Dziewczynka widziała to jak przez mgłę. Pozbawiona wspomnień, nie pamięta wyglądu pomieszczenia, w którym się niedawno znajdowała, ani nawet twarzy stojącego przed nią mężczyzny. Rozpoznawała jedynie jego wątłą posturę, delikatny uśmiech i biały, ciągnący się do kolan fartuch. Siedziała na drewnianym krześle, w małym gabinecie, patrząc pusto przez siebie. Mężczyzna powoli się do niej zbliżył i zgiął nogi, chcąc zrównać jej spojrzenie ze swoim.
- Wiesz, dlaczego tu jesteś, dlatego że przytrafiło ci się coś naprawdę strasznego-Mówił spokojnie, nie chcąc spłoszyć dziewczyny. - Rachel, nazywam się Danny. Jestem twoim terapeutą. - Jego głos brzmiał niczym uspokajający dzwoneczek. Biło od niego spokój i ciepło. Próbował z dziewczynką spokojnie i sympatycznie porozmawiać, by złapać z nią kontakt zaufania, przy tym zadając jej pytania - Powiesz, mi co się w domu twego Wuja, stało ?- Nie odpowiadała, jakby zupełnie nie widząc mężczyzny. Jej oczy nie miały w sobie ani grama blasku. Były puste, odpychające od siebie cały świat. Rachel nijak zareagowała na przyjacielski słowa terapeuty. Zaczęła jedynie lekko zamykać powieki, by po chwili odciąć praktycznie martwy wzrok od miłej twarzy Danny’ego. Ostatnie co usłyszała, gdy znużyła się we śnie były słowa terapeuty do osoby, która weszła do gabinetu:
”Niestety brak z nią kontaktu, jest naprawdę w złym stanie psychicznym, nie ma, rady trzeba, ją tam wysłać, tam jej pomogą „
Tego właśnie dnia, słowa dorosłych osądziły ogniem swoich bezsilność i braku pomocy, jej niewinny los. Zagubiona dziewczyna, która straciła wszystko przez dotyk, trafiła do miejsca dla obłąkanych z umysłem czystym niczym kartka papieru, która była zamknięta ze wszystkich stron w głębokim pudełku, żeby już niczego nieczuć i nikogo nie widzieć, ani nie wpuszczać do siebie.
Ludzie boją się śmierci, a mnie coś podpowiada, że jest to najpiękniejszy moment życia.