Kiedy Taiga zgodziła się na randkę Gaza przeszło coś na rodzaj euforii. Był tak szczęśliwy, że gdy kobieta wyszła do innego pokoju, ten ścisnął z całej siły poduszkę, która leżała na kanapie i zaczął się turlać niczym szczeniak. Jest romantykiem tak więc to dla niego naprawdę ważna chwila. Chłopak jednak nie wiedział, co ma teraz począć. Oparł się wygodnie o futerał i wyjmując piękny pierścionek z kieszonki, uniósł go nad głowę, by dokładnie mu się przyjrzeć. Wyobrażał go sobie na palcu Taigi, jak pięknie by w nim wyglądała. Czy to odpowiedni moment, by się oświadczyć? Z czym by to się wiązało? Ślubem, przedstawienie rodzinom, nowym mieszkaniem? Gaze rozejrzał się wokół. Jest przestronnie, jednak ciemnoskóry czuł, że chciałby coś naprawdę wspólnego. Chłopak płynąc dalej na różowych chmurkach wyobraźni, widział ukochaną w białej sukni. Była naprawdę piękna. Co on gada? Jest piękna! Westchnął ciężko, zastanawiając się, czym sobie zasłużył na taką kobietę. Nie był jednak pewny, czy Taiga jest na to gotowa. Lecz te słowa co wczoraj do niego wypowiedziała. Przypominając sobie jej wyraz twarzy, widział już ją w łzach, lecz byłe one pokryte cierpieniem i smutkiem, a te ulgą wyznanych uczuć. Nagle uszom Gaza doszedł dźwięk otwieranych drzwi. Taiga wyszła w prostej pięknie skrojonej czarnej sukience, która podkreślała jej krągłości. Kobieta dobrze wiedziała jak przykuć męskie oko.
- Znasz styl smart casual? - Zapytała od razu, gdy ujrzała białowłosego. Mężczyzna nie wiedząc, o co w ogóle jest pytany, wstał, patrząc się otępiałym wzrokiem na ukochaną, widząc, jak w rękach ma męskie ubrania. Najprawdopodobniej to było to, w czym miał wyjść. Nie wyglądało źle, ale także nie wpadało w jego gust, jak większość ubrań, które widuje na ulicy.
- Smart casual? - Spytał, drapiąc się z tyłu głowy. Czyżby miała na myśli odzienie, które ma zaraz założyć? Kobieta ewidentnie znała się dużo lepiej na modzie, więc jedyne co zostało chłopakowi to zaufanie dziewczynie, że będzie dobrze wyglądał.
Gaze otarł dłońmi twarz, po kilkunastu nieudanych próbach zmrużenia chociaż na chwilę oka. Był zmęczony, jednak wszystko co się dzisiaj stało leżało ciężko na jego sumieniu, nie pozwalając zasnąć. Rezygnując już ze snu wstał, by rozejrzeć się po swoim pokoju. Tak pusto. Nawet się nie rozpakował, nie czuł potrzeby. Tkwiło w nim przekonanie, że to nie tutaj jest jego dom, a gdyby postawił swoje rzeczy, tam gdzie kiedyś, poczułby się jakby naprawdę zrezygnował z ukochanej kobiety. Białowłosy zmarszczył brwi, nie miał bladego pojęcia jak dalej ma postąpić. Stracił w oczach ojca, jakie ma teraz szanse na jego przekonanie? Została mu tylko rozmowa i litość Armakana. Białowłosy upadł na poduszkę zamykając oczy."Oby jutro było lepsze."
*Następnego dnia*
Gaze stał już kilka minut przed pokojem rodziciela, próbując poukładać sobie wszystko w myślach. Bał się i to bardzo. Drżał wręcz ze strachu, że będzie musiał opuścić osobę, którą kocha najbardziej na świecie. Jeszcze niedawno było to dla niego nie do pomyślenia, a teraz nie był już tak pewny, że w ogóle ponownie ją ujrzy.
- Przepraszam ojcze, masz chwilę? - Spytał białowłosy wchodząc do pokoju Armakana, gdzie ujrzał swoją matkę, z czego był widocznie niezadowolony. Dobrze wiedział, że jeśli Lilith tutaj zostanie, rozmowa może pójść nie po jego myśli. Na pewno doda swoje dwa grosze, podliczając do tego szczyptę manipulacji, którą dostrzegają tylko Ci, którzy zdają sobie sprawę, jaką jest osobą. Gaze czuł czasami obrzydzenie do samego siebie przez to, że wyglądali tak samo. Charaktery wielorakie, jednak zewnętrznie są jak dwie krople wody. Był czas kiedy białowłosy się za to wręcz nienawidził.
- O co chodzi? - Spytał ojciec kierując pewny siebie wzrok na syna. Czując tak duży napór na swoją osobę, Gaze miał ochotę podkulić ogon i uciec, jednak wyprostował się i znowu otworzył usta, by przemówić.
- Moglibyśmy porozmawiać na osobności? - Zerknął kątem oka na matkę, która delikatnie się uśmiechnęła, poprawiając taktownie włosy, jakby ciesząc się, że ciemnoskóry o niej wspomniał. Ojciec młodzieńca spojrzał na kobietę, która stała dumnie w miejscu, by po chwili się odezwać.
- Masz coś do ukrycia przed swoją ukochaną mamą? - Gaze nie skomentował, jedynie westchnął. Najwyraźniej nie ma innego wyjścia jak tylko mówić przy kobiecie. Spodziewał się, że tak będzie.
- Ponownie chciałbym przeprosić za moje zachowanie. - Odezwał się białowłosy korząc się. Było mu naprawdę wstyd za wczorajsze zachowanie i zdawał sobię sprawę, że stracił w oczach rodziciela, jednak zrobi wszystko by to naprawić, ale w tej chwili są ważniejsze priorytety.
- Wybiłeś już to sobie z głowy? - Ciemnoskóry zacisnął pięści słysząc ponownie Lilith. "Czemu ta kobieta nie może posiedzieć kilku minut z zamkniętą jadaczką?" Znerwicowany w duchu Gaze, nawet nie raczył skierować wzroku w miejsce gdzie stała rozmówczyni. - Czyż tak młoda dama nie rzuciła Ci się w oko? Dobrze wiem, że jest w Twoim typie. - Słysząc przedłużenie ostatnich słów, białowłosy miał ochotę wyrzucić z siebie napływ burzliwych myśli, które wdrapywały mu się na język. "Powiedzieć ojcu co robi matka? Nie.. nie mogę przekładać swojego szczęścia, nad jego." Gaze starał się rozluźnić, gdyż jego mięśnie pod wpływem stresu tak się napięły, że zaczęły drżeć, a to może spowodować negatywne odczucie u głowy domu. Biorąc kilka głębszych wdechów ciemnoskóry przeszedł do sedna.
- Nazywa sie Taiga Mortem. - Białowłosy starał się nie zwracać uwagi na słowa matki. Był tutaj by porozmawiać z Armakanem i to na nim się skupił.
- Córka Waris Mortem? Mag klasy S... - Słysząc to Gaze trochę się zdziwił. Rzeczywiście, czarnowłosa wspominała o swojej matce, jako silnym magu, jednak czy była, aż tak rozpoznawalna, że nawet ojciec chłopaka ją znał? Mężczyzna uznał to jako idealną okazję do przekonania rodziciela, tak więc zbierając sobie wszystkie siły, powiedział jak najbardziej poważnym i przekonującym tonem.
- Ja wiem że Taiga będzie jeszcze silniejsza, przewyższy matkę, a ja jako jej oręż jej w tym pomogę.. - Oznajmił, wykonując przy tym silne machnięcie ręką, które miało oznaczać jego przekonanie do tego co mówi. Był tak bardzo zahipnotyzowany tą rozmową, że jego ciało zaczęło samo przekazywać Armakanowi liczne wiadomości. Mowa ciała czasami zdziała więcej niż słowa. - Pamiętasz jak opowiadałeś mi i przeznaczonym pakcie? To się właśnie stało z nią. - Na twarzy ojca zagościło zaskoczenie, oraz zaciekawienie. Białowłosy odczuł, że jest coraz bliżej przekonania rodziciela. - Jestem w stanie poczuć wszystkie jej emocje, odczuwam ból, którego dozna, niepokój, który zagości w jej umyśle, ale także niezwykłą odwagę. Proszę ojcze, bez dźwięku bicia jej serca mam wrażenie, że także moje ucichło. - Wyszeptał już z żalem ostatnie słowa ciemnoskóry, zaciskając pięści w okolicy klatki piersiowej. Zdał sobie sprawę jaką pustkę czuje. Nie stracił dla dziewczyny tylko głowy, oddał już jej swoje serce i całego siebie.
- A więc to tak.. myślałem ze to mit. - Starszy mężczyzna zamyślił się przykładając dłoń do brody, obserwując przy tym dokładnie syna.
- Nie zmienia to faktu iż Mortem byli wysokiej hierarchii tylko wtedy gdy Waris żyła, teraz są nikim, to nie przystoi. - Słysząc głos kobiety w takim momencie, Gaze poczuł jak zastyga, a krew odchodzi z jego głowy. "Czemu w takim momencie? Muszę szybko coś zrobić!" Chłopak podszedł jeszcze bliżej ojca. Nie obchodził go gniew w stosunku do matki, który został wywołany przez jej słowa. Musiał pamiętaj o Armakanie.
- Ojcze jeśli Taiga zgodzi się za mnie wyjść, obiecuje że jej rodzina znowu odzyska blask! - Powiedział pewnie, nie było to rzucenie słów na wiatr. Wiedział, że kobieta potrzebuje jeszcze czasu, na tak wielkie wydarzenie, jednak nigdy nie był czegoś tak bardzo pewien.
- Wyjść za Ciebie? Kochasz ją tak że chcesz się oświadczyć? - Ciemnoskóry mężczyzna odruchowo spojrzał w stronę matki. Nie mógł już tego ignorować. Wiedział, że nawet jakby chciał to jej nie przekona, jednak będzie walczył.
- Dla niej zrobię wszystko! - Wykrzyknął pewnie, pokazując oblicze, którego nawet jego rodziciel nie znał. Determinacja u Gaza była czymś zwyczajnym, jednak tym razem dało się wyczuć dużo więcej. Wszystkie emocje zaczęły wylewać się z białowłosego.
- Armakanie.. to niedorzeczne. - Stwierdziła z krótkim i ironicznym śmiechem kobieta, szukając pomocy u męża.
- Zamilcz Lilith. - Gaze zaskoczył się takim tonem ojca do matki, co wręcz spowodowało mu niego odruchowe uniesienie kącików ust. - Rozumiem co czujesz do tej kobiety synu, byłem kiedyś nieszczęśliwie zakochany w jej matce.. Wspaniała kobieta, wolała ubogie życie przy mężczyźnie którego kochała niż pieniądze i wysoką hierarchie u mego boku. Jeśli są takie same nie dziwię się, że tak zagorzale o nią walczysz. Jesteś w stanie osiągnąć dużo więcej niż ja. - Białowłosy był zaskoczony że rodziciel mówił takie rzeczy przy swojej żonie. Wyraz twarzy matki też ukazywał jej głębokie zaskoczenie, oraz pożałowanie. Kobieta nie wiedziała co się dzieje, nawet nie wiedziała jak ma się w takiej sytuacji zachować. Słychać było tylko cichy nerwowy śmiech. - A co do Ciebie Lilith dobrze wiem, że zdradzasz mnie od lat, początkowo robiłem wszystko by się Tobie przypodobać, głupio myśląc, że znów mnie pokochasz, ale teraz koniec.. życie dzieci jest najważniejsze, zrobię wszystko by były szczęśliwe. - Powiedział tęgi mężczyzna piorunując żonę wzrokiem i tym samym powodując iż tak upadła na ziemię, ciężko dysząc. Był to dla niej cios, którego się nie spodziewała, tym bardziej w takim momencie. - A teraz synu, spędźmy czas twoje pobytu tutaj w jak najlepszy sposób. - Gaze początkowo wpatrywał się w ojca z niedowierzaniem, jednak mimika jego twarzy już po chwili malowała się szczerą radością. Udało mu się. Nie wierzył w to, a jednak. Cały strach z niego zszedł, pozostawiając ulgę i chęć ujrzenia ponownie ukochanej.
- Dobrze! - Z oczu chłopaka zaczęły płynąc łzy wzruszenia. Gaze niezwłocznie przytulił ojca, dziękując mu przy tym po raz kolejny. Ich zażyłe relacje znowu się zacieśniły.
Kolejne dni płynęły szybko i przyjemnie. Gaze w końcu miał okazje porozmawiać z każdym z jego rodziny. Bracia nadrobili te wszystkie lata, spędzając ze sobą mile czas. Żal mu było jednak tego iż Falak nie pojawił się nawet raz w domu, podczas jego pobytu. Chciał pogodzić się z młodzieńcem, ale jak widać, nie będzie mu to jeszcze dane. Białowłosy oczywiście co jakiś czas patrzył ślepo w mały ekran na którym widniało zdjęcie czarnowłosej, co wywoływało ciepły uśmiech na jego twarzy.
- To ona?! - Usłyszał za sobą wesoły głos, należący do Almasa, który zaczął się zachwycać urodą kobiety. Młodszy brat chciał wiedzieć jak najwięcej o życiu Gaza dlatego też nie odstępował go na krok, przez te kilka dni. Podzielili się swoimi zainteresowaniami, a Almas jak zawsze chciał zobaczyć sztuczki magiczne, więc błagał niejednokrotnie, by przyjechał do rodzinnego domu wraz z Taigą, co mu musiał obiecać.
- Czemu do niej nie zadzwonisz? - Następny w kolejce z pytaniami był Anan. Podrywacz, ale także członek rodziny, któremu Gaze zwierzał się najczęściej. Co prawda był podobny z podejścia do innych do matki, jednakże ciemnoskóry wyczuwał w nim bratnią duszę. Dzięki niemu mężczyzna miał chociaż jedną dziewczynę. Białowłosy również nie omieszkał podpytać się co powinien zrobić, by zadowolić Taigę.
- Chce zrobić jej niespodziankę. - Uśmiechnął się ciemnoskóry, wracając do innych beztroskich tematów.
*Kilka dni później*
Gaze wysiadł z samochodu i spojrzał na ogromne lotnisko. Mimo że rozstawał się znowu z rodziną, na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Martwił się, czy Taiga oby na pewno nie je tylko pizzy i chińczyka z baru obok. Chciał jak najszybciej wrócić i przytulić się do kobiety, po tak ciężkiej i wyczerpującej psychicznie podróży.
- Synu.. Zanim wyjedziesz, chciałbym Ci coś dać. - Powiedział ojciec, podchodząc do Gaza, patrząc mu przy tym w oczy. Zaczął szukać czegoś w kieszonce, po czym wyjął małe zawiniątko. Białowłosy zdezorientowany tym co się dzieje powoli je otworzył i ujrzał tam maleńki pierścionek, z pięknie pobłyskującym diamencie na samym środku. Mężczyzna dobrze wiedział co to jest i nie mógł się nadziwić temu co się dzieje. Najcenniejsza rzecz w życiu jego ojca, zostaje właśnie składana w jego ręce. - To dla Ciebie, za to że pomogłem mi dostrzec prawdę. - Wysoki mężczyzna przyłożył czoło do głowy chłopaka i się uśmiechnął, kładąc przy tym pierścionek babci na jego dłoni.
- Muszę dać jej jeszcze trochę czasu. - Chłopak pokazał szereg białych zębów, ściskając dłoń rodziciela. Pożegnał się ze wszystkimi, próbując nie uronić przy tym nawet łzy. Jednak widząc płaczącego Almasa, wszystko potoczyło się własną drogą. Obiecali do siebie pisać wiadomości co jakiś czas i przygotować kolejne spotkanie. Gazowi brakowało tego rodzinnego ciepła i cieszył się z całego serca, że tu przyjechał i może cieszyć się otwartym związkiem z Taigą. Mężczyzna machając ręką zaczął się oddalać, w stronę samolotu.
- Jak jest uparta, tak jak jej matka, to pewnie odwiedzisz mnie z nią u boku dopiero za kilka lat! - Gaze usłyszał śmiech ojca, na co odpowiedział szerokim uśmiechem.
- Jak powie "tak" to nie zapomnij ją do na przywieźć! - Wykrzyknął jeden z braci, jednak białowłosy postanowił się nie odwracać, wiedział, że jak to zrobi wszystko będzie dla niego jeszcze trudniejsze. Ostatnie kilka dni były naprawdę pouczające i wspaniałe. Lilith nie wychodziła ze swojego pokoju, najprawdopodobniej przeklinając siebie, że mogła tak głupio się zdemaskować, a ojciec? W końcu potrafi szeroko się uśmiechać. Zrozumiał, że całe jego szczęście jest przy dzieciach, dla których teraz obiecał poświęcać jeszcze więcej czasu.
*Parę godzin później*
Białowłosy czując głębokie zmęczenie podróżą cieszył się, że jest w końcu pod drzwiami mieszkania Taigi. Mimo iż był tutaj setki razy, a nawet teraz zaczął tutaj sypiać, czuł jak się stresuje wyjmując klucze z kieszonki. Był ciekawy, czy kobieta jest teraz w domu. Czy nadal na niego czeka? Przełykając ślinę otwierając drzwi, by ujrzeć burze czarnych włosów. Zaskoczony chłopak, automatycznie się uśmiechnął, widząc twarz kobiety, którą kocha. Mimika władającej wyraźnie wskazywała, iż był niezapowiedzianym gościem, co go bardzo rozbawiło. Miał wrażenie, jakby jego serce znowu zaczęło bić.
- Cześć. - Powiedział czule, gdy Taiga owinęła ręce wokół jego szyi i zawiesiła się na nim. Gaze był tak zaskoczony, że aż się cicho zaśmiał i odwzajemnił uścisk, który był wyjątkowo delikatny i pełny uczucia. Ciemnoskóry miał wrażenie, że trzyma w rękach cały swój świat, który jest bardzo kruchy i musi na niego uważać.
- Wróciłeś. - Wyszeptała kobieta, której mięśnie drżały, pod wpływem silnego uścisku. Białowłosy poczuł ciepło na sercu, Taiga rzadko kiedy ukazywała mu swoje prawdziwe uczucia, jednak jak już to robiła, Gaze czuł się jak w niebie.
- Przecież Ci obiecałem, poza tym jakbym mógł nie wrócić, skoro Cię kocham? - Mężczyzna ucałował delikatnie szyję kobiety. Jej skóra była tak delikatna i pachnąca, chłopak poczuł jak jego myśli mętnieją, a ciało porusza się samo. Czy to przez to, że jej tak długo nie widział? Czy może zdawał sobie sprawę, że Taiga też tego pragnie?
- Nie wyjeżdżaj już na tak długo. - Usłyszał uroczy szept, który sprawił, że dostał przyjemnych dreszczy. Kobieta odsunęła twarz od jego ramienia i złożyła czuły pocałunek na ustach białowłosego. Mężczyzna czując jak nie może się już dłużej powstrzymywać, zamknął szybkim ruchem drzwi i łapiąc kobietę za pośladki uniósł ją do góry. Opierając plecy kobiety o pobliską ścianę wsunął sprawnie język do ust kobiety, zasysając przy tym mięsiste wargi Taigi, która zaciskała coraz mocniej uda wokół Gaza. Mężczyzna sprawnie tańczył wokół języka czarnowłosej, pieszcząc przy tym każdy możliwy zakamarek. Odrywając się, by zaczerpnąć powietrza ciemnoskóry zszedł niżej do szyi, oraz obojczyka. Wiedział, że jeśli teraz się nie zatrzyma, to zrobi to z kobietą nawet wbrew jej woli. Skrywając twarz we włosach Taigi próbował się uspokoić. Serce waliło niczym młot, a ciało zaczęło się pocić z podniecenia.
Gaze dobrze wiedział z czym wiąże się wizyta, nie tylko ze wspaniałym spotkaniem ponownie rodziny, której nie widział kilka lat, ale także najprawdopodobniej kolejną poważną rozmową, która do tego skłaniała. Tylko co tym razem? Ostatnio była to ogromna kłótnia by powrócił do domu i by znaleźli mu odpowiednio uzdolnioną osobę wysokiego rodu za władającą. Jak zareagują, gdy się dowiedzą, że już zawarł pakt? Gaze zmarszczył brwi, zawsze bał się zawieść ojca. Nie wiedział jak zareaguje, chciałby wierzyć, że mężczyzna pozwoli mu pozostać tutaj.. szczęśliwym z kobietą, którą kocha, lecz matka.. zrobi wszystko by zniszczyć mu życie. Jakim cudem ona tak manipuluje jego staruszka? Czy ten wyjazd oznaczał koniec? Mężczyzna pokiwał energicznie głową, by nie myśleć o tym w takim momencie.
- Zaśpiewać? - Zdziwił się Gaze słysząc właśnie taką prośbę od Taigi i zdał sobie sprawę, że jego głos zadrżał. Głupi, nie daj po sobie poznać! Wiedział, że kiedyś będzie zmuszony do szczerej rozmowy, jednak teraz nie był na to gotów.
- Tak, jesteś z szkoły muzycznej prawda? A mimo to nigdy nie słyszałam jak śpiewasz.. - Kobieta skrzyżowała ręce na klatce piersiowej patrząc na białowłosego podejrzliwie. Ten wzrok, chłopak miał wrażenie, że Taiga czyta z niego jak z otwartej księgi. Co się dziwić, zna go już kupę czasu.
- Nie jestem w tym dobry, raczej lepiej idą mi instrumenty. - Ciemnoskóry zaśmiał się nerwowo. Nie był teraz w stanie doprowadzić swoich strun głosowych do naturalnego stanu rzeczy. Chciał w jakikolwiek sposób wydostać się z tej sytuacji, lecz wiedział, że nie będzie to łatwe.
- Gaze widzę, że coś jest nie tak. - Taiga przyłożyła dłoń do policzka mężczyzny, na co ten spojrzał na nią zaskoczony i nie ukrywał już żalu, który zaczął wyraźnie malować się na jego twarzy. Nie chciał jej stracić, kobieta była już nieodłączną częścią jego życia. Nie wyobrażał sobie nawet życie bez jej osoby.
- Trudno mi to powiedzieć, jednak boję się tego wyjazdu... - Wydusił ledwo, zakrywając się dłońmi jakby z niemocy. Miał ochotę wręcz płakać, jednak zacisnął szczęki i odważył się na szczerość. - Oczywiście, chcę zobaczyć rodzinę, jednak nie powinienem mieć żadnego paktu.. Według rodziców powinienem wyjść za wysoko urodzoną władającą i przynieś chlubę rodzinie... Niestety nie potrafię się im sprzeciwić. - Białowłosy odwrócił wzrok, szukając punktu oparcia w jednej z szafek za ukochaną.
- Masz zamiary to ukrywać? - Kobieta uniosła jedną brew, na co Gaza aż zabolało serce. Nie chciał takich pytań, nie na takim etapie. Kłamstwa zawsze kończyły się źle, ale jak ma przekazać tak ważną informacje rodzinie? Jak tragicznie może się to skończyć?
- Tak.. znaczy.. nie chcę, ale muszę.. - Odpowiedział zgodnie z prawdą. Kiedy spojrzał na ukochaną ujrzał wyraz pełen bólu i rozczarowania. Wszystko na pewno będzie w porządku.. pewnego dnia wszystko będzie w porządku.. W ten sposób nawet nie zdając sobie sprawy białowłosy zaczął śpiewać.
-Wiesz, że Cię chcę
To nie jest tajemnica, którą staram się ukryć - Gaze zaśpiewał z żalem. Był pewien uczuć do kobiety, więc nie chciał jej zawieść.
Wiem, że mnie chcesz
Więc nie powtarzaj, że nasze ręce są związane
Twierdzisz, że nie ma tego w kartach
Ale los ciągnie Cię mile stąd
I z dala ode Mnie
Lecz jesteś tu w moim sercu
Więc, kto mnie powstrzyma, jeśli zdecyduję
Że jesteś moim przeznaczeniem?
Co jeśli zmienimy wyroki gwiazdy?
Powiem, że zostałaś stworzona dla mnie
Nic nie mogłoby nas rozdzielić
Byłabyś tą, którą miałem odnaleźć
To zależy od Ciebie
I to zależy ode mnie
Nikt nam nie powie kim powinniśmy być
Więc dlaczego nie zmienimy wyroków gwiazd?
Może świat mógłby być nasz
Tej nocy - Gaze chciał zakończyć na tym piosenkę, jednak usłyszał nagle piękny głos czarnowłosej wdzierający się w jego pamięć.
-Myślisz, że to proste
Myślisz, że nie chcę do Ciebie biec
Ale są góry
I drzwi, przez które nie możemy przejść
Wiem, że zastanawiasz się, dlaczego
Ponieważ jesteśmy w stanie być
Tylko tobą i mną wewnątrz tych ścian
Ale kiedy wyjdziemy na zewnątrz
W końcu obudzisz się i zobaczysz, że to było bez nadziei
Nikt nie może zmienić wyroków gwiazd
Jak możemy mówić, że będziesz mój
Wszystko nas rozdziela
I nie jestem tą, którą miałeś odnaleźć
To nie zależy od Ciebie
To nie zależy ode mnie
Kiedy wszyscy mówią nam kim powinniśmy być
Jak możemy zmienić wyroki gwiazd?
Powiedz, że świat nie może być nasz
Tej nocy - Białowłosy natychmiastowo podszedł do dziewczyny obejmując ją wokół talii i śpiewając z nią.
- Jedyne, czego chcę to latać z Tobą
Jedyne, czego chcę to spadać z Tobą
Więc po prostu daj mi całego siebie
- Jeśli to niemożliwe? - Wykrzyknęła kobieta widocznie wczuwając się w to co śpiewa.
- To nie jest niemożliwe! - Ciemnoskóry uśmiechnął się szeroko przykładając czoło do głowy kobiety.
- Czy to niemożliwe? - Zaśpiewała, jakby chcą upewnić się, że Gaze zawsze będzie przy niej.
- Powiedz, że to możliwe - Białowłosy odpowiedział, tak by ukochana sama podała odpowiedź.
-Jak zmienimy wyroki gwiazd?
I powiemy, że zostałeś stworzony dla mnie?
I że nic nas nie może rozdzielić
Ponieważ jesteś tym, którego miałam odnaleźć
To zależy od Ciebie
I to zależy ode mnie
Nikt nie może powiedzieć kim mamy być
Czemu nie zmienimy wyroków gwiazd?
Biorąc świat za nasz - Para ponownie zaśpiewała razem, lecz ostatni wers został dla Taigi.
- Wiesz, że Cię chcę
To nie jest tajemnica, którą próbuję ukryć
Ale nie mogę Cię mieć
Jesteśmy zobowiązani do rozstania i
Moje ręce są związane - Mężczyzna dobrze wiedział, że jego rodzina się nie zgodzi na ten związek, a czarnowłosa tym bardziej wiedziała, że tak będzie.Gaze patrzył z zafascynowaniem na ukochaną, która dopiero co uniosła powieki. Więc chciała wsłuchać się w jego głos i zapamiętać go jak najdłużej? Białowłosy uśmiechnął się pod nosem i podszedł do kobiety by złożyć na jej ustach pocałunek.
- Uwierz we mnie. - Powiedział napawając się zapachem jej włosów, oraz skóry. - Wrócę do Ciebie, nawet jeśli byłbym na drugim końcu świata z odciętymi nogami, to i tak bym wrócił. - Zaśmiał się Gaze, wywołując tym samym cień uśmiechu na twarzy ukochanej. Chciał by tliła się w nim, a także w kobiecie nadzieja, by wiedział gdzie ma wracać i gdzie jest jego dom.
~Dzień później~
Białowłosy wychodząc z samolotu poczuł niewyobrażalną ulgę. Nienawidził latać, w dodatku te siedzenia wydawały mu się takie twarde. Gaze zrobił kilka skrętów tułowia i poszedł odebrać swój bagaż. Czarna torba, ze złotymi wzorami nie mogła być pomylona z żadną inną. Zadowolony chłopak podniósł ją trochę do góry, by przypomnieć sobie jej ogromny ciężar. Co do pakowania się, Gaze zabierał więcej niepotrzebnych rzeczy niż pospolita kobieta. Wydając z siebie odgłos westchnięcia ruszył w stronę wyjścia. Wszystko wyglądało tak jak kilka lat temu. Nic się nie zmieniło. Sprawdzając telefon postanowił zamówić taksówkę, jednak dostrzegł wtedy kilku nieziemsko przystojnych opalonych mężczyzn z białymi włosami. Jeden z nich nawet wykrzykiwał jego imię trzymając tabliczkę z napisem "Witaj w domu". Gaze uśmiechnął się szeroko podbiegając do nich. Tak dawno ich nie widział, tyle lat minęło.. tak wydorośleli Ci, których pamiętał zza szczeniaków.
- Tato! Ikram! Almas! Anan! Bahija! Jak dobrze was widzieć! - Prawie z łzami w oczach uściskał każdego po kolei. Na co wszyscy odpowiedzieli równie optymistycznie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo za nimi tęsknił i jaką pustkę czuł bez nich u boku. Wszyscy skierowali się w stronę dwóch sportowych, drogich samochodów, pytając przy okazji o różnorodne sytuacje, które nastąpiły w życiu chłopaka, który bez przerwy opowiadał jak potoczyło się życie. Oczywiście pomijając elementy takie jak pijaństwo, czy zawarcie paktu. Wszyscy słuchali go z zaciekawieniem, by co jakiś czas dodać coś od siebie. Gaze cieszył się z tego co spotkało go w Lullaby, ale także poczuł żal, że nie było go w tak wielu sytuacjach z rodziną, jednak miał wrażenie, że przez ten wyjazd ich więzi były jeszcze silniejsze. Chociaż warto zwrócić uwagę, jak białowłosy znalazł się w ogóle w mieście magów? Było to coś na rodzaj poświęcenia. Zostało zdecydowane, że jeden z synów musi zostać niezwykłym magiem, dla dobra rodziny. Każda rodzina z niezwykłym czarodziejem była bardzo szanowana, w stopniu wręcz królewskim. Gaze nie chcąc by jego młodsze rodzeństwo cierpiało, zgłosił się za nich, czym także zyskał miano okropnego brata, w oczach Falaka, który chciał wyjechać. Ciemnoskóry jednak wiedział, że dobrze postąpił, nawet jeśli ceną tego będzie niechęć młodszego chłopaka do niego. Był to najtrudniejszy okres w jego życiu, z dala od bliskich i będąc pozostawionemu samemu sobie. Po kilkunastu minutach samochody wjechały za mury ogromnej rezydencji, której wjazd mierzył około kilometr. Gazowi od razu zaświeciły się oczy na ten widok. Wszędzie było jeszcze bardziej zielono niż za jego młodych lat. Dostrzegł nową stajnię, oraz kilka szlachetnie stąpających koni w zagrodach. Ogromne różane ogrody, które pewnie zasadził ojciec, z powodu zachcianek matki. Wszystko było piękne i pełne życia. Nagle przed jego oczami mignęło coś na rodzaj rzeźby. Zaskoczony poszukiwał tajemniczy obiekt wzrokiem. Jego źrenice natychmiastowo się poszerzyły z niedowierzania. Co kilkanaście metrów stało jakieś popiersie, jak zauważył Gaze, przedstawiały one twarze całej rodziny. Ikrama, jako pierwsze, przedstawiony godnie, oraz szlachetnie, rysy prawdziwego władcy, czy dowódcy. Almas, szeroki uśmiech, reprezentujący szczęście i chęć pomocy. Następny był Anan przystojna twarz, charakteryzująca się niezwykłym urokiem, wywoływał wręcz podświadome pożądanie. Falak, gniewny, lecz szlachetny. Także ojciec. Na twarzy Gaza pojawił się szeroki uśmiech, popiersie nawet po części nie odzwierciedlało jego wspaniałości.
- Twój też tutaj powstanie, teraz kiedy znowu mogę ujrzeć twarz mojego ukochanego syna. - Białowłosy usłyszał basowy głos rodziciela, na co jedynie przytaknął z zachwytem głową. Nikt nie kocha swoich dzieci tak mocno jak ten mężczyzna. Gaze był dumny z bycia jego synem, wręcz był przepełniony dumą z posiadania takiego ojca.
- A Bahija? - Spytał po chwili ciemnoskóry rozglądając się i nie mogąc dostrzec nigdzie popiersia siostry.
- Wraz z matką stoją w honorowym miejscu. - Usłyszał Gaze i zrobił zaciekawioną minę. Kiedy wyszedł z samochodu od razu zrozumiał o co chodziło. Dwie rzeźby stały po obu stronach schodów prowadzących do głównego wejścia willi. Młodzieniec uśmiechnął się. Kobiety są niczym delikatne kwiaty tego domu, ostatnią bramą, która pozwala na znalezieniu się w środku tak ważnego dla nas miejsca. Białowłosy bez zastanowienia wbiegł do środka domu, by ujrzeć mnóstwo złotych zdobień, białych kolumn, oraz szerokich półokrągłych okien. Gaze nabrał dużo powietrza w płuca przez nos, by poczuć wspaniały zapach tego miejsca. Wspomnienia same wracały.
- Gaze! Synku! - Mężczyzna wzdrygnął się słysząc ten głos. Odwrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, by ujrzeć białoskórą kobietę, o oliwkowych oczach i brązowych włosach. Jak to się stało, że nikt nie jest do niej podobny, oprócz Gaza, osoby, która..
- Matko.. - Odparł starając się ukryć jak najbardziej nienawiść do tej kobiety. Rodzicielka ucałowała chłopaka i przytuliła, zapraszając do salonu. Wszyscy weszli do środka i usiedli koło siebie, na czterech sporych kanapach. Wyczuwalna była ciężka atmosfera, która nie umknęła białowłosemu, który czekał, aż zaczną mówić.
- Skoro wszyscy jesteśmy razem, chciałbym poruszyć kilka spraw. - Odezwał się ojciec, patrząc po swoich synach. - Po pierwsze Ikramie, córka baronowej, uzyskała zgodę od ojca, by wyjść za Ciebie, czego Ci gratuluję. - Gaze spojrzał na brata, który jak zawsze miał obojętny wyraz twarzy. Mimo to chłopak potrafił odczytać szczęście tańczące w postaci iskier w jego oczach. Białowłosy cieszył się jego szczęściem. Jaki trzeba mieć pisany dobry los, by zakochać się w wysoko urodzonej kobiecie, która zadowoli rodzinę. - Chciałbym także przywitać waszego brata, oraz syna, który wrócił po wielu latach nauki i treningu. Gaze, na pewno stałeś się wspaniałym orężem, punktualnie dostawałem wszelkie notki od nauczycieli na Twój temat, jestem dumny z Twoich wyników magicznych. - Wypowiedział się ojciec, a ciemnoskóry westchnął z ulgą, że nie została poruszona kwestia jego ocen. Chociaż się nie dziwił, zostanie magiem, było głównym celem jego istnienia. - Dlatego też czas znaleźć Ci narzeczoną, jak i władającą. - Mężczyzna słysząc to zamarzł. Dopiero co wrócił i już takie plany? Dłonie białowłosego zaczęły drżeć. Co ma teraz zrobić? Jeśli nie zareaguje w tej chwili może już być za późno. Lecz nie czuł się w ogóle gotowy. Chłopak zmarszczył brwi. "Przepraszam ojcze... za bardzo kocham tę kobietę".
- Mam już władającą. - Wszystkie zszokowane oczy skupiły się na białowłosym, który zacisnął pięści. Powstał z miejsca i ze spuszczonym wzrokiem błagał jakiekolwiek bóstwo o jego zbawienie.
- To niedorzeczne. - Gaze usłyszał po chwili matkę. Czemu ta kobieta musi zawsze dodać swoje kilka groszy? Chłopak poczuł jak coraz bardziej się denerwuje.
- Kocham ją.. tak więc ojcze.. - Białowłosy staną na przeciwko rodziciela i ukorzył się przed nim, klękając tuż przed jego stopami, dotykając tym samym czołem ziemi. - Pozwól mi z nią być! - Wykrzyknął po chwili błagalnym tonem. Nie wierzył, że to zrobił. Cała krew odpłynęła z jego głowy. Miał wrażenie, że słabnie. Zaciskając z całym impetem szczęki, miał wrażenie, że odpowiedź nigdy nie przyjdzie. Czas się dłużył, karając jego sumienie, jednak jak już usłyszał słowa ojca, pożałował.
- Nie zgadzam się. - Chłopak zastygł w bezruchu. "Czemu?" Czemu oczekiwał zrozumienia? Co on robi na ziemi korząc się w tej chwili? Jak głupi jest, by nie znać własnego ojca i manipulacji matki? "Pieprzone pieniądze i stanowisko społeczne!"
- Ale ojcze..! - Głos ugrzązł w gardle chłopaka. Chciał protestować, mimo iż miał pustkę w głowie, jak przekonać rodziciela, chciał walczyć. Lecz czemu nie mógł wydusić nawet słowa?
- Chcesz powiedzieć, że wybierasz tę kobietę nad rodzinę? - Odparł dumny mężczyzna. "Nie nie mów tak!" Natłok myśli buntował się w głowie chłopaka. Przegrał w taki sposób? Tak szybko?
- Nie.. nie o to mi chodzi! - Zaprotestował natychmiastowo.
- Znalazłem z matką już idealna kandydatkę dla Ciebie. - Chłopak aż zadrżał na samą myśl i po chwili zobaczył niską i uroczą blond dziewczynę o pełnych głębi niebieskich oczach. Kiedyś zauroczyłby się poprzez pierwsze spojrzenie, teraz nie czuł nic. Soczewki Gaza zaszkliły się i chwilowo straciły jakąkolwiek barwę.
- Witaj Gaze Amun-Ra. - Usłyszał melodyjny głos, do którego poczuł natychmiastową pogardę i obrzydzenie. Wargi białowłosego zaczęły delikatnie drżeć, ukazując szereg białych zębów. - Tskk.. - Białowłosy uśmiechnął się szeroko. Miał wrażenie, że coś w nim pęka. - Wystarczy, że zrobię jej dziecko i dacie mi spokój, prawda? - Gaze powiedział lekceważąco. Ojciec ciemnoskórego spojrzał na niego z niedowierzaniem i uderzył go prosto w twarz. Chłopak zrobił kilka kroków do tyłu pod wpływem impetu uderzenia. Czerwona ciecz zaczęła spływać z jego ust.
- Jak mogłeś powiedzieć coś tak haniebnego? - Białowłosy przetarł ręką twarz, na której ukazała się krew. Ojciec widząc nieczuły wzrok Gaza nie potrafił wydusić nawet słowa. - Kim jesteś potworze? - Spytał z żalem, na co mężczyzna spojrzał na rodziciela zaskoczonymi oliwkowymi oczami i wrócił do zdrowych zmysłów.
- Wybacz ojcze. - Ukłonił się nisko - Nie wiem co we mnie wstąpiło. - Powiedział po czym przeprosił kobietę, która poświęciła swój czas by przyjść specjalnie do niego. Tłumacząc się bólem głowy odszedł w stronę swojego pokoju, przy okazji zachodząc do łazienki. - Co się z Tobą dzieje? - Białowłosy spojrzał się w lustro, na swoje odbicie, gdzie ujrzał rozciętą wargę. "Jesteś głupcem.." Pomyślał i zjechał na podłogę, ukrywając twarz w dłoniach. Nie wiedział co ma dalej robić. Jak może wybierać między rodziną, a bijącym dla niego sercem? To tak jakby miał zabić innego człowieka, bez którego sam nie ma prawa przetrwać.
< A co u Ciebie się dzieje w tym czasie? :D W następnym opowiadanku Gazuś wraca. <3 >
Chodząc to już dłuższy czas po galerii, rozmowę zakochanych przerwał kobiecy głos
- Taiga! Cały czas mroczna, ja nie wiem, nigdy się nie zmienisz. - Przed nimi pojawiła się rudowłosa dziewczyna. Niezbyt urodziwa, lecz z ładnymi kształtami. Wnioskując po jej wypowiedzi, kobiety się znały i raczej za sobą nie przepadały. Wszystko dało się wyczytać z zirytowanego wyrazu twarzy Taigi, w którym kryło się także zażenowanie. - A my się nie znamy, prawda. - Nieznajoma nagle znalazła sie na przeciwko białowłosego, który zamrugał kilkukrotnie. Nie wiedział, czy ma się przedstawić, czy może zwyczajnie odejść z władającą. Ale jeśli źle zinterpretował całą sytuacje i tak naprawdę, nie są wrogami, tylko coś na rodzaj rywalek? Nim jednak chłopak zdążył się odezwać jego towarzyszka
- Mój chłopak na takie gówno, jak Ty nawet nie spojrzy. Także, jeśli nie chcesz dostać w ryj, jak kiedyś to zejdź mi z drogi i idź się kurwić gdzie indziej. - Zaskoczony Gaze zerknął oliwkowymi oczami w kierunku Taigi, która gotowała się ze złości. "Mój chłopak", że on? Powiedziała to pod wpływem emocji prawda? Mężczyzna zdezorientowany całą sytuacją zastanawiał się, co się stało między tymi dwiema kobieta, że darzą się taką nienawiścią. Nagle białowłosy poczuł jakiś dotyk, kiedy zerknął w dół uświadomił sobie, że Taiga złapała go za rękę, przez co wręcz zrobiło mu się gorąco. Jak dla takiego beztroskiego dzieciaka jak on, było to za dużo. - Chodź kochanie, bo jeszcze nas czymś zarazi, jak ma się dziennie więcej kutasów w ustach niż chleba to później nawet przy rozmowie rozsiewa się jakieś choroby. - Powiedziała czarnowłosa z łobuziarskim uśmiechem. Nieznajoma pokazała widoczne zagniewanie i odwracając się na pięcie, opuściła ich towarzystwo. Gaza zamrugał kilkukrotnie, pokazując władającej, że nie wie co się właśnie za przeproszeniem odjebało. Taiga natomiast uśmiechnęła się triumfalnie, by pokazać białowłosemu zwycięski wzrok. Oręż nie wytrzymał napięcia i roześmiał się głośno, dostrzegając jak komicznie wyglądała z jego strony ta sytuacja. Nie wiedział, czy kobiety zaraz się kompletnie nie pożrą, jednak jak to się nie stało, po prostu nie mógł powstrzymać rozbawienia. Gaze postanowił nawet nie pytać o co poszło. W końcu znał doskonale charakter Taigi i nie dziwiłby się, gdyby była w złych relacjach z połową mieszkańców Lullaby. Czarnowłosa sama widząc, chichoczącego towarzysza, uśmiechnęła się pod nosem. Kiedy się uspokoili, kobieta powiedziała by już zaczęli się zbierać i wracać do domu.
- Poczekaj, jak już tu jesteśmy zróbmy zakupy bym miał z czego zrobić jutro i pojutrze obiad. - Zatrzymał ich Gaze. Już jak tutaj był i w dodatku samochodem, warto by skorzystać z okazji. Spojrzał na Taige, która widocznie była zadowolona z tego planu.
- Jasne, ale ja muszę iść do łazienki, widzimy się niedługo tutaj. - Gaze pokiwał głową na zgodę i udał się do sklepu, myśląc również nad tym co chciałabym zjeść czarnowłosa. Może jakieś owoce morza? Chociaż, czy kobieta je lubi? Nie był tego pewien, a nie chciał ryzykować. Najwyżej zapyta następnym razem. Rozmyślał dalej, przeczesując liczne półki. Chciał by niczego nie zabrakło. Może zrobi jakąś kolacje ze świecami? Zrobiłby fondue czekoladowe. Na samą myśl pociekła mu ślinka. Co prawda najczęściej Taidze robi krwiste mięso, jednak on za nim niezbyt przepada i zawsze musi częstować się czymś innym. Nie jest wegetarianinem, lecz jakoś mu nie podchodzi. Tym razem chciał upewnić się, że kosztują tego samego. Łosoś w porach i cieście francuskim? Nie brzmi źle, da się jeszcze jakieś przekąski i powinno być wspaniale. Kiedy Gaze znalazł się w dziale ze świeczkami zapachowymi, zaiskrzyły mu oczy. To jest coś co uwielbiał najbardziej. Zaczął się rozglądać. Czytając przy tym ich zapachy "Pomarańcza, Wanilia, Owoce leśne, słodkie kwiaty, wiśnia, róża.." Przykuło go to ostatnie, chwycił więc do ręki szklany przedmiot i przyłożył do niego nos. Idealne! Uśmiechnął się biorąc cztery świeczki. Buszując wśród szafek i zbierając wszystko co było potrzebne Gaze poszedł do kasy. Wyszło mu więcej, niż się myślał, jednak zawsze miał schowane co nieco w kieszonce na czarną godzinę. Taszcząc cztery dość ciężkie torby, w pośpiechu wracał do Taigi, która pewnie już czekała na niego kilkanaście dobrych minut. Nagle jednak cały jego bagaż znalazł się na ziemi. Gaze ujrzał jakiegoś wysokiego bruneta, który kierował swoją dłoń w stronę Taigi. Nie zastanawiając się dłużej, białowłosy podbiegł do czarnowłosej chwytając ją trochę niefortunnie, gdyż za głowę i przyciągając do siebie. Rękę natomiast widocznie wyższego od niego mężczyzny chwycił, za nadgarstek upewniając się, że nie zbliży się już nawet o centymetr.
- Nie dotykaj jej. - Zakomunikował Gaze, rzucając wrogie spojrzenie w kierunku przystojnego nieznajomego, który z beznamiętną mimiką twarzy, wyrwał się z łatwością z uścisku ciemnoskórego. Chłopak był silny, jednak białowłosy nie cofnął się nawet o krok, rzucając dalej groźne spojrzenie w jego stronę. Jeśli by mu przyszło tutaj i w tej chwili walczyć o kobietę, zrobiły to bez wahania.
- Gaze! Kretynie to jest tylko przyjaciel! - Taiga zdjęła zamaszystym ruchem rękę mężczyzny z jej twarzy. Była wściekła, co wyczuł nieznajomy, który postanowił się ulotnić, by nie przeszkadzać kłótni kochanków.
- Miło było z Tobą porozmawiać, pozostawię już was samych. - Gaze rzucił mężczyźnie spojrzenie mówiące "I dobrze robisz, jeszcze chwila i byś błagał o litość". Co najprawdopodobniej byłoby niemożliwe, gdyż znajomy Taigi był widocznie dużo silniejszy od niego, nie tylko pod względem fizycznym. Patrząc jak wysoka sylwetka znika wśród tłumu, spojrzał z wyrzutem na czarnowłosą.
- I czego się gapisz?! To ja powinnam tutaj być zła! - Warknęła do Gaza. - To był Mobius! Tańczyłam z nim na konkursie. Pytał tylko co u mnie... - Oręż poczuł kolejne ukłucie zazdrości. Dobrze wiedział, jakie typy tańców lubi kobieta, nie miał wątpliwość, że był to dość, lub nawet bardzo bliski. Miał za złe Taidze, że nie wyjawiła mu wcześniej prawdy i nie chciała rozmawiać na ten temat.
- Nie wyglądało to na zwykłe "Hej co tam u Ciebie?" - Powiedział ironicznie Gaze. Emocje zaczęły go ponosić i zdawał sobie z tego sprawę, jednak nie potrafił się już wycofać, nie chciał by kobieta czuła się bezkarnie za każdym razem jak zrobi coś nieodpowiedniego. Stwierdził, że musi tym razem postawić na swoim.
- A na co niby?! Już z nikim nie mogę rozmawiać?! - Taiga, już nawet przestała zważać na to, że są w miejscu publicznym i uniosła głos, co sprowokowało białowłosego do tego samego.
- Możesz, ale nie chce by jakiś koleś Cię dotykał! - Krzyknął, zwracając na siebie uwagę, już zbyt dużej ilości ludzi, którzy zaczęli się przyglądać całej sytuacji. Przeszedłby z tym gdzie indziej, lecz już zabrnął za daleko.
- Nie jestem Twoją własnością? Tak?! Nawet nie jesteśmy razem, to o co Ci chodzi?! Jedyne co nas łączy to wspólne mieszkanie i ten cholerny pakt! - Słysząc to Gazem spojrzał się na Taige z niedowierzaniem. Była zagniewana i to bardzo, jednak zrozumiawszy co powiedziała, zrobiła widocznie skruszoną minę. Białowłosy odwrócił głowę marszcząc brwi. Miała w końcu racje, jednak nie potrafił ukryć, że bardzo te słowa go zraniły. Poczuł się jak zabawka, którą ktoś się pobawił, a jak się znudziła, to czas ją wyrzucić.
- Szkoda, że nim jestem tylko wtedy, kiedy trzeba komuś coś udowodnić, albo dać w kość. - Odpowiedział unosząc delikatnie kąciki ust, które zaczęły drżeć. Przypomniał tym samym sytuację, która miała niedawno miejsce z rudowłosą kobietą. Zacisnął pięści w niemocy. Nie da się nawet opisać, jak żałośnie Gaze czuł się w tym momencie. Wypełniał go gniew, rozżalenie, zazdrość, smutek, rozczarowanie. Nie potrafił już nawet wymusić uśmiechu. Zawsze miał niską samoocenę. Jest nikim, jest pieprzonym pijakiem, który nie zasługuje na nic więcej. To była tylko kwestia czasu, aż wróci na swoje stare śmieci.
- Gaze.. - Z wyczuwalnym żalem w głosie Taiga wypowiedziała jego imię, gdy ten odwrócił się do niej plecami. Wyjął z kieszonki klucze od swojego samochodu i rzucił kobiecie. Nie był w stanie wyrzucić z siebie nawet słowa. Wskazał jedynie palcem na leżące na ziemi torby i oddalił się w bliżej nieokreślonym kierunku. To był pierwszy raz kiedy zamiast pragnąć zobaczyć Taigę, nie chciał jej w ogóle widzieć.
Gaze skrył się w pobliskim pubie. Siedział z już piątą szklanką mocnej whisky, żaląc się nad swoją osobą. Silne zapachy trunków, głośne głosy zabawiających się klientów, to wszystko wzmagało buzujące w nim emocje. Znał bardzo dobrze mężczyznę po drugiej stronie lady, lecz on nic nie wiedział o zaistniałej sytuacji, czy jego życiu. Nienawidził o tym mówić, nawet pijany nie wymamrocze na ten temat ani słowa. Zdobycie zaufania białowłosego nie było trudne, jednak wyciągnięcie z niego jego życiowych problemów było niewyobrażalnym wyzwaniem. Gaze mało co już komunikował, nie wiedział nawet ile czasu spędził w tym miejscu. Nic nie jadł, a cała zawartość jego żołądka to mieszanka wszelakich alkoholi. Zasypiał co jakiś czas, potem się budził, pił i znowu zasypiał. Raz za oknem było jasno, raz ciemno. Jakby siedział tutaj miesiącami. Stracił całkowitą rachubę czasu. Nie miało go nawet co oprzytomnić. Obsługa pubu wykorzystywała fakt, że dużo kupuje i mogą łatwo wyciągnąć od niego kase, a telefon, którym ktoś mógł się z nim skontaktować pozostał w samochodzie. Nie wiadomo ile trwałoby to szaleństwo, gdyby już nie ogromne zmęczenie, które doprowadziło do tego, że Gaze przespał całego kaca. Obudził się pierwszy raz z przejrzystym obrazem, rozglądając się w około. Rozszerzył szeroko oczy, widząc niezliczone ilości kieliszków, kuflów i szklanek wokół niego. Chwytając się za głowę, wręcz spadł z krzesła przerażony. Kiedy to sie stało? Wszystkie wspomnienia były osłonięte gęstą mgłą. Czuł tylko ciężką gorycz, gdzieś na jego sercu. Dysząc ciężko podniósł się z miejsca i przeszukał kieszenie. Dokumenty były, lecz wszystkie pieniądze przepadły. Ile on musiał wypić, że wszystko poszło? Zmarszczył brwi i nagle przypomniała mu się cała wcześniejsza sytuacja. O dziwo nie czuł gniewu, wręcz przeciwnie przerażenie i ogromną tęsknotę. Podbiegając zirytowany do losowego mężczyzny zapytał jaki jest dzień. Kiedy usłyszał odpowiedź, myślał, że się przesłyszał. Wybiegł z pabu i jak najszybciej ruszył do mieszkania Taigi. Cztery dni. Siedział i użalał się nad sobą jak pieprzony kundel cztery dni. Gaza już nie tylko gryzło sumienie, że przesadził, był przepełniony niewyobrażalnym gniewem, ale na siebie samego. Co prawda kobieta powiedziała mu coś przykrego, ale nie mijało się z prawdą i istnieje coś takiego wolność słowa. Czemu przez coś tak naprawdę banalnego, musiało dojść do tej sytuacji? Gaze jesteś pieprzonym idiotom i tchórzem! Szukałeś rozwiązania w alkoholu, no Ci cholernie gratuluje. Biegnąć przed siebie mężczyzna zdał sobie sprawę ze swojego stanu. Zwolnił i sie zatrzymał. Taiga nie będzie go chciała nawet takiego widzieć. Sprawdzając swój portfel, stwierdził z ulgą, że ma tam swoją kartę kredytową. Na szczęście zawsze zapominał kodu, więc nie mógł kupić za te pieniądze nic co doprowadziłoby jego ciało to jeszcze gorszego stany. Cud, że nie ma zatrucia alkoholowego. Wbiegając do pierwszego lepszego hotelu, poprosił pokój na godzinę. Oczywiście nie obyło się bez pytających pytań. Ludzie pewnie spodziewali się, że idzie tam z kochanką, ale żadnej nigdzie obok nie było. Nie zwracając na to większej uwagi wbiegł do środka, wziął szybko prysznic, wysuszył włosy, ubrał się i wystrzelił stamtąd jak strzała. Już po kilkunastu minutach cały zdyszany Gaze wspinał się po schodach, by ujrzeć znajome drzwi.
- Gaze! - Mężczyzna nawet nie zdążył przekroczyć progu mieszkania, kiedy niska ciemnowłosa kobieta owinęła ręce wokół jego szyi. Zaskoczony mężczyzna zastygł w miejscu i poczuł wypełniający go żal. Jak mógł jej to zrobić? Przytulił Taige, składając na jej aksamitnych włosach delikatny pocałunek. Zaczął żałować tego, że zareagował tak surowo, nie pomyślał nawet co władająca mogła przeżywać przez ten czas. Był samolubny i głupi. Gaze nagle poczuł, jak jego ubranie robi się mokre, a od czarnowłosej było słychać cichy szloch, który doprowadził jego ciało do drżenia. - Przepraszam! - Wykrzyknęła ściskając go mocno, jakby chcąc się upewnić, że już nigdy jej nie opuści. Nigdy nie widział dziewczyny w takim stanie. Była roztrzęsiona. Gaze zacisnął szczęki karcąc się w myślach. "Kochasz ją, to czemu ją ranisz?" Załgał do siebie. Taiga nie dostała od niego żadnej oznaki życia. Mogła już nawet myśleć, że coś mu się stało, lub że zwyczajnie odszedł i nie chciał jej widzieć. Możliwość trzymania kobiety w ramionach, takie wspaniałe uczucie, jakby mógł z tego zrezygnować? Czemu tak się zachował? Nie rozumiał samego siebie. Nawet jeśli chciał ukarać kobietę, lub jej coś uświadomić, to było za dużo. Miał wrażenie, że kobieta nie powinna teraz płakać w jego ramionach, tylko zwyczajnie dać mu w pysk za to co zrobił i nawrzeszczeć jak nigdy.
- Nie.. to ja przepraszam.. - Przykucnął delikatnie, by być na równi z kobietą i spojrzeć jej w oczy. Bolało go to, jak Taiga wygląda. - Po prostu mi na Tobie cholernie zależy i chce byś to zrozumiała, ale zachowałem się jak totalny debil.. - Przyznał się skruszony. Fakt, jak czuł się z tym co zrobił, był dla niego wystarczającą karą.
- Ja rozu.. rozu.. rozumie.. - Kobieta była tak roztrzęsiona, że nie mogła już się wysłowić. Białowłosy był wręcz przerażony. Miał wrażenie, że jak Taiga dojdzie do siebie okaże się, że go nienawidzi, co kompletnie by go zrujnowało, oddał władającej nie tylko swoje ciało, ale też duszę.
- Taiga.. przemyślałem co nieco, gdy mnie nie było. - Oznajmił zbierając się w sobie. Więcej pił niż myślał, jedyny moment kiedy go oświeciło to dwie godziny temu, gdy zdał sobie sprawę co zrobił. Jego ciało zaczęło wręcz drżeć na samą myśl, co natychmiastowo dostrzegła Taiga.
- Chcesz.. chcesz.. mnie zo... zo.. zostawić? - Spytała z żalem, ciągle łkają. Słysząc to chłopak czuł się dodatkowo jak typowy palant i skurwiel z filmu, którzy wykorzystał kobietę. - Nie zgadzam.. sie.. sie.. się! - Dodała głośno zaciskając drobne dłonie na jego koszulce.
- Taiga.. posłuchaj mnie przez chwile. - Chwycił delikatnie w dłonie twarz kobiety, by ta skupiła się tylko na tym co chce powiedzieć. - Chcę być Twoim ostatnim mężczyzną, takim co zostanie z Tobą do końca życia.. - Uśmiechnął się czule. Kochał ją. Kochał ją najbardziej na świecie. - Przecież obiecałem Ci, że nigdy Cię nie zostawię, chcę by mi przebaczyła. - Otarł jej łzy. - Zostaniesz moją kobietą? - Spytał patrząc prosto w jej oczy, w którym znowu dostrzegł życie. Chciałby spędzić całe swoje życie patrząc się tylko na nią, troszczyć się tylko o nią, dbać tylko o nią, kochać tylko ją.
Słysząc, że kobiecie było dobrze, Gaze był niezwykle szczęśliwy. Ten dzień ułożył się tak pięknie, że mógł być bezproblemowo zaliczony do najlepszych w jego życiu. Jak w ogóle mogło się tak potoczyć jego życie? Jeszcze niedawno był pijakiem, który częściej spał pod mostem, niż pod dachem, a teraz dzieli jedno mieszkanie z piękną kobietą, w której się zakochał bez opamiętania. Chłopaka rozbawiał fakt, że Taiga często było dla niego nie miła, jednak kiedy miał przypływy miłości, stawała się słodziutką koalą. Nie mógł ukrywać mimo to zadowolenia, dla każdego kogo znał była ona szorstka, a tylko on mógł doznać jej czułości, pod wieloma względami, nawet jeśli sama kobieta nie zdawała sobie z tego sprawy. Podając dziewczynie ubrania, które wcześniej z niej wręcz zerwał, odwrócił się by pójść do kuchni odgrzać zapiekankę makaronową. Włączył piekarnik i ustawił dwieście stopni na około pięć, siedem minut. Przy tym postawił na kuchence elektrycznej garnek, do którego nalał trzy szklanki mleka, po czym dosypał kakao i posłodził kilkoma łyżeczkami cukru. Przywiedziona zapachami Taiga, już w typowym domowym ubraniu, składającego się z króciutkich spodenek, zakrywających zaledwie pośladki, za dużej bluzy i długich skarpetek, usiadła przy stole. Gaze rzucił jej czuły uśmiech i wydobył danie z piekarnika, by postawić, je na stole i powoli zacząć kroić na porcje. Nałożył sprawnym ruchem Taidze sporą część i po chwili zajął swoje miejsce na przeciwko. Czarnowłosa patrzyła zachwyconym wzrokiem na wystające kawałki brokuł i
pomidorów, by chwycić je dynamicznie, lecz namiętnie widelcem. Widząc z jakim apetytem kobieta jadła swoją porcję, Gaze wpatrywał się w nią z podbródkiem opartym o rękę.
- Na co się gapisz? - Burknęła odwracając twarz w innym kierunku. - Jedz bo ja ci potem odgrzewać tego na pewno psie nie będę.. - Mruknęła zaborczo, na co białowłosy wydał cichy chichot i nabrał sobie tyle, by starczyło na dokładkę dla kobiety, jeśli by jeszcze chciała. Gaze podczas posiłku zadawał różne pytania, dotyczące dnia. Ostatnio Taiga dużo spędzała czasu na ćwiczeniach i była niemal ciągle zmęczona, dlatego próbował koło uszu przeprowadzić ten temat. Dowiedział się tyle, że pomaga jakiejś uczennicy z mojej szkoły przygotować się na konkurs. Ciemnoskóry od razu domyślił się o co chodzi, jednak ciekawiło go komu tak bardzo zależało na wygranej. Olivii Kendrick? Przewodniczącej. Czy może komuś, kto chce się jej pozbyć z tego stanowiska. Zaciekawiło to Gaza, mimo iż nie brał w tym udziału, ponieważ nigdy nie pchało go do tak licznych obowiązków. Im bardziej białowłosy drążył temat, tym widocznie bardziej zirytowana Taiga była. Koniec końców nie wyjawiła, czy tańczyła sama, czy może z partnerem. Mimo to igiełki zazdrości kuły serce mężczyzny. Kiedy oboje dokończyli swoje porcje, brunetka wyglądała na widocznie najedzoną i usatysfakcjonowaną. Gaze zebrał talerze i odłożył je do umywalki.
- Może obejrzymy jakiś film? - Spytał unosząc brew i nalewając z garnuszka do dwóch kubków ciepłego kakao. Taiga przyjrzała się chłopakowi i pokiwała głową na zgodę. W końcu jutro zaczynał się weekend, to nie muszą kłaść się tak wcześnie co zawsze. Stawiając dwa kubki na stoliku przed kanapą, Gaze rozejrzał się w poszukiwaniu Taigi, która owinięta kocem spojrzała na niego wzrokiem mówiącym "Ten jest mój, przynieś sobie własny". Rozbawiony mężczyzna usiadł koło kobiety, chwytając za pilot i włączając Netflixa, gdzie zaczął przeglądać filmy. Co prawda wybór trwał dłużej niż, samo oglądanie, gdyż za każdym razem jednej ze stron coś nie pasowało. Pilot niemal raz był powodem wojny, w której zaczynali się przepychać i wyrywać sobie nawzajem. Jednak najważniejsze, ze się udało, gdyż kobieta postawiła na swoim, na co Gaze nie mógł już zaradzić. Wpatrując się już od jakiegoś czasu w telewizor, białowłosy owinął ramię wokół Taigi, która nawet nie zaprotestowała. Zadowolony odczuł jeszcze większą przyjemność z oglądania. Tak powoli powoli czas. W całkowitej ciszy, słyszalne były tylko dźwięki dobiegające z kwadratowego pudełka. Współlokatorzy widocznie napawali się swoim towarzystwem, nie potrzebowali rozmów, wystarczył kontakt fizyczny, który pojawił się, gdy kocyk z czasem zniknął z ramion Taigi. Kobieta w pewnym momencie popchnęła mężczyznę, tak że wylądował na swoich plecach. Zaskoczony, zobaczył jak władająca kładzie się na jego klatce piersiowej. Gaze otworzył usta, by coś powiedzieć, jednak umilkł, z uśmiechem stwierdził, że kobieta dalej ogląda film, więc ten owinął rękę wokół jej talii, jakby upewniając się, że nie spadnie. Mimo że to było wręcz, nic z czego powinien się cieszyć, ta aż z niego kipiała, a serce biło niczym młot. Nie był przyzwyczajony do takich miłych interwencji, więc każda napawała go niebywałą radością. Skupiwszy wzrok na telewizorze, radując się chwilą poznawał dalej historię głównego bohatera. Wkrótce na ekranie przeplatały się napisy końcowe filmu. Gaze odetchnął, film mimo że był dość nudny, to oglądał go z fascynacją, gdyż była to idealna okazja na spędzenie czasu z kobietą, która nadal bezwładnie leżała na jego klatce piersiowej.
Białowłosy chcąc zwrócić jej uwagę, wyszeptał kilkukrotnie jej imię, jednak odpowiedziała mu cisza. Ciekawiło go czemu władająca nie zatrzymała filmu, skoro nie należał do oskarowych, może też chciała spędzić z mężczyzną trochę czasu? Przynajmniej tak chciał myśleć ciemnoskóry. Wyjmując komórkę i trzymając ją nad swoją głową, zwrócił uwagę na godzinę. Było grupo po północy. Nie dziwił się, że Taiga padła ze zmęczenia tak szybko. Chłopak ucałował czule głowę kobiety i próbując ją delikatnie unieść, chciał się wyślizgnąć spod jej ciała. Zatrzymał go jednak mocny uścisk wokół szyi. Nie wiedział co się śniło władające, jednak za nic nie mógł się wydostać z tej pułapki. "Czyż ona nie jest słodka?" Spytał się w myślach białowłosy biorąc kobietę na ręce i niosąc do jej sypialni. Układając się razem z nią na łóżku wpatrywał się na jej spokojną, śpiącą twarz. Z uśmiechem stwierdził, że jest szczęściarzem i już miał odejść, gdy przypomniał sobie o uścisku kobry, który właśnie stosowała na nim Taiga. Nie powinien spać w łóżku kobiety, ta pewnie będzie na niego rano zła. Odetchnął ciężko i zamknął oczy przysuwając do swojego ciała ukochaną. "Śpij dobrze księżniczko" wyszeptał czując jej piękne, przyjemny zapach.
- Nie czekaj na mnie, muszę zostać dłużej, mam dodatkową matmę. - Taiga westchnęła, pozostawiając na twarzy Gaza niewyraźną minę. Był zawiedziony tym, że kobieta nie pozwoliła się pocałować, chodź wiedział, że w tych tematach bywa nieśmiała, niemniej jednak nie potrafił ukryć swojego głębokiego rozczarowania. Słysząc także o tym, że czarnowłosa wróci później dodatkowo go zasmuciło. Ciekawy był, czy kobieta bała się go pokochać, a może zwyczajnie nie umiała?
- No dobrze. - Ciemnoskóry skinął głową, by zwrócić się w innym kierunku i powoli oddalić. Zatrzymała go jednak drobna dłoń, ciągnąca go przy okazji w dół. Zaskoczony Gaze, gdy się odwrócił poczuł na policzku mięsiste usta. Nim jednak zdążył zareagować Taiga maszerowała w stronę swojego Akademika. Jego twarz zaczęła malować się kolorami. Był tak szczęśliwy, że miał ochotę krzyczeć. Zacisnął mocno pięści i wypuścił z ust głośny syk, po czym uderzył w swoje poliki, by uspokoić emocje. Jednak niepotrzebnie się martwił, jego ukochana potrzebowała czasu. Poczuł niewyobrażalną ulgę. Z wesołym wyrazem Gaze skierował się do swojej szkoły, by cały czas myśleć o dziewczynie swoich marzeń. Oczywiście nic nie mogło go od tego odciągnąć, nawet zadowolenie spowodowane końcem lekcji. Wręcz przeciwnie możliwość wykorzystania reszty dnia według swojego upodobania, dodatkowo go nakręciła. Tak więc białowłosy po zaledwie kilkunastu minutach znalazł się w Akademii Tańca "Tori", siedząc na przeciwko czarnowłosej kobiety, której cała uwaga była skupiona na "matematycznej" lekturze. Gaze chrząknął cicho, by zwrócić uwagę władającej, która spojrzała na niego z widocznym zaskoczeniem.
- Mogę wiedzieć. co Ty tutaj robisz? - Spytała unosząc jedną brew.
- Korzystam z dodatkowych zajęć. - Odsunąłem dłoń od ust, aby pokazać miły uśmiech, który malował się na jego twarzy już dobre kilka godzin.
- Nie możesz tutaj być. - Westchnęła, odkładając delikatnie książkę na bok. - Idź, bo oboje będziemy mieć problemy. Dam Ci notatki w domu. - Kobieta machnęła dłonią, chcąc pospieszyć białowłosego, który w nawet najmniejszym stopniu nie ukazywał chęci uczynienia tej prośby.
- Mmm nie, zostanę. - Odparł Gaze przechylając potulnie główkę, niczym szczeniak. - Mam spore zaległości.... - W dokończeniu zdania przerwał mu przyjemny złożony z inicjatywy Taigi pocałunek. Jej język wsunął się z łatwością do ust białowłosego, odgrywając z jego namiętny taniec. Zaskoczenie mężczyzny, szybko przemieniło się w chęć zadowolenia kobiety, która pod wpływem przyjemności przeniosła swoją dłoń ze złotego łańcucha na ciepły policzek. Gaze najchętniej chwyciłby czarnowłosą w swe ramiona, lecz nie miał niestety takiej możliwości, chociażby ze względu na okoliczności. Po dłuższej chwili oddzielili się od siebie, czując wysokiego poziomu satysfakcję, wyczuwalną przez szybkie bicie ich serc.
- A teraz idź do domu. - Dodała Taiga znowu skupiając się na wzorach matematycznych.
- Tak jest moja księżniczko. - Mężczyzna uśmiechnął się i podniósł by złożyć delikatny pocałunek na czole dziewczyny, po czym bez zastanowienia opuścił klasę. Kiedy to zrobił zza nich wydobył się owacyjny okrzyk Gaza, którego przepełniało szczęście. Nie mógł już dłużej trzymać tego w sobie i wydarł się na szkolnym korytarzu, nakazując tym, wszystkim nauczycielom z pobliskich klas na jego uciszenie. Mimo to wrócił z rogalem na twarzy do mieszkania kobiety. Mijał już ponad miesiąc odkąd się wprowadził na stałe. Oczywiście płaci swoją część, a nawet się dokładał by czasami ulżyć Taidze harującej nawet na najmniejszy bochenek chleba. Gaze miał sporo oszczędzonych pieniędzy, a dodatkowo co miesiąc dostawał sporą sumę od rodziców, więc nie raz czarnowłosa spotykała w drzwiach kuriera z to nowym rzeczami do urządzenia mieszkania. Nie brakowało im już nic, no może łóżka, na którym mógłby sobie ciemnoskóry smacznie drzemać, zamiast kanapy, jednak uważa, że jest niepotrzebne, gdyż niedługo noce będzie spędzać z Taigą. Był tego bardziej niż pewien. Czatując na powrót władającej, białowłosy kręcił się gdzie popadnie. Zdążył dokończyć książkę, przelecieć wszystkie kanały, przygotować kolacje, a nawet wypastować buty. Chciał w końcu uściskać kobietę, bo czuł, że w końcu zrobili jakiś stosowny krok do przodu w swojej relacji. Siadając na kanapie wpatrywał się w sufit z odchyloną do tyłu głową. "Co będzie dalej?" W umyśle dudniło mu mnóstwo pytań. Jeśli im się uda, będą formalnie parą? Powinien o to spytać? Nawet dzisiaj,w końcu dała się pocałować. A potem w przyszłości.. seks? Chłopak na samą myśl się zaczerwienił i energicznie pokręcił głową, jakby chcąc wypłoszyć z głowy wszelakiego rodzaju wymysły. Możliwość bycia blisko z Taigą, tak blisko.. jakie to może być uczucie? Na pewno niesamowite. Powoli zaczynał odczuwać ekscytacje. Ciekawiło go, czy kiedyś przyklęknie dla niej na jedno kolano, a na rękach będzie mieć możliwość trzymania swojego potomka. Na samą myśl Gaze wyszczerzył się, śmiejąc przy tym z samego siebie, że zabrnął mrzonkami tak daleko.
- A ty z czego cieszysz kapucyna? - Mężczyzna usłyszał melodyjny głos i z wesołym uśmiechem natychmiastowo podszedł do kobiety, ukrywając ją w swoich ramionach. Zaskoczona Taiga nie wiedziała co ma zrobić. Weszła do domu, a oręż już zachowywał się tak jakby najadł się halucynogennych grzybków. - Co ty robisz? - Burknęła czarnowłosa, próbując się wyślizgnąć, jednak ścisły, aczkolwiek delikatny uścisk jej na to nie pozwalał.
- Tęskniłem. - Odparł krótko Gaze i ciągnąc za sobą kobietę usiadł na kanapie, zmuszając ją na zrobienie tego samego, lecz na jego kolanach.
- Dobrze się czujesz? - Fuknęła gromiąc białowłosego spojrzeniem, lecz ten przytaknął pełen energii, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że władająca najprawdopodobniej chce go zabić. Wtulił się bez słowa w obojczyk kobiety.
- Kocham Cię. - Oznajmił ponownie po jakże długim czasie i uniósł głowę, by ujrzeć żarzące się bordem poliki czarnowłosej. Taiga zdawszy sobie sprawę, że ciemnoskóry na nią patrzy, szybko się odwróciła, ukrywając twarz we włosach. Gaze uśmiechnął się pod nosem, czując rosnącą w nim ekscytacje. Nie wiedział jak długo jeszcze wytrzyma, lecz po dojrzeniu takiego wyrazu był na granicy. Chciał zobaczyć kobietę, taką jaką nikt jeszcze nie widział i nie ujrzy. Pełną pożądania, namiętności, zawstydzenia. Jego, całą jego. - Taiga. - Wyszeptał po chwili do jej ucha, dążąc dłonią do policzka kobiety, która by nie zostać zauważoną objęła mężczyznę wokół szyi kryjąc się za jego ramieniem.
- Zamknij się psie. - Mruknęła, na co Gaze wydał cichy chichot.
- Wybacz, ale jeśli nie chcesz zaraz leżeć tutaj naga, to musisz się ode mnie odkleić. - Oznajmił śmiejąc się. - Niestety mam wzwód. - Parsknął skromnie, czując jak uścisk kobiety się dodatkowo skurczył.
- Zamieszkaj ze mną. - Mężczyzna zaniemówił słysząc te słowa. Początkowo wręcz myślał, że się przesłyszał. - Mam miejsce, wolny pokój... Poza tym nie możesz być cały czas bezużytecznym kundlem. - Kobieta uśmiechnęła się szeroko do ciemnoskórego, który był tak szczęśliwy, że wyglądał tak jakby miał zaraz się rozpłakać. Przytulił się do czarnowłosej, nie zwracając uwagi na ból przeszywający jego plecy i ramię. Był tak rozradowany, że chciał trzymać w swych ramionach kobietę, jak najdłużej.
~Jakiś czas później~
Między dłuższymi przerwami Taiga i Gaze specjalnie opuszczali tereny swoich szkół by spędzić ze sobą trochę czasu. Najczęściej był to mały, lecz zadbany park, znajdujący się w połowie drogi, czasami jednak, gdy dzwonki się ze sobą nie pokrywały, odwiedzali swoje Akademie nawzajem. Nim się zorientowali nie potrafili bez siebie wytrzymać dłuższego czasu. Przywykli do swojego towarzystwa, wręcz zaczęło to być częścią ich życia. Rutyną, która nigdy nie mogła się znudzić, gdyż zawsze mieli nowe sposoby na spędzanie ze sobą licznych momentów. Taiga od wypadku ze zleceniem dużo bardziej otworzyła się do białowłosego. Częściej się uśmiechała, chociaż jej znane dogryzki nadal były codziennością. Zaczęli spędzać czas na rozmowach, poznając jeszcze lepiej swoje życie, zainteresowania, pasje. Mimo że porzucili temat, w którym głośno mówią o swoich uczuciach, podjęli się zbliżenia do siebie, traktować niczym nieformalna para. Gaze był tym, który inicjował jakiekolwiek bliższe kontakty, gdyż był pewien swoich uczuć, lecz w żaden sposób nie chciał do niczego zmuszać kobiety, chociaż momentami czuł przez to desperacje. Mimo to nigdy się nie poddawał i nie pokazywał po sobie tego, że chciałby usłyszeć kiedyś co ta do niego czuje. Postanowił być wytrwały i tego się trzyma, wspierając kobietę swoim anielskim uśmiechem.
- Mam dość! - Zamarudził Gaze kładąc się na kocyku, który już rozłożyła na zielonej trawie Taiga. Mężczyzna przez to, że leżał tak długo w łóżku z powodu ran, miał sporo zaległości i nadrabiał je prawie każdego dnia. Nic więc dziwnego, ze był podirytowany, oraz zmęczony. Gaze skrzyżował ręce i położył na nich głowę, jakby chcąc ukryć się przed całym światem. Kobieta z uśmiechem pogładziła go po białej czuprynie, by się uspokoił, na co ten wydał z siebie cichy pomruk, oznaczający, że jest mu przyjemnie i towarzyszka za nic ma nie przerywać. Taiga widocznie nie miała nic przeciwko, gdyż jej dłonie delikatnie muskały jego skórę. W tym czasie park przecinało wielu młodych ludzi, nie był on bardzo oddalony od niektórych Akademików, dlatego młodzież znajdowała tutaj sobie miejsce na zjedzenie lunchu. Taka przerwa w niektórych szkołach trwała od godziny do nawet dwóch, lecz nie każdemu opłacało się wracać do domu, gdyż natychmiastowo musiałby się zbierać, by zdążyć na lekcje. Szczęście dla tych co są ulokowani blisko szkół. W czasie kiedy Gaze mruczał coś pod nosem, rozżalony nad swoim losem, kobieta dostrzegła, że przyglądają mu się młode dziewczęta. Nie dało się ukryć, że był niezwykłym afrodyzjakiem i to przystojnym. Ciemna skóra, białe włosy, oliwkowe oczy, niezwykła budowa, dodatkowo zaczął ubierać się trochę bardziej cywilnie dzięki władającej, która nie raz zaciągnęła go na małe zakupy, lub sama coś mu kupowała, kiedy wpadło jej w oko. Czarnowłosa bez zastanowienia uśmiechnęła się wskazując na leżącego obok chłopaka wypowiadając wyraźnie, by młodzież wyczytała z ruchu jej ust "On jest mój". Zarumienione dziewczęta prędko odwróciły wzrok zaczynając coś szeptać między sobą.
- Taiga... - Wymamrotał podnosząc głowę Gaze. Spojrzał prosto w oczy kobiety, które wyglądały na wyjątkowo zrelaksowane i zadowolone. - Mogę Cie pocałować? - Spytał bez żadnej krępacji. Zbyt długo chodziło mu to po głowie. Chciał ponownie poczuć jej wargi, ale tym razem na dłużej, pewniej, inaczej niż to było ostatnim razem, gdy robił to cały obolały we krwi i ledwo przytomny.
Kobieta widocznie szybko chciała to zakończyć. Była przekonana, że jest to jedno z łatwiejszych zleceń, ale Gaza coś gryzło. Mimo wszystko chciał rozegrać to ostrożnie, jednak instynkt zabójcy obudził się w Taidze, która od dłuższego czasu nie mogła robić nic poza zabawą w wysuwanie i wsuwanie ostrzy z dłoni. Mężczyzna więc nie dziwił się, że tak bardzo była podekscytowana zleceniem. Za każdym razem kiedy Gaze chciał w jakikolwiek sposób delikatnie przygasić gorejący w kobiecie ogień, ta rzucała mu poskramiające spojrzenie, lub karciła go krótkim zdaniem. Nie pozostało mu więc nic jak tylko słuchać, z czasem wręcz stwierdził "Niech się dziewczyna wyszaleje". Wyjątkowo szybko odnaleźli swój cel. Strażnik miał ponad dwa metry i był uzbrojony, tylko tyle mógł stwierdzić oręż, gdyż został wezwany niemal natychmiastowo. Zgrabny, lecz sprecyzowanym ruchem kobieta zaatakowała stwora, który miał na tyle szybką reakcję, że udało mu się tego uniknąć. Mężczyzna przeszedł do głębszej analizy, by ułatwić władającej walkę. "Twarda obrona, na wszystkich kończynach i głowie, musisz celować w brzuch" Poinformował natychmiastowo, by nagle wyczuć kolejnego przeciwnika. Nakazując unik, Gaze znowu poczuł niepokój. "To nie jest zwykły zlecenie" Pomyślał, kiedy przez swoją nieuwagę wróg zaczaił się tuż za plecami władającej. Mężczyzna wiedział, że nie zdąży ostrzec kobiety, jedyne co mógł zrobić, to przemiana. Stając tyłem do cięcia, zdążył wykrzyknąć imię dziewczyny, która ujrzała przeraźliwy widok. Poczuł jak zimny metal przechodzi przez jego plecy, dając przy tym zatrważający ból. Elektryczny atak Taigi dał im trochę czasu, lecz mężczyzna nie chciał tracić czujności. Natychmiastowo owinął dłoń wokół talii kobiety, która była widocznie przerażona jego stanem. Rana była głębsza niż mu się z początku wydawało. Jeśli szybko czegoś nie zrobi, zwyczajnie się tutaj wykrwawi. Z nieba zaczęły cieknąć łzy bogów. Już ich opłakują? Gaze zmarszczył brwi, nie miał zamiaru tak szybko się poddawać.
- Taiga! - Krzyknął białowłosy, jednak kobieta będąca w szoku nie zareagowała. Mężczyzna zacisnął szczękę, jeszcze chwila i nie wyjdą z tej sytuacji żywi. Chciał ochronić władającą, mógł się zmienić, lecz widząc jej stan, wiedział, że sobie sama nie poradzi. Mimowolnie uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Więc zależy im na sobie nawzajem, stwierdził dostrzegając przerażenie w jej oczach. Jak mógł dopuścić do sytuacji, gdzie musi tak cierpieć i to jeszcze z jego powodu? Postanowił zrobić to inaczej, krzyk nie jest potrzebny. Przyłożył delikatnie swoje czoło do kobiety. - Taiga... Kocham Cię.. - Wyszeptał, gdy nagle zaszklone oczy spotkały się z jego. Uśmiechnął się szeroko, by dodać czarnowłosej otuchy, której w tej chwili tak potrzebowała. Nie oszukując się, on też teraz tego łaknął. Jednakże nie potrafił ukryć faktu, że drżał ze strachu, lecz nie bał o swoje życie, a kobiety, której właśnie wyznał swoje uczucia. Nie wiedział kiedy to się stało, ani jak. Przywyknął do jej władczych odzywek, traktowania go jak psa, wyraźnie ukazywanej niechęci do niego, lecz potrafił dostrzec w niej też tę uroczą i pragnącą ciepła stronę. - Dlatego nie pozwolę Cie skrzywdzić. - Odparł nadal podtrzymując uprzejmy wyraz twarzy, lecz wtedy jego cała uwaga powróciła na wrogów. - Na trzy padnij.. - Powiedział cicho, tak by tylko ona usłyszała.
- Ale.. - Głos ugrzązł jej w gardle. Mężczyzna zerknął na nią kątem oka i skinął głową, by zwyczajnie go posłuchała. Gaze rozpoczął odliczanie, widząc jak przeciwnicy gotują się do ataku. Przez czas ich rozmowy, zrobiło się ich około dziesięciu. To co chciał zrobić stawało się coraz bardziej ryzykowne, lecz nie miał odwrotu. Kiedy wykrzyczał "Trzy!" Taiga natychmiastowo padła na ziemię, a mężczyzna wydłużył ostrze swojej katany, przy czym zamachnął się z wokół własnej osi by ściąć wszystkie głowy na swojej drodze. Opór był tak duży, że ramię Gaza wyskoczyło z barku, jednak mimo wszystko dociągnął atak do końca, wydając przy tym z siebie głośny krzyk. Nie mógł ani na chwilę odpuścić, albo mu się nie uda. Jego zadaniem była ochrona kobiety i miał zamiar dotrzymać obietnicę, którą złożył podczas paktu. Kiedy broń odzyskała swój naturalny kształt, białowłosy przez utratę krwi upadł na kolana, by wyczuć, jak ostry ból przeszywa nie tylko plecy, ale też jego ramię. Jeden ze strażników rzucił włócznią, która go sięgnęła. Krew zaczęła spływać po jego ręce, by nadać ziemi szkarłatnej barwy. Mężczyzna ciężko dyszał wpatrując się na stojące stwory, części z nich upadła na ziemię jak kukły, reszta była zraniona, lecz niewystarczająco. Zbyt gładki cięcie. Gaze zmarszczył brwi, klnąc na siebie w myślach. "Jak mogłeś do tego doprowadzić głupcze?!".Chciał wstać i wykończyć wroga, jednak nie mógł nawet się podnieść. Jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa, dodatkowo gęsty deszcz utrudniał widoczność. Właśnie.. deszcz.
- Taiga. - Wycedził widząc jak kobieta chwyta go za ramię i patrzy z przerażeniem na coraz gorzej wyglądającą ranę na plecach. - Użyj swojej mocy. - Rozkazał natychmiast, lecz Taiga odpowiedziała miną "Nie masz prawa mi rozkazywać." Teraz mężczyzna był chociaż pewny, że kobieta się otrząsnęła, co go niezmiernie cieszyło.
- Jeśli jej użyję, Ciebie też porażę, nie widzisz jak leje? - Zaczęła protestować, szukając jakiegoś innego wyjścia z sytuacji.
- Posłuchaj mnie chociaż raz! - Warknął mężczyzna szarpiąc kobietę zdrową ręką, wpatrując się w nią swoim poważnym wzrokiem. - Dam radę się zmienić w ostrza tylko na chwilę, postaram się zmienić ich konsystencje tak, by nie przepuszczały prądu, rozumiesz? - Patrzył prosto w jej piękne oczy. Nie wiedział czemu dopiero teraz przeszedł go straszny lęk, że widzi je po raz ostatni.
- Co ma znaczy, że się postarasz?! - Akurat teraz musiała doczepić się do szczegółów. W takim stanie Gaze, nie mógł zmienić się na długo, sam nie był pewien, czy w ogóle mu się to uda, a co dopiero mowa o zmianie metalu. Nie miał jednak innego wyjścia.
- Posłuchaj. Uda nam się, tak? - Uśmiechnął się do Taigi, by złożyć po chwili na jej ustach delikatny pocałunek. Na jego twarzy zagościł tymczasowy wyraz mówiący "Wybacz, że w takich okolicznościach". Kobieta zmarszczyła brwi, by następnie uraczyć go jej zdeterminowaną i pełną gniewu osobą. Gaze przygotował się i skupił, by blask jego przemiany, dał znać Taidze, kiedy ma użyć swojej siły. Zmiana w oręż zajęła mu tylko chwilę dłużej, jednak przekonstruowanie się w coś nieprzepuszczającego błyskawic było inną bajką. Mężczyzna dostrzegł tylko jak włosy kobiety zaczynają się elektyzować, by po chwili popieścić go olbrzymim nakładem voltów, jednak trwało to tylko sekundę, gdyż udało mu się w końcu przemienić. Uczucie mimo wszystko nie było ani trochę przyjemne, serce Gaza jakby doświadczyło tego trochę dłużej, najprawdopodobniej by nie wytrzymało. Widząc jak wszystko ucicha, ludzka forma ciemnoskórego sama się ujawniła. Nie mógł nic zrobić, jak tylko wpatrywać się zmęczonym wzrokiem w niebo.
- Gaze! - Usłyszał krzyk kobiety, która wystraszona spojrzała na szkarłatną kałuże, w której znajdował się chłopak. Mimo wszystko mężczyzna odetchnął z ulgą, a na jego twarzy zagościł uśmiech. To już koniec. Ciekawe czy wyjdzie z tego żywo? Jak przez mgłę ujrzał twarz Taigi, która wyglądała jakby wręcz płakała, szarpiąc go przy tym i krzycząc by nie tracił przytomności. Może to jednak deszcz...
- Hej, gdzie moja silna Taiga, która powinna teraz jedynie chrząknąć do mnie, że jestem bezużyteczny? - Zaśmiał się ostatkami sił, a jego oczy zaczynały tracić swą oliwkową barwę, jakby wesoła dusza białowłosego zaczęła je powoli opuszczać, pokazując jak nieczułe jest ciało bez duszy.
Kiedy mężczyzna ujrzał kobietę w objęciach kogoś innego, coś się w nim zagotowało. Pierwszy raz czuł taką złość, miał ochotę rozszarpać stojącego na przeciwko maga, z którego uderzała niewiarygodna siła, albo też tak czuł gdyż był lekko upity, lecz wciąż kontaktujący i świadomy tego co robi. Na szczęście nieznajomy szybko opuścił mieszkanie, mimo że Gazowi przeszło przez myśl, by go nie puścić. Ale nie on decyduje o życiu kobiety prawda? Początkowo starał się trzymać emocje na wodzy, jednak potem już pełen arogancji odrzekł:
- Przecież on leci tylko do Twoją dupę i cycki. - Mężczyzna nigdy nie powiedziałby czegoś takiego gdyby był trzeźwy, jednak teraz alkohol i dodatkowe szybkie bicie serca, było wybuchową mieszkanką. Rozpoczęła się wymiana zdań, która doprowadziła Gaza do powiedzenia za dużo. - Jeśli byłbym Twoim facetem, nigdy nie pozwoliłbym Ci odejść - Oznajmił poważnie. Taiga zastygła chwilowo, jednak jedyne co zrobiła to rozkazała mu iść spać. Kiedy drzwi od jej sypialni się zatrzasnęły, słyszalny był zgrzyt zębów białowłosego. Poczuł się beznadziejny, bez wartości. Chwycił rękoma za białe loki i chciał wrzasnąć, lecz w ostatniej chwili po prostu oparł się o ścianę i skulił. "Nie masz u niej nawet szans".
~Następnego dnia~
Taiga obudziła chłopaka z samego rana. Otrzymał kawę, oraz parę ciekawych faktów. Chociażby, że mężczyzna o którego był tak diabelnie zazdrosny poprzedniego dnia to tylko ojciec kobiety. Z jego ciała zszedł cały ciężar, który uczynił Gaza znowu lekkim jak piórko.
- Alkoholik jednak coś pamięta świetnie. - Złapała za szmatę, która leżała na stoliku, uszykowana wcześniej - Umyjesz wszystko, szafki, stoliki, podłogi, okna, futryny, drzwi. W-S-Z-Y-S-T-K-O. - Powiedziała chcąc się skierować do kuchni, jednak ciało mężczyzny jej na to nie pozwoliło.
- Dokładnie pamiętam wszystko. - Gaze chwycił dłoń wyraźnie zaskoczonej Taigi i przybliżył swoje usta do jej. Kobieta nawet nie drgnęła. Mężczyzna nie wiedział, czy to przez fakt, że się tego nie spodziewała, czy też tego chciała. Zatrzymał się jednak kiedy byli na tyle blisko siebie, że był w stanie musnąć swoją skórą jej. Nie oddając pocałunku cofnął się do tyłu. - Chyba już wolałbym byś mnie uderzyła i nie dawała nadziei. - Mężczyzna spojrzał wzrokiem pełnym powagi na kobietę. Nie czekając na odpowiedź poszedł do łazienki z szmatą, by nalać do wiadra wody. Chciał zrobić to co nakazała mu właścicielka mieszkania. Był w końcu coś dłużny po tych dwóch spędzonych tutaj nocach. Wiedział, że Taiga ma trudny charakter, ale właśnie przez to nie wiedział, co czuje. W sumie głupie pytanie, znali się zaledwie kilka dni, a po wczorajszej akcji Gaze uświadomił sobie, że pod jakimś względem bardzo mu zależy na czarnowłosej. Czyżby się zauroczył? Kobietom podobno zajmuje to dużo więcej czasu, lecz czemu ma ciągle wrażenie, że władająca daje mu jakieś głupie nadzieje na więcej. "O czym ty myślisz?!" Potrząsnął głową. "Jest Ci obca, jesteś zwykłym orężem, który powinien jej służyć" Zabawne myślenie nieprawdaż? Gaze od zawsze uważał oręże za coś w postaci sług, z czym nikt go nie popiera, mimo to ciągle ma takie podejście. Każdy w końcu ma własną wolę, czasy niewolnictwa skończyły się dawno temu. Mimo to walce z takim jego przekonaniem feministki to chuj. Mężczyzna zajął się swoimi zadaniami, pozostawiając Taigę własnym rozmyśleniom, które widocznie ukazywały się na jej zamyślonej twarzy. Gaze wypolerował calusienkie mieszkanie na błysk, nawet posprzątał parę innych rzeczy. Uświadomił sobie przy okazji, że jest ono dość przytulne i wręcz idealne dla dwóch lub nawet trzech osób. W jego głowie zaczęły tworzyć się różnorakie teorie. Może jednak ma kochanka? Przychodzi kiedy go nie ma? Pewnie wystawiła go na deszczu, bo była właśnie z nim. Nie potrafił myśleć o niczym innym, przyczepiło się to do niego jak rzep do psiego ogona, który z pomocą trzeciej osoby tak szybko się nie ulotni. Gaze chciał już robić wszystko by spędzać tu jak najwięcej czasu i stwierdzić z czasem, czy zachowanie kobiety wobec niego się nie zmieni, lub nie zacznie gdzieś znikać. Cisza trwająca między orężem a władającym w końcu została przerwana.
- Zjedź coś i zajmiemy się jakimś ciekawym zleceniem. - Oliwkowe oczy spoczęły na czarnowłosej, która w ręku trzymała coś na obraz, jajecznicy? Chłopak spojrzał się pytająco. - Zeżresz to, czy mam sama Ci wsadzić to w gardło? - Warknęła, na co Gaze odpowiedział uśmiechem i przysiadł przy stole, by skosztować własnoręcznie przygotowanego przez kobietę dania. Wyglądem nie olśniewało, lecz może chociaż smak będzie lepszy? Mężczyzna chwycił widelec i nabierając małą porcję wsadził ją do buzi, by przetrzymać tam sztuciec. Po ciele mężczyzny zaczął spływać pot. Danie było nie możliwe do przełknięcia, jednak ostatkiem sił to zrobił. Dysząc przy tym ciężko.
- Pyszne. - Oznajmił chwytając kolejną porcję. - Lecz ustalmy, ze następnym razem ja zajmę się gotowaniem, dobrze? - Uśmiechnął się szeroko, żując kawałki przypalonego jajka z niepokrojonymi warzywami.
Sharrkan obejrzał ze swojej perspektywy pomieszczenie. Rzeczywiście bialusieńki ręcznik leżał na podłodze układając kształt okręgu, jakby coś co owijał po prostu zniknęło. Tak oto i było, Taiga bez jakiegokolwiek przygotowania wezwała go przez co był trochę zły, jednak widząc, że na szczęście nic nie zrobił kobiecie, te emocje szybko opuściły jego ciało. Sharrkan, imię oparte na synu króla Omara z opowiadania "O królu Omarze i jego synach" z "Księgi tysiąca i jednej nocy". Podobało mu się i to bardzo. Szczerze początkowo myślał, że usłyszy coś żałosnego, wręcz śmiesznego, lecz miło się zaskoczył. Przez jego ciemny kolor skóry i uwielbienie do noszenia złota, oraz luźnych szat, każdy kojarzy go z Egiptem. Chyba nikt nie miałby pytań więc czemu takie imię oręża otrzymał. "Myślisz, że się boję przez Tobą roznegliżować?" Zapytał Gaze wracając do przed chwilą rozpoczętej rozmowy.
- Szybko poczułeś się jak u siebie w domu, ale mówię, ja nie mam zamiaru się odwracać. -Kobieta podniosła się by pójść do kuchni. Zaczęła wykonywać krótkie lecz bardzo dynamiczne ruchy, by sprawdzić, czy użytkowanie mnie jak orężu, jest wygodne. Uśmiech, który wkradł się na jej twarz, był raczej pozytywny. Kobieta postanowiła otworzyć szafkę. Gołe ostrza były pod takim kątem, że mogła zrobić to bez problemu, lecz gdy chciała sięgnąć po opakowanie z ciastkami, wszystko wokół nich zostało zrzucone na ziemię, lub przebite na wylot. "Hahaha, co ty robisz?" Zaczął się śmiać Gaze, ciągle oglądając zaistniałą komiczną sytuacje.
- Waruj. - Warknęła zdenerwowana, że teraz musi wszystko sprzątać, a dodatkowo przez to, że młodzian był tego świadkiem. Wkurzona patrzyła na ostrza, wyrastające z jej dłoni. Robienie codziennych czynności z ich pomocą nie jest mądre, ale przy okazji na tych błędach nauczy sie, że je ma, bo czując brak przedmiotu w dłoni, może być dla mózgu mylące. Taiga odwróciła się na pięcie, by pójść po ścierki, gdy nagle ujrzała białowłosego tuż przy jej twarzy, który opierał się ręką o szafkę za nią.
- Narozrabiałaś kiedy mnie nie było? - Powiedział z szerokim uśmiechem ciemnoskóry, wpatrując się kobiecie prosto w oczy. Taiga początkowo wyglądała na zaskoczoną, gdyż ani się nie spodziewała jego osoby, ani nie wyczuła kiedy mężczyzna ponownie wrócił do oryginalnego ciała. Coś czym Gaze szczyci się najbardziej, swoja szybka i niewyczuwalna przemiana, nie raz uratował komuś przez to życie.
- Jednak się odważyłeś, hmm? - Na jej twarz wpełzł chytry uśmieszek, a oczy powoli zeszły w dół ciała, przez co Sharrkan poczuł jak robi mu się gorąco. Taiga była wyzywającą kobietą, zbyt wyzywającą. - Nie jest źle. - Skomentowała po chwili i minęła białowłosego, by pójść posprzątać bałagan. Korzystając z okazji mężczyzna powiedział, że idzie się w coś ubrać. Kiedy Gaze wszedł do innego pokoju od razu oparł się o drzwi i zakrył całą czerwoną twarz. Serce biło mu jak młotem, a oddech były płytki i szybki. Nie wiedział jakim cudem doszło do tej sytuacji! Nie był gotowy, ani na takie swoje improwizowane zachowanie, jak i reakcję Taigi, która jeszcze zjadała go wzrokiem. Ciało miał rozgrzane niczym.. nawet nie wiedział do czego to porównać. Bliskość z kobietą wywoływała w nim dziwne uczucie, którego nie znał. Kim ona tak naprawdę jest? Tak zżyte połączenie, w dodatku to co teraz. Miał straszną ochotę się napić. Złapał za pozostawione na kaloryferze ubrania. Wyczuł, że nadal są mokre, jednak nie przeszkadzało mu to. Nałożył je na siebie i z odwróconym wzrokiem od kobiety podszedł do drzwi.
- Wrócę za parę godzin. - Oznajmił rzucając pod nosem miły uśmiech i opuścił mieszkanie.
- Nie masz po co tu wracać pijaku! - Wrzasnęła Taiga za jego plecami, przez co się głośno roześmiał. No tak poczuł się u niej, prawie jak w ich wspólnym mieszkaniu. W dodatku szybko odkryła, że mężczyzna idzie się zabawić.