro tak się sprawy mają – uniosła się na rękach, znów przybierając wrogą postawę – zastanów się lepiej nad swoim zachowaniem.
Jak gdyby nigdy nic odeszła, pozostawiając mnie znów bez większych wyjaśnień. Nie biegłam za nią ani nie próbowałam jej zatrzymać. Kto wie, kim była i czego tak naprawdę chciała? Przecież nawet mi się nie przedstawiła.
Wpadłam jednak na bardzo dobry pomysł, a mianowicie udanie się do biblioteki. Czyż to nie tak właśnie jest największy skarbiec wiedzy? Na pewno musi coś pisać o klątwach. Cokolwiek.
Dotarłam do celu bardzo szybko. Czułam, że mam limit czasowy i muszę się pospieszyć. Zabrałam z odpowiedniego regału stos książek i zaczęłam szukać.
Słońce powoli chowało się za horyzontem, a ja wciąż szukałam informacji. Z każdą książką, stroną, a nawet słowem coraz bardziej traciłam wszelkie nadzieje i siły. W pewnym nawet momencie zaczęłam się godzić z myślą, że już taka zostanę.
Wzięłam do rąk ostatnią książkę na wyznaczony temat i zagłębiłam się w lekturę. Jedyne czego się dowiedziałam, było to, że prawdopodobnie mam czas do północy. Co dawało mi zaledwie cztery godziny. Zaczynałam czuć presję.
– Cholera – skwitowałam, odkładając powieści na swoje miejsce.
Kiedy już chciałam opuścić regał, znów poczułam, że ktoś ze mną jest. Nie był to zwykły duch, gdyż widziałam jedynie czarny cień. Jako niewidząca tym bardziej nie mogłam, odkryć kto to był.
Na ziemię upadła książeczka, która naprawdę była malutka. Mieściła się w otwartej dłoni, a jej okładka była pięknie zdobiona. Wiele się nie zastanawiając, zagłębiłam się w jej treść.
Dowiedziałam się, że wiele klątw to jedynie iluzja, jednak poważna w skutkach. Tylko wysocy magowie potrafią tak działać na człowieka, a wyjście z takiej graniczy z cudem. Jedynie od rzucającego zależy czy pozwoli cię uwolnić.
– Świetnie. Czyli mogę trwać tutaj całe wieki, a moje prawdziwe ciało w końcu umrze – skwitowałam, wzdychając. – Musi być jakiś sposób…
Moje szepty rozchodziły się po pomieszczeniu, a istota z zaświatów wciąż przy mnie trwała.
Jeżeli to jedynie iluzja mogę coś zmienić. Mogę się z niej uwolnić. Zaczęłam jeszcze raz dokładnie analizować wszystkie informacje, jakie posiadałam.
Wtedy poczułam olśnienia. Jedynie kobieta, która zaproponowała pomoc, wydawała się mnie zauważać. Ludzie na mieście w ogóle nie zwracali na mnie uwagi, mijali mnie i popychali, jakbym nie istniała. Również wróżka, u której byłam, z początku wcale mnie nie dostrzegła. To musi być to!
Ruszyłam biegiem do rynku w oczekiwaniu, że gdzieś ją znajdę. Szukałam praktycznie cały czas, ale nigdzie jej nie było. Niepotrzebnie tak ją potraktowałam. Mogłam chociaż raz dać powiedzieć komuś innemu i posłuchać. Z drugiej jednak strony byłam na nią wciekła, że tak po prostu się mną bawi.
Zostało jedynie kilka minut do północy. Wszystko zostało zamknięte, a jedyne co oświetlało drogę były latarnie i wiszący wysoko księżyc. Usiadłam na trawie i spuściłam głowę. Czy naprawdę teraz taka pozostanę?
– Nadal uważasz, że jestem jedynie pijaczką? – Głos starej babci dochodził zza moich pleców.
Kiedy się odwróciłam, nie zobaczyłam jej. Nie zobaczyłam nikogo.
– To nie ma sensu. – Zmarszczyłam brwi, powoli wstając.
Wtem rozległ się głos dzwona. Wybiła północ. Zamknęłam oczy, ciężko wzdychając. Pierwszy raz nie udało mi się znaleźć rozwiązania. Pierwszy raz trafiłam pod czyjąś kontrolę. Co ja właściwie zrobiłam?
– Daj mi parę ludli, proszę. – Starsza kobieta wyciągała ku mnie rękę.
– Co? – Rozejrzałam się wokoło.
Znów stałam przed starą babunią na runku, znów było popołudnie i znów wyglądałam jak ja. Miałam swoje ciało. Wydałam z siebie okrzyk zadowolenia.
– Naprawdę ich potrzebuję… – łamliwy głos kazał mi się obrócić.
Wszystko wyglądało tak, jakby wcale nic się nie stało. Jakby cała jedna doba wcale nie upłynęła.
– J-jasne – zawahałam się.
Wtedy też podałam jej sakiewkę i spojrzałam w oczy, które teraz bardzo dobrze znałam.
Była kobietą z iluzji. Puściła mi oczko i ruszyła dalej, pozostawiając mnie osłupiałą pośród ludzi.

czwartek, 31 maja 2018

Od Keyi C.D Violett


Wyznanie dziewczyny mnie ucieszyło. Nawet nie sądziłam, że coś takiego będzie na mnie miało jakikolwiek wpływ. Zwykle niedane mi było uszczęśliwiać innych albo to ja się o to nie starałam. Nie uważałam się za egoistką, ale pomimo tego nie potrafiłam przejmować się innymi. Tak naprawdę sama byłam szczęśliwa, że moje towarzystwo nie sprawia jedynie bólu czy obrzydzenia. Poczułam się naprawdę ważna.
Moje dłonie oplotły czerwone policzki, których nie kontrolowałam. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale pytanie Violett zbiło mnie z tropu.
- Dlaczego twój brat i jego koledzy wciąż się na ciebie patrzą? Czy coś się stało? – zapytała, wyraźnie zaniepokojona.
Zsunęłam dłonie na uda, niepewnie się uśmiechając.
- Nie znam Mikoto. Nawet nie wiem, czy naprawdę jest moim bratem, ale mu ufam. – pokiwałam na potwierdzenie własnych słów głową.
Odpowiedź nie była do końca na zadane pytanie, jednak musiałam się komuś wygadać ze swoich obaw.
- Nie bardzo rozumiem. – uniosła brwi, mówiąc bardzo łagodnie.
- W sumie ja też – zaśmiałam się, rozluźniając ciało. – Przyszedł do mnie w szpitalu i oznajmił, że jestem jego młodszą siostrzyczką. Ojca nigdy nie poznałam, a różnią nas tylko inne matki. Pokazywał mi zdjęcia i zapewnił, że nie kłamie. Pokazywał mi wiele zdjęć i opowiedział, jak to wyglądało z jego punktu widzenia. Na początku szukał mnie, żeby… Jakby to ująć: „wygarnąć co zrobiłam jego matce”.
Wzruszyłam ramionami, wskakując z powrotem do wody.
- Nie wiem, co zmieniło jego zdanie, ale jak widzisz, naprawdę dobrze się dogadujemy. Jeśli nawet okazałoby się, że nie jest moim bratem to i tak cieszę się, że go poznałam. Chociaż z każdym dniem przekonuję się, że tak naprawdę mamy wiele cech podobnych.
Zakończyłam przemowę cichym mruknięciem. Oczywiście, że miałam wątpliwości co do prawdziwości jego słów. Pragnienie posiadania rodziny było silniejsze, a Mikoto za każdym razem zachowywał się wobec mnie jak prawdziwy brat. Cieszyłam się, że go mam.
- To wiele wyjaśnia – przyznała, delikatnie i powoli przecinając wodę stopami. – To intrygujące.
- Tak sądzisz?
- Oczywiście. – zaśmiała się cicho. – Myślałaś może o jakiś testach genetycznych czy coś w tym stylu?
- Szczerze? Nie. – podpłynęłam nieco bliżej. – Wolę myśleć, że faktycznie jest moim bratem. To źle?
Spojrzałam w jej piękne oczy, które dokładnie obserwowały czerwonowłosego. Zmrużyła powieki, aby zaraz posłać mi przyjazny uśmiech.
- Jeśli tylko on jest dla Ciebie faktycznie jak brat, to dlaczego nie. Czasami lepiej nigdy nie dowiedzieć się prawdy.
Zgadzałam się z jej słowami w stu procentach. Była doprawdy mądrą i spostrzegawczą osobą. Jedyna prawda to ta, która mówi, że każdy człowiek sam stwarza swój świat. Nawet jeśli rzeczywistość jest jedna, każdy człowiek widzi ją inaczej. Uważam, że to właśnie jest sens życia. Stworzyć własną, niepowtarzalną rzeczywistość. Co jest potem? To się dopiero okaże.
Jeszcze przez chwilę rozmawiałyśmy o Mikoto i jego kolegach. Wyjaśniłam Violett, że czasami jego czyny nie do końca wyglądały na jedynie braterskie. Zdarzało się to bardzo rzadko i nic mi nie zagrażało.
Potem nasza rozmowa zeszła na całkowicie inny plan, jakim był temat książek. Obiecałam pożyczyć jej moją ulubioną książkę o tematyce erotycznej.
- Chyba powinnam wracać. – przeciągnęła się na leżaku.
- Śpij ze mną tutaj. Mówię Ci, łóżka są tu zajebiste! – rozmarzyłam się, proponując wspólną noc.
Nigdy nie miałam okazji zapraszać koleżanek do domu na noc, więc tak naprawdę czułam się z tym nieco dziwnie. Jednak bardzo tego chciałam.
- Zapewniam, że nie będziesz żałować. – posłałam jej szczery uśmiech, przygryzając wargę.

Violett? ^^

czwartek, 17 maja 2018

Od Keyi CD Violett


Jej dłonie zręcznie dotykały moje ciało, powodując przy tym potworne łaskotki. Zaczęłam piszczeć przez głośny śmiech i na ile tylko mogłam odpłynęłam od dziewczyny. Ta jednak nadal za mną podążała, usilnie próbując sprawić, że znów będę się wiła pod jej dotykiem.
- Poddaje się! - krzyknęłam zrezygnowana, opadając na wodę zmęczona.
- Najlepszy sposób na pokonanie przeciwnika. 
Zażartowała, również opadając na wodę. Jej twarz promieniała pod napływem śmiechu. Wyglądała uroczo z włosami oplecionymi wokół jej twarzy. Koszulka, którą na sobie miała opierała jej zgrabne ciało, ukazując krągłości. Miała na prawdę śliczną figurę.
- Idę po jakieś jedzenie, chcesz coś? - zapytałam, podpływając bliżej blondynki.
Po chwili zastanowienia, pokiwała przytakująco.
- Weź mi to samo, co sobie. - odpowiedziała.
Wyszłam z basenu, ruszając do kuchni. Było tam naturalnie bardzo dużo alkoholu i jakieś liche przekąski. Mój brzuch jednak pragnął czegokolwiek. Zabrałam z blatu paczkę chrupek i jakieś hamburgery, które wystarczyło podgrzać w mikrofalówce.
Kiedy poczynałam z mikrofalówką i hamburgerami według instrukcji, mój brat zaskoczył mnie i stanął obok, odgarniając z mojej twarzy mokre włosy.
- Fajna ta twoja koleżanka. - mruknął, unosząc brwi w wiadomym celu.
Uderzyłam go w pierś, na co cicho syknął.
- Nie wyobrażaj sobie za wiele. - burknęłam.
W tym samym momencie mikrofalówka dała znak i mogłam wyciągnąć z niej pożywienie. Mikoto tylko zaśmiał się i wyniósł kolejną porcję alkoholu. Coś czuję, że zostanę tutaj do jutra i będę pomagać leczyć mu kaca.
- Wróciłam. - z uśmiechem, położyłam moją zdobycz na skraju basenu.
Violett usiadła obok mnie i zabrała swoją bułkę.
- Dzięki. - wgryzła się, widocznie będąc głodną. - Mogę o coś spytać?
- Jasne! - zasłoniłam pełne usta, przytakując.
- Nie chce być niegrzeczna, ale skąd masz te blizny? - jej wzrok wskazywał moje ręce i dłonie.
Całkowicie zapomniałam, że w skąpym ubraniu je odsłaniam.
- Długa historia - zaczęłam, przełykając jedzenie. - Kiedy odkrywałam moje moce, nie do końca zdawałam sobie sprawę o konsekwencjach. Przesadziłam i byłam za słaba na obronę. 
Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się. Ufałam jej.
- Rozumiem. Nie chciałam Cię urazić, przepraszam.
Chyba poczuła się skrępowana, więc od razu pokiwałam przecząco głową i poklepałam po ramieniu.
- Nie uraziłaś mnie. Cieszę się, że jest ktoś komu mogę w końcu się wygadać i kto wysłuchuje, gdy mówię o sobie. 
Jeszcze bardziej wyszczerzyłam przyjaźnie zęby.

Violett?

piątek, 11 maja 2018

Od Keyi C.D Violett


Blondynka miała całkowitą rację. Akceptacja swojego losu to nasza nieodłączna część. Być może to nawet własnie samo życie. Budzimy się rano, aby przyjąć narzuconą z góry kolejność zdarzeń. 
Uśmiech Violett przeszył moje ciało, pozostawiając po sobie wyraźny ślad. 
- Masz rację. - mój uśmiech pozostał w moim środku. - Po prostu musimy przeć naprzód.
- Poza tym mówią, że czas leczy rany. Po części tak jest, chociaż tylko je goją pozostawiając blizny. 
Zaśmiałam się na jej wypowiedź, przyznając jej rację. Atmosfera od razu się zmieniła. Mogłam wyczuć wokół nas jakąś poświatę, jakby ktoś z zaświatów próbował nas uspokoić. Powiedziałam o tym Violett, która była wyraźnie zaciekawiona, a nawet udało mi się wychwycić chwilowe zadowolenie.
W pewnym momencie ciszę przerwał mój telefon, który zawiadomił mnie o przysłanym sms-ie. Nadawcą okazał się być Mikoto, który zapraszał na domówkę u niego. 
- Mamy zaproszenie na imprezę. - posłałam jej pytający wzrok, odpisując bratu, że zaraz będziemy. - Zobaczysz, będzie super!
Przygryzłam wargę i uniosłam brwi, widząc, że Violett najwyraźniej nieco się tego obawia. Zacisnęłam mocniej dłoń na jej ręce i wstałam, ciągnąc za sobą blondynkę. 
Po drodze nieco się opierała, jednak ostatecznie mi uległa, śmiejąc się sama do siebie. Trochę zabawy wszystkim jest potrzebne. 
- Proszę, proszę. - w progu drzwi pojawił się czerwonowłosy, przytulając mnie na powitanie. Przy Violett stanął prężnie i zabrał jej doń, całując ją przy tym. - Ciebie również witam piękna istoto w moich skromnych progach. 
Blondynka nieco się zarumieniła, ale ukłoniła się jak przystało i odpowiedziała przedstawiając się. 
Ruszyliśmy w trójkę do salonu, gdzie była już masa ludzi. Muzyka przeszywała moje ciało, a zapach alkoholu unosił się w powietrzu. Mikoto odziedziczył posiadłość po moim ojcu, którego może jeszcze kiedyś uda mi się poznać. Była to wielka willa z ogromnym basenem urządzona w styl nowoczesnym. 
- O tak! - krzyknęłam rozradowana, ciągnąć Violett w stronę basenu. 
- No.. nie wiem. Nie jestem przekonana. - uśmiechnęła się nerwowo, kiedy dotarłyśmy. 
Było tutaj jednak znacznie mniej osób. Od razu zaczęłam ściągać z siebie ubrania, zostając jedynie w koronkowej bieliźnie. Kiedy zanurzyłam się w wodzie, świat przestał istnieć. Woda to moje drugie życie. 
Obok mnie od razu znalazł się mój braciszek, który natychmiast zaczął się ze mną drażnić. Czasami czułam się przez to zakłopotana, gdyż nie zawsze wyglądało to tak jakbyśmy mieli być jedynie rodzeństwem. Jednak z niewiadomych mi przyczyn, podobało mi się.
Podpłynęłam do krawędzi basenu, wyciągając rękę do Violett, która nadal się zastanawiała.
- Jest super. - przyznałam. - Spokojnie, on zaraz sobie pójdzie.
Poczułam jak pod wodą szczypie mnie w udo. 
- Zostawiam Was same, ale zaraz wracam. Violett czuj się jak u siebie.
Wyszedł z wody, pozwalając Violett na poczucie się nieco pewniej. Posłałam jej pytający wzrok, ale kiedy nadal nie uzyskałam odpowiedzi po prostu pociągnęłam ją za rękę do wody. 

Violett? ;3

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Od Keyi C.D Violett


Wiatr musnął moje włosy od strony tylnej głowy, tak, że teraz moja grzywka opadła na własne powieki. Niósł on słowa Violett do moich uszów z wielką dokładnością, niczego nie pomijając.
Moje oczy w jednym momencie zaczęły się szklić, a mój oddech stał się mniej regularny. Wszystko co powiedziała dziewczyna wytworzyło w tym momencie własny obraz, a moje myśli krążyły wokół opisanego wydarzenia. Poczułam jedynie jak ciepła łza dokładnie wędruje przez mój rozgrzany policzek, pozostawiać po sobie namacalny ślad. 
- Dziękuję ci za propozycje. Jeżeli chcesz wypróbować na mnie swoje umiejętności to, czemu by nie? Chętnie ci pomogę. – jej głos był cichy, ale wyraźnie go słyszałam. – Czy coś się stało?
Nagle poczułam uścisk na ramieniu, nadal nie mogąc nic powiedzieć. Przytaknęłam jedynie głową i wytarłam pospiesznie niechcianą łzę. 
Coś we mnie się obudziło i właśnie zdołało się uwolnić. Czy to był ból, czy może smutek nie potrafię stwierdzić. Odwróciłam się ku towarzyszce i posłałam jej bardzo delikatny uśmiech. 
- To nic takiego – machnęłam ręką, czując jak cofa własną. – To straszne. Cała ta historia. 
Violett jedynie skinęła głową i wróciła do oglądania gwiazd. Każdy z nas coś traci, coś bardzo ważnego. Albo kogoś jak w obu naszych przypadkach. Byłyśmy tak różne, ale jednocześnie tak podobne. 
- Dziękuję. Przyda mi się mały trening. – odpowiedziałam w końcu na zadane wcześniej pytanie. 
- Nie ma za co. – posłała mi uśmiech. 
Ten jednak był całkowicie inny od tych pozostałych. Coś się zmieniło. 
- Też miałam takiego nauczyciela… - szepnęłam, wracając wspomnieniami do odległych czasów. – To on nauczył mnie korzystać z własnych mocy. Moje jedyne oparcie w tamtym czasie. Ktoś kto oddał mi swoją miłość. 
Przerwałam, marszcząc czoło i gniewnie spoglądając na iskrzące się gwiazdy. 
- A potem znikł, jakby go w ogóle nie było. – wzruszyłam ramionami, znów obojętniejąc. – I szczerze? Nienawidzę tego, że w moim sercu pozostała jakaś nadzieja. Tego, że tak trudno zapominamy. 
Zaśmiałam się gorzko. Księżyc spowijał teraz rzekę przed nami, w pełni ukazując swoje okrągłe kształty. Wiatr bardzo ostrożnie głaskał powierzchnię wody, jakby była czymś kruchym i wręcz niedotykalnym. A pośród tego my – grzeszne istoty spowite bólem i cierpieniem. 
- Nadzieja… - powtórzyła za mną, a ja zwróciłam ku niej swój wzrok. 
Wyglądała w tym świetle tak pięknie i niewinnie. Nie mogłam uwierzyć, że była żołnierzem. Tak czysta i świetlista osoba jak ona. W takich momentach żałowałam, że zasłałam przyjść na ten świat. - - Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie było uczuć. – westchnęłam. – Tęsknisz za nim? Masz nadzieje jeszcze go zobaczyć?
Wypowiadałam te słowa ostrożnie i cicho. Być może sama chciałam wierzyć, że powrót dawnych czasów jest możliwy. Może chciałam usłyszeć, że nie jestem jedyną osobą, która czuje się przez życie skrzywdzona. Dlaczego tak uparcie dążę do bycia najlepszą? Dlaczego nie mogę przestać czuć i po prostu z nikim nie rozmawiać? 
Przeważnie udawałam bycie miła, jednak kiedy pojawiła się ta dziewczyna coś się zmieniło. Coś czego nie chciałam zaakceptować. Łatwiej było mi żyć jako ta wredna. 
Dotknęłam delikatnie jej dłoni w geście wsparcia. 

Violett? :> 

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Keyi C.D Violett


Bardzo mnie cieszył fakt, że zyskałam kompana do treningów. Może nawet pozwoli mi ćwiczyć moje wędrowanie. To by na pewno pomogło w moich aktualnych brakach. 
- Keya, jeżeli będę dla ciebie nieznośna... czy mogłabyś wtedy mi to powiedzieć? - dopowiedziała uważnie mi się przyglądając.
Zaskoczyła mnie. Przez ułamek sekundy przez myśl przemknął mi pomysł, że może moje zachowanie jej to sugeruje. Po jej lekko zmartwionym wyrazie twarzy wywnioskowałam, że wyglądam teraz co najmniej dziwnie. Wyczekiwała odpowiedzi, a ja zwlekałam, tak jakbym właśnie przytaknęła, iż jest nieznośna. Tak jednak nie było. 
- J-jasne. - przygryzłam nerwowo wargę. - Ale myślę, że to ja powinnam Ci mówić takie rzeczy. Jednak nie myśl, że jesteś dla kogoś nieznośna. 
Zaśmiałam się, opierając łokcie o stolik i kładąc podbródek na swoje dłonie. 
- Każdy czasami jest nieznośny. Ja tak samo. - mówiła łagodnie, więc jeszcze szerzej się wyszczerzyłam. 
- Musiałabyś być wredną suką, a taka nie jesteś. Po prostu jesteś szczera. A ludzie stają się nieznośni, kiedy komuś przeszkadza prawda. 
Wzruszyłam ramionami, nabierając na widelec kawałek gołąbka w sosie pomidorowym. Doprawdy cudne danie. 
- Chyba masz rację. - jej kąciki również uniosły się do góry. 
Nadal nie umiałam określić swoich uczuć wobec tej dziewczyny, ale poczułam, że może być moim oparciem. Kimś komu rzeczywiście nie pożałuje okazując zaufanie. 
W powietrzu unosił się bardzo przyjemny zapach kawy, herbaty i jedzenia tak dobrego, że mogłabym tu już zostać i tylko jeść. Ludzi wyglądali na spokojnych i tak bardzo obcych. Czasami, w takich chwilach jak teraz, ukazywała się moja empatia. Widziałam w ich twarzach smutek i chciałam im pomóc. Chciałam, aby wszyscy byli szczęśliwi. Nawet jeśli sama nie umiem wieść takiego życia.
- Chyba muszę się zbierać, brat chce się spotkać. - mlasnęłam zdegustowana, patrząc na ekran telefonu, który właśnie wydał z siebie dźwięk. - Mam pomysł! Jutro wieczorem ma być czyste niebo i dobre widoki na gwiazdy. Może masz wolny wieczór? 
Wytarłam usta serwetką, odsuwając nieco talerz i zostawiając daną sumę obok. 
- Czemu nie. - przytaknęła. 
Klasnęłam w ręce, oblizując usta. 
- Przyjdę po Ciebie wieczorem . - wstałam i zasunęłam za sobą krzesło. 
Violett odpowiadała pora i miejsce spotkania, więc nie pozostało mi nic jak wyczekiwać jutrzejszego dnia. 

~ następny dzień - wieczór ~

Przykucnęłam, czekając na Violett, która jeszcze się zbierała. Patrzyłam teraz na jakiegoś robaczka, który usilnie próbował przekręcić się na brzuch. Wyglądał już na zmęczonego jednak nadal próbował. Usilnie chciał przeżyć. 
Bardzo ostrożnie i z lekkim obrzydzeniem mu pomogłam, a ten migiem zniknął w krzakach obok. 
- Ślicznie wyglądasz. - wstałam, patrząc teraz na dziewczynę, która stanęła obok. 
- Dziękuję. - jej sukienka lekko pofalowała.
Broszka bardzo do jej obecnego ciucha pasowała. 
- Bałam się, że przyjdą chmury, ale jednak się udało. 

Zatarłam ręce i obie ruszyłyśmy. Ja prowadziłam z racji tego, że to ja wybierałam naszą miejscówkę. Dość szybko się w niej pojawiłyśmy i obie leżałyśmy obok na grubym kocu, patrząc na piękne nocne niebo. 

Przez chwilę panowała przyjemna cisza, która wcale nie należała do tych nieprzyjemnych. Po prostu wystarczyło nam własne towarzystwo.
- Major.. nie żyje, prawda? - wyciągnęłam ręce ku mieniącym się na niebie punkcikom. - Może udałoby mi się go spotkać i... znów byście się spotkali.
Nie wiedziałam czy tak na prawdę należy do żywych, ale coś czułam, że tak nie jest. To były moje czyste spekulacje. Moja intuicja zawsze potrafiła mi pomóc przewidywać i tak było też tym razem. Czułam i widziałam, że kiedy o nim wspominałam wracały bolesne wspomnienia. 
- Przepraszam. Nie powinnam była... - zacisnęłam pięść i wróciłam dłoń na piesi. 

Violett?

środa, 11 kwietnia 2018

Od Keyi C.D Violett


Jej moc była na prawdę bardzo interesująca. Przez jakaś minutę byłam pod jej władaniem i nic nie mogłam zrobić. Ciekawiło mnie również to, że tak na prawdę nawet się nie zorientowałam kiedy zdołała na mnie przemieścić pyłek. Trening z nią był znakomitym pomysłem. Mogę dzięki temu lepiej rozwijać przewidywanie i jakoś się na to chociaż trochę uodpornić. Z pewnością zapytam czy będzie miała ochotę regularnie ze mną ćwiczyć. Myślę, że to pomoże nam lepiej poznać własne oblicza. Słyszałam, że to właśnie podczas walki ludzie pokazują prawdziwość.
Nie dawałam jednak za wygraną i również atakowałam, jednak nie pokazując wszystkich moich możliwości. Nadal wolałam większość zachować dla siebie.
- Na czym polega twój atak? - zapytała, kiedy nasza walka dobiegła końca.
A raczej to ja w pełni uwolniłam się spod jej władania.
- Proszę, napij się czegoś. - spojrzała na mnie, pytającym wzrokiem na wyjęte napoje.
- Dzięki. - usiadłam pod drzewem, uspakajając oddech i zabierając do dziewczyny puszkę z gazowanym sokiem. - Jeśli chodzi o moce, potrafię zapanować nad duchami. Czasami jest to trdune, bo każdy ma swój poziom i są.. no ludźmi w sumie. 
Upiłam płynu, dokładnie tłumacząc Violett swoje możliwości. Zdecydowałam, że jej zaufam. Chyba byłam już przekonana, że jest ona kimś godnym poznania kawałka mnie.
Słuchała każde moje słowo z uwagą i chyba zaciekawieniem.
- Potrafię tworzyć z nich szpule o różnym nasileniu. - co chwila napełniałam brzuch sokiem z puszki. - Potrafię też wejść w czyjś senny krajobraz i na jakiś czas zapanować nad ciałem ofiary. Jednak raczej tego nie stosuje, dawno nie trenowałam. No i moje ciało jest wtedy bezbronne. Jednak muszę przyznać, że jest to przydatne. 
Spojrzałam na mrówkę, która wędrowała odważnie po mojej bladej nodze. Delikatnie przeniosłam ją na palec i odłożyłam na trawę. Pomimo strachu przed owadami potrafiłam się przełamać i nie lubiłam ich zabijać. Chyba, że atakowały mnie bez powodu.
- Jakie są duchy? - wyglądała na zainteresowaną.
- Hm... - przymrużyłam oczy, przechylając głowę. - Dziwne. Mają swoje charaktery, jak ludzie. Niektóre jednak są przerażające i tak jakby podwójnie martwe. Ich dusze nigdy nie zastaną spokoju. Nazywamy je poltergeistami.
Zaśmiałam się i wzruszyłam ramionami.
- To jest Was więcej? - uniosła brwi, a jej włosy ślicznie pofalowały. Była na prawdę piękną kobietą.
- Tak jakby. - odpowiedziałam. - Istnieją istoty, które nie są ani ludźmi ani umarłymi. Świat duchów jest strasznie skomplikowany.
- Skąd ją masz? Taką moc? - wydawało mi się, że jej pytania mają bardzo pozytywne intencję. Posłałam jej uśmiech i spojrzałam na niebo, które przysłaniały gałązki.
- Chyba od urodzenia. Pamiętam tylko, że w pewnym momencie zaczęłam widzieć umarłych. - odgarnęłam grzywkę na boki.
Dziewczyna mruknęła w zamyśleniu. Kiedy chciała odpowiedzieć, nieumiejętnie jej przerwałam.
- Jak długo trenujesz? Masz świetną taktykę. 
Przyznałam z szczerym uznaniem. Niektórzy wcale nie zwracali uwagi na coś takiego jak plan, a lecieli na żywioł. Violett jednak zdecydowanie wiedziała co robi.

Violett?

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Keyi C.D Violett


- Dlaczego patrzyłaś na wszystkich z zazdrością? - pytanie mnie zbiło z tropu.
Na prawdę tak łatwo dałam to po sobie poznać? Dzieje się ze mną coś, czego nie potrafię opisać. Albo to Violett świetnie potrafiła oceniać innych. Cieszyło mnie jednak, że pyta mnie w prost, a nie niepotrzebnie robi jakieś podchody.
- Hm... - musiałam się chwilę zastanowić. - Nie wiem jak to wytłumaczyć. Myślę, że to po prostu też chciałabym nie mieć zmartwień i po prostu cieszyć się z towarzystwa przyjaciół. Chciałabym nauczyć się tak po prostu odczuwać radość z towarzystwa innych.
Uśmiechnęłam się, patrząc teraz na własne dłonie. Mówiłam jednak prawdę i to chyba pierwszy raz, kiedy zrobiłam to tak otwarcie. Towarzystwo tej dziewczyny zdecydowanie dobrze na mnie wpływało. Kiedy blondynka chciała odpowiedzieć rozległ się dzwonek, oznaczający powrót na lekcję.
- To widzimy się po lekcjach. - wstałam i lekko machając, ruszyłam ku klasie. Violett przytaknęła, widocznie jeszcze rozmyślając nad moimi słowami. Miałam przeczucie, że nasze uczucia są... podobne? Tak, to chyba własnie to. W końcu jej przyjaciel Major powiedział, że jesteśmy podobne. Tak wywnioskowałam.

Stałam na polanie, na której miałyśmy nieco powalczyć. Czekałam na towarzyszkę, patrząc w niebo.
- Wybacz małe spóźnienie. - sprowadziła mój wzrok na jej twarz. Uśmiechnęłam się kiwając głową.
- To nic takiego. - zaśmiałam się. - To co zaczynamy?
Teraz na moją twarz wpłynęło wyraźne zainteresowanie i pobudzenie. Ostatnio coraz więcej ćwiczyłam, chcąc być lepszą... Wciąż pragnęłam siły. Violett z równym zaangażowaniem się zgodziła i obie nieco się od siebie oddaliłyśmy.
Nie czekałam długo na jej ruch. Wykonała go pierwsza, mocno na mnie napierając. Obie na początku skupiłyśmy się na nieużywaniu własnych mocy. Była silna i bardzo zwinna, jednak czułam, że się powstrzymuje. Byłam zazdrosna, bo miałam wrażenie, że zostaje za nią z tyłu. A nie chciałam być gorsza.
Szybko więc to ja przejęłam ofensywę i zdawałam ciosy, które zresztą z łatwością odpierała. Przeklęłam głośno, robiąc szybki skok i zmyłkę. Udało mi się przez co na chwilę Violett straciła orientację i odsłoniła plecy.
Wtedy udało mi się ją na chwilę powalić, jednak nie chciałam jej zrobić krzywdy, więc nie napierałam już.
- Pora pokazać nasze ukryte talenty... - chyba zabrzmiałam nieco złowieszczo, jednak podczas walki stawałam się tą ciemniejszą Keyą. Nie umiałam jeszcze w pełni panować nad pragnieniem przelewu krwi.
Rozłożyłam nieco dłonie, szukając w okolicy duchów, które nadawały się do utworzenia szpuli. Tak, aby jednocześnie nie wywołać u Violett poważnych obrażeń. Znalazłam jedynie dwie takie istoty, jednak tyle było wystarczająco.
Czułam jak ich moc przechodzi w moje ciało, napawając mnie jeszcze większą żądzą. Przeciwniczka jednak też szykowała na mnie swoje uderzenie.

Violett? ;3