Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hideyoshi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hideyoshi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 czerwca 2018

Od Hideyoshiego C.D Shury


Niebo pokryło się szaro-białymi chmurami... Słońce schowało się za ponurą pościelą na niebie... Wokół latają zdezorientowane kruki, wyśpiewując swoją piosenkę niczym pieśń śmierci... Samochody na ulicy stanęły w ogromnym korku i nieładzie... Światła biją kolorem czerwono- niebieskim. Rozświetlają wszystko dookoła nas... Budynki, ulice, chodnik, twarze zupełnie przypadkowych ludzi i tej jednej mi znanej twarzy... Biała i nieskazitelna królowa lodu została splamiona czerwonym kolorem władzy, wojny i odwagi... Odgłosy syren ambulansu, klaksonów samochodowych, wrzeszczących i płaczących ludzi dudnią mi cały czas w uszach... Lecz zanikają, a ja słyszę tylko... Ciszę... Patrzę na nią, lecz nie mogę jej dotknąć... Odciągają mnie. Krzyczę. Znów mnie odciągają. Wyrywam się. Łapią mnie i tak w kółko... Uspokajają mnie, że wszystko będzie dobrze... Że to tylko drobny wypadek i za niedługo otworzy swoje oczy... Kłamca... Wszyscy są kłamcami... Po raz pierwszy od wielu lat... Widok krwi nie fascynuje mnie... Tylko przeraża i wkurza. W tym momencie - nienawidzę jej. Nienawidzę tego koloru czerwieni, które pokrywają moje włosy, blizna i jej ubrania. Nienawidzę tego koloru w tej chwili. Nie potrafię go teraz uwielbiać. Odgłos otwieranych drzwi samochodowych. Biorą ją na swoje ręce, a ja? Wpatruję się martwo w ulicę, opierając się tylko i wyłącznie na silnych rękach ratownika.
- Proszę pana! Halo, słyszy mnie pan?! - krzyczał, chyba do mnie, lecz ja... Słyszałem to, jak przez mgłę i ciągle patrzyłem martwo w zakrwawioną ulicę... Moja biel... Moja czystość i mój chłód... Jej chłodne ręce... Długie, białe włosy... Piękne, niebieskie oczy... Jej uśmiech... Zniknęło. To wszystko zniknęło... Co jak ją stracę? Osobę, która zawładnęła moim sercem... Osobę, z którą świetnie spędzało mi się czas... Osobę, która mnie pocieszała, która zawsze tu była, więc dlaczego teraz jej nie ma?! Czemu ciebie tutaj nie ma, Shura! Wracaj tu! Wracaj... Wróć... Proszę... Gdzie jest ta osoba, która oświetliła nocną drogę, którą kiedyś kroczyłem! Gdzie jest osoba, która sprawiła, że mój świat zaczął nabierać barw! Gdzie jest osoba, przy której moje serce biło tak szybko! Przy której moje policzki były bardzo ciepłe i rumiane! GDZIE JEST TA OSOBA! Gdzie... Oddajcie mi ją... Moją kochaną Shurę... Moją dziewczynę...
- Proszę pana! Proszę pana, słyszy mnie pan?! - znów głos ratownika, który przedziera się przez mgłę tak zawzięcie. Nie odpuści i nie puści mnie. Czuję mocny uścisk wokół mojego brzucha. Uścisk silnych rąk, które codziennie ratują komuś życie. Dzięki nim wiele ludzi przeżywa wypadki. Dzięki tym szlachetnym rękom... Ja nie mam takich rąk. Moje ręce nie potrafią ratować innych z takich wypadków... Nie dałem rady jej uratować... Ona uratowała mnie. Ponownie. Czemu... Czemu to zrobiłaś? Nie zasługiwałem na taki ratunek... Nie ja... Ty, tak... Czuję, jak coś spływa po moim policzku. Znowu. I znowu. I znowu... Co to? Łzy? Czemu więc widzę kapiącą krew? Robi mi się trochę... Słabo... Uderzyłem się w głowę podczas upadku? Nie wiem... Shura... Błagam... Nie opuszczaj mnie... Ja tu cały czas będę. Zaufam tym silnym rękom, które ratowały czyjeś życie tyle milionów razy... Oprę się o nie. Ty też tak zrób. Bo ja nie mogę ci pomóc. Wiem to. Nie będę głupi... Przeżyj... Dla mnie... A ja przeżyję dla ciebie... Moje powieki robią się ciężkie... Zasnę... Tylko na chwilę... Czuję, jak ktoś kładzie mnie na jakimś łóżku. Zapina mnie pasami. Trzyma moją rękę...
- Nie... się... dobrze... - niektóre słowa się urywają... Patrzę obok siebie. Leży ona. Nieprzytomna. Moja Shura. Kto ściska moją rękę? Ona. Właśnie ona... A drugą? Ratownik, który mówi, żebym się nie martwił. Że oni zajmą się wszystkim. Nie... Oni kłamią... Co jak kłamią... Oddajcie mi ją... Moją kochaną Shurę... Wybacz mi, moja droga, że nie potrafiłem ci pomóc... Wybacz, że moje ręce nie są tak wspaniałe i że nie potrafią uratować cię... Wybacz... Lecz teraz zasnę... Bo kręci mi się w głowie. Bo nie mogę znieść myśli, że ciebie może tu nie być...

<Shura? ;-; >

czwartek, 31 maja 2018

Od Hideyoshiego C.D April


-,,Halo halo, Człowiek Polska, odbiór. Jak żyjecie, komendancie?”
-"Jaa? A bardzo dobrze. A co u ciebie?"
-"A nic szczególnego. Dzisiaj było całkiem przyjemnie"
-"Wiem. Było fajnie. Może kiedyś to powtórzymy. Ale teraz muszę zmykać. Heey!"
-"Narka"
---
Kolejny dzień w tym ogromnym mieście pełnym przemocy, zgiełku, nadnaturalnych zdolności i pośpiechu. Nie wiem, co mam dziś robić czy nudzić się cały dzień czy robić coś przydatnego. Nie mam pojęcia. Może gdzieś pójdę? Do parku czy gdziekolwiek indziej? Wstałem z łóżka i się ogarnąłem. Następie poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie kawę. Oparłem się o lat kuchenny i rozglądnąłem się po mieszkaniu. W kącie stała moja gitara w futerale. Hm.. Ciekawe... W sumie to dawno nie ćwiczyłem gry na tym instrumencie. Może warto poćwiczyć, bym nie stracił wprawy? Co prawda nie uważam się za jakiegoś zawodowego muzyka czy coś. Robię to rekreacyjnie. Nauczył mnie tego mój ojciec. Tęsknię za nim, wspólnymi żartami i treningami. No i też za rodzeństwem. Dawno się nie widzieliśmy. Wciąż pragnę rozwiązać tajemnicę związaną z moją mocą i matką. Jakoś nie pamiętam, by kiedyś w ogóle używała swoich mocy przede mną i rodzeństwem. W sumie pierwotnie i ja i całe rodzeństwo miało zdolności tylko i wyłącznie ognia. Czemu więc teraz nagle coś się stało, że moją druga zdolnością jest woda? Nie mam zielonego pojęcia czemu tak się stało i czemu akurat teraz. I może to ma związek z tym wypadkiem, którego tak na prawdę nie pamiętam? Sam nie wiem w sumie. Dobra, koniec gadania. Pora gdzieś pójść i się przewietrzyć. Wziąłem gitarę i przełożyłem ją na plecy. Założyłem buty i ubrałem bluzę. Pora wyjść z tej nory w końcu...

---


Po paru minutach znalazłem się w parku. Usiadłem na ławce i zacząłem rozpakowywać gitarę. Nagle podeszła do mnie jakaś kobieta z małą dziewczynką. To była chyba jej córka. Mała nie wyglądała tak jak inne dzieci. Widać było, że była na coś chora. I to chyba niekoniecznie na uleczalną chorobę. Zrobiło mi się dość przykro, że na świecie nadal są takie smutne sytuacje. Mimo tego, że nowa technologia i medycyna są na wysokim poziomie to i tak nie dajemy rady pomóc takim ludziom. Nadal dużo osób umiera na choroby, na które nie ma lekarstwa... Ciekawi mnie, czy jest taki ktoś kto ma moc odbierania i niwelowania choroby... Taka osoba mogłaby zdziałać cuda... Ale dość tych rozmyślań. Chciałbym jej jakoś pomóc, wesprzeć, cokolwiek, by choć na chwilę mogła nie myśleć o chorobie i cieszyć się życiem.

- Jak masz na imię?
- M-mary...
- Hej Mary, chciałabyś, bym ci zagrał?
Dziewczynka nieśmiało pokiwała głową, a ja dałem jej znak, że może usiąść obok mnie. Szybko nastroiłem gitarę i zacząłem grać i śpiewać piosenkę. 


Śpiewałem piosenkę i na chwilę rozejrzałem się po parku i małym tłumie, który zaczął się zbierać dookoła nas. Jej mama zaczęła płakać ze wzruszenia. Ja dostrzegłem w tłumie zielonooką dziewczynę, którą znam od paru tygodni. Uśmiechnąłem się delikatnie i nadal grałem piosenkę dla tej biednej dziewczynki...

<April? Może ci wybaczę XDD>

piątek, 18 maja 2018

Od Hideyoshiego CD Shury


Dzień później

No dobra, wczorajszy dzień był wyjątkowy. W końcu nadszedł czas, gdy wyznałem swoje uczucia dla Shury i w końcu czuję się wolny. Wolny jak ptak lecący po czystym, bezchmurnym niebie. Wokół mnie kwitną kwiaty, a moje serce razem z nimi. Czuję, że wreszcie promienie słoneczne przeszyły me serce. Jakie to dziwne uczucie... Mam dziewczynę... Dziwne, lecz bardzo przyjemne i wspaniałe... Sama ta świadomość dodaje mi otuchy, że mam kogoś, do kogo mogę się zwrócić bezinteresownie, a ona mi pomoże, że ona ze mną pogada i mnie zrozumie. Poczułem... Nie lepsze będzie określenie, że moje serce i rozum, całe ciało chce chronić ją za wszelką cenę przed złem i niebezpieczeństwem tego świata. Chcę ją mieć przy sobie i nigdy nie wypuszczać z mych ramion. Pragnę, by była bezpieczna... Woow, Hide... Jaki męski i szlachetny. Ja kilka miesięcy temu, wyśmiałby mnie od razu. Ja, Hide, mam dziewczynę? Żart chyba... Tak bym powiedział, ale teraz... Teraz to zupełnie inna bajka. Poznałem wiele wspaniałych osób i nauczyłem się dużo nowch rzeczy... Właśnie, co do nowych rzeczy... Woda. Moja prawa strona nie jest już bezużyteczna. To... To niesamowite. Nie wiem jednak czy mam się śmiać, czy płakać. Odkryłem swoją nową moc, wodę, lecz nadal nie wiem, czemu akurat woda? Przecież mój ojciec, bracia i siostra... Wszyscy władają ogniem. Może nie jest to ten sam ogień i moce, bo delikatnie różnią się od siebie, ale jednak... Woda? Nie przypominam sobie, by ktokolwiek z naszej rodziny miał zdolność emanowania tą cieczą... Czekaj zaraz. Jaką zdolność ma moja mama? Nigdy jej o to nie pytaliśmy z rodzeństwem, a ona nie była skora do odpowiedzi bądź po prostu powiedzenia lub pokazania nam tego. Dziwne... I jeszcze jedno... O co chodzi w końcu z tym wypadkiem? Nie pamiętam prawie nic z tamtego okresu.. Ale dlaczego? Co się stało takiego i czemu nikt, ale to nikt nie chce mi tego powiedzieć. Wciąż mam przed sobą ogrom pytań i mało, baardzo mało odpowiedzi. Chcę odkryć tą tajemnicę, tylko jak...

---

Szedłem sobie chodnikiem w piękny, bezchmurny, słoneczny i wyjątkowo ciepły dzień. Odetchnąłem świeżym powietrzem. Uwielbiam to. Świeże powietrze, ładna pogoda i rozkwitające kwiaty i me serce. Najlepsze uczucie na świecie. Brakuje tylko Shury. O, o wilku mowa. Dziewczyna pomachała do mnie, gdy ja siedziałem na jakimś murku.

-Hide!-krzyknęła, po czym śmiejąc się podbiegła do mnie, rzucając mi się w ramiona. Matko, jaka ona jest cudowna..
-No hej śnieżynko, co tam?- powiedziałem do niej spokojnie, a ona usiadła koło mnie na murku.
-Ś-Śnieżynka?-zaczerwieniła się mocno i zmarszczyła nosek. Uderzyła mnie lekko w ramię.-G-Głupi Hide... W-Wymyślasz jakieś głupawe przezwiska.
Zaśmiałem się, była taka urocza w tym, co robi i mówi...
-Tak, śnieżynka, a co? Nie podoba się? W takim razie będziesz... Diabeł z piekieł, wampir, demon lub... Pożeracz moich ciastek...- spojrzałem na nią, marszcząc oczy lekko. Tak, Shura nie wiem czemu, ale była taka "głodna" ostatnio, że wpierdoliła całą paczkę moich ciastek, gdy poszedłem do łazienki. Normalnie ciasteczkowy potwór... Shura po chwili zaczęła się śmiać.
-Pożeracz ciastek jest fajny!-zarechotała, po czym rumieniąc się i śmiejąc zamknęła oczy i zakryła usta. Chyba nie chciała, aby ktokolwiek usłyszał, jak głośno momentami się brechta. Jej śmiech czasami był zabójczy. Teraz też tak było. Nie mogłem powstrzymać śmiechu, a z oczu normalnie leciały mi łzy.
-Hahaha, o matko... Czekaj już jest git... Nie! nie wytrzymam, hahaha!
-Głupi Hide!-krzyknęła, kiedy chyba się skapnęła, że chodzi o jej śmiech. Uderzyła mnie lekko piąstką w głowę, po czym odwróciła się, widocznie lekko obrażona. Wybacz Shura, może przesadziłem, ale twój śmiech mógłby być świetnym dzwonkiem na powiadomienia w telefonie. I chyba kiedyś tak zrobię..
-Oj, no już, przepraszam, kochanie...
Powiedziałem tak do niej perwszy raz. Jaka będzie jej reakcja? Skarci mnie? A może nie? Zarumieniony czekałem na odpowiedź i pogładziłem jej ramię swoją prawą ręką. Shura jakby zadrżała, a potem wyprostowała się. Czułem, jak bije jej serce.
-P-Powtórz.... T-To ostatnie...-powiedziała dość cicho, a ja zarumieniłem się mocniej.
-K-kochanie...
Niebieskie oczka spojrzały na mnie, a potem ujrzałem ogromny rumieniec. Chyba nawet większy od mojego.
-J-Jeszcze raz... T-Tak ładnie to brzmi z twoich ust...-zarzuciła mi dłonie na ramiona, a ja objąłem ją w talii.
-Zachłanna jesteś, kochanie... Podoba się?
-Odpowiem czy mi się podoba, jak pójdziemy na łąkę. Chyba musisz potrenować, misiu...-zaśmiała się perfidnie.
-Potrenować? Czy ty coś sugerujesz?
-Zobaczymy. Może otrzymasz odpowiedź, czy podoba mi się, jak mnie nazywasz.
-Phi, jaka szantazystka... Ale dobra, idziemy.. Jestem ciekawy...
---
Po parunastu minutach znaleźliśmy się na polanie w lesie. Domyślałem się, co Shura chce potrenować. To było zbyt oczywiste, by się tego nie domyślić. Stanęliśmy naprzeciwko siebie.
-To jak? Zaczynamy?
Stworzyła ze śniegu miecz, po czym zaśmiała się.
-No jasne. Zawsze gotowa! Zaczynasz!
---
Po paru dobrych minutach walki, podczas jednego uniku, zrobiłem znów ogomną falę wody, która nacierała na Shurę. Kurde, będę musiał ogarnąć tą moc, bo robi się to powoli niebezpieczne...
Dziewczyna pisnęła, po tym, jak fala dosłownie okryła ją. Warknęła pod nosem, po czym stworzyła wokół siebie wir ze śniegu, a po chwili była już sucha.
-Proszę bez takich, mój drogi...-położyła dłonie na biodrach.
-A-ale ja.. Nie zrobiłem tego specjalnie...- spojrzałem na swoje obie ręce. To było conajmniej dziwne. Nie mogłem pojąć czemu akurat woda... To dość ciężkie przyzwyczaić się do ponownego używania prawej strony w walce, gdy nie używało jej się ponad 3 lata...
-Przecież wiem! -zaśmiała się-Ale się pilnuj, kochanie...-powiedziała, po czym wskazała na moje stopy. Przywarła je do ziemi po zamrożeniu wody, jaka osiadła na łące. W sumie, śnieg jest zimny, więc po stworzeniu wiru z wiatru ze śniegiem... To możliwe. Nagle dziewczyna skoczyła mi na ramiona, śmiejąc się.
-Wio rumaku!-krzyknęła.
-Szkoda, że twój rumak jest uziemiony... Ale nie na długo!- roztopiłem lód ogniem. Trochę to potrwało. Zobaczyłem ponownie wodę... Woda, która płynęła z mojej prawej strony ciała. Spływała strumieniami po mojej ręce, a ja... Ja nie mogłem w to uwierzyć do tej pory. Moaj prawa strona jest do czegoś przydatna.. Znów mogę waczyć dwoma stronami. Znów mogę czuć to, że żyję podczas walki, a nie stoję jak słup. Z mojego oka popłynęła mała łza, która zlała się z pozostałą wodą... Shura spojrzała na mnie.
-H-Hide? Dlaczego płaczesz?-zapytała, a ja nie wiedziałem, co mam powiedzieć...
-N-nic.. To nic takiego... Naprawdę...- rozglądnąłem się po polanie i połaciach wody. Była piękna... Coś mi przypominała.. Coś bardzo ważnego, coś, o czym zapomniałem...'
<Shura?>

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Od Hideyoshiego C.D Shura


Dzień później...

Wstałem z trudem z łóżka. Nigdy nie dam rady się od niego odkleić. Zawsze takie miękkie i przyjemne... Zupełnie jak... Czekaj, zaraz... Czemu pomyślałem w tym momencie o Shurze? Co jest ze mną nie tak. Od wczoraj o niej cały czas myślę. Mój rozum nie wspomina niczego innego jak ten wczorajszy pocałunek. Co mnie wtedy napadło? Sam nie wiem... Ale ona wydawała się taka piękna, a jej rozpuszczone włosy były takie cudne... Zaraz. Stop. Stop. Stop. O czym ty myślisz, Hideyoshi. Jeszcze wyjdziesz na zboczeńca, ale... Nie dam rady! Nie mogę przestać o niej myśleć! Schowałem zarumienioną twarz w dłonie i ponownie walnąłem się na poduszkę. Oj, Hide... Chyba się zakochałeś... 

---
Parę dni później...

Ogarnąłem się tak, jak codziennie, nic szczególnego i nic nowego. Same nudy, chociaż... Pośród tej szarej rzeczywistości po mojej głowie krąży ta białowłosa dziewczyna... Chcę ją już zobaczyć. Chcę ją dotknąć. Chcę, by... By była tylko i wyłącznie moja. Chcę ją jeszcze raz pocałować. Chcę ją objąć kolejny raz. Chcę ją poczuć całym sercem... Kto by pomyślał. Moja najlepsza przyjaciółka, którą poznałem dobrych parę miesięcy temu stała się moją... Właśnie. Kim ona teraz dla mnie jest? Najlepszą przyjaciółką? Nie, to za mało. Dziewczyną? Nie, JESZCZE nie. Tkwimy teraz, nawet nie wiedząc, kim dla siebie jesteśmy. No, Hide, pora to zmienić, prawda? Nikt nie lubi żyć w niewiedzy. Ja także...

---
Parę tygodni później...

W szkole było dość... Inaczej niż zwykle. Mimo tego, że niby normalnie ze sobą gadaliśmy, to atmosfera była nieco inna. To nie tak, że była spina między nami czy coś, nie w tym rzecz. Po prostu... Chyba oboje się zmieniliśmy przez te pare miesięcy. Osoby, które myślały, że nigdy się w sobie nie zakochają. Ba, że nawet w nikim się nie zakochają, bo kto je zechce przecież, zakochały się w mgnieniu oka i nawet nikt się nie spostrzegł, kiedy wiśnie zaczęły przybierać różową barwę, trawa stała się zielona, niebo czyste i bezchmurne, a kwiaty kolorowe. Mój świat nabrał barw. Szara i nudna rzeczywistość zmieniła się w magiczny, kolorowy świat dzięki tej białowłosej ślicznotce. Moje serce szybciej bije, dając mi do zrozumienia, że coś jest na rzeczy, bo przecież jest, tak? Zacząłem czuć, że chcę ją chronić, że muszę ją chronić, że chcę mieć ją tylko dla siebie... Stałem się zachłanny, bo chcę więcej i więcej. Chcę, by już nigdy nie opuściła mnie i moich ramion... Zabawne, bo nie jesteśmy razem. JESZCZE. Ale w moim sercu zaszły zmiany. Zmiany nie tylko uczuciowe, lecz i cielesne. Tak... Dzięki tej białowłosej ślicznotce odkryłem, że moja prawa strona się zmienia. Nie wiem jeszcze jak, ale czuję to po sobie. Coś jest na rzeczy, tylko co... Nadal dążę do rozwiązania tej zagadki i mam je na wyciągniecie ręki... 

---
Kolejne dni minęły, a płatki wiśni przybrały różową barwę i powiewają na wietrze...

Tego dnia ćwiczyłem razem z Shurą. Tak jak zwykle, tylko, że na świeżym powietrzu, bo czemu nie? Jest ciepło, świeci słońce, a wiosna jest już u drzwi, kwiaty kwitną... To wszystko odzwierciedla to, jak się czuję przy Shurze. Moje serce rozkwitło tak, jak tysiące kwiatów... Trening jak trening. Nic zwykłego... Nie, nie, nie. Nie tym razem mój drogi. Nadszedł przełomowy dzień w twoim życiu. Wreszcie poznałem tajemnicę prawej strony... 

---
Tego samego dnia...

Shura wykonała swój ruch, celując śniegiem w moją stronę, a ja chciałem się obronić. Jak zwykle użyłem prawej ręki, ale... Zamiast się obronić, zaatakowałem... Z mojej prawej ręki zaczeła emanować ogromna ilość lodowatej wody, która wielką falą mknęła na Shurę. Dziewczyna odskoczyła i się uchroniła, ale... Ja stałem w osłupieniu. Nie dałem rady się ruszyć. Co się... Co się teraz stało....
-C-co... Co...- nie dałem rady nic z siebie wydusić. Byłem tak zdziwiony i zszokowany, że...
-H-Hide...-uśmiechnęła się szeroko, po czym jak strzała podbiegła do mnie.-Co to było!? Jak to zrobiłeś?!
 -N-nie wiem... Chciałem się obronić i... - popatrzyłem na ogromną falę, która wylała się na tereny obok nas.
-To jest śliczne.-powiedziała, po czym też spojrzała na falę.- Nie wiem jak to zrobiłeś, ale...
Spojrzałem na swoją prawą i lewą rękę. C-czy to jest ten dzień? Dzień, w którym w końcu odkryłem tajemnicę związaną z moją prawą stroną? Nie wierzę... Nie wierzę! Jestem nadal zszokowany, ale i szczęśliwy. W końcu... W końcu ją odzyskałem.. Ale czy na pewno? Jedno mnie zastanawia... Przecież cała moja rodzina włada ogniem, a mama... Właśnie... Jakim żywiołem włada moja matka? Kolejne pytania i brak odpowiedzi, ale tym później będę się martwić. Teraz pora to wypróbować...
-Chyba tak...- podniosłem prawą rękę do góry, a po niej od dłoni zaczął spływać strumień zimnej wody. Shura szeroko się uśmiechnęła, po czym podeszła do wody, jaka oblała teren. Tworzyła się za nią ścieżka ze szronu. Ukucnęła i zerwała kwiatek, jaki tam rósł. 
-Woda im się przyda...-chyba powiedziała to do siebie, ale i tak to usłyszałem. Wyglądała tak pięknie... Tak cudownie pośród tej kwiecistej polany...

---
Ponownie kilka dni później...

Dziś jest ten dzień. Dłużej nie będę zwlekać. Stałem się pewny i silny, co do swoich uczuć. Wiem już na milion procent, że to właśnie ona jest tą jedyną panią mego serca. Pora jej to teraz powiedzieć. Dłużej nie będę zwlekać. Jestem gotowy na odrzucenie, ale mam wielką nadzieję, że to się jednak nie stanie. Napisałem do Shury, że spotkamy się na jakimś zakręcie. Stałem i czekałem na nią, cały zarumieniony, bo wiedziałem, co mnie dzisiaj czeka. Po chwili Shura przyszła na miejsce spotkania. Przywitała się ze mną z szerokim uśmiechem na twarzy, a my po chwili zaczęliśmy iść w miejsce, które sobie zaplanowałem. Piękna parkowa uliczka, po której dwóch stronach stały kwitnące i różowe drzewa wiśni. Było tam tak pięknie, że nie mogłem przeoczyć takiej okazji. Nie ma opcji, bym ją przegapił. Parę minut później znaleźliśmy się na miejscu, a dziewczyna westchnęła z zachwytu.
-Łaa.... Jak tutaj pięknie!-pisnęła, rozglądając się.
-Cieszę się, że ci się podoba...- uśmiechałem się, cały czerwony na policzkach. Uwielbiam kiedy ta białowłosa piękność się szczerze uśmiecha. Po chwili złapałem ją za rękę i obróciłem tak, że Shura stała, opierając się o ogromne drzewo, a ja przyszpiliłem ją dodatkowo do niego ręką- Shura, muszę ci coś powiedzieć...
Na jej policzkach dojrzałem różowe jak same kwiaty wiśni rumieńce. Patrzyła na mnie niewinnie. 
-T-Tak?-zapytała cicho, a ja wplotłem jej jeden z różowych kwiatów w jej piękne rozpuszczone włosy, uśmiechając się przy tym.
-Żył sobie pewien chłopak, którego nikt nie chciał znać. Plątał się zagubiony pośród szarej rzeczywistości, pośród nudnej codzienności, szukając odpowiedzi na swoje pytania. Nagle jego oczom ukazała się piękna dziewczyna. Dwie osoby,obce dla siebie i wrogo do siebie nastawione, wpadły na siebie pewnego pochmurnego dnia. Wpadały na siebie częściej i częściej i częściej, aż zrozumiały, że już nie są siebie obce. Miały swoje numery telefonów i spotykali się codziennie. Stali się najlepszymi przyjaciółmi, których nikt inny nie potrafi zrozumieć i nad nimi nadążyć, tylko oni sami... Mijały dni, tygodnie i miesiące. Pewnego dnia ten nudny, szary chłopak zrozumiał, kim naprawdę jest dla niego ta dziewczyna. Szary świat zaczął nabierać barw, a słońce przebiło się i rozwiało czarne chmury. Stał się innym człowiekem, dzięki tej piękności, którą ma teraz przed oczami. Jego serce bije szybciej, a na końcu języka ma te dwa piękne słowa, które brzmią "Kocham cię"...

W czasie opowieści w oczach dziewczyny widziałem łzy. Jak zakończyłem ją, zaczęła płakać. Zakryła dłońmi swoje oczka. 

-H-Hide... -wyszeptała. Wyglądała jak mała dziewczynka, jaka zgubiła rodziców w tłumie. -Też ciebie kocham... Tak bardzo mocno... -szepnęła, po chwili mocniej zalewając się łzami szczęścia. Tak ją kocham. Jest taka piękna... Nigdy jej nikomu nie oddam. Nikomu nie oddam tego uśmiechu i tych łez. Nikomu...
-Shura... -objąłem ją za talię i czule pocałowałem, a wiatr rozwiał nam włosy. Po dłuższej chwili się od siebie odkleiliśmy, a ja szepnąłem, będąc bardzo blisko jej twarzy.- Czy ta białowłosa ślicznotka zechciałaby zostać dziewczyną tego dwukolorowego chłopca?

<Shura?>

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Od Hideyoshiego C. D Shura


 Ten trening był dość... Specyficzny. Nie chciałem jej zranić. Ćwiczenia ćwiczeniami, ale bez przesady. Nie chciałem jej zranić, by cierpiała. Nie, nie, nie! To nie miało tak być! Matko, Shura wybacz mi moją głupią nieuwagę! Nie mam żadnej mocy leczenia, więc musiałem ją zanieść do pielęgniarki. Błagam, nie chcę, by cierpiała. I to jeszcze przeze mnie. Jakim ja jestem idiotą czasami, naprawdę, aż można spaść z krzesła. Wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem ją do pokoju pielęgniarki. Shura była cała czerwona na twarzy, ale ja zachowałem powagę. Muszę teraz być silny. Chcę, by widziała we mnie oparcie i silne ramiona, w których zawsze znajdzie pocieszenie i ratunek. Nie znam jej przeszłości ani sytuacji rodzinnej, ale domyślam się, że nie była zbyt kolorowa i sielankowa. Czułem na sobie wzrok dziewczyny, ale nie oglądałem się. Patrzyłem przed siebie, nie zwracając uwagi na krzywe spojrzenia innych. Dla mnie najważniejsze było jej bezpieczeństwo i to, by nie cierpiała. To było priorytetem. Po chwili, wszedłem do pokoju pielęgniarki z Shurą na rękach. Kobieta od razu kazała mi ją położyć na łóżko i zaczęła ją leczyć...
---
Wyszliśmy z gabinetu pielęgniarki, a po chwili dziewczyna wskoczyła na moje plecy, a ja złapałem ją za nogi, by nie spadła. Dziewczyna zaczęła wtulać swoją twarz w moje włosy, na co się lekko zarumieniłem. To było... Przyjemne.
-Bardzo ładnie pachną...- Shura wtuliłą się w moją szyję, chyba ze skrępowania, bo od jej policzków biło przyjemne ciepło. Z resztą ja nie odstawałem za bardzo od niej, bo moje policzki również się zarumieniły.
-Dziękuję! Miło mi to słyszeć od tak pięknej damy!
-Nie jestem piękna. Głupkuuu.
-Jeżeli tak powiedziałem, to znaczy, że tak jest. W końcu jestem mężczyzną.- uśmiechnąłem się- No dobra, idziemy gdzieś? Np. do mnie?
-Głupi.-mocniej wtuliła się w moje włosy.-Możemy. Dwukolorowy bałwanku.
-No to lecimy!
Zacząłem iść do wyjścia ze szkoły, nadal trzymając na barana Shurę. Uwielbiam spędzać z nią czas. Ona jest... Inna niż wszyscy. Coś mnei w niej intryguje... Tylko jeszcze nie wiem co, ale nie poddam się i kiedyś to odkryję...
---
Szliśmy, a raczej ja szedłem, bo Shura nie chciała odkleić się ode mnie i moich włosów. Ludzie patrzyli na nas, o dziwo, z uśmiechem. To było miłe i takie pozytywne. Miło się patrzy na uśmiechy innych osób skierowane do nas. To wspaniałe uczucie.
-Serio aż tak ładnie pachną?
-Tak... Tak bardzo...-delikatnie pocałowała czubek mojej głowy.-Żałuję, że nie znam twojego sekretu.-zaśmiała się.
Jej dotyk jest tak przyjemny... Tak cudownie. Chciałbym, by ta chwila trwała wiecznie...
-Mojego sekretu? - uśmiechnąłem się, patrząc na nią kątem oka.
-Tak. Twojego sekretu tak ładnie pachnących włosów.
-Aaa, tego sekretu. Wiesz, twoje włosy też pięknie pachną.- zaśmiałem się. Powiedziałem to, bo jej włosy były tak długie, że opadały na moje ramię i lekko na twarz. Tak poza tym, są bardzo piękne.
-No... Czy ja wiem. Mi to tak nie za bardzo. Poza tym...-spojrzała na mnie, lekko schylając głowę.-Bardzo lubię siedzieć ci na pleckach i ci trochę dokuczać...-zaśmiała się, bawiąc się moimi włosami. Nasze twarze były blisko siebie. Bardzo lubię, gdy ktoś robi coś lub bawi się moimi włosami. To takie przyjemne uczucie.
-A kto powiedział, że mi to przeszkadza?- spojrzałem w jej oczy i się uśmiechnąłem.-Jesteśmy już przed blokiem.
-Wniesiesz mnie? Miło mi się tak siedzi...-położyła głowę na moim ramieniu z uśmiechem.
-Do usług, M'lady...
Wniosłem dziewczynę po schodach i zatrzymałem się przed drzwiami mieszkania. Shura była lekka, więc noszenie jej nie sprawiało mi najmniejszego problemu. Tyle, że... Teraz nie mam rąk i nie mam jak otworzyć drzwi.
-Wyjmij klucz z mojej kieszeni, bo wiesz... Ktoś tu siedzi i zajmuje mi ręce- uśmiechnąłem się. Lekko się zarumieniła, po czym wzięła z mojej kieszeni klucz z chęcią podania mi go.
-Wiesz, drzwi też nie otworzę telepatią, haha.
-Oh, racja!-otworzyła drzwi, po czym mocno się we mnie wtuliła.
Schyliłem się na tyle, by nie walnąć przez przypadek Shurę w głowę. Przy okazji wziąłem klucz w zęby, obróciłem się i zamknąłem drzwi nogą. Następnie spojrzałem na Shurę, uśmiechając się szeroko z kluczem w zębach.
-Ale uroczo wyglądasz!-zaśmiała się i pocałowała mnie w czoło, na co się zarumieniłem. Zrzuciłem klucz na stolik przy drzwiach i wszedłem głębiej do salonu.
-Przystanek dom! Pora wysiadać!
-Nieee!-wtuliła się w moje włosy ponownie.
-Niestety... Kierowca autobusu też musi odpocząć, haha.- zaśmiałem się, odchylając głowę do tyłu i spojrzałem na nią, a Shura uśmiechnęła się, zabierając mi włosy z czoła. Posadziłem ją na kanapie i wstawiłem wodę na kawę. Następnie zacząłem zdejmować koszulkę, bo było mi zimno, więc chciałem ją zmienić na golf. Spojrzałem na dziewczynę, która wydała z siebie dość dziwny dźwięk.
-Coś nie tak...?- spytałem lekko zdziwiony i zaskoczony. Na twarzy dziewczyny pojawił się ogromny rumieniec.
-N-No bo... Rozbierasz się... -zakryła oczy, choć zrobiła to tak, że trudno się nie domyślić, że podglądała.
-A sorki. Z przyzwyczajenia. Ale skoro jesteś moją przyjaciółką, to raczej to ci nie przeszkadza, nie?-zaśmiałem się i zadziornie uśmiechnąłem.
-T-tak, ale... N-No...-spuściła głowę.
-Już idę, idę, haha!
Wszedłem do sypialni, ale nie chciało mi się zamykać drzwi. Zdjąłem koszulkę i rzuciłem ją na łóżko, a z szafy wyjąłem czarny golf. Nastepnie wyszedłem z pokoju, a moim oczom ukazała się Shura, lecz wyglądała nieco inaczej...
-J-jak wyglądam?
Matko, wyglądała przepięknie w rozpuszczonych włosach i w tej sukience... Nie wiem co powiedzieć... Po prostu... Wow, jest śliczna. Niczym nocne niebo...
-Aa, ten...No...- nie wiedziałem co powiedzieć. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec, a ja położyłem rekę na mojej szyi, odwracając wzrok- Wyglądasz przepięknie...


<Shura?>

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Hideyoshiego C.D April


- Mają tutaj bardzo dobre ciasta. I herbaty. Kawy też. No i inne napoje - powiedziała, chyba starając się jakoś pomóc mi w wyborze. - Wszystko tutaj jest dobre, także masz w czym wybierać - uśmiechnęła się szeroko.
-Hmm... Myślę, że wezmę cynamonowe latte z czekoladowym ciastem.- rzuciłem, spoglądając na dziewczynę zza ogromnego menu. Chyba musiała bardzo lubić kawiarnie i wszelkie kawy. Tak jak ja. Myślę, że to będzie od dziś nasze wspólne ulubione miejsce. Nie wiem czemu, ale od zawsze lubiłem przebywać w kawiarniach. Ten zapach świeżo parzonej kawy. Normalnie miód malina! Nie ogarniam tych ludzi, co nie lubią tego cudownego napoju. To chyba jakiś żart. Jak można go nie lubić.
- Bardzo dobry wybór- uśmiechnęła się. - Ja wezmę zieloną herbatę i podwójnie czekoladowe brownie. 
-Na bogato- uśmiechnąłem się, a po chwili przyszedł kelner. Złożyliśmy nasze zamówienia, a kelner przyniósł nam je dość szybko. Następnie oparłem się o stolik łokciami i spojrzałem na dziewczynę.
-Czyli uczysz się w szkole Tori, tak?
-Zgadza się- przytaknęła głową.
-To oznacza, że umiesz tańczyć. Chciałbym to kiedyś zobaczyć.
Nie wiem czemu, ale lubię patrzeć, jak ktoś tańczy. Sam tego nie potrafię, ale do patrzenia zawsze jestem chętny. Teraz rodzi się w głowie pytanie. Skoro lubię patrzeć, jak ktoś tańczy, to dlaczego sam nie spróbuję tego? Szczerze? To nie mam pojęcia, dlaczego tak jest. Może po prostu uważam, że sobie nie poradzę? Nie wiem i chyba się szybko nie dowiem, ale nie mam jakiegoś żalu o to. Płakać nie będę o taką drobnostkę.
- Tiaa. Ja bardzo chętnie, tylko wiesz, ja trenuję akurat tańce towarzyskie. Ale chętnie ci coś kiedyś zaprezentuję, jak zasłużysz- zaśmiała się.
-Mmm... Towarzyskie powiadasz? Chętnie popatrzę jak wywijasz na parkiecie z jakimś partnerem. Tylko, byś się nie wywaliła jak dzisiaj, haha - zaśmiałem się, patrząc na nią.
- Ha ha. Bardzo śmieszne - nadęła policzki, ale uśmiech nie schodził jej z ust.- Problem tylko w tym, że aktualnie nie mam partnera. 
-Nie masz? To jak trenujesz taniec towarzyski?- zapytałem ze zdziwieniem. Dziwne trochę. Trenować taniec towarzyski bez partnera? Ale ok. Załóżmy, że się nie znam i nie jestem w temacie. Nie moja bajka, więc się kłócić i wypowiadać na ten temat nie będę. 
- Dobieramy się na zajęciach w pary. Nie ukrywam, że szukam kogoś na treningi po lekcjach- westchnęła głęboko. Ciekawe jak wygląda te "szukanie"...
-Hmm... A nie możesz zapytać jakiegoś typa z klasy?
- Dobra, jak ci tak zależy, to spytam. Spokojnie - zaśmiała się, unosząc ręce w obronnym geście.
-Haha, po prostu się martwię, to źle?- zaśmiałem się.
- Nie ma czym się martwić, ale doceniam- zerknęła na przechodniów za oknem.
Rozmawialiśmy tak jeszcze ze 2 godziny i postanowiliśmy się powoli zbierać. Na skrzyżowaniu się pożegnaliśmy i rozeszliśmy się. Wszedłem do domu, wcześniej otwierając drzwi. Wszedłem do kuchni i wstawiłem czajnik, a następnie walnąłem się na sofę, patrząc w sufit. Co za dzień... Ostatnio strasznie dużo czasu spędzam z innymi. Kto by pomyślał... Znalazłem sobie przyjaciół. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej zawsze jest ta nuta wątpliwości. Może są mili, bo czegoś ode mnie chcą? Jednak pragę wierzyć w to, że tak nie jest i że po prostu chcą zająć czymś czas. Z resztą, tak jak ja sam. Odkąd tu przyjechałem, stałem się bardzo rozpoznawalny. Ciekawe... Wyciągnąłem prawą rękę do góry i popatrzyłem na nią.
-Co ty takiego w sobie kryjesz, co?- szepnąłem do samego siebie. Mam nadzieję, że kiedyś odkryję tą tajemnicę..

<April?>

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Od Hideyoshiego C.D Shura

Zeszły tydzień był... Inny niż wszystkie. Zaprzyjaźniłem się bliżej z Shurą... Wiem, że to brzmi absurdalnie, bo znamy się kilka dni, a już jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. No, miano jak miano, ale pewnie trochę czasu minie, zanim te miano wejdzie nam w krew i w życie. Wspaniale mi się z nią rozmawia. Nie myślę o żadnych problemach, troskach i zmartwieniach. Jest idealnie. Myślę, że ona uważa podobnie. Rozmawiamy we sobą na temat wszystkiego i niczego. Tak lekko i bez spiny. Ciekawe, jak to się dalej potoczy... Zerwiemy z sobą kontakt? A może będziemy go utrzymywać? Nie wiem, nie mam pojęcia. Ale szczerze? Nie chciałbym urywać z nią kontaktu. Jest zbyt wspaniała, by to zrobić. No dobra, koniec rozmyślań. Pora do szkoły. Wszedłem do klasy i jak zwykle rozpoczęło się piekło oznaczające nudę. Nauczyciel zjechał wszystkich wzrokiem i zaczął coś mamrotać. Schizofrenia czy coś? Trochę to jest creepy, jak gada sam do siebie przy wszystkich, ale ok. Nie chce mi się o tym myśleć. Im dłużej, tym głębiej i gorzej...

---

Po lekcjach Shura mnie zaczepiła i zapytała.
-Hej, Hide, a może poćwiczymy dzisiaj? Dawno tego nie robiliśmy, więc...-trzymała rękę na moim ramieniu.
-Jasne. Na sali? 
-Pewnie.
-Teraz?
-Oczywiście!
Skierowaliśmy się razem na salę treningową, przedtem przebierając się. Była ogromna i wypełniona materacami, wykonanymi z materiału odpornego na wszelką magię. 
-No to jak? Gotowa?
-Tak!
-No to zaczynamy...
Co by tu zrobić... Nie mam innej możliwości niż lewa. Cholera jasna, jak to utrudnia życie... Z prawej nie mogę, a jak zaatakuję z lewej, to od razu  odeprze mój atak. Nie jest przecież taka głupia. Nie mam żadego oręża, a moja prawa strona jest bezużyteczna, a na dodatek muszę uważać, by nie zająć jej ogniem i by ona nie trafiłą mnie lodem. Ciekawe... Minęły już trzy lata, a ja wciąż nie wiem, co mam z tym zrobić. Może teraz mi coś wpadnie? Nie mam pojęcia... Nagle Shura zaczęła się do mnie zbliżać, mówiąc.
-Let's get this party started!-krzyknęła z szerokim uśmiechem. Taaa... Ciekawe, co się teraz stanie. Spojrzałem na swoją lewą i prawą rękę, a następnie spojrzałem na dziewczynę i przybrałem bojową pozycję. Shura wyciągnęłą swój oręż i się szeroko uśmiechnęła, wbijając go w ziemię i wytwarzając wodę, która rozprzestrzeniała się szybko w moją stronę. Odskoczyłem, stając na prawej ręce, do boku. Obróciłem się na niej tak, że prawą nogą stanąłem w kałuży, a woda zaczęła parować.
-Nieźle...
Shura zaśmiała się i dygnęła lekko. 
-Zapraszam do tańca!-na końcu oręża powstał wodny bicz. Nie dałem rady odskoczyć na tyle, by go uniknąć. Cholera, jest źle... Dziewczyna walnęła biczem w podłogę, a następnie skierowała go na mnie. Byłem zmuszony ochronić się prawą ręką. Ktoś kiedyś powiedział: "Im góra jest bardziej stroma i ciężka do przejścia, tym widoki będą lepsze". Nie mogę się poddać i się żalić. Muszę po prostu więcej pracować. Muszę odkryć, co się stało w prawą stroną. Muszę...Shura zachichotała, obróciła się wokół własnej osi, po czym wycelowała biczem w moje nogi. Rzemień je otoczył, przez co straciłem równowagę, a ona po chwili zabrała bicz. 
-Kurwa!
Moja prawa ręka znalazła się w wodzie, a ja się lekko skrzywiłem i ponownie stanąłem na nogach, odskakując. Z ognia stworzyłem ognisty bicz i chwyciłem go w obie ręce. Nie obchodzi mnie, że prawa strona ma mniejszą tolerancję na ogień. Pragnę ją odzyskać za wszelką cenę. Shura do mnie pomachała z szerokim uśmiechem, po czym na końcu bicza powstała jakby kula zrobiona z wody. Ciekawie...

<Shura?>

Od Hideyoshiego C.D Shura

<poprzednie opowiadanie>

-N-Nie... N-Nie chcę już...
Objąłem dziewczynę i starałem się ją pocieszać i odciągać od tych myśli. Nie wiedziałem, o co chodzi i nie chcę być wścibski, Widać, że to poważny problem, więc nie będę naciskać. Sam nie wiem, czemu się tak pośpieszyłem i zwierzyłem ze swoich przeżyć. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Znam ją przecież kilka dni. Nie jesteśmy jeszcze na tyle blisko, by tak ze sobą rozmawiać i na dodatek się zwierzać. Więc, dlaczego...? Nie mam pojęcia. Ale jedno wiem na pewno. Nie chcę, by ta dziewczyna wylewała miliony łez. Muszę coś zrobić, jakoś ją pocieszyć, tylko jak? Nie wiem, co doprowadziło ją do takiego stanu. Muszę coś szybko wymyślić...
-Cii... Nie płacz już. Nie myśl o tym...
Wiem, wiem. Pocieszenie level ekspert, ale co mam zrobić, jak nawet nie wiem, o co chodzi. To stało się tak nagle. Otrzymała jakiegoś sms-a, spojrzała w niego i zaczęła płakać, wyrywając wręcz sobie włosy z głowy. Wątpię, by poszło o jakiegoś tam chłopaka, czy sesję, czy ogólnie media czy jakieś tam sprawy show businessu. To musiało być coś poważnego.
-B-Boje sie...
-Czego się boisz? Może będę w stanie pomóc...
-Nie! -wrzasnęła i nagle pobladła. O co chodzi? Nie rozumiem...
-Shura... Nie będę w stanie nic zrobić, jeżeli nie wiem, o co chodzi.
-Nie! Nie mogę powiedzieć!
-Bo? Ktoś ci broni?
-Tak! Żebyś wiedział! -w jej oczach  stanęły łzy. 
-Ciii, spokojnie...- przytuliłem ją i starałem się ją uspokoić.
-Ja nie chce! -wrzasnęła z płaczem.
-To powiedz nie!- wrzasnąłem, bo powoli zaczynało mnie wkurzać to, że nie mogę nic zrobić. Do oczu dziewczyny zaczęło napływać więcej łez, a ja mogłem tylko mocniej uścisnąć dziewczynę. Coś w środu wbijało kolejne gwoździe w jej serce. Chciałem jej pomóc, ale... Co ja gadam. Sobie nie potrafię pomóc, a rwę się do pomocy innym? Co jest ze mną nie tak...
-Przepraszam... Nie powinnam tak płakać... -szepneła, zaciskając dłonie na moim torsie.
-Nic nie szkodzi. Jak nie chcesz, to nie mów...
-Gdybym to zrobiła, jestem pewna... że juz nie mogłabym ciebie nazwać przyjacielem, a tego nie chcę... Kiedyś ci powiem... Ale teraz nie...
-Dobrze, nie musisz się śpieszyć. Będę cierpliwie czekać...

<Shura?>

piątek, 30 marca 2018

Od Hideyoshiego C. D April


- No, to na dzisiaj się już najeździłam. Mam nadzieję, że moje przypuszczenia są dobre i kostka nie jest skręcona. Inaczej nici z treningów przez… tydzień? Jeśli nie masz mnie jeszcze dość, to możemy gdzieś jeszcze wyskoczyć- dziewczyna rzuciła, zakładając trampek na spuchniętą kostkę. Nie no ona ma talent do upadków. Najpierw sama się wywaliła, później o mało co nie zaliczyła gleby, a teraz nawet przed ławką się wywróciła. Mistrz. Normalnie rekord Guinessa by pobiła. Wypiera się, że nic jej nie jest, ale kostka mówi sama za siebie. Jest, delikatnie mówiąc, spuchnięta, 
-Wiesz, mi tam pasuje, ale jesteś pewna, że nic ci nie jest?
- Tak. Jest okej. A jeśli nie, to wkrótce się najwyżej przekonamy, prawda? - kończyła wiązać jednego buta.
-Pomóc ci jakoś?- stałem obok w asekuracji, gdy dziewczyna wstawała.
- Zaraz się przekonamy. Spokojnie, chyba dam radę iść sama. Nie zrobię ci tego i nie będziesz musiał nieść mojego dwutonowego cielska - zaśmiałam się, dociskając sznurówki.
-Jesteś szczupła jak na 2 tony- zaśmiałem się.
- Dzięki. Ale wiesz, zdradzę ci sekret. To wszystko zasługa gorsetów - wyszeptałam z dłonią przyłożoną do ust.
-Mmm... Ciasny musi być ten gorset.
- No ba. Jednak da się przyzwyczaić - zaśmiała się.
-Wieeesz, ja podziękuję. To jak? Wstajesz?
- Tak. Nadeszła chwila prawdy -dziewczyna wstała i złapała się mnie. Odruchowo ją złapałem ,a ta potem buchnęła śmiechem - Żartowałam. Wszystko w porządku. Mogę iść sama.
-Ooo tyy! -walnąłem ją w głowę.
- Heej. To że nic nie jest z moją nogą nie znaczy, że inna część mojego ciała może ucierpieć - oddała mi, uderzając mnie w przedramię.
-Taa, dysmózgia na propsie, haha. A tak poza tym. To masz jakieś plany, gdzie chcesz iść?
- W sumie to nie mam pojęcia. Myślałam o jakiejś kawiarnii. Napiłabym się herbaty i zjadła ciasto.
-Kawiarnia? O daa! Uwielbiam kawiarnie. Idziemy?
- Pewnie. Muszę tylko skoczyć jeszcze do siebie po pieniądze, więc teraz to ty zobaczysz jak mieszkam- odparła, uśmiechając się.
-Jasne, why not!- zaczęliśmy iść w stronę jej mieszkania. Parę minut później, byliśmy na miejscu, a dziewczyna otworzyła mi drzwi do mieszkania. wszedłem do środka i czekałem na nią w holu.
-Ładnie się urzadziłaś, chociaż preferuję moje cztery kąty- uśmiechnąłem się.
- Dziękuję. Każdy ma inny gust, więc nie ma problemu. Rozgość się, a ja skoczę szybko do mojego pokoju -dziewczyna skierowała się do swojego pokoju po pieniądze.

<April?>

czwartek, 29 marca 2018

Od Hideyoshiego C.D Shura

<poprzednie opowiadanie>

Dziewczyna wtuliła się we mnie. Czułem, że się lekko trzęsła. Czułem, jakby ona nigdy nie przytulała mężczyzny. To było dość... Dziwne, ale przyjemne. Po chwili odsunąłem się delikatnie.
-Lepiej?
-Jeszcze chwilkę... Proszę...
-Dobra, jak chcesz... Ale czemu się trzęsiesz?
-N-Nic... Wszystko dobrze... Poprostu... Tak mam czasami.
-Czasami powiadasz... - przytuliłem ją ponownie. Po kilku minutach dziewczyna usiadła obok mnie, biorąc łyk kawy. Po tym spojrzała na mnie, pytając.
-Dlaczego masz taki kolor włosów?- wow, nie spodziewałem się tego pytania z jej ust. Trochę się zmieszałem. Nie wiem, co jej odpowiedzieć, sam nie wiem, co to dokładnie było. O konsekwencjach wypadku, to już nie wspomnę. Trochę ciężko walczy się jednostronnie, przy tym uważając, by prawa ręka nie została uszkodzona. No, ale nic z tym nie mogę zrobić. Nawet jeśli, to nie wiem co.
-Eee... Długa historia... -podrapałem się po karku, zmieszany.
-Jak chcesz, chętnie jej wysłucham. Chcę ciebie poznać, tak?
-No dobrze, ale może nie tutaj... Nie chcę, by ktoś to usłyszał...
Kiwnęła głową i wstała, łapiąc moją dłoń. 
-Możemy iść do mnie. 
-Skoro tak mówisz, to ok.- wstaliśmy i odłożyliśmy kubki na blat, dziękując przy tym. Następnie wyszliśmy z kawiarni, a Shura zaczęła mnie prowadzić w stronę jej mieszkania. Parę minut później byliśmy na miejscu. Woooow. Po prostu... Wooow. Jej mieszkanie jest bardzo duże, nowoczesne i podejrzewam, że cholernie drogie, ale mniejsza. Białowłosa zaprosiła mnie do środka i powiedziała, że mogę się rozgościć. Wszedłem więc do mieszkania, przedtem zdejmując buty w przedpokoju. Po chwili, usiadłem na sofie i czekałem na dziewczynę, która poszła do kuchni, by przygotować herbatę. Parę minut później Shura wróciła i podała mi kubek z gorącą herbatą. 
-Proszę, a teraz... Możesz mi opowiedzieć?- zapytała, a ja spuściłem głowę. Cholernie ciężko się o tym mówi.
-To było 3 lata temu na skutek wypadku...
-Rozumiem... -szepnęła.
-Problem w tym, że nie pamiętam dokładnie, co się tam stało, a skutki odczuwam do dzisiaj...
-Skutki? Jakie skutki?
Wskazałem na prawą stronę, zaczynając od włosów, a kończąc na nodze.
-Doznałem połowicznego syndromu Marii Antoniny...
-Połowicznego? To tak się da?-spojrzała na swoje włosy i przejechała po nich dłonią. Domyśliłem się, że ona też nie miała różowo.
-Nie mam zielonego pojęcia. Wnioskując po reakcji, domyślam się, że ty też nie miałaś za różowo w życiu... Ale wracając, syndrom się pogłębił i włosy, to moje najmniejsze zmartwienie.
-Boże.... Biednyś...
-Nie potrzebuję czyjegoś współczucia. Każdy myślał, że to moje widzimisię i nic się poważnego nie stało. A zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego zaatakowałem ciebie wtedy z prawej strony, a nie zaskoczyłem i zaatakowałem z lewej?
-Powiedzmy, że tak...-spuściła głowę, a ja dotknąłem obiema rękoma, jej rąk. Jedna strona była ciepła, a druga wręcz lodowata.Spojrzała na mnie. 
-Radzisz sobie?-zapytała, łapiąc delikatnie moje ręce. Jej dłonie były lodowate, jakbym wsadził rękę w śnieg. Moja lewa strona wręcz drgnęła pod wpływem zimna, więc ją odruchowo zabrałem i lekko syknąłem z bólu.
-Jakoś muszę, nie? 
-Przepraszam...-szepnęła, po czym spojrzała mi w oczy.-Mogę ci jakoś pomóc?
-To miłe z twojej strony, ale nie potrafisz. Nawet ja tego nie potrafię. Nie przywrócę sobie zdolności w drugiej stronie..

<Shura?>

Od Hideyoshiego C. D April


Dałem dla dziewczyny drugą parę rolek i wyszliśmy z mieszkania. Dojście zajęło nam max. 10 minut, czyli dość szybko szliśmy. Gdy byliśmy już w parku, dziewczyna usiadła na ławce i zaczęła zakładać rolki. Chwilę później wstała, ale straciła równowagę. Jednak ochroniarz nie wpuścił jej do klubu zwanego ziemią. Zacząłem jej tłumaczyć, jak stawia się kroki, korygowałem jej postawę i tak dalej i tak dalej. Brunetka, po jakiejś godzinie tłumaczenia i powolnego jeżdżenia z moją asekuracją, postanowiła pojechać sama. Rozpędziła się jak struś pędziwiatr na drodze i zaliczyła całusa z ziemią. Wiem, że nie wypada śmiać się z krzywdy innych, ale ten upadek był perfekcyjny. Ta gracja, niczym baletnica tańcząca jezioro łabędzie. Nie mogłem się powstrzymać i wybuchłem śmiechem. Po chwili, dziewczyna również się śmiała. Podjechałem do niej i podałem jej rękę, podnosząc ją.
-Haha, wszystko w porządku? -powiedziałem przez łzy wywołane śmiechem.
-Nie umarłam, więc jest ok, haha. Jak to wyglądało?- zapytała, nadal lekko się podśmiewając.
-Jakby waleń tańczył jezioro łabędzie, bez urazy jak coś, haha.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Nadal instruowałem April, jak się jeździ nie upadając co 2 metry. Kolejna godzinka tłumaczenia i jeżdżenia, tym razem wolniej i brunetka w miarę pojęła, o co w tym chodzi. 
-No dobra, skoro idzie ci tak dobrze, to może powoli gdzieś pojedziemy? 
- Jesteś tego pewien? Na sto procent?
-Jasne, jak coś to będę obok przecież- uśmiechnąłem się do niej.
- Tak tak, ale ryzykujesz wtedy własnym życiem. Jak będę się przewracać to pociągnę cię ze sobą jak Titanic.
-Miło. Przynajmniej nie będziesz tonąć sama, nie?
- Bo się zarumienię! Ale okej, jak sobie życzysz- zaśmiała się, podobnie jak i ja. Jechaliśmy powoli parkową uliczką. obok nas, na boisku, grały małe dzieci w piłkę. Nagle piłka zaczęła lecieć w stronę April i walnęła ją w głowę, przez co dziewczyna straciła równowagę i podtrzymała się mnie. Nie no, ona to ma talent i szczęście...


<April?>

Od Hideyoshiego C.D Shura


Byłem w parku. Szedłem parkową uliczką i próbowałem się uspokoić. Wdech, wydech, Hide, wdech i wydech. Myśl trzeźwo. Może to na prawdę nie była jej wina? Wyglądała na przejętą w sumie... Dobra, nie chce mi się o tym myśleć, bo jeszcze się wkurzę i nie będzie zbyt wesoło. Spojrzałem na zegarek. Wypadałoby wrócić do domu, przecież jutro też jest szkoła, a znając mnie będę siedzieć do 2 w nocy. Aach, te postanowienia noworoczne... Oczywiście wszystkie spełniłem. Czytaj: żadnych. Zwróciłem się w kierunku mojego mieszkania. Nagle ktoś złapał mnie za ramię, a mianowicie białowłosa dziewczyna z wcześniej. Była w... kimonie? WTF? Błagała mnie wręcz, bym poszedł z nią na sesję... Czekaj, zaraz, zaraz... Jaką sesję?! Ja i sesja? Pffff, żart jakiś. Nie jestem modelem ani nic w tym stylu. No, ale dziewczyna tak mnie prosiła i wręcz błagała, że zgodziłem się. To przecież tylko KILKA zdjęć... Białowłosa pisnęła ze szczęścia i pociągnęła mnie na plan zdjęciowy, o ile to się w ogóle tak nazywa. No co? Nie znam się, więc mam prawo się mylić, nie? Jej menadżerka dała mi kimono i wskazała miejsce, gdzie mogę, a raczej muszę się przebrać. Pięknie, kurwa, pięknie... ubrałem na siebie kimono i wyszedłem z tej... przyczepy? Tak na marginesie, baaardzo prestiżowa.

Menadżerka zaprowadziła mnie do dziewczyny, która się uśmiechnęła. No dobra, niech będzie, zrobię to... Waaait... Nie przemyślałem jednego. Czyli będę w jakimś magazynie typu "Bravo Girl" czy coś w tym stylu i będą się mną zachwycać na całej wyspie? Błagam, nie... Podszedłem do dziewczyny i rozpoczęła się sesja...
---
No dobra, było całkiem zabawnie, ale to wciąż nie moja działka. Nie kręci mnie to. Nie nadaję się do tego. Ten make-up, od którego można się udusić, ustawianie aparatu, poza. To nie tak, tak też nie, przesuń się w prawo, w lewo... Bez sensu. To nie dla mnie. Poza tym... Nie uważam się za jakąś fotogeniczną osobę czy coś. Fotograf, przed rozpoczęciem zdjęć, uważnie mi się przyglądał. Tiaaa, włosy i oczy to charakterystyczna część mojej twarzy.... Cyknął nam pierdyliard zdjęć, a potem przebraliśmy się. Menadżerka mi podziękowała i zaproponowała zapłatę, ale jej nie przyjąłem. Po jaką cholerę. Nie moja praca, nie moja kasa. Wolę, by poszło to na jakiś cel charytatywny czy coś. Czekałem na dziewczynę przy drzewie. Parę minut później, Shura podeszła
do mnie, a my skierowaliśmy się do wyjścia z parku.
---
Wyszliśmy z miejskiego obiektu dość szybko. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i obróciła się tak, że stanęła naprzeciwko mnie.
-Dziękuję ci, uratowałeś mnie. Naprawdę nie wiem, jak ci się odwdzięczę. I uwierz mi. Nie miałam nic wspólnego z tym, że ciebie skarcili. Wybacz mi, naprawdę i proszę nie skreślaj mnie. Nie mam znajomych i chcę kogoś poznać...
-Eeech... No dobra, niech będzie. Uwierzę ci...- podrapałem się przy tym po karku.
-Dziękuję ci, naprawdę... Brakuje mi kogoś z kim mogę porozmawiać...-szepnęła.
-Brakuje? Przecież pracujesz w show businessie, otacza się masa osób...
-Tak, otacza mnie tłum ludzi, ale nie ma tam nikogo w kim widzę kogoś znajomego... Wszyscy są to typowe narcyzy, które wyłącznie umieją się chwalić własnym dobrem materialnym....
-Och maj gasz, patrzcie na mojego iphonaaaa! - w tym momencie udałem jakąś pseudo nastolatkę z jej fanów. Shura wybuchła śmiechem.
-Wiesz, że jesteś głupi? Ale zobacz! Mam nowe szpilki!-wypiszczała, unosząc jedną nogę do góry.
-Oj, jestem, jestem, ale ty nie odstajesz- uśmiechnąłem się i zrobiłem gest dłonią typu "prawdziwy włoch"- Bellissimo!
Shura zaśmiała się, po czym wskoczyła mi na plecy, a ja złapałem dziewczynę, podtrzymując jej nogi. Nie ogarniam siebie. Przy innych sie nie otwieram, ale przy niej, czuję się swobodnie...
-Ahoj mój wierny rumaku! Jedźmy do kawiarni!
-Iiihaa! Jednak panienka musi się trzymać, bo jazda na oklep jest baaardzo niebezpieczna- zaśmiałem się przy tym.-Dobrze, dobrze! Jedziemy z tym koksem!-mocno złapała się mnie, oplatając ręce wokół mojej szyi.
---
W kawiarni usiedliśmy przy stoliku obok okna i zamówiliśmy kawę. Dziewczyna wpatrywała się we mnie, przez co czułem się trochę niezręcznie.
-Coś nie tak?
-Co? Nie, nie... Zagapiłam się, wybacz...
-Mówiąc szczerze, to przywykłem do tego.
-Hej, nie chciałam, aby to wyszło na coś niemiłego. Poprostu się zagapiłam... Nie dlatego, że wyglądasz inaczej przecież...-posmutniała.
-Ale ja się wcale nie obrażam, czy coś - uśmiechnąłem się- To nic takiego.
Kelner przyniósł nam nasze kawy, a ja wziąłem łyk tego pysznego, kokosowego napoju. Matko, jak ja kocham kawę.
-Mm, tak w ogóle, to czemu akurat ja? Chodzi mi o poznanie się itp. Mówiłaś, że nie spędzasz zbyt dużo czasu z innymi, fanami czy coś...
-Jako jedyny wystawiłeś do mnie pomocną dłoń... Nie patrzyłeś na mnie jak na gwiazdę, tylko jak na zwykłego człowieka. Dla mnie to ważne... Wiem, że nie zostanę wykorzystana do celów uzyskania przyjaciół z wyższej półki, wiesz chyba o co mi chodzi...-odwróciła wzrok.
-Dziękuję. Myślałem, że to dośc normalne i nic zwykłego nie ma w moim zachowaniu.
-Uwierz mi, nie zdarza się to w ogóle, że ktoś tak mówi... Dlatego proszę, możesz być dla mnie osobą, którą mogę nazwać przyjacielem?-zaczęła bawić się włosami.
-Nie mam dużo przyjaciół, więc czemu nie?- wpiłem swój wzrok w kawę.
-Dziękuję ci... Naprawdę.-uśmiechnęła się, roztrzepując mi włosy, które po tym wyglądały nieziemsko. Wyobraźcie sobie, dwukolorowe włosy rozwalone we wszystkie kierunki. Normalnie bomba. Zaśmiałem się i spojrzałem na dziewczynę. Dziewczyna odstawiła kawę, po czym znowu zaczęła czochrać mi włosy.
-Dawaj! Natapiruję ci je ręką!
-Nieeeeeee! Nope! Nope! Nope! Nope!
-Ja myślę, że to potwierdzenie!-zaśmiała się, rzucając się na mnie. Czochrała mnie baaaaardzo, a moje włosy przypominały miasto po huraganie. Dosłownie. Powinien widnieć obok napis "Do not try this at home". Po chwili dziewczyna ustąpiła, a moje oczy zakrywała gęsta, nieokiełznana czupryna.
-Nic nie widzę- rzuciłem, wyciągając rękę w przód. Serio nic nie widziałem, przysięgam.
Zimne dłonie białowłosej po chwili odgarnęły moje włosy.
-Boże, niczym puszcza amazońska. Może ci nieco je przyciąć? I nie, nie zgolę ciebie na łyso... -zaśmiała się.
-Wieeeeesz, podziękuję. Twoje są o wiele dłuższe, hehehehhe- zrzuciłem, śmiejąc się szyderczo.
-A sio!-zaśmiała się, po czym usadowiła się wygodnie na moich nogach-Fotele nic nie mówią!
-A te mięciutkie?
-Te też się nie udzielają.-zakryła mi usta...

<Shura?>

czwartek, 22 marca 2018

Od Hideyoshiego C.D April


Stałem i czekałem, aż brunetka przyjdzie na wyznaczone i wiadome dla każdego miejsce spotkania. Po takim incydencie, trudno nie zapamiętać tego jakże charakterystycznego miejsca. Czekałem kilka minut, aż nagle usłyszałem znajomy głos. Obróciłem się w jego stronę i ujrzałem brązowowłosą dziewczynę o pięknych, zielonych oczach, która powiedziała.
-Witam Człowieka-Polskę. Proszę, oto pańska zguba. Geralt omal nie utonął we własnych łzach z tęsknoty -parsknęła śmiechem, gdy się do mnie zbliżała.. -April Maya Lautier, miło poznać - dodała, wyciągając do mnie rękę na przywitanie i ponowne "poznanie się"
-Hej, nazywam się Hideyoshi Muruyama, mi również- powiedziałem, czując na sobie wzrok dziewczyny. Wpatrywała się w moje oczy. Co jest takiego niezwykłego w.... A, dobra, heterochromia. No teraz jak o tym myślę, to faktycznie jest to dziwne. Dwukolorowe włosy i dwukolorowe oczy. Hmm, przynajmniej jestem rozpoznawalny, nie?
- A więc Geralt za Hello Kitty... Na pewno chcesz się wymieniać? A może jednak wolisz uroczego kotka z różową kokardką? - zaśmiała się.
-Nie, wiesz, myślę, że twój kotek tęskni.-również się zaśmiałem, podając dziewczynie jej telefon.
- Okej, niech ci będzie - nadęła trochę policzki, kiedy wymienialiśmy się telefonami. - Tak naprawdę nie mam Hello Kitty na tapecie od wczoraj - dodała szeptem.
-Domyśliłem się po tym, jak zobaczyłem tapetę na ekranie blokowania, haha. -śmiałem się, chowając swój telefon w kieszeń.
- Cii, nic nie widziałeś. Nic nigdy się nie wydarzyło - przyłożyła palec do ust, gdy drugą ręką wkładała telefon do kieszeni w kurtce.
-Jak wolisz. Ja w sumie też kłamałem, co do tapety.-uśmiechnąłem się. Tak naprawdę, to na tapecie miałem rozgwieżdżone, nocne niebo. nie wiem dlaczego, ale wręcz uwielbiałem ten krajobraz. Zawsze mnie uspokajał.
- Taa, jasne. Przyznaj się, że masz jego plakat nad łóżkiem - lekko szturchnęła mnie w przedramię.
-Pewnie, na dodatek takiego shirtless.- powiedziałem sarkastycznie i po chwili, razem zaśmialiśmy się.
-Uuu, no nie spodziewałabym się tego po tobie. Wydajesz się taki niepozorny, a tu proszę - uniosła do góry brwi w udawanym zdziwieniu. - Tak w ogóle, to uczysz się gdzieś, pracujesz?
-Pracować, to nie pracuję, jeszcze...A uczę się w Adellal, a ty?
- Tori. Głównie tańce towarzyskie - odparła, wpakowując ręce w kieszenie.
-Uu, nieźle. Taniec to nie moje dziedzina.-powiedziałem, ale ktoś mnie popchnął, a że stałem na rolkach, to pojechałem do przodu i zatrzymałem się ledwo tuż przed samą dziewczyną.
- Hola hola, spokojnie. Nie musisz się tak rozpędzać. Przyznaję, jesteś na swój sposób uroczy, ale ja nie szukam na razie chłopaka - zaśmiała się, kiedy o mało na nią nie wpadłem.
-Nic dziwnego, skoro znamy się od rana.-odsunąłem się od niej na bezpieczną odległość.
- Tak tak, pewnie - splotła ręce za plecami- Ale super, zawsze chciałam umieć jeździć na rolkach. Nauczysz mnie?
-E-e ja?-wskazałem palcem na siebie- Nie jestem dobrym nauczycielem, ale spróbowac mogę...
-Znaczy, jeśli nie chcesz to nie. Nic na przymus - uniosła ręce w obronnym geście.
-Nie, spoko, mogę to zrobić, tylko gdzie, kiedy i czy masz rolki?
- Nie mam pojęcia gdzie i kiedy i nie. Przykro mi, ale nie mam rolek -zaczęła coś robić ze sznurówkami.
-To może tutaj? Teraz? Jesteśmy w parku, więc why not?
- A masz drugą parę rolek?
-Taak, co prawda w mieszkaniu, ale mieszkam niedaleko...
- Ooo, już mnie zapraszasz do siebie? - zaśmiałam się. - Nie no żartuje. Chodźmy.- Zaczęliśmy iść do mojego domu. ja jechałem na rolkach, bo szczerze nie chciało mi się zmieniać ich na zwykłe buty. Jechałem dość wolno, by nie zostawiać dziewczyny w tyle. Po paru minutach byliśmy na miejscu, a ja zaprosiłem dziewczynę na chwilę do środka...

<April?>

wtorek, 20 marca 2018

Od Hideyoshiego C.D Shura


-Przepraszam...-dziewczyna wyszła z łazienki, mówiąc lekko drżącym głosem. Nie dopytywałem się, co jej się stało, ani co tam robiła, bo po pierwsze to nie moja sprawa, a po drugie jakoś mało mnie to obchodzi. Wziąłem łyk kawy i powiedziałem.
-Nie wiem za co, ale spoko.
Shura po chwili drżącymi dłońmi wzięła do ręki telefon, na który kapały jej łzy. Czemu ona płacze? WTF, nie ogarniam kobiet. Zrobiłem coś źle? Sam nie wiem...No, ale trochę smutny jest to widok, jak płacze.
-E-ej, wszystko ok?- zbliżyłem się do niej na bezpieczną odległość, jak na znajomość od dzisiaj.
-Nic nie jest i nie będzie okej... Pójdę już.-powiedziała i wstała, wybiegając z mieszkania jak struś pędziwiatr. Woow, nie ogarniam, nie wnikam, nie nadążam, nie wyrabiam...Eecch...Podrapałem się po głowie i wziąłem puste już kubki z kawą. I skierowałem się do kuchni. Umyłem od razu brudne naczynia, bo jakoś nie lubię mieć syfu w kuchni i ogólnie w mieszkaniu. Westchnąłem i walnąłem się na sofę, usadawiając się w pozycji pół leżącej i pół siedzącej. Następnie wyjąłem z kieszeni telefon, a ze stołu wziąłem słuchawki nauszne, które wręcz uwielbiałem. Włączyłem swoją ulubioną muzykę i zacząłem rozmyślać na temat wszystkiego i niczego...
---
Okazało się, że zasnąłem na sofie. Matko, jak zawsze. Kładę się i nie jestem śpiący, ale nieeeee, i tak zasnę w minutę. Co mi jest, to ja nie mam pojęcia, ale ok. Mówi się trudno, żyje się dalej. Spojrzałem na zegarek. 3 w nocy, nieźle...Wstałem z kanapy i podeszłem do oszklonej ściany i spojrzałem na panoramę nocnego miasta, nad którym znajdowało się niebo pełne gwiazd. Coś pięknego...No, ale dobra, pora się ogarnąć do spania i zasnąć jak człowiek, a nie jakiś leniwiec na byle czym. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Pół godziny później, leżałem już w swoim łóżku...
---
Obudziłem się około 6:30. OMG, dzisiaj szkoła, ja pierdole, jak mi się nie chce. I to na dodatek na 8 rano. Bosz, kto to wymyślił. No, ale mus to mus. No co zrobisz? Nic nie zrobisz...Wstałem mozolnie z łóżka i skierowałem się do łazienki. Zrobiłem sobie poranną kawę i pożywne śniadanie, które zjadłem dość szybko. Ubrałem buty i skierowałem się do szkoły, uprzednio zamykając drzwi.
Wędrowałem przez miejskie uliczki, podziwiając piękny widok...
---
Wszedłem do szkolnego budynku i skierowałem się do klasy. Oczywiście wszystkie oczy skierowane na mnie. Jestem tu już kolejny rok, a oni nadal widzą we mnie kosmitę. AA, chuj wam w dupe. Jedna osoba przykuła moją uwagę. Białowłosa dziewczyna z wczoraj. Czekaj, zaraz...Ona cały czas była ze mną w klasie?! Nooo spostrzegawczość level ekspert, nie powiem. Nie zauważyłbyś pistoletu przed tobą, Hide. Istny geniusz...Usiadłem w swojej ławce, znudzony, a wychowawca skierował na mnie swój wzrok. Matko, znowu coś mu nie pasuje? Nie ogarniam...
-Hideyoshi Muruyama!-krzyknął tak głośno, że aż podskoczyłem, podobnie jak wszyscy w klasie-Po lekcjach, masz się do mnie zgłosić, chłopcze...-powiedział groźnie. Matko, co oni znowu ode mnie chcą...No, ale chyba nie mam wyjścia...
---
Po lekcjach udałem się do pokoju nauczycielskiego, gdzie czekał na mnie mój wychowawca i parę innych nauczycieli. Jakie zebranie, o ja pierdole...Nagle wychowawca krzyknął na mnie.
-Hideyoshi Muruyama! Co ty sobie chłopcze wyobrażasz! Wczoraj zachowałeś się karygodnie, jak można tak znieważać Pannę Shnee!
-Ale ja tylko...
-Żadnych ale! Twoje zachowanie jest nie do przyjęcia. Szofer Panienki Shnee znalazł ją płaczącą. Nie mam zamiaru i nie chcę osobiście się dowiadywać, coś jej zrobił, ale wiedz, że poniesiesz srogie konsekwencje. I ja jeszcze muszę się tłumaczyć za ciebie, hańba, chłopcze, hańba!- wszyscy oblecieli mnie wzrokiem. Ich wzrok przylgnął do mojej blizny i włosów. Zaczęli coś do siebie po cichu mówić. Zgaduję, że było to o mnie. Jednak nie czekałem długo na odpowiedź jakże kochanego i wspierającego wychowawcy.
-No i czego się jeszcze lampisz, co?! Dostajesz poważne upomnienie. Jeszcze raz, a policzę się z tobą inaczej i nie ręczę za siebie, a teraz precz! Wyjdź mi z oczu!
Maatko, co za bulwers. Ja rozumiem, że może nie jestem idealny itp., ale mogła nic nie mówić dla swojego tatuńcia czy kogokolwiek tam ma. Ja tylko chciałem pomóc, a za to dostałem opieprz od góry do dołu. Chyba jej rodzinka serio jest wpływowa i niezłe mają wpływy...Eeech, muszę się wyładować, bo mnie coś trafi! Noo, a tego bym nie chciał. Wychodząc ze szkoły, zobaczyłem siedzącą na ławce białowłosą. Spojrzałem na nią i skierowałem się w stronę mojego mieszkania. Jakoś nie mam ochoty z nią gadać i się kłócić...Ale ona do mnie podbiegła...Serio?-H-Hide? Coś się stało?-zapytała. Ha, nieźle....
-Czy coś się stało?!Wiesz, nie chce mi się z tobą gadać...-popatrzyłem na nią lekko pogardliwie, przekrzywiając głowę. Byłem wkurzony za to, co mi zrobiła. Ma dziewczyna tupet...Odwróciłem się i jak gdyby nigdy nic, zacząłem iść dalej.  Po chwili złapała mnie za rękę, lekko zła.
-Nic ci nie zrobiłam przecież... Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać... Przecież...-spuściła głowę.
-Słuchaj, możesz przynajmniej nie udawać niewinnej?-byłem nieco wkurzony-Przez to, że zadzwoniłaś do swojego tatuńcia, ja dostałem opieprz z góry do dołu, a próbowałem ci pomóc...-warknąłem wręcz.
-Nie dzwoniłam do ojca, nie utrzymuję już z nim kontaktu. Hide, nie zrobiłabym czegoś tak okrutnego... Jak zawsze wszystko kończy się tak samo...-odwróciła się na pięcie i z płaczem zaczęła odchodzić, ale pochwyciłem jej rękę silnym, męskim uściskiem.
-Nie dzwoniłaś do niego?-powiedziałem już spokojniej.
-Nie, bo mnie rozpuszał, a ja tego nie chciałam.-starała wyrwać rękę z mojego uścisku.-Nie toleruję go...
-Skoro tak mówisz...Przepraszam...-puściłem ją i zacząłem biec w bliżej nieokreślonym kierunku. Cholera, nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony, jestem wkurzony na nią, ale z drugiej...Nie wyglądała, jakby kłamała. Aach, nie wiem...Muszę to sobie przemyśleć i przede wszystkim- wyżyć się.
-Jesteś głupi!-krzyknęła za mną białowłosa.
-Nie wkurwiaj mnie bardziej!-odwróciłem się na chwilę w jej stronę i machnąłem ręką, z której wydobył się mały, jeszcze niegroźny strumień ognia.-Cholera jasna!-zacząłem biec szybciej. Miałem ochotę wrzasnąć i wydobyć to z siebie, ale nie mogę przecież tego zrobić na ulicy...Do domu miałem za daleko, więc odpada, może park?

<Shura?>

poniedziałek, 19 marca 2018

Od Hideyoshiego C.D April


Stałem w salonie, teoretycznie gotowy go wyjścia. No, ale bez mojego telefonu i bez muzyki...No tak średnio bym powiedział, tak średnio...O matko, nie, za dużo memów. Mniejsza z tym, muszę pomyśleć, co mam zrobić, by odnaleźć właścicielkę telefonu. No tak, milion zabezpieczeń, tak jak u mnie. No dobra, pojeżdżę na rolkach, tak, jak planowałem. A może akurat na nią natrafię? Ten świat i tak jest już pokręcony, więc taki przypadek to codzienność. No dobra, pora się zbierać. Wyszedłem z mieszkania i zamknąłem drzwi, z resztą, jak zawsze. Założyłem czarne rolki i wyjechałem z jednego z wielu osiedli miejskiej dżungli. Jechałem przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie miałem jakiegoś określonego celu przejażdżki.
Ulicę dalej, ujrzałem park i postanowiłem do niego pojechać, bo czemu nie? Zwolniłem tępo i stanąłem w cieniu drzewa, opierając się o nie. Nagle poczułem wibracje telefonu, który znajdował się u mnie w kieszeni. Wyjąłem go i spojrzałem w ekran. Dzwonił do mnie mój numer. Walnąłem soczystego facepalma. Bosz, jaki ja jestem głupi, normalnie poziom myślenia- Stephen Hawking. Po chwili odebrałem telefon.
-Halo?- odezwałem się, prawdopodobnie do brunetki o zielonych oczach.
- Przepraszam, czy to ty jesteś chłopakiem, na którego wpadłam rano?
-Taaa, facet z Polską na głowie dla uściślenia-rzuciłem, by mieć pewność, że to na pewno ona. Przecież ktoś inny mógł wpaść też na kogoś, nie? Lepiej spytać niż żałować, że się tego nie zrobiło.
- Czyli dobrze myślałam. No i raczej nie da się ciebie pomylić z nikim innym- dziewczyna zaśmiała się przez telefon, tak samo, jak ja.
-Haha, przynajmniej łatwo mnie rozpoznają. Toooo, co robimy?- powiedziałem nadal się lekko śmiejąc.
- Nie wiem. Możemy zatrzymać swoje telefony, chociaż nie wiem, czy spodoba ci się tapeta z Hello Kitty - jak na zawołanie udzielił mi się wesoły nastrój.
-Wiesz, bez urazy, ale wolę swojego Geralta z Rivii, haha- uśmiechnąłem się, chociaż dziewczyna nie mogła tego dostrzec. Czekaj, zaraz...Czy ja się śmieję z kompletnie obcą mi osobą? No to niezły ma na mnie wpływ ta dziewczyna...
- A więc Geralt, powiadasz? Razem z moją Hello Kitty się oficjalnie obrażamy -powiedziała, udając naburmuszoną - A tak na poważnie. Myślę, że dogadam się z twoim Geraltem i jeszcze przeciągnę go na swoją stronę mocy- dodała.
-No nie wiem, musiałabyś polubić widok krwi i wyprówanych flaczków- rzuciłem sarkastycznie.-Ale myślę, że twoja kicia tęskni za tobą i nie za bardzo mnie polubiła.
-O, no to odpada. A więc muszę szybko się z nią spotkać. Mam nadzieję, że nie zrobiłeś jej krzywdy? Bo jak tak, to pożałujesz
-Jaaaa, gdzie taam. To o której i gdzie się spotkamy?
- Hmm. Pasuje ci tak za godzinę w miejscu feralnego wypadku?
-Jasne, to widzimy się na miejscu. Hej!
-Hej!
Więc jednak miałem rację, moje przypuszczenia się sprawdziły. No dobra, trzeba powoli się zbierać, by później nie lecieć na łeb, na szyję. Wziąłem swój plecak i wyjechałem na parkową uliczkę. Przejeżdżałem obok ludzi, a oni patrzyli się na mnie i wlepiali we mnie swoje gały tak, jakbym był jakiś trędowaty. Matko, serio? Czy te włosy się aż tak wyróżniają na tle innych? Nie ogarniam...Przyśpieszyłem trochę i w kilka minut znalazłem się na miejscu rannej wpadki...

<April?>

Od Hideyoshiego Do Shury

Dzisiaj sobota. Wreszcie weekend. zero zajęć. Zero szkoły i bezsensownych, nudnych lekcji. Ale w sumie tez nie chce mi się siedzieć w domu i marnować czas. Może tym razem pójdę i poćwiczę parkoura, bo why not? W sumie, dawno tego nie robiłem. Zwlokłem się z łóżka baaardzo leniwie i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Nic nadzwyczajnego, standardowe, codzienne czynności. Wyszedłem z łazienki i poszedłem do kuchni. Co by tu sobie zrobić...Dobra, niech będą naleśniki. zrobiłem sobie śniadanie i powoli je zjadłem. Jakoś nie za bardzo mi się śpieszyło. Zjadłem, pozmywałem i podszedłem do okna. Panorama rannego miasta i oświetlonych przez wschodzące słońce wieżowców. Westchnąłem i zagapiłem się w ten piękny widok. Po paru minutach się otrząsnąłem i przebrałem w jakieś czarne dresy ze ściągaczami i czarną, obcisłą koszulkę. Spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy i wyszedłem z mieszkania, zamykając je.

---

Zacząłem biec, z czarno-białą torbą przewieszoną przez ramię. Ludzie się nie oglądali za mną, bo w tym miejscu wszystko jest możliwe, więc nic dziwnego, że po chodniku biegnie jakiś chłopak. Przynajmniej to jest dobre. Biegłem i skakałem, przez mury, ławki i inne przeszkody. Uwielbiałem to uczucie i ten wiatr we włosach. Biegłem przez park i nagle, ni stąd ni zowąd, przede mną pojawiła się białowłosa dziewczyna, która na mnie wpadła. Upadłem, podobnie jak ona. Otrząsnąłem się po krótkiej chwili i wstałem, podając jej rękę. Nie zdążyłem wymówić ani jednego słowa, a ona rzuciła chłodnym tonem.
-Zalecałoby się, przeproszenie, wiesz?-burknęła. Ujęła moją dłoń, po czym wstała, otrzepując się.
-Eee...Przepraszam. Tak w ogóle to ty na mnie wpadłaś...
-Jednak to nie moja wina, że sobie biegasz, nie patrząc przed siebie. Nie tylko ja musze uważać, idąc.
-Ach, niech ci będzie-przyznałem jej rację, bo nie mam zamiaru się kłócić. Poza tym, nie chce mi się użerać z tą zadziorną babą, trudno. Nagle złapała mnie za rękę i zaczęła biec gdzieś w zawrotnym tempie. Zaprowadziła mnie do jakiejś ciemnej, podocznej uliczki. Stanęła tuż przede mną, bardzo blisko i chyba chciała się mną zakryć. Za mną przebiegł wielki tłum tak szybko, aż rozwiało mi włosy, bo wytworzyli tak silny wiatr.
-Ona gdzieś tu musi być!-krzyknął ktoś w tłumie, który chwilę później zniknął, noo, przynajmniej na razie.
-O co chodzi?- zapytałem z zaskoczeniem i spojrzałem na drżącą dziewczynę. Matko,jaka nagła zmiana osobowości. Normalnie mistrz.
-Przepraszam, to fani. Już pójdę, póki ich nie ma.- na jej słowa uniosłem jedną brew do góry.
-Aha, ok-rzuciłem będąc nadal w lekkim szoku. Wyszedłem z ciemnej i brudnej uliczki i zacząłem iść powoli w bliżej nieokreślonym kierunku, po prostu przed siebie. Nagle za mną wydobył się pisk tłumu, który rzucił się na dziewczynę, a obok mnie biegli kolejni pseudo-fani. Serio, co za utrapienie. Zaczynam jej współczuć. Kombinowałem, jak by tu ich odciągnąć, przecież się nie przepchnę przez te zombie. Dobra, wiem! Może nie jest to plan marzeń, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Pobiegłem szybko do jakiejś kolejnej brudnej ulicy i podpaliłem śmietnik swoją mocą na tyle, że światło od ognia było widać aż na głównej ulicy. Potem wybiegłem z uliczki z "palącą się" ręką.
-Ludzie, uciekajcie, pożar!- tłum pseudo- fanów na widok mojej ręki i ognia za mną zaczął panikować i w kilka sekund się rozbiegł, a ja złapałem dziewczynę drugą ręką za jej dłoń i zacząłem biec, szukając jakiejś tymczasowej ucieczki. Dziewczyna biegła za mną zgrabnie i szybko, mimo tego, że miała na nogach szpilki. Lekko zacisnęła moją dłoń. Chyba się bała. Rozglądnąłem się dookoła. Gdzie by tu się schować...Czekaj...Jakaś znajoma ta okolica. Walnąłem umysłowego facepalma. Przecież jestem obok mojego bloku. Bosz, co za orientacja w terenie, Hide, normalnie mistrz!
-Chodź tu, szybko...-pociągnąłem dziewczynę do klatki schodowej.
-Idę- dziewczyna weszła za mną, potykając się. Zdjęła szybko szpilki, po czym podeszła znowu.
-Eem, jeżeli chcesz, to możesz ukryć się w moim mieszkaniu, póki ten pseudo- tłum się nie rozejdzie.
-Dzięki wielkie. Jestem Shura Saphira Schnee. Chyba mnie znasz, a jak nie, to poznałeś...-odgarnęła włosy na plecy.
-Eee...Powinienem cię znać...Aaa to ty jesteś tą dziewczyną z wiadomości. Wiesz, bez urazy, ale jakoś mało obchodzą mnie plotki na temat celebrytów.-rzuciłem, otwierając drzwi od mojego mieszkania.
-Naprawdę? Jesteś pierwszą taką osobą. -czekała na zaproszenie. Wow, maniery 100 pro. Dałem jej znak, że może wejść i puściłem ją jako pierwszą do domu. Wooo, jaki gentleman normalnie...
-Pierwszą?-odłożyłem torbę na bok i zdjąłem buty, podobnie jak dziewczyna, tylko, że ona je po prostu odłożyła, bo wcześniej je już zdjęła.
-Tak, pierwszą. Wszyscy, kogo bym nie spotkała, piszczą na mój widok, co mnie bardzo denerwuje... Bardzo, bardzo...
-Bez sensu, kogo obchodzi kogoś życie prywatne. No, przynajmniej nie mnie. Nie widzę w tym nic ciekawego. Celebryta, też człowiek...Kawy, herbaty?-powiedziałem, kierując się w stronę kuchni.

<Shura?>

niedziela, 18 marca 2018

Od Hideyoshiego Do April

Wstałem dość wcześnie, bo około godziny 7 rano. Kolejny dzień, nic ciekawego. Spojrzałem w telefon i zacząłem przeglądać jakieś wiadomości i social media. To jest normalnie stan umysłu, kolejna plotka o jakiejś celebrytce. Bez sensu, kogo obchodzi jej życie prywatne? Nie ogarniam tego. Znudzony odłożyłem telefon na nocny stolik. Zwlokłem się jakimś cudem z mojego łóżka i posłałem je. Następnie, skierowałem się do łazienki i wziąłem szybki, rozbudzający, zimny prysznic. Gdy się już ubrałem, a założyłem niebieskie jeansy i czarną koszulkę, spojrzałem w lustro. Nie ogarniam, dlaczego kolor tych włosów jest tak idealnie rozdzielony, jakby ktoś mi je pofarbował. No i jeszcze ta blizna... Eech, mniejsza z tym. Wyszedłem z łazienki i chwilę później znalazłem się w kuchni. Zrobiłem sobie płatki, bo jakoś nie chciało mi się robić czegoś szczególnego. Zjadłem śniadanie dość szybko. Spakowałem się i schowałem telefon do kieszeni w spodniach. Co by tu zrobić...Lekcje zaczynają się za jakieś 3 godziny, a mi się nie chce siedzieć w domu. W sumie, mam dwie opcje. Albo pójdę teraz do kawiarni, a po lekcjach poćwiczę, albo zrobię na odwrót. Pomyślmy...Dobra idę do kawiarni, raz kozie śmierć. Wziąłem portfel i torbę szkolną. Ubrałem się i wyszedłem z mieszkania, wcześniej zamykając drzwi. Po paru minutach, znalazłem się na klatce. Nooo, paru dłuuugich minutach, bo mieszkam na jednym z wyższych pięter...
---
Szedłem wzdłuż ruchliwej ulicy metropolii, ze słuchawkami w uszach. Uwielbiam słuchać muzyki, ona zawsze mnie uspokaja i motywuje. Rozejrzałem się dookoła. Słońce oświetlało wieżowce, które znajdowały się przy tej oto ulicy. Piękny widok, nie powiem, że nie. Otrząsnąłem się i przyspieszyłem kroku...
---
W kawiarni zamówiłem kokosowe cappuccino i usiadłem przy stoliku obok okna. Zacząłem przeglądać telefon, a kilka minut później kelner przyniósł moją kawę. Wziąłem łyk i ponownie spojrzałem w urządzenie. Jeden news przykuł moją uwagę: "Białowłosa modelka znaleziona przed szkołą Adellal! Fani oszaleli!". Westchnąłem. Jak ja współczuję tej dziewczynie, wszędzie się tylko kleją i chcą autografy. Jak jakieś hieny czy coś, bez sensu. Celebryta, też człowiek. W kawiarni przesiedziałem jakąś godzinę i zacząłem się zbierać do wyjścia, lecz najpierw odniosłem kubek i podziękowałem. Zacząłem iść w stronę szkoły...
---
Szedłem przez park, z muzyką w uszach. Jakoś nie zwracałem uwagi na to, co dzieje się dookoła mnie. Zamyśliłem się i pogrążyłem w odmętach swoich myśli. Szkoda gadać, o czym myślałem, naprawdę. Nagle poczułem, jak ktoś na mnie wpada. Upadłem na ziemię, podobnie jak ten ktoś, a z moich uszu wyleciały słuchawki. Po chwili usłyszałem lekko przejęty, ale wciąż ciepły głos dziewczyny.
- Nic ci nie jest? Jesteś cały?- dziewczyna zaczęła oglądać mnie od stóp do głów. Chyba myślała, że się zraniłem. Jednak nic mi się nie stało, nie raz i nie tak się upadało. Dziewczyna kontynuowała.-Bardzo, bardzo przepraszam. Uciekłam myślami gdzieś na inną planetę, przestrzeń, wymiar. Cokolwiek.
-Nie, nic nie szkodzi. Sam się zamyśliłem...-wstałem i podałem dla dziewczyny rękę, by wstała, przy okazji spoglądając w jej piękne, zielone oczy. Skorzystała z mojej pomocy i wydukała.
-Dziękuję, to ja już pójdę. Jeszcze raz przepraszam.
-Nie ma za co.-pożegnaliśmy się, a ja zacząłem znowu iść w kierunku szkoły. Kilka minut później znalazłem się w budynku szkoły.
---
Po lekcjach postanowiłem poćwiczyć. Tak, jak planowałem z rana. Tylko co...Może zrobię coś lżejszego i pojeżdżę na rolkach? A w sumie, czemu nie. Wyjąłem z szafy rolki, a do plecaka spakowałem buty na zmianę, tak w razie potrzeby. Brakowało mi jednej rzeczy. Zacząłem przeszukiwać kieszenie. Natknąłem się na telefon, ale coś z nim nie tak. Wyciągnąłem go i spojrzałem na niego. Cholera jasna, przecież to nie jest mój telefon, ale jak ja...Aaaa no tak, pewnie pomyliliśmy telefony z tą dziewczyną, która wpadła na mnie. Tylko, jak ja ją teraz znajdę...

<April?>

Hideyoshi Muruyama


"Będę walczyć tak długo, aż pewnego dnia powiem sobie skromnie: wszystko, czego chciałem, dziś należy do mnie!"