Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliver. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oliver. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2018

Od Olivera CD Blue


Pierwsze zaskoczenie? Przystała na ten plan. Większość dziewczyn odmawia na samo określenie "Podniósłbym cię". No bo co? Przychodzi ci chłopak, klęka i chce podnieść. Wniosek pierwszy? Zboczeniec, macałby tylko. Wniosek kolejny? Niech spada, pewnie zmyśla. I zostawia cię samotnego i opuszczonego z problemem na głowie. Znaczy mnie rzadko mi ludzie odmawiają, ale dziewczyny nawet w tej małej liczbie miały przewagę. Nie żeby mnie obchodziło, co one o mnie myślą. Nie jestem zbokiem, jak proszę o pomoc to tylko o nią mi chodzi, nie o bezczelne zmacanie po cyckach czy pośladkach, czy gdzie tam jeszcze myśli poniosą.
W tym przypadku było podobnie. Podniosłem ją, ale uważałem, by nagle też nie uznała mnie za zboczeńca. Sprawa była prosta. Złapać kota i zdjąć z gałęzi. Ale ten, kiedy zobaczył obce ręce dalej postanowił odrzucać swoją wojowniczą i odważną naturę, kichnął tylko ostrzegawczo i cofnął się na jeszcze wyższe gałęzie. Szczerbateeeeeeek, stęknąłem w myślach skupiając się na utrzymaniu równowagi, by przypadkiem się nie wywalić. Wsłuchałem się w słowa niebieskowłosej usiłującej bezskutecznie uspokoić czarną bestię, która jak na złość próbowała wejść jeszcze wyżej, byle dalej od nas. Najgorsze było to, że chyba celowo wybierał te mniej stabilne gałązki.
Ogólnie to zadziwiał mnie dzisiaj. Zazwyczaj odważny jak tygrys, co to nawet do wody szybko wskoczy dziś zachowywał się jak pełnokrwisty tchórz. Zupełnie jak nie mój kot, nie mój dachowiec, którego sąsiedzi przeklinali w wolnym czasie, kiedy jego ogon ukazywał się w zasięgu ich wzroku. O nie, ktoś zdecydowanie podmienił mi jego charakter i myślał, że nie zauważę braku mojego małego szatana wewnątrz tej czarnej kupki futra. No bo hej, ani razu mnie dziś nie próbował podrapać, nie atakował jak go męczono, stał się jakiś nieswój. Na pewno niczym go nie obraziłem, u weterynarza kontrolnie byliśmy tydzień temu.
- Szczerbatek - odezwałem się nagle, gdy udało mi się nawiązać z kotem kontakt wzrokowy i wyciągnąłem w jego stronę jedną rękę, drugą dalej mocno trzymając kostkę dziewczyny. - Mordo droga, nie właź wyżej, bo to się źle skończy. Sorry za tego weterynarza tydzień temu, sorry za to, że prawie przytrzasnąłem ci ogon drzwiami dwa dni temu i za to, że prawie zapomniałem o nakarmieniu cię cztery dni temu. Nie wiem, co jeszcze mogłem zrobić źle, że akurat dziś odstawiasz akcje, ale błagam cię. Nie. Właź. Wyżej. - przerwałem na chwilę by przetrawił podane informacje. - Najlepiej będzie jak podejdziesz do tej tu miłej panienki i dasz się zdjąć z tego drzewa. Wszyscy będziemy szczęśliwi mówię ci. A wieczorem dostaniesz więcej żarcia niż zazwyczaj.
Kota chyba zaczęło to przekonywać, bo niepewnie wrócił na jedną z gałęzi, które znajdowały się bliżej nas. Miaukną, gdy ta wydała z siebie cichy, zdradziecki trzask, ale nie cofnął się. 
- O tak, mój drogi. Małe kroczki, ale chodź tu - westchnąłem z ulgą i ponownie zacisnąłem dłoń na puszczonej wcześniej kostce pomagającej mi niebieskowłosej. - Jeszcze kawałek. 

Blue?

środa, 11 kwietnia 2018

Od Olivera Do Blue

- Wyjaśnisz mi kochany, jak tam skończyłeś? - W głosie Olivera dało się słyszeć rezygnację zmieszaną z rozbawieniem. Kompletnie nie wiedział, co sobie o tym myśleć. Umorusać się węglem, stanąć po stronie diabełka i śmiać się czy wdziać białą kiecę i modlić się o dobre zakończenie sprawy z aniołkiem? Założył ręce na piersi nie odrywając wzroku od miauczącego żałośnie czarnego kota kurcząco trzymającego się mało stabilnej gałęzi drzewa.
Szatyn pokręcił głową i rozejrzał się za czymkolwiek, co pomogłoby mu sięgnąć do zwierzęcia. Jak skończyli w taki sposób? A no tak, wyszli na spacer. Uznali, że szkoda jest od razu wracać do domu w taką ładną pogodę i udali się do parku. Tutaj znowu, jak to tutaj, pełno ludzi, tłum na tłumie, nawet tajny skrót przestał być tajny. Da się odpocząć w spokoju? Niestety nie. I potem znowu się zaczyna, że młodzież tylko w domu siedzi, uczy się beznadziejnie. Weź odpocznij dobrze, jak nie masz gdzie wyjść, bo wszędzie panuje harmider, przez który zepsuć się może nawet świeże powietrze w środku lasu. Siedzenie w domu to przy tym raj, tam chociaż ci klima oczyści wszystko.
Jednak zdecydowali się wejść w ten jeden wielki chaos i niemal natychmiast tego pożałowali, bo wystarczyło kilka chwil, by dzieciak ninja dopadł ich jakoś oraz pociągnął nieszczęsnego Szczerbatka za ogon. Oliver nawet się nie oszukiwał, jego pupil nie był dzisiaj w bojowym nastroju, nie drapał nikogo, więc taka akcja zaskoczyła go i nim ktokolwiek zdążył zareagować, skubaniec prędkością godną Usaina Bolta zwiał, gdzie pieprz rośnie. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że szatyn nawet nie opieprzył odpowiedzialnego za to gnojka tylko zaczął szukać kocura. Osiągnąwszy taką prędkość ten futrzak mógł się wpierniczyć pod każde nogi i samochód, lepiej było go od razu znaleźć i uspokoić.
To odnalazł się. Na drzewie. Prawie 2,5 metra nad ziemią. Na gałęzi grożącej złamaniem się. I tak się usadowił, że z pozycji Olivera wyglądał jak prostytutka na rurze. Z tą różnicą, że one nie krzyczą z przerażenia. Po kilku próbach dosięgnięcia drzewnego himalaisty chłopak wiedział, że nie ma wyboru, potrzebował jeszcze kogoś do pomocy.
- W sumie za ratowanie kotów mógłbym już dodać certyfikat i dopisać długoletnie praktyki w CV - stwierdził szybko i wzruszył ramionami. - Dziewięć razy kotu śmierć, więc nie ruszaj się, bo tobie zostało z siedem chyba. Nie chcemy zmniejszyć tej liczby.
Odwrócił się na pięcie i zaczął przyglądać się ludziom kręcącym się to dalej, to bliżej od niego. Ktoś na pewno nadawał się idealnie do pomocy w tej misji ratunkowej. Zielone oczy skupiły się nagle na drobnej, niebieskowłosej dziewczynie idącej spokojnie chodnikiem. Ha, krzyknął w myślach i szybko do niej podszedł.
- Hej, hej, hej! Przepraszam, że przeszkadzam w spacerze! - Zatrzymał ją nagle, ręce złożył jak do modlitwy. - Jednak sprawa jest pilna i potrzebuję twojej pomocy. Widzisz to żałośnie krzyczące czarne coś na drzewie? - Ruchem głowy wskazał nieznajomej problem, za nic nie dał się jeszcze odezwać. - To mój kot, wpakował się tam przypadkiem, jego pasją jest wspinaczka drzewna. Cenię to u niego, przynajmniej nie jest leniwym nierobem, ale tym razem popełnił mały błąd i wszedł na złą gałąź, sam nie może zejść. Ja również nie mogę go dosięgnąć, za niski jestem. - Skrzywił się teatralnie, jednak nie przerwał swojego monologu. - Bardzo mi zależy by przeżył swoją eskapadę, przystałabyś na taki plan, że podniósłbym cię i zdjęłabyś go? Razem możemy sięgnąć dalej. - Niemal przyklęknął przed niebieskooką robiąc błagalną minę.

Blue?