Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violett. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2018

Od Violett C.D Keyi


Ten nauczyciel miał, prawie że taki sam charakter jak jeden z moich głównych przełożonych. Keya nalegała na to, abym została. Może nie powiedziała mi tego wprost, ale chwycenie mnie za rękę i powstrzymanie mnie przed pójście z daleko od tego nauczyciela mi wystarczyło, a skłonienie do przeprosin to tym bardziej. Nie lubiłam takich typów ludzi, jakim był właśnie ten nauczyciel. Może i go szybko oceniłam, ale nie potrafiłam inaczej. Błagalny wzrok Keyi powstrzymał mnie na chwilę.
Skoro jej się ten nauczyciel spodobał, to nie mogłam zaprzeczyć. Powoli się uspokajałam, jednak ciśnienie skoczyło mi, gdy nastała mowa o przeniesieniu się do akademika. Nie miałam zamiaru się udzielać w tejże sprawie.
- Co wybierasz? - zapytał się, niecierpliwiąc. Spojrzałam na niego, skrzyżowałam swoje ręce i z wypisanym "nie" na twarzy, odpowiedziałam mu spokojnie.
- Nie, dziękuję - chciałam chociaż w jakiś sposób być uprzejma, wreszcie o tym właśnie zawsze powtarzał mi major.
- Dlaczego nie? - spojrzał się na mnie poirytowany.
- Mam swojego zwierzaka, a one są zakazane na terenie szkoły - chciałam się jakoś wywinąć od powiedzenia prawdziwej przyczyny.
- Da się z tym coś zrobić, wreszcie to nie jest jakieś niebezpieczne zwierzę - spojrzałam się na niego.
- To tygrys imieniem Yuki - nauczyciel spojrzał się na Keyę, a ona potwierdziła.
- Skoro to wszystko, to proszę odprowadzić Keyę do jej pokoju, a mnie zostawić - odwróciłam się plecami w stronę dwójki.
- To chociaż wyślę z tobą ochroniarza - tym to już mnie bardziej zdenerwował.
- Podziękuję, mam swoje sposoby na ochranianie siebie, jak i swojego towarzysza - dodałam. 
- Wybacz mi Keya, że nie zamieszkam w akademiku, jednak obecne miejsce, w którym mieszkam, jest zbyt cenne dla mnie. W dodatku czekam na ważną informację - dałam jej całusa w policzek na pożegnanie. - Jeżeli ten nauczyciel ci coś zrobi, to wykrzycz moje imię, a ja przyjdę do ciebie - skierowałam tym samym wzrok na nauczyciela. - Do zobaczenia jutro na zajęciach - uśmiechnęłam się do niej.
Wracając do domu, omijałam niezbędne drogi. Zamiast dróg użyłam dachów domów. Nawet do swojego mieszkania wróciłam przez okno, a nie przez drzwi. Spojrzałam się na zegar. Pomieszczenie było całkowicie puste. Jedyną osobą, jaką w nim była to Yuki. Jak zawsze przyszedł się przywitać ze mną. Bardzo się cieszyłam z tego. Wzięłam go na dłonie i skierowałam się wprost do mojej sypialni. Przebrałam się w piżamę. Położyłam się na łóżku, a Yuki przybliżył się do mnie. Wtuliłam się w niego. Tęskniłam za majorem. Przez myślenie o nim, łzy zebrały się w oczach. Łzy spłynęły mi po polikach. Zasnęłam.

<Keya?> ^^

wtorek, 28 sierpnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Uniknęliśmy walki i schroniliśmy się w szkole. Samo wejście na teren szkoły wystarczyło, aby wszyscy się rozeszli. Zmachane biegiem powoli odzyskiwałyśmy nasz rytm w oddechu. Keya miała rację.
Po chwili odpoczynku ruszyłyśmy wolnym krokiem przed siebie, aby poszukać jakiegoś nauczyciela. Szkoła o takiej porze była całkowicie opustoszała. Różniła się całkowicie o tej porze roku. Jak dla mnie ta szkoła zawsze lśniła, gdy przychodziłam do niej rano na zajęcia. Teraz, gdy cały teren opustoszał szkoła wciąż lśniła, ale w inny sposób. Aura do okoła również była inna.
- Ale tutaj spokój - chciałam powiedzieć to w myślach jednak wymknęło mi się to na głos. Miałam cichą nadzieję, aby Keya tego nie usłyszała.
- Masz rację - odpowiedziała. Los chciał, że dziewczyna to usłyszała. Swój wzrok skierowała na mnie. Trochę się zawstydziłam, ale nie było, aż tak źle. Jakby nie było to to tylko Keya, którą znam najdłużej ze wszystkich osób.
Chodząc sobie po ternie szkoły, wolnym jednak bardzo stanowczym krokiem przed siebie, rozmawiałyśmy ze sobą jak zawsze. Nikogo do okoła nie wyczuwałam, ale miałam się na baczności podobnie jak i Keya. Światła lamp nagle się skończyły, nasza strefa widzenia zmniejszyła się, gdy tylko skręciłyśmy, Keya odbiła się o coś, a dokładniej mówiąc o kogoś.
- Wszystko w porządku? - zapytałam się, bojąc, że coś sobie zrobiła.
- Spokojnie, nic mi nie jest. Dziękuję za troskę - uśmiechnęła się, a nasz wzrok po krótkiej wymianie słów przeszedł na osobę na którą wpadła przyjaciółka. - Przepraszam - skłoniła się w pół przed wyższą osobą od nas. Kiedy Keya przyjrzała się dokładniej tejże osobie, zrobiła bardzo zaskoczoną, ale za razem bardzo ucieszoną minę.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Ostatecznie postanowiłam powiedzieć Keyi o osobie, która nas cały czas obserwuje. Tak jak się spodziewałam, dziewczyna miała już pomysł. A przynajmniej miałam taką nadzieję. Dałam na sam początek propozycję, aby zawiadomić kogoś, ale ona nie chciała. Dziewczynę ciekawiło najwidoczniej, to jak wyglądają obserwujący nas mężczyźni. Trening w parku dobrze się zapowiadał, ale i tak nie byłam całkowicie co do tego przekonana.
Bałam się tego, że Keyi coś się stanie, a ja nie będę w stanie jej pomóc. Wreszcie ona była moją pierwszą przyjaciółką. Wyszliśmy z pizzerii. Skierowaliśmy się do parku, który nie był daleko oddalony, więc dojście do niego nie zajęło nam dużo czasu. Usiadłyśmy na ławce. Keya zaczęła szeptać mi na ucho, ile to mniej więcej osób nas otoczyło.
- Spokojnie - chwyciłam rękę dziewczyny, uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę. Jak na razie nie było potrzeby, aby wszczynać bójkę wraz z nimi.
- Że też akurat na was musiało paść - zbliżył się drugi z drugiej strony. - Takie słodkie, a my musimy sprowadzić porządek na tym świecie, zaczynając od was - zrozumiałam mniej więcej, co ma na myśli mężczyzna.
- Przepraszam, ale chyba za dużo wypiliście panowie - wstałyśmy na równe nogi z Keyą.
Jeden z nich zbliżył się do mnie. Patrząc na jego twarz, już wiedziałam, że jest on jednym z nich. Keya, chciała już coś powiedzieć, jednak powstrzymałam ją. Nim zdążyłam coś powiedzieć, on dotknął swoimi palcami mojej broszki. Tak jak jego dłoń dotknęła mojej broszki, tak ja zareagowałam trochę agresywnie. Wykręciłam mu jego dłoń w drugą stronę.
- Nie dotykaj rzeczy, które nie należą do ciebie - powiedziałam, będąc naprawdę zła. Co to, to nie! Mojej broszki nie może nikt dotykać prócz osób, którym zaufałam.
- I ty mi mówisz, abym była spokojna - Keya spojrzała się na mnie, a ja uśmiechnęłam się w jej stronę.
- Wybacz - zrobiło mi się odrobinę głupio z tego powodu, ale ona uśmiechnęła się w moją stronę.
- To jak? Zaczynamy nasz trening czy nie? - zapytała się dziewczyna, gdy tylko reszta osób zbliżyła się do nas. Ja uwolniłam mężczyznę z uścisku, a on oddalił się kilka kroków ode mnie.
- Mam to traktować jako rozgrzewkę czy może mały sparing? - zapytałam się, a ona spojrzała się na mnie zastanawiająco.

<Keya?>

wtorek, 24 lipca 2018

Od Violett C.D Keyi


Wiatr opatulił nas. Ciepło Keyi poczułam, gdy się do mnie przytuliła. Pachniała bardzo słodko. Jej słowa tak jak zapach były słodkie, a wszystko nagle powróciło do normalności. Odczułam ulgę. Czując się już lżej po słowach dziewczyny, mój uśmiech powrócił. Uścisk odwzajemniłam po krótkiej chwili, bo byłam kompletnie zszokowana całą to sytuacją. Wszystko działo się tak szybko.
Nasze nogi swobodnie zwisały ku ziemi, a wiatr delikatnie przeczesywał nasze włosy. Od dzisiaj nie mogłyśmy ot tak staczać ze sobą walk, używając przy tym magii. Zapewne oznaczało to jakiś stan wyjątkowy czy coś, ale tego zapewne dowiemy się już niedługo.
– Więc... – zaczęła Keya, a ja skierowałam swój wzrok prosto na nią. – Jesteśmy przyjaciółkami? – spojrzała się na niebo. To, co zobaczyłam na jej twarzy to delikatne rumieńce.
– Tak – odpowiedziałam cicho, ciesząc się jak małe dziecko.
Po raz pierwszy mam przyjaciółkę. Dzięki Keyi doświadczę czegoś, czego jeszcze nie doświadczyłam. Zegar rozbrzmiał dźwięcznie dookoła. Dał nam znać, że najwyższy czas wracać do domów.
– Powinnyśmy wracać. – Wstałam na równe nogi. Wyciągnęłam swoją dłoń w stronę Keyi. Uśmiechnęłam się, a ona odwdzięczyła uśmiech tym samym, przyjmując moją dłoń.
Zeszłyśmy z dachu i od razu udałyśmy się w stronę wyjścia. Każdy z uczniów był w parze. Uśmiechnięci z nadzieją na jakiś wypad w najbliższym czasie, zaczęli opuszczać szkołę. Moją uwagę najbardziej nie przyciągali oni, a osoby, które nas obserwowały.
– Violett czy ty również jesteś ciekawa tych magów, którzy przybyli do nas? – Swoją uwagę zwróciłam na Keyę, aby wsłuchać się w to, co ma do powiedzenia
– Nie za bardzo, a ty z pewnością jesteś bardzo ciekawa co nie? – Spojrzałam się na nią, a ona tylko zrobiła swoją zawstydzoną minę.
– Przecież ci nic nie mówiłam. – Zaśmiałam się tylko na jej wypowiedź.
– Twoje oczy zdradzają mi zawsze, w dodatku znam cię już trochę. – Ona tylko spojrzała na mnie z delikatnymi rumieńcami.

wtorek, 10 lipca 2018

Od Violett C.D Alexiela


Podałam chłopakowi okulary, które przez nasze zderzenie się, spadły na ziemię. Na szczęście nie zepsuły się, a szkła pozostały w całości bez żadnej rysy na szkle. Chłopak był bardzo miły i w dodatku wydawał mi się interesujący. Osoby, które spotykam, zawsze mają mało kiedy spotykany kolor oczu i są bardzo interesujące. Po krótkiej wymianie słów pomiędzy sobą chłopak zamilkł. Zamknął oczy i zupełnie jakby odpłyną. Chyba cieszył się ta chwila. Było spokojnie, a jedyne co można było usłyszeć to krople deszczu uderzające w dach przystanku lub o podłogę przed nami. Patrząc na jego twarz, wyglądał na trochę zmęczonego. Zapewne dzisiejszy dzień musiał być dla niego ciężki, ale z obecnej chwili się cieszył. Na jego twarzy mogłam zauważyć delikatny uśmiech. Nie mniej jednak jego oczy wciąż mnie interesowały. Miały taki piękny kolor. Zupełnie jakby były zrobione ze złota. A iskierki, jakie można było zobaczyć w jego złotych oczach, były trochę zasypane, jednak wciąż oddawały swój piękny blask.
Deszcz padał, a gdy przez chwilę osłabło padać, to chwilę później zaczęło tylko mocniej padać. Nie zadowalało mnie to za bardzo, ale jeżeli wciąż będzie tak padać, to będę musiała pójść do domu w deszczu. Jakoś nie miałam ochoty nocować na ławce na przystanku autobusowym.
Alexiel zaproponował odprowadzenie mnie do domu.
- Jesteś pewny? - spojrzałam się w jego stronę. - Sam powinieneś jak najszybciej znaleźć się w domu, aby się nie przeziębić — nie chciałam go do czegoś zmuszać w dodatku kosztem jego zdrowia. Zwłaszcza w taką pogodę jak ta.
- Spokojnie nic mi nie będzie. Szybciej to ty się przeziębisz niż ja — wskazał palcem na mój ubiór. Akurat miał rację. Przemoczona byłam, a przez koszulkę można było zobaczyć trochę więcej.
- Będę jednak wdzięczna za odprowadzenie mnie do domu — uśmiechnęłam się w jego stronę.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Od Violett C.D Keyi


Na czas przyszłam do szkoły. To właśnie dzisiaj miałam mieć trening z Keya. Lekcje minęły mi bardzo szybko, ale świadomość tego, że dzisiaj moja przyjaciółka pokaże postępy poprzez używanie swoich mocy, wzbudzało u mnie ciekawość oraz to jak się czuje dana osoba. Chyba mogłam ją nazwać przyjaciółką, co nie? Chyba powinnam się jej o to zapytać? - moje myśli zaczęły krążyć wokół tego, czy dziewczyna zechciałaby zostać moją przyjaciółką. Aby nie myśleć o tym dłużej, postanowiłam się, iż ją o to zapytam.
Ciekawiło mnie to wszystko tak bardzo, że swój dyżur od pędziłam tak szybko, jak to tylko było możliwe. Biegiem ruszyłam do Keyi, która zapewne czekała na mnie już od dłuższego czasu. Przywitałam się z nią gorąco, następnie ruszyłyśmy na arenę szkolną. Miałyśmy godzinę, aby pokazać na, co nas jest stać.
Na sam początek Keya pokazała mi swoją moc. Niby nic nie poczułam, ale czułam czyjąś obecność w sobie. Co prawda nie sprawiała mi, czułam w pewnym stopniu obecność Keyi, która mocno się starała w tym, co robiła. Wkładała w to swoje wszystkie uczucia. Co prawda trwało to przez krótką chwilę, ale dzięki temu poczułam się rozluźniona.
- Jak się czujesz? - zapytała się, powoli wstając. Przesadziła i to bardzo. Mój wzrok utknął na niej. - Nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczna za przyzwolenie! I jak piękna jesteś w środku... - była taka radosna pomimo tego, że była kompletnie osłabiona. Chciałam się uśmiechać, ale nie wiedziałam co mam sądzić o jej zachowaniu, które odrobinę było nie na miejscu. Bałam się i to bardzo! Wszystko przez to, że poprosiłam ją o to, aby pokazała mi swoją moc na mnie, ona przesadziła. To wszytko i wyłącznie była moja wina.

środa, 27 czerwca 2018

Od Violett C.D Keyi


Dostałam pidżamę od Keyi, która nie była za bardzo w moim guście. Jednak Keya przekonała mnie, z resztą i ona miała taką samą, więc nie musiałam się za bardzo krępować. Sama nie wiem, kiedy zasnęłam, ale było przyjemnie. Ciepło, miłość oraz rzetelność płynąca z aury Keyi pomogła mi spokojnie zasnąć. Dzisiejszą noc przespałam spokojnie. Mało kiedy się zdarzało, abym śniła o czymś miłym. Sama do końca nie wiem, jak to się stało, że spałam do tak późnej godziny. Obudziłam się, a Keyi nie było. Zupełnie tak jakby niezauważalnie odeszła ode mnie. Wróciła jednak w trakcie, gdy ja przeciągałam się, aby rozprostować moje kości. Dziewczyna weszła do pokoju, przynosząc wraz ze sobą śniadanie. Było takie dobre.
~~
Zostałam odwieziona do swojego domu, gdzie od razu przywitałam się z małym Yuki'm. Na szczęście nie miałam problemu, że się obraził. Przywitałam się gorąco z nim, dałam mu jeść. Wzięłam kąpiel, aby móc wrzucić od razu do prania ubrania pożyczone od Keyi. Przebrana już w swoje ubrania, wyszłam z mieszkania wraz z Yuki'm. Keya już czekała na nas. Zawiozła nas do swojej ulubionej stajni. Przywitałyśmy się z gospodarzami, po czym dziewczyna przedstawiła mnie pięknej siwej kluczy. Od razu dogadałam się z nią, tak samo, jak i mały tygrysek. Może i na samym początku nie za dobrze mi szło, ale gdy się wyczułam w rytm, od razu poszło mi lepiej. Stanęłyśmy przed ogrodzeniem. W zagrodzie były konie, które swobodnie mogły się poruszać.
- To co, jutro po szkole idziemy na trening? - zapytała się Keya, która rozciągała się, aby rozluźnić swoje mięśnie.
- Mam jutro dyżur, więc jeżeli ci nie przeszkadza, to jakbyś mogła poczekać na mnie, tak około dwudziestu minut? - świetny pomysł, aby poćwiczyć. Zwłaszcza że chciałam zobaczyć, poczuć jak to jest, kiedy używa swojej mocy.
- Oczywiście, że poczekam na ciebie - powiedziała rozpromieniona.
- Jeżeli chcesz, to możesz przetestować swoją moc na mnie, odnośnie snów - uśmiechnęłam się w jej stronę.
- Z miłą chęcią! - chyba uratowała ja tę wieść.
- Dziękuję ci, że mogłam przenocować u ciebie - skłoniłam się w ramach podziękowania. - Twoje łóżko jest naprawdę wygodne i po raz pierwszy przespałam noc tak spokojnie. Aż na samą myśl, przeszły mnie ciarki.

<Keya?>

sobota, 9 czerwca 2018

Od Violett C.D Keyi


Miłą pogawędkę, spędzony czas z dziewczyną w dodatku wyznałyśmy sobie kilka rzeczy wzajemnie, więc stwierdziłam, że czas już będzie na mnie. Powiedziałam, że czas na mnie, a Keya od razu wyskoczyła z propozycją zostania na noc w obecnym miejscu. Miło to byle z jej strony, ale Yuki jest w domu sam.
- Miłe to z twojej strony, ale Yuki jest sam w domu. Co prawda zostawał na noc sam w mieszkaniu, ale tutaj jest od nie dawna - powiedziałam, na czym polega mój problem.
- Spokojnie nie masz co się martwić. Zapewne w tej chwili sobie słodko śpi i wie, że nic ci nie będzie, bo jesteś ze mną - uśmiechnęła się, a ja poddałam się i postanowiłam zostać.
- Dobrze, zostanę - uśmiechnęłam się radośnie. - Jednak będziesz zdana pożyczyć mi jakieś swoje ubrania. No, chyba że nie będzie ci przeszkadzać, jak łóżko będzie mokre - spojrzałam się na nią, a ona na mnie. Nasze oczy się spotkały tym samym, powodując wybuchnięcie śmiechem.
- Spokojnie z pewnością znajdą się jakie ubrania, które pasować będą na ciebie - zapewniła mnie, a ja jej wierzyłam. - Chodźmy na górę, znając przyjaciół mojego brata, to za kilka minut pójdą sobie do domu - wstała na równe nogi, chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą. Weszliśmy do środka, przeszliśmy przez ciąg schodów, aż znaleźliśmy się w kolorowym pokoju.
- Czy to twój pokój? - zapytałam się z delikatny uśmiechem, rozglądając się tym samym dokoła. Na twarzy dziewczyny pojawiły się rumieńce. Przytaknęła głową.
- Wiesz, major zawsze się mnie pytał, jaki jest mój wymarzony pokój. Ja jak to ja, zawsze odpowiadałam, że każdy jest dla mnie odpowiedni. Chce mieć tylko łóżko do spania i widok zza okna. Wyruszyliśmy na misje tym samym, zostawiając dom pod opieką gospodyni i kilku innych pracowników. Jak wróciliśmy do domu, major kazał mi pójść do mojego pokoju. Wchodząc tam, wszystko było inne. Okno, jakie tam było, zostało powiększone, znalazło się duże łóżko, w dodatku wszystkie ściany zostały pomalowane na żywsze kolory. Twój pokój przypomina mi trochę ten mój. Tak więc nie masz po co się rumienić - zaśmiałam się, a ona trochę zawstydzona pokazała swój uśmiech. - Jeżeli będą wakacje, a ty znajdziesz odrobinę czasu, to możemy się wybrać do mnie na małą wycieczkę, co ty na to? - spojrzałam się na nią, pytającym wzrokiem.

<Keya?> wybacz, że tak długo musiałaś czekać...

piątek, 8 czerwca 2018

Od Violett C.D Alexiela


Po dzisiejszych zajęciach, popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie Keyi, która jak zawsze potrafiła mnie rozbawić oraz zaskoczyć. W szkole zjedliśmy wspólnie lunch, a po zajęciach poszliśmy do kawiarenki, aby przekąsić coś słodkiego. Nadszedł jednak czas, że musieliśmy się rozstać z dziewczyną, gdyż ona dzisiaj poszła w odwiedziny do swojego brata. Miała przekazać pozdrowienia ode mnie dla niego. Podczas drogi powrotnej do swojego mieszkania Keya nie odstawiła mnie na krok. Miałam na myśli, iż chociaż nie byłyśmy ze sobą dalej, to ona wciąż dotrzymywała mi towarzystwa przy pomocy wysyłaniu wiadomości. Do samego dotarcia do swojego mieszkania uśmiechałam się sama do siebie pod nosem. Nim weszłam do środka, zajrzałam do swojej skrzynki, wyjęłam z niej reklamy, weszłam na trzecie piętro, otworzyłam drzwi, a tam Yuki już czekał na mnie. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Odłożyłam wszystko na bok, zdjęłam buty oraz kurtkę. Wzięłam tygryska na ręce i poszłam do swojego pokoju, aby tam móc się przebrać w coś luźniejszego. Dałam coś do jedzenia Yuki'emu tym samym rozglądając się dookoła, co muszę zrobić. Wzięłam się ostatecznie za sprzątanie. Dzisiejszy zamiar pójścia na basen zamieniłam na bieg. Może i na niebie były pojedyncze ciemne chmury, ale nie wyglądało na to, aby miało padać. Wysprzątałam każdy jeden kącik, inne ominęłam żadnej rzeczy, z której nie miałabym zetrzeć kurzu. Tymże sposobem moje sprzątanie zajęło mi dużo czasu. Nie przejmowałam się jakoś tym za bardzo. Za oknem było już szarawo. Nie zwlekając dłużej, przebrałam się w swój strój do biegania. Pożegnałam się na krótki czas z Yuki'm i ruszyłam przed siebie. Telefon dla pewności wzięłam ze sobą. Biegłam wprost przed siebie. Wieczór był odrobinę chłodny, ale za to panowała dokoła prawie całkowita cisza. Wiatr delikatnie przeczesywał moje włosy. Z nieba nagle zaczęły spadać pojedyncze krople wody. Nie wiedziałam, że pojedyncze krople wody zamienią się w dość mocny deszcz. Biegłam przed siebie, wiedząc, że niedaleko znajduje się przystanek autobusowy, w którym mogłam się schronić. Biegnąc, mogłam dokładnie usłyszeć, jak dźwięczne krople wody uderzały o podłoże. Lampy w pewnym momencie zgasiły się, a jedynym oświetleniem było niebo, które pod wpływem błyskawic oświetlały mi drogę. Mój cel został osiągnięty, jednak było już za późno. Przemęczona byłam całkowicie, więc schronienie tak naprawdę nie było mi już potrzebne. Postanowiłam jednak się schować w razie "w" czy jak to mówią. Nie byłam jednak sama. Pod przystankiem autobusowym schronił się również chłopak. Chwilę się mu przyjrzałam. Nie widziałam go wcześniej w tych okolicach. Chłopak nie był za bardzo przemoczony, więc mogłam wywnioskować, że parasol oraz na czas schronienie się pomogły mu nie to, co w moim przypadku. Jego parasolka spadła na ziemię, więc odruchowo ruszyłam się, aby ją sięgnąć. Chłopak zrobił to samo, co spowodowało uderzeniem się wzajemnie głowami. Ostatecznie parasolka nie została przez nikogo z nas podniesiona.
- Ałć... - powiedział cicho chłopak pod nosem.
- Przepraszam, nie chciałam sprawić ci bólu - chwyciłam się w miejsce, w którym zderzyłam się z chłopakiem. Nie poczułam za bardzo dużego bólu. - Proszę to twoja parasolka - podniosłam ją, unikając tym samym ponownego zderzenia się. - Ja naprawdę nie chciałam... - dodałam na sam koniec, wyciągając dłoń wraz z przedmiotem w stronę siedzącego obok mnie chłopaka.

<Alexiel?>

poniedziałek, 28 maja 2018

Od Violett C.D Keyi


Keya poszła po coś na ząb, a ja zostałam przez tę chwilę sama. Dryfując po wodzie na plecach, wpatrywałam się w dzisiejsze piękne niebo. Sama nie wiem dlaczego, ale w głębi siebie czułam się tak samo, będąc zawsze przy majorze. Wiem, że to uczucie już kiedyś mi towarzyszyło, a ja się za nim stęskniłam. Szczęśliwa. Byłam szczęśliwa, że spotkałam Keyę, która to na nowo mogła mi pozwolić odkryć to uczucie, które tamtego dnia utraciłam. Keya wróciła wraz z małym co nieco. Podpłynęłam do niej, tym samym siadając na brzegu basenu. Zapytałam się o jej blizny, które przykuły moje oczy. Odpowiedziała na moje pytanie bez jakiegokolwiek problemu.
- Najadłam się, było dobre. Dziękuję ci za ten posiłek - powiedziałam, gdy tylko zjadłam hamburgera.
- Już się najadłaś! - spojrzała się na mnie zaskoczona, trzymając w jednej ręce hamburgera. - Przecież zjadłaś tylko jednego hamburgera. Nawet ja się po jednym nie najem! Nie musisz się krępować, po prostu weź i jedz - dziewczyna wzięła drugiego hamburgera do ręki, chcąc podać mi.
- Dziękuję, ale ja naprawdę się już najadłam - zaczęłam wymachiwać rękoma przed sobą.
- Niech ci będzie - uśmiechnęłam się w stronę dziewczyny. Gdy ona zajadała się, ja skierowałam ponownie swój wzrok na niebo.
- Dziękuję ci Keya - wyszeptałam.
- Już mi dziękowałaś za jedzenie - uśmiechnęłam się, mogłam się spodziewać, że nie zrozumie, co mam na myśli.
- Dziękuję ci za to, że ponownie uczucie, za którym tęskniłam powróciło - dalej nie kontynuowałam.
- Weź przestań, bo przez ciebie się, aż rumienię - Keya położyła swoje dłonie na policzkach.
- Dlaczego twój brat i jego koledzy wciąż się na ciebie patrzą? - zapytałam się, a dziewczyna się speszyła. Nie miała się chyba przecież niczym przejmować. Naturalnym zachowaniem było to, że brat patrzy się na swoją siostrę. - Czy coś się stało? - spojrzałam się na nią z delikatnym zaciekawieniem.

<Keya?> Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać...

piątek, 11 maja 2018

Od Violett C.D Keyi


Uśmiech dziewczyny był taki spokojny, w dodatku wyglądała z uśmiechem na twarzy niczym anioł o pięknych włosach, które to delikatnie unosiły się poprzez delikatny wiatr, który dążył nas swoją obecnością. Przez kilka chwil wydawało mi się, że Keya jest jedną z bohaterek bajki, którą kiedyś czytałam.
Wiadomość o tym, że mam pójść na domówkę i to do jej brata zaskoczyła mnie i to bardzo. Po drodze co prawda zwlekałam z pójściem tam, ale nie potrafiłam odmówić dziewczynie i koniec końców uległam dziewczynie. Przed wejściem do luksusowej posiadłości w drzwiach stał brat Keyi, który miło przywitał się ze swoja siostra oraz z szacunkiem i kultura ze mną. Weszliśmy do środka. Ogromny korytarz mnie zachwycił swoim ustrojem. Wyszliśmy na ogród, gdzie zobaczyłam kilkoro ludzi. Zapewne byli to przyjaciele brata Keyi. Dziewczyna nie czekając długo, wskoczyła do wody. Ja nie miałam co do tego za dobrych przeczuć. Mikoto poszedł w ślady siostry. Ja przykucnęłam tuż przy brzegu basenu. Nie chciało mnie do wejścia do niego. Jakoś nie czułam się za odważnie. Chłopak wyszedł tym samym, mówiąc mi o tym, abym czułą się jak u siebie w domu. Raczej wątpiłam w to, aby było to możliwe. Keya chciała, abym weszła, ale ja zwlekałam i to chyba za długo, gdyż dziewczyna nie czekając dłużej, chwyciła mnie za rękę i pociągnęła w swoją stronę. Spowodowało to niczym innym jak upadkiem do wody.
- Teraz możesz odprężyć się — powiedziała dziewczyna, gdy tylko wynurzyłam się spod wody.
- Wkoło już mamy się kąpać to zdejmę, chociaż mokre ciuchy — nie pozostało mi nic innego jak podążać za Keya. Ona chyba najlepiej wiedziała, jak zachować się na takich imprezach. Zdjęłam swoje ciuchy, jednak zostawiłam koszulkę. Nie lubiłam za bardzo osłaniać swoich pleców.
- Dlaczego nie zdejmiesz koszulki? - zapytała się mnie Keya, a ja schyliłam swój wzrok w dół.
- Nie lubię osłaniać pleców, bo ludzie wtedy skupiają swój wzrok za bardzo na mnie — odpowiedziałam, a ona spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Zdjęłam koszulkę, wzięłam swoje włosy do lepsi i pokazałam dziewczynie blizny, jakie pozostały mi po kilku zdarzeniach. - Co prawda mi nie przeszkadzać ich odkrywanie, ale wzrok innych osób mnie odrobinę denerwuje — uśmiechnęłam się, a ona tylko głośno odetchnęła. - Mniejsza mowa o mnie — założyłam z powrotem na siebie mokrą koszulkę — Czy mogłabym sprawdzić coś na tobie? - spojrzałam się, a ona przytaknęła głową.
- Jasne, nie ma sprawy — podeszłam bliżej dziewczyny.
- Do sprawdzamy, czy masz łaskotki?! - uśmiechnęłam się pod nosem tym samym, kierując swoje dłonie w stronę ciała dziewczyny....

<Keya?>

piątek, 4 maja 2018

Od Violett C.D Keyi


Wiatr był bardzo przyjemny dzisiejszej nocy. W dodatku rozgwieżdżone niebo i księżyc umilały nam ten piękny czas. Mnie, jak i Keye wzięło na wspomnienie o ważnych dla nas osobach.

Zwierzyłam się dziewczynie, a ona mi. Po krótkiej wymianie słów, które bolały, jak się je wypowiadało, spojrzałam się na niebo. Obecność dziewczyny oraz atmosfera, którą wprowadzało piękne niebo, uspokajało mnie wewnętrznie. W pewnym momencie poczułam dłoń dziewczyny. Dłoń Keyi była taka ciepła i przyjemna. Moja był zimna. Zupełnie tak jakby lód i ogień pocieszały się wzajemnie. Wsłuchałam się w słowa dziewczyny. Trochę mnie zaskoczyła swoim stwierdzeniem, ale nie przeszkadzało mi to.
- Gdyby uczucia nie istniały świat, byłby prościejszy - rozmyśliłam się. - Może masz rację. Jednak czy świat nie byłby nudny i bez kolorów? Każdy by go zapewne widział w czarno-białych kolorach, zapewne ludzie nie znaleźliby swojego sensu życia. Słuchaliby się jednej osoby i nie przejęli się tym, co by zrobili... - wzięłam delikatny oddech, po czym kontynuowałam. - Dzięki uczuciom ludzie potrafią zapobiec niektórym zdarzeniom - uśmiechnęłam się delikatnie w stronę dziewczyny, która wpatrywała się we mnie. - Mam nadzieję, że kiedyś spotkam majora. Jak nie w tym życiu to w następnym. Poza tym to on wciąż jest ze mną. Tak samo, jak twój nauczyciel - wskazałam na jej serce oraz głowę. - Masz go w sercu, a wspomnienia o nim nie znikną - dodałam, uśmiechając się trochę bardziej. - Wreszcie, gdyby nie oni nie bylibyśmy po części takimi osobami, jakimi teraz jesteśmy - spojrzałam się w jej oczy, które zmieniły swój kolor. Wciąż mnie imponowały jej oczy. Keya wpatrywała się we mnie. Jej wyraz twarzy był dla mnie niezrozumiały. Kilka minut temu otarła szybko swoją łzę, która leciała po jej policzku, a teraz wpatruje się na mnie z niezrozumiałym dla mnie wyrazem twarzy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć ani jak zareagować.

Keya?

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Dziewczyna dostała wiadomość, jak się okazało, był to jej brat. Pożegnałam się z nią. Radosna wyszła z kawiarenki, a ja postanowiłam zostać jeszcze przez jakiś czas. Nie miałam apetytu. Zjadłam co nieco, ale nie tknęłam więcej. Jedzenie było wyśmienite, ale nie zdołałam już więcej nic przełknąć. Było już coś po dwudziestej drugiej, a ja co dopiero zaczęłam wracać do domu. Tam czekał na mnie Yuki. Idąc wolnym krokiem, spojrzałam się na niebo. Nie pozostał już prawie żaden ślad po deszczowych chmurach. Niebo było jasne, ale ja patrząc się na nie, czułam, jak coś mnie ściska za serce. Wróciłam do domu. Będąc wtulona w tygryska, zasnęłam. Noc nie należała do tych spokojnych. Miałam sen, który zwany był koszmarem. Nie miałam od dość dawna żadnego koszmaru, ale tym razem ponownie mnie odwiedził. Spojrzałam się na zegarek. Była druga w nocy. Przewróciłam się na plecy. Spojrzałam się na biały sufit. Po dłuższym wpatrywaniu się ponownie zasnęłam.

~ Następny dzień. Wieczór ~

Keya przyszła po mnie tak jak mówiła. Chwilę poczekała na mnie, nim się zebrałam. Prowadziła mnie do pewnego miejsca. Rozłożyłyśmy wszystko na trawie. Obie położyłyśmy się grubym, ale miękkim i ciepłym kocu. Spojrzałam się na niebo. Było takie piękne. Chociaż różniło się od wczorajszego.
- Major.. nie żyje, prawda? - usłyszałam dokładnie słowa, jakie wydostały się z ust dziewczyny. - Może udałoby mi się go spotkać i... znów byście się spotkali. - miło było to słyszeć z jej strony, ale nie chciałam już więcej mu przeszkadzać.
- Przepraszam. Nie powinnam była... - dodała po chwili. Ja usiadłam na kocu.
- Wiesz, tak naprawdę to major, który przyszedł mnie odwiedzić, to nie był major od którego dostawałam rozkazy. On mnie nie nauczył jak mam się zachowywać, nie nauczył mnie czytać, pisać... a co najważniejsze on nie nadal mi imienia. Ten major to tylko brat majora, który tak naprawdę pokazał mi świat - zniżyłam swój wzrok w dół. - Haruki... tak brzmi imię mojego majora. On zaginął na naszej ostatniej misji. Pamiętam tylko tyle, że gdy go próbowałam uratować spod ostrzału wroga, zostałam sama zraniona. Schowaliśmy się na schodach prowadzących do jakiejś wieży. Tamtej nocy dostałam ostatnie rozkazy od niego. Gdy się obudziłam, byłam w szpitalu. Brat majora Haruki'ego przyszedł i przekazał mi wszystko. Zaopiekował się mną, chociaż widziałam, że sprawiam mu tylko ból. Propozycje uczenia się w tej szkole dostałam od kapitana, panienki Lizlly. Przyjęłam ją, aby nie sprawiać już więcej nikomu bólu. Tamtego dnia major przyszedł mi powiedzieć, że wyrusza na misję, aby odnaleźć swojego brata. Dziś mija rok od tamtego zdarzenia. - spojrzałam się ku niebu. - Dzisiejsze niebo jest takie samo jak tamtej nocy - wyszeptałam. - Dziękuję ci za propozycje. Jeżeli chcesz wypróbować na mnie swoje umiejętności to, czemu by nie? Chętnie ci pomogę - dodałam na sam koniec. Zwróciłam swój wzrok na dziewczynę. Twarz miała zasłonięte grzywka, ale nie wyglądała za dobrze. - Czy coś się stało? - zapytałam, chwytając ja za ramię.

<Keya?>

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Moc, jaką posiadała dziewczyna, była niesamowita. W dodatku przekonała mnie, że duchy jednak żyją wraz z nami. Zadawałam jej pytania, a Keya odpowiadała. To, co powiedziała, dała mi dużo do myślenia. Jednak wszystko, co przeczytałam w książkach, nie było prawdą. Byłam pod wrażeniem! Po zadawanych pytań przyszedł czas, abym i ja odpowiedziała na pewno pytanie.
- Jak długo trenujesz? Masz świetną taktykę - przyznała dziewczyna.
- Dziękuję - nie wiedziałam za bardzo, jak mam zareagować na to, co powiedziała. - Ja trenuję odkąd, zaczęłam poprawnie chodzić i rozumieć innych. Nawet nie pamiętam za bardzo, ile miałam wtedy lat.- odpowiedziałam, zniżając jednak swój wzrok w dół. Zawsze, gdy wracałam wspomnieniami o swoim dzieciństwie, coś mnie ściskało w klatce, nie potrafiłam wtedy zaczerpnąć oddechu. Nie rozumiałam, dlaczego po moim ciele przechodziły dreszcze. Ja nie potrafiłam siebie zrozumieć.
- Chodźmy lepiej już gdzieś. Za chwilę pewnie będzie padać - wskazałam na niebo, na którym pojawiły się ciemne chmury. Ciemne kłęby chmur zaczęły się zbierać nad naszymi głowami, co nie zapowiadało się za dobrze. Pomimo tego, że z rana była ładna pogoda, to się zmieniła.
- Masz rację! - powiedziała Keya.
Idąc trochę dalej, natrafiłyśmy na jedną z kawiarenek. Weszłyśmy, a gdy drzwi się zamknęły, krople deszczu z nieba powoli zaczęły spadać. W pomieszczeniu było przyjemnie ciepło. Usiadłyśmy, a po krótkim wpatrywaniu się w kartę dań, zamówiłyśmy sobie coś do jedzenia, picia oraz mały deser. Kelnerka odeszła od nas, uprzedzając nas wcześniej, że zamówienie będzie za jakiś dobry kwadrans.
- Violett chciałabyś może ze mną częściej trenować? - zapytała się trochę niepewnie dziewczyna.
- Będzie to dla mnie zaszczyt - odpowiedziałam, co sprawiło, że na twarzy dziewczyny pojawił się promieniujący uśmiech. - Keya, jeżeli będę dla ciebie nieznośna... czy mogłabyś wtedy mi to powiedzieć? - spojrzałam się na dziewczynę. Ona chyba nie wiedziała, jak ma zareagować na moje słowa. Chyba jej nie uraziłam? Mam nadzieję, że nie zrobiłam niczego złego?

<Keya?> ^^

wtorek, 10 kwietnia 2018

Od Violett C.D Keyi

Widząc, w jaki to sposób Keya odpowiada mi na zadane pytanie, coś dało mi do myślenia. Dziewczyna miała małe problemy w odczuwaniu radości wraz z innymi. Dzwonek zadzwonił, a myśmy się pożegnały. I tak spotykamy się po lekcjach, więc nie będzie to długa rozłąka. Podczas lekcji, zamyśliłam się nad słowami, jakie to powiedziała Keya. Ona miała podobny problem do mojego. Ja również nie potrafiłam odczuwać radości. Sama nie mogłam zrozumieć, po czym to poznać. Jak mogłabym poczuć, że jestem radosna, zakochana, zła czy smutna? Nie rozumiałam tego! Naprawdę tego nie rozumiałam, a gdy lepiej o tym rozmyślałam, czułam się dziwnie. Lekcje się zakończyły, a ja ruszyłam do umówionego miejsca. Spóźniłam się przez to, że nauczyciel mnie zatrzymał i poprosił o to, abym zaniosła dziennik do pokoju nauczycielskiego. Nie potrafiłam odmówić, więc zrobiłam to. Prawie że na biegu ruszyłam w stronę polany, na której czekała na mnie już Keya. Przeprosiłam ją od razu za moje spóźnienie, a ona nie miała nic przeciwko. Odetchnęłam z ulgą. Przeszliśmy do naszego małego sparingu. Zaczęłam pierwsza. Co jak co, ale uderzenia dziewczyny były moce. Po jej stylu walki mogłam już zobaczyć, że wkłada dużo wysiłku, jak i serca w treningi oraz obecną walkę ze mną. Jej uśmiech oraz iskierki, które płonęły w oczach, mówiły same za siebie. Ona czułą się szczęśliwa, gdy walczyła. Przynajmniej mi się tak wydawało. Ja mówiąc szczerze, to nie lubię walczyć. Jak dla mnie walka wiąże się z mało przyjemnymi wspomnieniami.
- Pora pokazać nasze ukryte talenty... - powiedziała Keya, która jakby się nie mogła doczekać ujawnienia swojej, jak i mojej mocy. Chwilę oczekiwania, po czym przeszłyśmy do ataku. Pyłki z kwiatów, które były już zakwitłe, skierowały się ku dziewczynie. Trochę to trwało, ale jeden z pyłków trafił wprost do jej oka. Nie chciałam jej zrobić krzywdy, dlatego nie manipulowałam nią za bardzo. Tak może przez minutę. Atak, jaki ona przeprowadziła na mnie, też nie był zły. Był wręcz mało spotykany i miałam nikłe szanse, aby go uniknąć.
- Na czym polega twój atak? - zapytałam się, gdy dziewczyna wyszła z mojego transu. - Proszę, napij się czegoś - wyjęłam ze swojej torby cztery puszki napoju oraz dwie butelki wody. Spojrzałam się na dziewczynę.

<Keya?> ^o^

Od Violett - zlecenie 12

Poranek. Uniosłam powoli swoje powieki. Kilka włosów niechlujnie ułożonych na mojej twarzy przykryło mi również oczy. Ogarnęłam je ręka. Pierwsze co mi się w oczy rzuciło to piękna pogoda, jaka widniała dzisiejszego dnia za oknem. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem. Odwróciłam się na prawy bok, aby spojrzeć na godzinę. Moja grzywka wraz z obrotem głowy opadła mi na oczy. Była siódma rano. Wstałam z łóżka tuż, po tym, jak się wyciągnęłam, taka mała tradycja u mnie, gdy wstaje. Dzisiejszy dzień, jak i ten najbliższe mi znane były wolne od zajęć szkolnych. Usiadłam na brzegu łóżka. Po krótkim ziewnięciu ubrałam kapcie na nogi i ruszyłam w stronę łazienki. Wzięłam krótki, ale za to orzeźwiający prysznic. Osuszyłam swoje ciało i założyłam coś na siebie. Spojrzałam się w lustro. Moje włosy były wciąż zawinięte w ręcznik. Jedynie parę kosmyków się z nich wydostawało. Spojrzałam się dokładnie w moje odbicie. Po wypuszczeniu moich włosów z uścisku ręcznika one opadły na moje ramiona. Stwierdziłam, że dzisiejszy dzień jest odpowiednim dniem, aby wybrać się do fryzjera i podciąć sobie grzywkę, która była za długa. Przeszkadzała mi, a tego nie lubiłam. Zjadłam śniadanie, a gdy wybiła godzina ósma, zadzwoniłam do jednego z pobliskich salonów fryzjerskich. Mieli dzisiaj mały ruch. Miałam przyjść na godzinę dziewiątą trzydzieści. Spojrzałam się po kuchni i od razu stwierdziłam, że przydałoby się zrobić zakupy. Nawet Yuki tak stwierdził. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Pogłaskałam go po pyszczku.
Przygotowałam się do wyjścia. Wzięłam przy okazji dodatkową torbę na zakupy. Najpierw poszłam do fryzjera, a potem miałam zamiar pójść na zakupy. Starsza kobieta, która prowadziła tutejszy salon fryzjerski, przyjemnie się ze mną przywitała. Dała mi filiżankę herbaty oraz kilka ciasteczek na małym talerzyku obok. Podziękowałam jej za ten miły gest. Usiadłam na fotelu, a po wytłumaczeniu co i jak, kobieta zabrała się za swoją pracę. Pewna kobieta, która siedziała tuż obok mnie na fotelu, wciąż plotkowała.
- Wiesz kochanieńka, że nasza Lucy zachorowała biedaczka - byłam trochę nie uprzejma, gdyż podsłuchałam rozmowę kobiet. - Ciekawe co ta biedaczka teraz poczcie. Męża już z nią nie ma, a dzieci... - machnęła ręka w powietrzu. - ... a dzieci to żadne dzieci. Nie przejmują się swoją matką! I co tu ma począć naszą biedna Lucy?! Niby kogoś szukała do pomocy przy jej restauracji, ale nie był i wciąż nie jest chętny... - zrobiło mi się żal o wspomnianej kobiecie imieniem Lucy.
Fryzjerka skończyła swoją pracę, a ja podeszłam do ładu, aby zapłacić.
- Przepraszam, że się zapytam, ale gdzie znajduje się ta restauracja? - zapytałam się kobiety, a ona na kartce napisała mi adres. Uśmiechnęła się do mnie. - Dziękuję - powiedziałam, przy okazji płacąc za wykonana jej prace. Grzywka obecnie idealnie leżała. Cieszyłam się, bo wreszcie mi nie przeszkadzała. Udałam się w stronę restauracji. Chciałam pomóc tej starszej kobiece. Skoro i tak nie miałam planów na najbliższe wolne dni od szkoły, to warto było, coś zorganizować. Znając mnie, gdybym nie miała nic do roboty, to bym się uczyła, albo codziennie sprzątała mieszkanie. Nie lubiłam się nudzić! Nie lubiłam mieć wolnego czasu! Nie lubiłam do niczego się nie przydawać!
Spojrzałam się na kartkę podarowaną przez miłą, starszą panią ze salonu fryzjerskiego. Dzieliło mnie kilka metrów od dotarcia do starszej kobiety. Miałam nadzieję, że się jej jakoś przydam. Spojrzałam się na adres, aby upewnić się, że stoję pod właściwym domem. Adres oraz numer domu zgadzał się.
Przede mną był dom, który emanował magiczną aurę. Aura nie była negatywna, wręcz była przyjacielsko miła. Zachęcała wprost, aby wejść do środka.
Dom był czarujący. Okna były duże oraz pokrywały większą część budowli. Po ceglastych murach pięły się zielone bluszcze. Bluszcze obejmowały prawie całą powierzchnię domu. Można było zobaczyć tylko pojedyncze miejsca, w których można było zobaczyć cegły, z jakich został zbudowany ten dom.
Otworzyłam furtkę, aby przejść do głównych drzwi. Przeszłam przez chodnik, który oddzielał ogród. Spojrzałam się na wszystkie kwiaty, jakie były do około. Była wiosna, a w ogrodzie można było już zauważyć rozkwitłe kwiaty oraz te, co będą kwitnąć lub mają pączki. Ogród z przodu był zadbany. A drzewa będące po prawej, jak i po lewej stronie wyglądały tak, jakby tańczyły wraz z lekko powiewającym wiatrem.
Po przejściu trzech stopni stanęłam naprzeciw potężnych, dębowych, brązowych drzwi. Nie było żadnego dzwonka, zamiast niego było coś w stylu metalowego okręgu. To właśnie to służyło zamiast dzwonka. Zapukałam trzy razy do drzwi, posługując się tak zwaną kłódką.
- Już idę! - usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. Ciężkie drzwi, otworzyły się przede mną. - Słucham?! Czego tu chcesz? - zapytał się, a tuż za nim wyłoniła się starsza kobieta.
- Synu, zachowuj się - uprzedziła go. - Czego szukasz drogie dziecko? - spojrzała się na mnie z uśmiechem na twarzy, a synowi chyba się to nie spodobało.
- Czy zastałam panią Lucy? - zapytałam się, a kobieta spojrzała na mnie.
- Ja jestem Lucy - odparła, a ja się delikatnie uśmiechnęłam pod nosem.
- Czy mogłabym z panią porozmawiać. Chciałabym pani pomóc w prowadzeniu restauracji do czasu, aż pani stan się nie polepszy. Widziałam pani ogłoszenie - miałam nadzieję, że jakieś ogłoszenie było, jak nie to wpadłam jak śliwka w kompot.
- Wejdź do środka młoda damo - zaprosiła mnie do środka, na co jej syn skrzywił się. - Różności się w salonie, a ja pójdę zaparzyć nam herbaty - wskazała mi dłonią, gdzie jest salon. Zniknęła, że swoim miłą twarzą w jednym z pomieszczeń. Rozejrzałam się po salonie. Duże pomieszczenie. Dwie sofy naprzeciw siebie, pośrodku stolik wykonany z prawdziwego drewna, a na podłodze pod stolikiem był średniej wielkości dywanik. Usiadłam na sofie. Syn usiadł naprzeciw mnie. Wpatrywał się we mnie złowrogim wzrokiem. Starsza kobieta przyszła z tacą, na której była herbata oraz ciasteczka. Położyła na stolik oraz każdemu podała filiżankę. Miała filiżanka, własnej roboty wykonana można było zauważyć, a kwiaty, jakie były na niej, były przepiękne. Kobieta nalała herbaty do filiżanek.
- Jak masz na imię młoda damo? - zapytała się, siadając tuż obok swojego syna.
- Przepraszam, że się przedstawiłam od razu. Jestem Violett - wstałam i ukłoniłam się, po czym usiadłam z powrotem na swoje miejsce.
- Jakie ładne imię masz!
- Dziękuję - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Więc chciałbyś mi pomóc w mojej restauracji?! - rozmyśliła się kobieta. - Jasne, czemu by nie! - odpowiedziała, a ja podziękowałam jej.
Kobieta była taka radosna, miła, ale jej syn to przeciwność całkowita. Rozmawiałam z kobietą przez jakąś godzinę. Pokazała mi co i jak odbywa się w jej restauracji, która była od tyłu domu. Ciekawie wszystko było zorganizowane. Po zobaczeniu oraz zapoznaniu się z całym parterem musiałam pożegnać się z kobietą. Co jak co, ale mój Yuki czekał na mnie oraz na coś do jedzenia.
- Do widzenia! - pożegnałam się z kobietą, a ona pomachała mi.
Zrobiłam zakupy i wróciłam tak szybko, jak tylko mogłam do swojego mieszkania. Jak tylko weszłam koło moich nóg, znalazł się biały tygrysek. Opowiedziałam mu, co się stało, że tak późno wróciłam do domu. On zupełnie tak jakby mnie rozumiał nie, obraził się na mnie.

~ Następny dzień ~

Wczoraj pobawiłam się z Yuki'm, posprzątałam i zrobiłam małe porządki. Dzisiejszy dzień zapowiadał się na pracowity, z czego się cieszyłam. Wstałam o szóstej rano, bo na siódmą miałam zamiar już być u pani Lucy. Ogarnęłam się szybciutko, a z Yuki'm się pożegnałam uprzednio, zapewniając mu jedzenie oraz picie na cały dzień.
Stoję obecnie przed domem, do którego wczoraj zawitałam. Wciąż zabierał mi dech w piersiach. Przypomniał mi ten dom jeden, z których mieszkałam wraz z Majorem. Zapukałam do drzwi. Otworzyła mi tym razem Lucy, która nie wyglądała tak dobrze, jak wczoraj.
- Witaj Violett! - uśmiechała się, ale ja wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Dzień dobry - odpowiedziałam. - Czy nic pani nie jest? - zapytałam, a ona się tylko szerzej uśmiechnęła.
- Spokojnie nic mi nie jest - zapewniła mnie, ale jakoś mi się w to nie chciało wierzyć. Przeszliśmy do kuchni. Tam już czułam pyszne zapachy, jakie unosiły się w powietrzu.
- Pani musi odpocząć - powiedziałam, gdy tylko zobaczyłam jak jej twarz zbladła. Wzięłam kobietę na ręce. Jako że była mała i chuda to nie ważyła dużo. Zaniosłam ją do salonu, gdzie sobie usiadła.
- Violett nic mi nie jest. Pomogę ci! - chciała już wstać, ale ja zatrzymałam ja.
- Dam sobie radę. Gdybym nie dała to bym, się nie zgłosiła do pani - uśmiechnęłam się, a oczy kobiety się zaszkliły.
Odeszłam od kobiety i poszłam do kuchni. Dania z karty były łatwe do zrobienia, a dzięki temu, że wczoraj wszystko dane było mi spróbować, zapamiętałam te smaki. Była godzina ósma. Do restauracji przyszli pierwsi klienci. Przyjęłam zamówienia i od razu im podałam. Z godziny na godzinę pojawiało się coraz to więcej klientów. Ja sama nie dawałam sobie za bardzo rady, ale nie dałam na siebie. Dzień się skończył, gdy zegar wybił godzinę dwudziestą. Lucy przyszła do mnie.
- Violett nie powinnaś sama pracować. Jutro ja ci pomogę! - może i się jej polepszyło, ale to wciąż nie to samo. Powinna jak najdłużej odpoczywać.
- Jutro przyjdzie ktoś, aby mi pomóc - powiedziałam, chociaż nie miałam pojęcia kto.
- Naprawdę, to miło. Tylko ja... - nie dokończyła zdania.
- Spokojnie Lucy. Ta osoba wie o tym - poklepałam ja po ramieniu.
Wychodząc od Lucy, zobaczyłam jej syna. Przywitałam się, a on stanął i spojrzał na mnie.
- I tak twoja pomoc na nic się nie przyda - powiedział, a ja zwróciłam swój wzrok na niego.
- Co powiesz na mały zakład? - zainteresowało go to chyba.
- Co masz na myśli? - spojrzał się na mnie.
- Jutro pomoże mi pan przy obsługiwaniu klientów. Jeżeli da pan radę i obsłuży więcej klientów niż ja, odejdę stąd. Jednak jeżeli to ja wygram, to pan będzie mi pomagał oraz swojej matce. Co pan na to? - na odpowiedź długo czekać nie musiałam.
- Wchodzę w to - uśmiechnął się pełen entuzjazmu i w przekonaniu, że wygra.
Wróciłam do domu, gdzie od razu wskoczyłam do łóżka, tuż po tym, jak wzięłam kąpiel. Yuki przyszedł do mnie i wtulił się do mnie. Sama nie wiem, kiedy to dokładnie zasnęłam.
Sen. Miałam sen, ale jak się obudziłam, to nie pamiętałam go. Zapewne był to sen, który chciał mi o czymś lub o kimś przypomnieć. Jednak ja go zapomniałam.
Obudziłam się o szóstej rano. Niebo za oknem zaczęło się rozjaśniać, a słońce powoli wychodziło zza horyzontu. Po porannej rutynie ruszyłam do mojego miejsca pracy. Tam przywitałam się z panią Lucy. Przywitała mnie kubkiem gorącej herbaty oraz śniadaniem i czymś na ząb. Co jak co, ale odmówić nie mogłam. Wszystko zostało tak ładnie przygotowane, w dodatku można było zobaczyć, ile to serca kobieta w to włożyła.
- Dziękuję pani za miła poranną pogawędkę oraz smakowite śniadanie - podziękowałam gdy skończyłam jeść.
- Chociaż w taki sposób mogę ci podziękować, za to wszystko, co dla mnie robisz - uśmiechnęła się miło. - Widzisz Violett, ja kocham swoje dzieci, ale one najwyraźniej mnie nie kochają. Gdyby nie mój mąż zapewne nie musiałabym się martwić z dnia na dzień o pieniądze. Długi, jakie po sobie pozostawił, ciągną się i ciągną. Nie chce, aby moje dzieci spłacały je. Wreszcie sobie nie zasłużyły. Nawet im o nich nie wspomniałam. - w jej oczach pojawił się ogromny smutek oraz żal.
- Spokojnie, pomogę pani. Co do tych długów to ile zostało pani do spłacenia? - zapytałam się, a ona spojrzała na mnie.
- Podczas przerwy powiem ci. Mój syn właśnie tu idzie - szepnęła, a ja spojrzałam się w kierunku, z jakiego to jej syn szedł.
- Proszę pani, moją dzisiejszą pomocą będzie pani syn. Sam zaproponował, że mi pomoże - uprzedziłam Lucy, a ona spojrzała na nas z niedowierzaniem.
- Mój syn nigdy mi nie pomagał. Jestem ciekawa, jak sobie da radę - Lucy zaczęła sprzątać po naszej herbacie.
- Chodźmy paniczu. Czas zacząć nasz zakład - uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem.
Była punktualnie dziewiątą. Ludzie zaczęli przychodzić, a ja pokazałam, co panicz Edward musi robić. Co prawda syn Lucy, Edward miał małe problemy, ale jakoś się mu udało wytrwać do przerwy. On usiadł sobie wygodnie we fotelu, a ja poszłam do pani Lucy. Tam zapoznała mnie z całą papirologią. Przejrzałam wszystkie dokumenty. Coś mi w nich nie grało. No ileż miałam rację. Po całkowitym przyjrzeniu się zrozumiałam, że tak naprawdę ta osoba cały czas oszukiwała tę biedną kobietę.
- Jutro powiem pani, co jest źle w tych papierach - uśmiechnęłam się delikatnie. Schowałam wszystko do swojej torby i wróciłam do pracy. Pana Edwarda nigdzie nie było. Zastanawiałam się, gdzie on może być. Po rozejrzeniu się zauważyłam tylko jego buty. Spał na sofie. Był całkowicie wyczerpany. Że też wczoraj tryskał taką energią - pomyślałam sobie w duchu. Przykryłam go kocem i wróciłam do swoich obowiązków. Ludzie, którzy byli bardzo mili, opowiedzieli mi trochę o pani Lucy i tej restauracji. Zrozumiałam wtedy, że gdyby nie ta restauracja to życie większości tych ludzi byłoby zupełnie inne. Ostatni klienci wyszli, a ja zamknęłam drzwi. Posprzątałam wszystko w środku, jak i na zewnątrz. Wyszłam z budynku, żegnając się z gospodynią tego domu. Wróciłam do domu, po drodze weszłam tylko do jakiegoś nocnego sklepu, aby kupić coś do jedzenia. Gdy przyszłam do domu, Yuki od razu się do mnie przytulił. Wzięłam kąpiel, po czym usiadłam do papierów. Było grubo po drugiej w nocy, a mi się udało wszystkie błędy wyhaczyć. Położyłam się spać. Sama już nie wiem, czy coś mi się śniło. Najwidoczniej cztery godziny, jakie spałam nie, wystarczyły do tego stopnia, aby o czymś po śnić. Wstałam z łóżka tak jak zawsze o szóstej. Odbyłam moją codzienną rutynę, jednak jak chciałam wyjść, to Yuki mi nie pozwolił. Chciał pójść ze mną, wywnioskowałam, gdy zawiesił mi się na nodze. Nie miałam rady, więc wzięłam go ze sobą. Miałam tylko nadzieję, że pani Lucy nie będzie miała nic przeciwko. Nim weszliśmy do posiadłości, wzięłam Yuki'ego na ręce.
- Yuki bądź miły dla pani Lucy. Dobrze? - spojrzałam się, a on zaczął, merdać tym swoim ogonem.
Tak jak zawsze drzwi otworzyła mi pani Lucy. Co prawda była uśmiechnięta, ale na widok trzymanego przeze mnie tygrysa spojrzała się pytająco.
- Przepraszam, ale musiałam wziąć go ze sobą. Inaczej Yuki by mnie nie wypuścił z domu i nie mogłabym przyjść - wytłumaczyłam się, prawie że natychmiastowo.
- Miło mi ciebie tygrysku poznać - pogłaskała go po główce, na co Yuki zaczął mruczeć. On kochał pieszczoty. - Jestem Lucy, a ty mały kotku? - on zamiauczał, a ja spojrzałam się na niego.
- Yuki - przedstawiłam go.
- Miło mi ciebie poznać - kobieta przyjęła go tak samo ciepło, jak mnie. W dodatku się nie przestraszyła.
Weszliśmy do środka. Tam jak zawsze na stole czekało na mnie śniadanie, herbata oraz mały deser. Po przyjrzeniu się uważniej do głowy wpadła mi pewna myśl. Kobieta chyba nie lubiła jeść sama dlatego zawsze czekała na mnie. Podczas śniadania pokazałam błędy w papierach, jakie udało mi się wychwycić. Lucy spojrzała się na mnie ze łzami w oczach. Jej łzy zleciały strumieniami po polikach. Uścisnęła mnie mocno. Poklepałam ja po ramieniu. Gdy się uspokoiła, jej uśmiech stał się jeszcze radośniejszy niż przedtem.
Pan Edward zszedł na dół.
- Dzień dobry! - przywitał się zaspany.
- Dzień dobry! - odpowiedziałam, a jego matka poszła do kuchni.
- Przegrał pan wczoraj nasz zakład. Dlatego przez najbliższe ostatnie dni będzie mi pan pomagał, a następnie panu matce. Skoro i tak pan nie pracuje, to się pan przynajmniej do czegoś przyda - sprostowałam. Nic nie usłyszałam od niego. Pozostawiłam Yuki'ego w salonie pod opieką pani Lucy. Założyłam fartuszek, który już pierwszego dnia czekał na mnie. Rozłożyłam stoliki, posprzątałam przed przyjściem klientów. Będąc gotowa, czekałam na klientów. Do pomocy przyszedł pan Edward, który o dziwo dotrzymał obietnicy złożonej mi poprzez nasz zakład.
Resztą dni minęła tak jak zawsze. Śniadanie zjadłam wraz z panią Lucy, przy którym towarzyszył nam również panicz Edward. Pani Lucy wynajęła prawnika, który pomaga jej. Sam stan zdrowia polepszył się kobiecie. Yuki przychodził wraz ze mną każdego dnia, dzięki czemu nie czuł się samotny. Podczas ostatniego dnia mojej pracy w restauracji przyjrzałam się wszystkiemu do okoła. Zapach wypieków oraz dań można było wyczuć w powietrzu wraz z nutką parzonej kawy. Gdy się wychodziło na taras poczuć, można było przepiękny zapach kwiatów, które obecnie kwitły. Swój ostatni dzień pracy zakończyłam, będąc w stu procentach zadowolona samej z siebie.
- Violett dziękuję ci za wszystko. Tutaj jest twoja wypłata... - nim kobieta cokolwiek wypowiedziała jeszcze więcej, ja się delikatnie do niej uśmiechnęłam.
- Nie potrzeba mi więcej. Wystarczy mi to, że pani się lepiej czuję oraz to, że pani ma już kogoś do pomocy. Chciałabym również przeprosić za brak okazywania jakichkolwiek emocji z mojej strony, jednak jest, to coś, co muszę się nauczyć. Przepraszam, ale i dziękuję za cierpliwość do mnie - kobieta uniosła moja twarz. Uśmiechnęła się ciepło, a ja nie wiedziałam co mam zrobić.
- Śmiało możesz mnie odwiedzać każdego dnia - dodała. Po krótkiej wymianie jeszcze zdań z panią Lucy oraz jej synem ja z Yuki'm pożegnaliśmy się z nimi. Wróciłam do domu. Zjadłam kolację, wzięłam kąpiel i położyłam się spać. Yuki się wtulić do mnie, a ja oddałam się w przyjemne objęcia morfeusza...

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Niby te głuche telefony to żart jakiś miał być, ale mi się wierzyć za bardzo nie chciało. Znam Keye prawie cały jeden dzień i jakoś wierzyć mi się nie chciało. Miałam tylko nadzieję, że nic jej nie zagraża.
Naszą pogawędkę końca nie miała, ale skończyć się wreszcie musiała. Nadszedł czas, aby Keya wróciła do domu. Była późna godzina, jednak dziewczynie to chyba nie robiło żadnego problemu.
Posprzątałam filiżanki oraz miseczkę po ciasteczkach. Yuki spał, ale gdy tylko położyłam się do łóżka, on przyszedł do mnie. Jego tygrysica instynkt zawsze wiedział, kiedy jest odpowiednia pora, aby wejść mi do łóżka.

Ranek. Obudziłam się kilka minut tuż przed tym, jak miał budzić mnie budzik. Wstałam od razu z łóżka i zaczęłam się przygotowywać do szkoły. Będąc całkowicie gotowa, od razu ruszyłam.
Coś chyba było nie tak ze mną, gdyż nie mogłam się doczekać spotkania z Keya. Rozmowa z nią sprawiała mi przyjemność i dawała takie z siebie ciepło czy jak bym miała to opisać.
Na drugiej przerwie zauważyłam Keye, która wpatrywałam się w uczniów, którzy byli w grupach. Nie wiem dlaczego, ale z jej wzroku wyczytać nawet i zobaczyć można było zazdrość.
- Cześć. - przywitałam się z nią.
- O, hey! - odpowiedziała. Podeszłam do niej i usiadłam tuż obok niej, gdy ta wskazała mi gestem ręki, abym podeszła do niej. Dostałam jedną z kanapek, jakie to przyniosła dzisiaj ze sobą na śniadanie rudowłosa. Przyjęłam jedna z nich.
- Wiesz co - zaczęła, a ja zwróciłam na nią swój wzrok. - Może pójdziemy po szkole razem poćwiczyć? Tylko my dwie, przyjacielski sparing.
- Jasne, czemu by nie - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- To super! - chyba się z tego ucieszyła.
- Keya... - zaczęłam.
- Śmiało pytaj się - rozpogodziła się dziewczyna.
- Dlaczego patrzyłaś na wszystkich ze zazdrością? - zapytałam się wprost.

<Keya?>

czwartek, 5 kwietnia 2018

Od Violett C.D Keyi


Dziewczynie spodobał się Yuki w dodatku się go nie bała. Miło aż się zrobiło, że nie musiałam jej uspokajać. Przeważnie było tak gdy ktoś przyszedł do mnie to bał się Yuki'ego i kazał mi go zamknąć. Nie rozumiałam czasami tych ludzi. Yuki zawsze jest miły w dodatku taki kochany. 
Dowiedziałam się czegoś bardzo ciekawego. Natomiast dowiedziałam się iż Keya jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. Pomimo kilku sprzeczności przez które nie mogła mieć zwierzaka w domu to i tak znalazła rozwiązanie. Nagle w pomieszczeniu rozległ się dźwięk nieznanej mi melodyjki. Był to telefon Keyi. Przeprosiłam mnie, po czym odebrała telefon. Sądząc po czasie rozmowy był to tak zwany głuchy telefon. Ktoś żarty sobie robił lub po prostu coś sprawdzał. 
- Nie lubię jak ludzie robią sobie takie żarty. - mruknęła, a ja spojrzałam się na nią. Schowała swój telefon kieszeni. -Skąd wzięłaś tygryska? Raczej nie często spotykam ludzi mających tygrysy. W sumie to nigdy nie spotkałam kogoś w posiadaniu tego pięknego kotka.
- Będąc na jednej z misji w Indiach znalazłam go jak ktoś się nad nim znęcał. Major zauważył to i odebrał Yuki'ego z ich rąk. Wtedy poraz pierwszy rozpłakałam się na jego widok. Starał się ze wszystkich, aby wstać i walczyć dalej. Poprosiłam wtedy głównego dowódcę o prawa nad opieką nad nim. Po dość długich staraniach dostała i od tamtego czasu jestem jego prawowitą opiekunką. Co do jego imienia, to pewna pani zaproponowała mi jego imię ze względu na jego wygląd oraz ubarwienie - mały kociak usnął mi na kolanach. 
- Ale fajnie! - odpowiedziała dziewczyna pełna zachwytu. 
- Keya... Czy mogę zadać ci pewne pytanie? - spojrzałam się na nią.
- Jasne, że możesz - odparła pewna radości oraz z ogromnym uśmiechem na twarzy.
- Czy te głuche telefony są już od dłuższego czasu? - zapytałam się bez owijania w bawełnę. - Jeżeli masz jakiś problem do zawsze możesz na mnie liczyć - dodałam po krótkiej ciszy ze strony Keyi. 

<Keya?>

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Violett C.D Ravenis


— To jak? Ważka czy szukamy dalej? — spytałam się a chłopak potarł dłonią policzek, coś wymruczał pod nosem po czym jakby perfekcjonista zaczął się dokładnie przyglądać wisiorkom. Musiał sobie o czymś myśleć, jednak za bardzo nie wiedziałam co. Spojrzałam się na starsza kobietę, a ona tylko uśmiechała się pod nosem. Chyba wiedziała co chłopak chce wybrać no chyba że śmiała się z jego obecnej mimiki twarzy, która jak dla mnie była pierwszy raz wykonana przez chłopaka czy też jakaś inną osobę. 
— Nie, ważka brzmi dobrze, nie ma co dalej błądzić, bo potem trudno cokolwiek wybrać z takiego natłoku dodatków - po krótkim zastanowieniu się wreszcie coś powiedział. Spojrzałam sir na niego oraz wyraz jego twarzy. — A co sądzisz o tym? Radosny taki, no wiesz, mniej w nim melancholii niż w reszcie. Ile za niego będzie, psze pani? — chyba Rav odnalazł ważny przedmiot dla tej ważnej osoby. Spojrzałam się na kobietę, która podała cenę chłopakowi. On zapłacił, a ja się uśmiechnęłam pod nosem. Pomachałam starszej pani na pożegnanie.  — No to co ty na to? Ładny jest. - powiedział entuzjastycznie chłopak, gdy kierowaliśmy się ku wyjściu. 
- Bardzo śliczny - odparłam. Wyszliśmy z budynku. Niebo nie było już tak jasne. Przybrało kolory fioletu, różu oraz pomarańczu. Nie spodziewałam się tego, że tak długo byliśmy w sklepie. Czas szybko mi zleciał wraz z chłopakiem. Również straciłam rachubę czasu przez to, że w sklepie byli tak ciemno. 
- Cieszę się że znalazłeś upominek dla ważnej osoby. Może i prezent jest sam w sobie wyśmienity, ale z pewnością przyda ci się jeszcze do niego opakowanie - wyciągnęłam z kieszeni pudełeczko, które kupiłam w czasie, gdy chłopak myślał nad tym co ma wreszcie wybrać. Chłopak wziął delikatnie z mojej prawej dłoni podłużne pudełeczko z kokardką. - Teraz chyba twój prezent jest kompletny co nie?! - spojrzałam sie na niego. 
W oddali usłyszałam dźwięk dzwonu kościelnego oznajmiający, że jest już jedną z czterech głównych godzin. Spojrzałam się dla pewności która to godzina. Już osiemnasta była a mnie wciąż w domu nie było. 
- Jeżeli chcesz to zawsze możesz do mnie przyjść po pomoc. Moja szkołę już znasz, a co do domu to jest tuż koło parku który jest jakieś trzy kilometry stąd. - oznajmiłam chłopakowi. 

< Ravenis?>

Od Violett C.D Keya


Dziewczyna z uśmiechem oraz w pełni radości zgodziła się wejść do mnie. Skorzystaliśmy ze schodów, gdyż jakoś za windą nie przepadałam. Otworzyłam drzwi do mieszkania. Wpuściłam dziewczynę jako pierwszą do mieszkania. Ja weszłam tuż za nią zamykając przy okazji drzwi za sobą. Rozebraliśmy swoje buty poczynając weszliśmy do środka. Zaprowadziłam dziewczynę do salonu. W jej oczy rzuciła się moja kolekcja broni. Podziękowałam jej. Zapytałam się co chciałaby do picia. Herbata, odpowiedziała. Poszłam do kuchni. Tam zrobiłam herbatę dla mnie oraz Keyi. Zastanawiałam się gdzie podział się Yuki. Nie było go w salonie ani w kuchni. Zagotowałam wodę, następnie zalałam wrzątkiem herbatę. Dwa kubki położyłam na tacy, a tuż obok nich miseczkę z ciasteczkami. Wróciłam do dziewczyny. Położyłam tace na stoliku przed nami, wręczyłam jej kubek do ręki. 
-Chcę Ci na prawdę podziękować. - dziewczyna zaczęła mówić. - Pomimo, że nasza znajomość jest krótka na prawdę Cię lubię. Dzięki tobie w końcu poczułam, że ktoś przy mnie jest - nie wiedziałam, że dziewczyna ma małe zaufanie do ludzi. Chociaż iż to było normalne w takim świecie jak ten. 
Dziękuję spojrzenie oraz szczery uśmiech zapamiętałam i chyba go już nie zapomnę. Policzki Keyi zarumieniły się delikatnie, a ona się odwróciła. 
- Mogę poznać twoje moce? - kontynuowała Keya. Po wzięciu łyku herbaty spojrzałam się na dziewczynę.
- Kwiaty to moja moc. Za pomocą pyłku kwiatów mogę kogoś manipulować. Jeżeli pyłek trafi do oka najlepiej wtedy działa, zupełnie tak jakbym kogoś przyciągała. O ile płatek kwiatów przyczepi się do kogoś mogę również zdradzić tej osoby lokalizacje. To na tym polega moja moc - odpowiedziałam, a ona spojrzała na mnie. Keya chciała coś już powiedzieć gdy nagle pojawił się Yuki. Biegł wprost do mnie i nim się spojrzałam był już na moich kolanach. Wtulał się do mnie, a dziewczyna spojrzała na niego. 
- Keya to jest Yuki. Yuki to jest Keya - spojrzałam się nich oboje. 

<Keya?>