Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Taiga. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 września 2018

Od Taigi C.D Olivii


Byłam pod ogromnym podziwem umiejętności wokalnych dziewczyny. Potrafiła nie tylko śpiewać, ale sprawiać, że jej głos wyrażał tysiące emocji, idealnie oddając cały nastrój piosenki. Dodatkowo jej ciało poruszało się rytmicznie, co było niczym wisienka na torcie. Zauważyłam, że nie tylko mi podobał się ów występ. Zarówno nasi znajomi, jak i pozostałe osoby będące w barze biły jej gromkie brawa, kiedy zeszła ze sceny. Musiałam przyznać, że nie znałam Olivii z tej strony. Chyba pierwszy raz widziałam ją tak wyluzowaną no i swobodną. Dodatkowo delikatny makijaż i strój dodawały jej kobiecości, przez co nie wyglądała już jak słodka dziewczyna z liceum, a prawdziwa kobieta.
- Teraz twoja kolej piękna tancerko - Puściła mi oczko, a ja pokiwałam jedynie głową z delikatnym uśmiechem. Przeczesałam włosy dłonią i wzięłam łyk... a raczej wyzerowałam swojego drinka, tak aby dodać sobie delikatnej odwagi. Tańczenie na scenie jest dla mnie czymś naturalnym, można powiedzieć, że czuje się wtedy jak u siebie. Jednakże inaczej jest ze śpiewaniem. Nie robię tego publicznie, a jedynie przy sprzątaniu, czy też pod prysznicem.
- Masz szczęście, że nie nazwałaś mnie tancereczką - Uśmiechnęłam się do niej nieco zadziornie, jednak i tak myślę, że wyczuła w tym zwykły żartobliwy ton. - Dobra to damy coś w bardziej moich klimatach - Podeszłam do faceta, który to wszystko obsługiwał i wybrałam jedną z piosenek, którą znałam aż za dobrze. Wyjęłam mikrofon z podestu, na którym był trzymany i zacisnęłam na nim swoją dłoń. Wzięłam głęboki oddech, aż po sali rozbrzmiała muzyka. Całość, jeśli chodzi o tonację, delikatnie pozmieniałam z racji, że nie mam takiego głosu jak główny wokalista Imagine Dragons.
Szybko poczułam się na scenie rozluźniona, zresztą mając jakiekolwiek doświadczenie, nie jest to dla nikogo trudne. Na koniec ukłoniłam się, poprawiając kruczoczarne włosy. Zeskoczyłam radośnie ze sceny, wracając do swoich znajomych.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Od Taigi C.D Gaze


- Jestem pewny, że jesteś kobietą mojego życia, czy zrobiłabyś mi ten zaszczyt i.. - Chłopak chwilowo się zawahał, a ja nie wiedziałam, jak powinnam się zachować. Klęczał przede mną, otwierając małe granatowe pudełeczko. Otworzyłam delikatnie usta, ale żadne słowo nie dało rady się z nich wydostać - Zostaniesz moją żoną? - Mężczyzna uniósł wzrok. Uśmiechając się szeroko, Gaze wyciągną rękę, w prośbie o serdeczny palec. Spojrzałam na swoją dłoń, a zaraz po tym na jego uśmiech. Kochałam go i byłam tego pewna, jednak obok szczęścia, które wypełniało moje ciało, pojawiła się również niepewność, a także i strach. Nie znamy się wcale tak długo, są ludzie, którzy po 5 latach bycia razem, nadal mają wątpliwości czy tak poważny krok naprzód jest właśnie dla nich. Jednak... Mieszkam z nim, śpię w jednym łóżku, co może się zmienić po naszych zaręczynach? Czy wtedy będę musiała być odpowiedzialną narzeczoną? A co jeśli po tym będzie chciał mieć od razu gromadkę dzieci...
- Ja... - Wydusiłam w końcu z siebie, wycofując delikatnie swoją dłoń. - Przepraszam - Zasłoniłam usta, wstając gwałtownie od stołu. Pod wpływem emocji wybiegłam na zewnątrz, za lokal. Oparta o chłodną ścianę wzięłam głęboki oddech. Zanurzyłam dłonie w kruczoczarne włosy, starając się uspokoić bicie, a raczej walenie serca. Ciepłe, letnie powietrze muskało moją skórę, którą odkrywała czarna sukienka. W mojej głowie szalały najróżniejsze myśli. Zaczynając od tego, dlaczego jestem tak głupia, żeby zostawić go samego w restauracji, podczas gdy klęczy i trzyma w dłoni pierścionek, kończąc na tym, czy powiedzenie mu "tak", nie zmieni naszych stosunków. Co sekundę pojawiała się nowa wizja tego wszystkiego, ale w jednej chwili prysnęło to niczym bańka mydlana. Ciepła dłoń na moim ramieniu skłoniła mnie do tego, abym wróciła na ziemię. Zamknęłam oczy. Nawet nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że to on. Jego ciepło... Było tak bardzo mi bliskie, że rozpoznałabym je wszędzie.

czwartek, 19 lipca 2018

Od Taigi - Zadanie 13

"Dob­ro i zło muszą istnieć obok siebie, a człowiek mu­si dokonać wyboru." Wpatrywałam się w zielony napis, nagryzmolony drukowanymi literami w zeszycie. Przygryzając końcówkę długopisu, zupełnie zapomniałam o miejscu, w którym się znajduję, co nawet nie było niczym nowym. Wszystko, co znajdowało się dookoła, było ciekawsze, niż to, co aktualnie działo się w klasie. Przeniosłam wzrok znad kartki na uchylone okno. Kilka drzew posadzonych w jednym rządku, tworzyły barierę, niepozwalająca mi na dostrzeżenie polany znajdującej się tuż za nimi. Przez ich zielone korony przebijały się promienie słoneczne, zwiastując zbliżające się południe. Tracimy swoje najlepsze lata, siedząc w ciasnych klasach, słuchając o złotych myślach starca, którego nazwiska nawet nie jestem w stanie zapamiętać, zresztą jak większość mojej klasy. Ach, no tak jestem w klasie. Gimnazjum, chyba najgorszy wiek, jaki może człowiek przechodzić. Nawet jeśli Ty zachowujesz się normalnie, to Twoi rówieśnicy szybko przypominają Ci, gdzie jesteś, palenie w klasie, picie na lekcji chemii i śmienia się prosto w twarz nauczycielce, se*ks w szkolnej toalecie i chwalenie się tym na przerwie, to wszystko było na porządku dziennym. Z westchnięciem zwróciłam się do tablicy oraz nauczyciela, który wciąż próbował zinterpretować te kilka słów. Człowiek, który zarówno wyglądem, jak i zachowaniem przypominał mi tego płochliwego gołębia, który jest dokarmiany przez starsze kobiety na rynku, czy też w parku. Śnieżne włosy kontrastowały z ciemnymi oczami, w których pomimo starszego wieku można było dostrzec pewną iskrę, chęć zapalenia w nas jakiejkolwiek chęci do jego przedmiotu. Pomimo iż na lekcje mojego ojczystego języka szłam jak na ścięcie, to zawsze starałam się uważać, tylko dlatego, iż darzyłam swojego nauczyciela pewną sympatią, a także czymś w rodzaju współczucia. Mówił o rzeczach zapewne nawet dla niego niezrozumiałych, pomimo iż każdy wybrałby dobro, on musiał nam udowadniać, że są takie sytuacje, kiedy człowiek staje po stronie zła. Każdy z osobna powie, że nigdy by nie stanął po stronie zła, lecz pomimo tych zapewnień, każdy z nas ma w sobie coś z tej podłości. Dźwięk dzwonka uratował nas wszystkich od zapisywania kolejnych jego spostrzeżeń. 

wtorek, 17 lipca 2018

Od Taigi C.D April


- W takim razie mam już wszystko, czego potrzebowałam. Mogłabyś mi jeszcze podać swój numer telefonu? Myślę, że zacznę już ją robić, jak wrócę i jak coś to będę dzwonić, żeby umówić się na przymiarki i ewentualne poprawki. - Dziewczyna uniosła wzrok znad notatnika, aby spojrzeć na mnie z delikatnym uśmiechem. Ciekawa jestem efektu. Jeśli sukienka będzie tak dobra, jak na rysunku, to będę mogła ją nosić z uniesioną głową.
- Okej, zaraz Ci go napiszę na kartce - Skinęłam głową i zabrałam kawałek żółtawej karteczki, aby napisać na niej ołówkiem swój numer telefon. Brunetka od razu schowała go do kieszeni, zamykając cały notatnik i upychając go w torbie.
- To na dzisiaj będzie tyle - Zarzuciła swoją torbę przez ramię, stając jak na baczność w salonie. Ułożyłam dłoń na karku, patrząc na nią przez kilka minut. Przez głowę przeszło mi, aby zaproponować jej jeszcze coś do jedzenia, ale z drugiej strony, dlaczego miałabym takie coś robić? Nie znałam jej tak dobrze, a chodziło tutaj jedynie o uszycie sukienki, nawet jeśli dziewczyna nie działała mi na nerwy i mogłabym spędzić z nią nieco więcej czasu.
- Cześć - Rzuciłam, odprowadzając ją do drzwi, po czym zostałam w mieszkaniu sama ze sobą. Westchnęłam, widząc na stole puste szklanki po wodzie, pomywanie... A tak bardzo miałam nadzieję, na to, że mnie to dzisiaj ominie.
Następnego dnia w szkole od rana siedziałam znudzona w swojej ławce, bawiąc się ołówkiem. W pewnym momencie spokój, jaki dookoła mnie panował, przerwał nauczyciel, wraz ze znajomą mi twarzą. Mobius spojrzał na mnie z miną mówiącą "Zapomnij o czasie wolnym". Wzięłam głęboki oddech, wsłuchując się w męski głos. Szybko i w wielkim skrócie dowiedziałam się o kolejnym konkursie tanecznym, w którym miałam wystąpić wraz ze swoim przyjacielem ze szkoły. Z tego, co mówił nauczyciel, to miał to być całkiem poważny konkurs.
- Dopasujcie do siebie ubrania, a nie że jeden na czerwono, a drugi na niebiesko - Rzucił do nas, wychodząc z sali. Spojrzałam na chłopaka i tylko prychnęłam.
- To Ty się ubierasz pode mnie - Powiedziałam od razu - Mam sukienkę szytą na miarę, nawet nie myśl o tym, że założę coś innego - Skrzyżowałam dłonie na piersi, na co przewrócił oczami.
- Szukaj wiatru w polu - Mruknął pod nosem, ale go zatrzymałam.

wtorek, 19 czerwca 2018

Od Taigi C.D Olivii


- Jak to się stało, że jesteś z Gaze? W sensie jak się poznaliście? - Nie byłam szczególnie zaskoczona owym pytaniem. Dziewczyna często wypytywała mnie o sprawy damsko-męskie myśląc, że nie wiem, jakie jest drugie dno tych rozmów. Fakt, że podobał jej się Mobius, był mi znany już od dawna, w sumie, zanim nawet zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać, wyczuwałam, że traktuje go lepiej niż pozostałych kolegów z klasy, ze szkoły czy swojego otoczenia. Odchyliłam głowę w tył i wypuściłam z ust powietrze. Musiałam się chwilę zastanowić, jak opowiedzieć o tym dziewczynie. Cóż, nasze pierwsze spotkanie nie należy do tych pięknych obrazów z filmów.
- W wielkim skrócie, leżał najebany jak dzika świnia na ławce, chciałam go wyminąć, ale coś kazało mi się zatrzymać. Podświadomie wyczułam, że jest orężem, niektórzy władający, którzy nie posiadają broni są w stanie ich wyczuć, postanowiłam go wykorzystać, więc wzięłam do siebie - Wzruszyłam ramionami. Wzrok czarnowłosej zdradzał, że nie spodziewała się takiej odpowiedzi.
- Wykorzystać? - Otrząsnęła się w końcu, na co się zaśmiałam.
- Oczywiście chodziło tylko o pakt - Podniosłam ręce w geście obronnym - Nie jestem aż tak zdesperowana, żeby zbierać pijaków i ich wykorzystywać seksualnie - Włożyłam kosmyk włosów za ucho.
- To jak się stało, że ze sobą zamieszkaliście? I zaczęliście być razem? - Przechyliła zaciekawiona głowę.
- A bo ja wiem, tak wyszło - Przymknęłam oczy - Idiota robił wszystko, żebym zwróciła na niego uwagę i mu się to udało - Podniosłam delikatnie kącik ust - Chcesz mnie teraz wypytać o dobre teksty na podryw Mobiusa? - Otworzyłam jedno oko, aby na nią spojrzeć. Pudrowa róż zawitała na jej policzkach. Próby schowania się za włosami nie dały za wiele.
- Nie... Nie o to mi chodziło - Mruknęła, na co tylko zwróciłam twarz ku słońcu. Na szczęście najgorsza pora, gdzie grzało niemiłosiernie, już minęła i teraz promienie słoneczne miło muskały każdą część mojego ciała.
- Taaa, jasne. Mobius jest... specyficzny.
- Dobrze się znacie?
- Tańczymy razem ciężko, żebyśmy się nie znali - Westchnęłam. Prawdą jest, że nie jesteśmy sobie obcy, ale przez to, że oboje mamy dosyć... charakterystyczne charaktery, raczej nie rozmawiamy o sprawach sercowych. - Ale nie będę o Ciebie wypytywać, o tym możesz zapomnieć - Dodałam od razu, kiedy pojawiła się między nami grobowa cisza.
- Nawet nie chciałam prosić! - Zirytowała się, na co podniosłam jedną brew. Czyżby to był aż ta drażliwy temat?
- I świetnie. Powiedz mu, prosto z mostu o co chodzi, a nie owijasz w bawełnę. Pamiętam, że nie jesteś jedyna, której wpadł w oko. Brzydki nie jest, a tajemniczość przyciąga - Podniosłam się podając jej rękę. - Tylko nie mów tego Gaze, bo znowu będzie chciał go pobić - Zaśmiałam się, kiedy złapała moją dłoń.
- Nie wiem, czy chce wiedzieć. - Pokręciła rozbawiona głową.
- Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć - Mrugnęłam do niej. - Miło mi się z Tobą rozmawia, ale muszę się jeszcze pouczyć.
- Jasne rozumiem, sama mam trochę do ogarnięcia, a i tak Cię długo zatrzymywałam - Schowała dłonie w kieszenie, na co tylko wzruszyłam ramionami. - W takim razie do jutra?
- Narka! - Podniosłam dłoń na pożegnanie, idąc do swojego mieszkania. Reszta dnia minęła normalnie, nauka, jedzenie, odpoczynek, sen. Można by rzec, że kolejny nudny dzień, gdzie oprócz małego wypadu na miasto, nie działo się absolutnie nic ciekawego, jednak ostatnio rzeczywiście moje życie stało się bardziej spokojne, nie wiedziałam tylko, czy cieszyć się z tego powodu, czy wręcz przeciwnie. Patrząc na uśmiech Gaze, na Olivię, która zaczęła mnie traktować jak dobrą przyjaciółkę, Mobiusa, April, która chce mi uszyć sukienkę i resztę osób, z którymi zaczynam nawiązywać jakiekolwiek kontakty, nie żałuje tego.
Na dużej przerwie jak to zazwyczaj miałam w zwyczaju, siedziałam ze swoim jedzeniem pod rozłożystym drzewem, który dawał przyjemny cień. Nie czekając długo, obok mnie pojawiła się postać wysokiego czarnowłosego mężczyzny.
- Można? - Nim zdążyłam odpowiedzieć, siedział już obok. Zdążyliśmy wymienić dosłownie trzy słowa, kiedy naprzeciwko nas stanął Gaze wraz z Olivią.
- Chciała jeść sama, to ją zgarnąłem - Wyjaśnił z uśmiechem i dumą. Cóż osobiście nie miałam nic przeciwko, abyśmy zjedli cokolwiek w czwórkę. Rozmowa była... Normalna, rozmówki o szkole, o planach na wakacje.
- Ej w sumie ostatni wypad nam nie wyszedł, wyjdziemy w ten weekend na karaoke? - Zaproponowałam, klaszcząc w dłonie. Dosłownie wszyscy spojrzeli na mnie zaskoczeni. Udawane? Oczywiście. Jednak jakoś zrobiło mi się szkoda dziewczyny, która jedynie zerkała na czarnowłosego. Nie zbliży się do niego, rozmawiając z nim jedynie w szkole, czy podczas przerw.
- A Ty się dobrze czujesz? - Kolega z Akademika podniósł jedną brew, jakby chciał mi przekazać tym gestem, że powinnam zmierzyć sobie temperaturę.
- Dobra - Westchnęłam. - Idziemy w piątek na karaoke i gówno mnie to interesuje czy macie inne plany, czy nie, a spróbujecie nie pójść, to zobaczycie jak sobie radzę w walce wręcz - Powiedziałam pewnie, a wręcz z nutką rozkazu w głosie - Adres wyśle wam na telefon, bo nie pamiętam dokładnie - Machnęłam dłonią, wracając już obojętnie do swojego dania.

Olivia?

niedziela, 27 maja 2018

Od Taigi C.D April


Dziewczyna mówiła szybko i w niektórych momentach ciężko było ją zrozumieć. Nie wiedziałam, czy ma tak zawsze, czy zwyczajnie jara się jak dziecko w dziale z zabawki, ponieważ może zrobić coś nowego i przy okazji trochę zarobić. Okazja... Czy miałam jakąś wyjątkową okazję? Do moich urodzin daleko, Gaze też tak wcześnie ich mieć nie będzie, żadna rodzinna impreza się nie szykuje, a do rodziców chłopaka raczej też nie prędko zostanę zaproszona. Ułożyłam dłoń na karku, postanawiając zwyczajnie ominąć te aspekt rozmowy. Raz, że nie miałam pomysłu na kłamstwo, a dwa, że nie chciałam, aby sobie pomyślała, że robię to z próżności. Ciemny fiolet, raczej nigdy nie gustowałam w tych kolorach. Jeśli miałam wybierać kreacje, to były one w odcieniach czarnego, szarego lub czerwonego, zwłaszcza jeśli chodziło o taniec. Spojrzałam jeszcze raz na kreacje, która stała już praktycznie wykończona.
- Spokojnie, nie gniewam się - Machnęłam dłonią - Co do koloru, co prawda nie jestem przekonana, ale jeśli tak mówisz, to powinna być dobrze, chyba masz o tym jakieś pojęcie - Spojrzałam na nią, na co się uśmiechnęła, a zarazem zarumieniła.
- To jaka długość?, dekolt?, chcesz mieć rękaw czy nie? I trzeba będzie zabrać od Ciebie miarę - Przewertowała kilka stron w swoim notatniku, aby odnaleźć czystą kartkę i zapukać w nią kilkakrotnie ołówkiem.
- Nie sądziłam, że taka rozgadana jesteś - Przyznałam, siadając obok niej na stołku, aby oprzeć się o stół i zastanowić. - Długość... Pasuje mi taka, jak masz tutaj z wycięciem, lubię takie. Nie chce rękawów w ogóle, chce o taką - Pokazałam nad swoim biustem palcami niewidzialną linię, którą poprowadziłam dookoła siebie, żeby jaśniej określić to, o czym myślałam.
- Rozumiem... Taką prostą? Bez wycięcia? - Zaczęła coś szkicować, nie podnosząc nawet na mnie wzroku.
- No w sumie to tak - Wzruszyłam ramionami, na co pokiwała głową. Przez kilka minut siedziałyśmy w ciszy, którą tylko co jakiś czas przerywał szmer ołówka. Oparłam głowę o dłoń przyglądając się tej dziewczynie. Nigdy nie zwracałam na nią uwagi, nawet tej najmniejszej. Pewnie, gdyby nie jej dzisiejsza inicjatywa w stołówce teraz nie siedziałabym z nią tutaj i nie rozmawiała o sukience, którą projektowała specjalnie dla mnie. Patrząc na nią, widziałam wesołą, cieszącą się z życia i swoich pasji istotkę. Przechyliłam głowę, trochę żałując swojego zamknięcia się na świat.
- I jak? - Z szerokim uśmiechem na twarzy podsunęła mi notatnik, gdzie na pierwszej stronie ujrzałam pierwszy szkic sukienki. Obejrzałam ją dokładnie, wskazując palcem na jeden element, o którym raczej nie wspominałam. Nawet nie musiałam pytać, gdyż od razu mnie wyprzedziła - Pomyślałam, że fajnie jednak dodać coś na te ramiona, to są takie dwa ramiączka, przylegające do ramion, taka ozdoba, ale oczywiście mogę je wymazać, jeśli tylko chcesz! - Dodała od razu i bardzo szybko, na co zdążyłam pokręcić głową, zanim złapała za gumkę do mazania.
- Dziewczyno poczekaj, aż odpowiem, a dopiero później rób - Westchnęłam, kiedy spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczyma. - Jest okej, podoba mi się, przynajmniej jak na razie, tylko nie wiem, czy ten fioletowy będzie pasować - Przyznałam od razu. Nie chciałam, żeby zrobiła coś i później musiała to poprawiać albo wywalać cały krój. Może i nie obchodziło mnie zachowanie czy czyny innych, ale nie lubiłam, kiedy ktoś przeze mnie musiał tracić nie tylko pieniądze, ale i czas.
- Mogę w sumie zrobić kilka wersji kolorystycznych - Przyłożyła palec do ust, zastanawiając się nad czymś.
- Jeśli masz czas - Zabrałam swoją torbę, która leżała już od dłuższego czasu na ziemi. - Możemy się umówić na te przymiarki jutro u mnie?
- Jeśli to nie problem dla Ciebie - Cały czas patrzyła na mnie z tym samym wyrazem twarzy, aż dziwne, że jeszcze ją skurcz nie łapie.
- Umówmy się na jutro tak o 16. Zapisze Ci adres - Wzięłam, a może nawet i wyrwałam jej z ręki ołówek, którym nabazgrałam na następnej stronie adres, pod którym znajdzie moje mieszkanie. - Narka - Podniosłam rękę na pożegnanie, wychodząc z pomieszczenia, aby Gaze już dłużej na mnie nie czekał.
~Następny dzień~
Po zajęciach, od razu poszłam do siebie, aby jeszcze ogarnąć mieszkanie, zanim przyjdzie April, która miała pokazać mi swoje dzieła, a także zabrać wszystkie potrzebne wymiary do stworzenia sukienki. Nawet wygoniłam białowłosego na zakupy, aby w tym czasie nam nie przeszkadzał, a także nie wtrącał się w dyskusje pomiędzy nami. Równo o 16, usłyszałam pukanie do drzwi. Normalnie jakby stała pod drzwiami z telefonem, czekając, aż owa godzina wybije. Otworzyłam je z raczej neutralnym wyrazem twarzy, zapraszając do środka.
- Coś do picia? - Zapytałam, wskazując jej ręką, aby udała się do salonu, gdzie najlepiej i najłatwiej będzie nam się pracowało.
- Może być woda - Usiadła na kanapie, a ja tylko skinęłam głową. Ukryłam się za rogiem, aby po chwili wyjść zza niego z dwoma szklankami i dzbankiem, w którym znajdowała się świeża woda z cytryną i miętą. - Zrobiłam kilka wersji kolorystycznych - Od razu podsunęła mi pod nos wczorajszy notatnik. To okrutne, ale ze wszystkich najbardziej podobała mi się właśnie ta czarna.
- Fioletowy jest okej, ale ja zostanę przy czarnym, nie czułabym się w takim kolorze - Przyznałam, patrząc na kartki.
- Rozumiem - Odpowiedziała promiennie, nawet nie okazując rozczarowania, że nie poszłam za jej radą. - Możemy Cię zmierzyć? - Wyjęła z torby długą zieloną miarę.
- Ta - Stanęłam na środku, wykonując jej prośby i pozwalając, aby biegała dookoła mnie, przykładając miarę do różnych części mojego ciała, a później zapisując wszystko na wcześniej przygotowanej kartce.
- Mieszkasz sama? - Pytanie wypowiedziane przez brunetkę przerwało ciszę panującą między nami. Spojrzałam na nią unosząc jedną brew, przez co zaczęła tłumaczyć swoją ciekawość - Masz po prostu ładne mieszkanie i zastanawiałam się, czy je z kimś dzielisz.
- Mieszkam z chłopakiem, możesz go kojarzyć z akademii muzycznej - Przyznałam otwarcie. Nie miałam czego ukrywać, a im więcej wiedziało, tym większa szansa, że żadna lafirynda się do niego nie przyczepi. Nie chcąc spędzić następnych minut w ciszy, postanowiłam pociągnąć ten temat - A Ty coś wynajmujesz, u rodziców jesteś, czy w akademiku siedzisz?

April?

sobota, 26 maja 2018

Od Taigi Do April

Kolejna lekcja matematyki skończyła się, wybawiającym dla mnie dzwonkiem. Nie wiem, kto wymyślił ten szatański przedmiot, ale zaczyna mnie już męczyć. Po cholerę mam liczyć tę deltę? Czy na jakiejkolwiek misji, będę do tego zmuszona? Będę musiała szukać tych "x-sów" albo obliczać parabole? Wątpię, żeby podczas bitwy z jakimś stworem, musiała to obliczać. Zadowolona, że w tym tygodniu już nie wejdę do tej sali tortur, ruszyłam do stołówki, aby choć na chwilę odsapnąć i zjeść coś pożywnego. Nawet nie przeszłam kilku metrów, gdy zza rogu wyłonił się jeden z nauczycieli z masą książek w rękach. Bez ogródek wcisnął mi je, wydając krótkie polecenie, aby zanieść je do pobliskiej Akademii Pittore. Nie bywałam tam zbyt często, plastyka nigdy mnie nie kręciła, nawet piękne obrazy nie były dla mnie niczym ciekawym. Oczywiście w pewien sposób podziwiałam talenty innych, ale po co się tak starać, tracić kilkanaście tygodni, aby namalować coś, czemu można zrobić zdjęcie. Odniosłam wszystkie książki na swoje miejsce, przeciągając się, jakbym chciała w ten sposób rozprostować wszystkie kości i nabrać nowej energii. Spojrzałam na zegarek, idealnie trawiłam na przerwę obiadową. Mam tylko nadzieję, że dojdę do swojej Akademii i zastanę chociaż jedno udko z kurczaka, albo kawałek lazanii. Przerzucając torbę przez ramię, wyszłam z obcej mi Akademii, teoretycznie mogłam poczekać na Gaze, ale znając jego to pewnie i tak kręci się już gdzieś po parku.
- Na wynos - Mruknęłam obojętnie, wpatrując się w tablice ogłoszeń. Ciekawe, nawet mieliśmy dzisiaj smaczny deser. Koktajl z bananów i świeżej mięty, zaszaleli. Jednak bacząc na dzisiejszą pogodę, idealnie ułożyli nasze dzisiejsze menu.
- Hej, wydaje mi się, że mamy za chwilę razem zajęcia - Damki głos rozbrzmiał za moimi plecami. Odwróciłam głowę, podnosząc jedną brew. Brązowowłosa dziewczyna patrzyła na mnie zielonymi oczami, uśmiechając się przy tym radośnie. Kojarzyłam ją, a przynajmniej tak mi się wydawało. Było z niej całka dobra tancerka, no, chyba że ja ponownie kogoś mylę.
- No cóż, możliwe - Wzruszyłam ramionami, zabierając swoje danie. Zapach makaronu sprawił, że chciałam jak najszybciej wyjść na zewnątrz i zająć się ciepłym posiłkiem.
- Tak w ogóle to April jestem - Rozczulając się nad pachnącym jedzeniem, nawet nie spostrzegłam, że owa dziewczyna podąża tuż obok mnie. Zamrugałam dwa razy, jakby dla upewnienia się, czy aby na pewno kroczy równo ze mną. Muszę przestać bujać w obłokach w takich miejscach. Za bardzo ostatnio się wyłączam. Spojrzałam na delikatną dłoń, wzdychając cicho. Może nie ma sensu robić sobie więcej wrogów?
- Świetnie - Powiedziałam bezdźwięcznie, kierując te słowa wyłącznie do mojej osoby - Taiga - Uścisnęłam wolną dłonią, jej, aby już nie stała jak ten przysłowiowy kołek. - Miło się rozmawia, ale spadam. - Podniosłam delikatnie zapakowany obiad, opuszczając budynek. Nie miałam ochoty na rozmowy, a zwłaszcza pytania, które jedynie byłyby irytujące. Usiadłam w samotności na ławce, przy jednym z większych drzew, który dawał przyjemny cień w ten wyjątkowo ciepły dzień. Wspominana samotność i cisza nie trwała wcale długo, gdyż szybko dołączył się do mnie Gaze, trzymając jedynie koktajl.
- A Ty nie jesz? - Zapytałam nieco zaskoczona. Zazwyczaj to on zawsze dbał o to, abyśmy oboje zjedli ciepły posiłek w szkole.
- Za gorąco - Jęknął, podnosząc swój koktajl - Jaki masz, nam dali truskawki, ale słyszałem, że wy macie banany, zamienisz się? - Uśmiechnął się do mnie, ukazując rządek białych zębów.
- Dobra weź go sobie - Machnęłam dłonią.
Z pełnym brzuchem wróciłam na resztę lekcji, tym razem już bardziej pożytecznych, gdyż do końca dnia ćwiczyliśmy jeden z klasycznych tańców, jakim był walec. Po całym dniu na nogach pragnęłam jedynie wrócić do domu, wziąć szybki chłodny prysznic i położyć się do łóżka. Ubierałam już skórzaną kurtkę, gdy usłyszałam dźwięk telefonu. Wyjęłam go z torby, przeciągając palcem po dotykowym ekranie. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc zmienioną nazwę w kontakcie, przy imieniu „Gaze" widniały serduszka i buziaki. Idiota, znowu bawił się moim telefonem. Odczytałam krótką wiadomość „Taiguś, możesz przyjść do naszej Akademii? Muszę zostać chwile dłużej, a mieliśmy iść na zakupy". Oparłam się o ścianę, odpisując jednym słowem „ok". Schowałam telefon już do kieszeni, aby zaraz ponownie nie szukając go na dnie swojej torby.
Przechodząc przez korytarze akademii, zaciekawiły mnie otwarte drzwi. Nieco zaskoczona, że ktoś jeszcze o tej godzinie może się tutaj kręcić, postanowiłam to sprawdzić. Ciekawość już nie raz sprowadziła na mnie nie małe problemy, ale też nie raz dzięki temu dowiedziałam się bardzo interesujących rzeczy. Przy jasnym świetle dostrzegłam dziewczynę ze stołówki. Siedziała przy niewielkim stoliku, przy którym była maszyna krawiecka. Była tak pochłonięta oglądaniem chyba sukienki na manekinie i rysowaniu czegoś w notatniku, że nawet mnie nie zauważyła.
Nie spodziewałam się, że ktoś zainteresowany tańcem, ma również talent do szycia. Osobiście, nigdy nie ogarnęłam igły i nici, nawet przy przyszyciu guzika jestem w stanie pokaleczyć sobie dłonie.
- Nie tak źle, jak na tancerkę, chyba minęłaś się z powołaniem - Skrzyżowałam dłonie na piersi, podchodząc do niej bliżej. Nie mówiłam tego złośliwie, szczerze podobało mi się jej dzieło. Mogłabym nawet jej zapłacić za coś tak ładnego, w końcu miałabym coś unikalnego, uszytego wyłącznie dla mnie.
- Komplement? Jeśli tak, to dziękuje - Posłała w moją stronę uśmiech.
- Raczej zwykła uwaga - Wzruszyłam ramionami - Jesteś w jakimś dodatkowym kółku? - Przechyliłam głowę w sumie szczerze tym zaciekawiona. Nie znam nikogo, kto mógłby zajmować się szyciem.
- Nie, zwykłe hobby - Zaśmiała się cicho, wkładając kosmyk brązowych włosów za ucho. - Myślałam, że wszyscy poszli już do domów - Nieco zawstydzona spojrzała na swoje dzieło.
- Niespodzianka. Całkiem niezłe, można? - Pokazałam na suknie, chcąc ją dotknąć. Skinęła głowa, a ja zaczęłam ją oglądać z bliska - Zajmujesz się tym profesjonalnie, można taką u Ciebie zamówić? - Zaczęłam ją zasypywać pytaniami, na co się zaśmiała.
- Raczej nie robię tego dla pieniędzy - Siedziała grzecznie na stołku, wciąż się uśmiechając. - A dlaczego pytasz?
- Mogłabym Cię wynająć? Fajnie byłoby mieć kieckę jedyną w swoim rodzaju - Wzruszyłam ramionami, podnosząc jednak delikatnie kącik ust.

April?

niedziela, 6 maja 2018

Od Taigi C.D Olivii


- Wybacz Taiga, że tak to wszystko wyszło… - oznajmiła cicho, unosząc na mnie wzrok - Podobna sytuacja się już nie powtórzy - dodała, posyłając w moją stronę delikatny, ale wymuszony uśmiech. Cała to sytuacja wydawała mi się okropnie dziwna. Jej brat wchodzi do mojego mieszkania, chociaż nie przypominam sobie, żebym wszystkim się chwaliła, gdzie mieszkam, po czym robi mi przeszukanie, tak jakbym nie miała co robić, tylko urządzała potajemne schadzki zakochanych w moim skromnym mieszkaniu.
- Mam nadzieję, nie mam zamiaru trzymać w swoim mieszkaniu całej Twojej rodzinki, która przeszukuje mi szafy w poszukiwaniu nagiego Mobiusa - Przewróciłam oczami, wracając do kuchni, gdzie czekał na mnie niedopity sok.
- Ja również wolałabym uniknąć takich sytuacji - Żeby zająć swoje dłonie, zaczęła się bawić sznureczkami, które odchodziły od jej bluzy. Zastanawiałam się, dlaczego jej rodzina aż tak go nienawidzi. Sama znam go z tej bardziej "przyjacielskiej" strony, jeśli w ogóle mogę powiedzieć, że takową posiada, aczkolwiek słyszałam plotki i to nie jedne. Romans z dyrektorką, wizyty u prostytutek, każdej nocy inna dziewczyna. Niestety nie jestem w stanie określić czy to prawda, czy zwykłe wymysły ludzi. Może zraniona dziewczyna zaczynała wymyślać nowe historyjki, żeby w oczach innych to on był tym najgorszym. Oczywiście brałam też pod uwagę, że może być to prawda. Nasze stosunki były jasne i oboje nie czuliśmy do siebie żadnego popędu, czy też pożądania, dlatego wszystkie złe słowa wypowiedziane w jego kierunku były dla mnie g*wno warte.
- O co im chodzi? Masz jakiś zakaz spotykania się z chłopakami? - Podniosłam jedną brew. W sumie nie wiedziałam po co, o to pytam, miałam wywalone na życie innych. Jednak... Widziałam, że ta mała czuje coś do niego. Nie wiedziałam, czy chodzi o sam wygląd, czy może szczerze jest w nim zakochana.
- To nie tak, że mam zakaz... - Westchnęła ciężko, siadając na krześle. Wyglądała, jakby biła się z myślami.
- Nie musisz opowiadać mi całej swojej historii, nie interesuje mnie to. Zresztą pytanie zadałam z czystej ciekawości, a nie w trosce o Twoją osobę - Wyjaśniłam zanim zaczęła jeszcze mówić. Nie chce słuchać o ckliwych historyjkach i przy okazji poznawać całą jej rodzinę. Nigdy nie byłam dobra w takich sprawach, w połowie wyznań wyłączałam się zastanawiając się, co zjeść na kolację. Ja nie żaliłam się innym i wymagałam tego samego od nich.
- Nie wiem dlaczego tak się zachowują - Powiedziała w końcu, patrząc prosto na swoje buty. W całym mieszkaniu zapanowała ciężka atmosfera, przez co na nowo pożałowałam, że wpadłam na jakże genialny plan zaproszenia kogoś do siebie. - Od kiedy się o nim dowiedzieli mają, taki stosunek do tego wszystkiego, zwłaszcza moja siostra - Pokręciła głową, jakby chciała o tym wszystkim zapomnieć. Zrobiło mi się jej... szkoda? Jak widać przejmowała się tym wszystkim, aż za bardzo. Jest pełnoletnia, ma prawo robić co chce.
- Dobra przestań mi tutaj zamulać - Jęknęłam już zrezygnowana. Jeszcze trochę i zacznie mi tutaj ryczeć, a tego to już na pewno nie chce. - Zbieraj się, pójdziemy do miasta, może przynajmniej tam nie będzie się ciągnąć ten temat - Machnęłam na nią ręką, aby wstała, podczas gdy sama schowałam pozostałe naczynia do zmywarki, nastawiając ją, aby po powrocie tylko schować wszystko do odpowiednich szafek. Zanim poszłam po swoje rzeczy, aby móc wyjść napisałam małą karteczkę "Wyszłam z koleżanką, obiad był pyszny". Nie chciałam, żeby Gaze martwił się, dlaczego jeszcze mnie nie ma, zwłaszcza po tym, jak już raz wylądowałam w szpitalu. Zabrałam małą torebkę, podczas gdy Olivia czekała już na mnie przy drzwiach.
- Nie musisz się zmuszać, żeby gdzieś ze mną wychodzić - Mruknęła, patrząc mi prosto w twarz, podniosłam jedną brew, po czym prychnęłam.
- Do niczego się nie zmuszam, jakbym miała Cię dość, to zwyczajnie wygoniłabym Cię z mojego mieszkania - Wzruszyłam ramionami - Gotowa? - Dziewczyna jedynie skinęła głowa.
Przez całą drogę do centrum panowała między nami cisza. Jedynak nie była ona niezręczna, po prostu obydwie byłyśmy zajęte swoimi myślami. Zastanawiało mnie, dlaczego tak bardzo chce spędzać ze mną czas. Nie jestem do niej miła, czego nie można powiedzieć o niej samej. Czasami bywa nawet aż za przyjazna. Cóż może odpowiada jej taki układ. Przebywania z osobami, które cały świat widzą w różowych barwach, musi w końcu stać się co najmniej irytujące. Sama należę do osób, które mówią prosto z mostu to o czym myślą, nawet nie zastanawiając się, czy może to kogoś skrzywdzić. Wchodząc do jednej z galerii, usłyszałam jej cichy, ale zarazem pewny głos.
- W ogóle jakim władasz żywiołem? - Z uśmiechem przyglądała się mi i czasami spoglądała przed siebie w obawie, że na kogoś lub coś wpadnie. Wzięłam głęboki oddech, jakbym właśnie wyjawiała największy sekret tego świata.
- Błyskawice, pioruny, jak zwał tak zwał - Wzruszyłam ramionami.
- To jak współpracujesz ze swoim orężem, chyba jest z metalu co nie? - Przechyliła głowę. Nie spodziewałam się takiego pytania z jej strony.
- Gaze może zmieniać materiał, kiedy jest w postaci broni, dlatego jest to dosyć wygodne, patrząc na moją moc - Wytłumaczyłam, nie wdając się w większe szczegóły. - A jak to jest u Ciebie? Jakoś nigdy nawet nie widziałam, żebyś walczyła - Spojrzałam na jedną z witryn sklepowych, gdzie zauważyłam całkiem niezłą skórzaną kurtkę.

Olivia?

Od Taigi C.D Gaze


Krzątałam się po kuchni, kiedy usłyszałam swój telefon. Zaskoczona, ale także i zaciekawiona kto może się do mnie dobijać, wzięłam go do ręki. Na sam widok numeru Gaze uśmiechnęłam się sama do siebie. Odebrałam melodyjnym głosem, spodziewając się, jak bardzo nie jest ucieszony z wizyty u rodziców, cieszyły go takie małe i proste rzeczy, że człowiek nie potrafił się przy nim nie uśmiechać, widząc jego szczery uśmiech. Przez chwilę po drugiej stronie panowała bezwzględna cisza, kilka razy powtórzyłam imię chłopaka, aż w końcu można było usłyszeć jego głos. Był inny, jakby nieco przekształcony, ale domyślam się, że była to wina odległości. "Wybacz Taiga, nie mogę wrócić, rozwiążmy nasz pakt". Słowa zabrzmiały w mojej głowie pustym echem, serce zabiło niczym młot, nie byłam w stanie powiedzieć ani jednego słowa, a zimne łzy spłynęły już na policzki, które były teraz niczym marmur.
Momentalnie otworzyłam oczy, zdając sobie jaki nieprzyjemny sen zapewniła mi tej nocy moja podświadomość. Na zegarze nie było nawet 4. Schowałam twarz w poduszkę, jęcząc przy tym nieznośnie. Po kilkunastu leżenia w zupełnym bezruchu wzięłam się w garść i wyszłam z ciepłego łóżka, aby zaparzyć dla siebie kawy. Minęły dopiero dwa dni od jego wyjazdu, a ja już nie mogę usiedzieć w jednym miejscu. Nawet nauka nie wchodzi mi do głowy, a do egzaminów coraz bliżej. Wiosna zawitała już do nas na dobre, dlatego wychodząc na balkon w samej bluzie z ciepłym kubkiem kawy w dłoniach, nie odczuwało się już takiego zimna jak jeszcze kilka tygodni temu. Upiłam trochę mego osobistego nektaru, napawając się nie tylko smakiem, ale i zapachem. Na zewnątrz panowała głucha cisza, każdy normalny człowiek o tej godzinie albo był w pracy, albo spał. Spojrzałam na swoje kwiaty. Dotykałam najpierw łodyżki, następnie liści, aby na końcu przejść do płatków. W tej oto sposób sprawdzałam samodzielnie, czy są w dobrym stanie. "Wypada je podlać" pomyślałam, odkładając filiżankę na brzeg parapetu.
W szkole prawie wszystkie godziny leżałam na ławce, zastanawiając się, czy spróbować coś ugotować, czy może pójść jak zawsze na prościznę i coś zamówić. Na dzień dzisiejsze to były jedna z ważniejszych przemyśleń. Pod koniec ostatniej lekcji, którą okazała się biologia, wzięłam się w garść i postanowiłam sama sobie zrobić obiad, który nie będzie się składać z kanapek, lub makaronu z sosem ze słoiczka.
Po zakupach w sklepie w mieszkaniu założyłam luźne dresy i wzięłam się do gotowania. Obok na blacie dzielnie leżał mój telefon, na którym miałam całym przepis na pysznego kurczaka w sosie ziołowym z pieczonymi słodkimi ziemniaczkami. Właśnie zalewała kurczaka czymś, co przypominało mleko z pływający ziołami niż sos, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Przeklęłam pod nosem i szybko wytarłam dłonie, zmniejszając płomień pod jedzeniem. Otworzyłam zirytowana drzwi, za którymi stał o jakieś 10 centymetrów wyższy ode mnie mężczyzna, spod którego czerwonego kaptura wystawały blond włosy. Westchnęłam cicho, wpuszczając go do siebie i nie zawracając sobie nim głowy, poszłam do kuchni, aby dokończyć "dzieło".
- Gotujesz? Serio? - Usłyszałam za sobą jego ironiczny śmiech.
- Ja przynajmniej nie żyje cały czas na żarciu z budek - Przewróciłam oczami, starając się przy nim wyglądać niczym profesjonalistka. - W ogóle, po co przyjechałeś? Z dobre pół roku się nie odzywałeś, miałam już nadzieję, że Cię spotkam na cmentarzu - Spojrzałam na niego z łobuzerskim uśmiechem, na co prychnął, siadając przy stole.
- Chciałabyś, chociaż masz trochę racji. Nie zapomniałaś o czymś? I co masz do żarcia? Mam nadzieję, że chociaż trujące nie jest - Jego śmiech odbił się o moje uszy. Bardziej niż jego docinki interesowało mnie to, o czym mogłam zapomnieć. Raczej nigdy nie narzekałam na swoją pamięć, aczkolwiek w tej chwili coś mogło mi wypaść z pamięci. Ma urodziny? Nieee, to przecież na zimę, ojciec na jesień, a ja dopiero za dwa miesiące. Zamrugałam kilka razy, spoglądając na kalendarz. Dopiero teraz mnie olśniło, Toshiro nie przyjechałby przecież bez powodu.
- Rocznica śmierci mamy - Westchnęłam, patrząc na kurczaka, który pływał w sosie. - No tak - Dodałam jakby sama do siebie, unosząc oczy ku górze.Wzięłam głęboki oddech, nakładając na dwa talerze jedzenie, nie było go za wiele, gdyż nie spodziewałam się, że zamierza przyjść. Usiadłam naprzeciwko niego.
- Jedziesz ze mną?
- Pewnie jedziesz z ojcem więc nie - Wzięłam do ust kawałek kurczaka. Tak jak samo mięso nie było najgorsze, tak smak tego sosu przyprawiał o mdłości. Wyplułam wszystko do zlewu, mój brat natomiast poleciał do łazienki, gdzie słyszałam, jak płucze usta. Nie rozumiem, robiłam wszystko tak jak w przepisie, a wyszło okropnie. Spróbowałam jeszcze ziemniaczka, który jako jedyny okazał się zjadliwy, aczkolwiek brakowało mu soli.
- Po pierwsze nigdy więcej nie zbliżaj się do kuchni, a po drugie z kim mieszkasz? Widziałem męskie kosmetyki - Wskazał kciukiem na drzwi od łazienki. Gaze nie byłby nawet w stanie zabrać wszystkich swoich rzeczy, także nic dziwnego, że je zauważył.
- Mieszkasz z chłopakiem, jakbyś się interesował swoją młodszą siostrą, to byś wiedział - Prychnęłam, na co tylko poklepał mnie po głowie, jak to miał w zwyczaju robić, kiedy byliśmy jeszcze dużo młodsi.
- Dobra nie narzekaj, zamawiamy pizze? - Potarł dłonie, na co niechętnie się zgodziłam.
Siedział u mnie do wieczora, opowiadając o swoim życiu, historie opowiadane przez niego nie miały końca. Te o złych gościach, kobietach, o tym, jak kantował w karty, czego swoją drogą mnie nauczył. Obiecał wpaść w najbliższym czasie, czego nie brałam na poważnie. Dużo mówił, jednak w rzeczywistości mało robił.
Przez całą noc leżałam na łóżku, myśląc o tym wszystkim. O Gaze i reakcji jego rodziców, jeśli rzeczywiście są tacy, jak mówił i nie pozwolą nam być razem? To nie byłoby najgorsze, najgorsze byłoby, gdyby się z nimi zgodził i z dnia na dzień wyjechał, zostawiając mnie samą. O mamie, która była mi najbliższą osobą, o tym, jak jej śmierć drastycznie mnie zmieniła, a także o tym roku, gdzie praktycznie nie wychodziłam ze swojego pokoju, aż w końcu wzięłam się w garść. Wszystkie te myśli tłukły się po mojej głowie i żadna z nich nie chciała odpuścić. Mniej więcej o 4 usnęłam ze zwykłego zmęczenia.

***

Stałam przy grobie matki, patrząc na napis ze złotych literek "Waris Mortem, opuściła nas w wieku 38 lat" mniejszymi tuż pod tym napisem widniała jej ranga, czyli najwyższy mag klasy S. Dookoła było już trochę kwiatów, a także zniczy. Przy samym nagrobku położyłam białą lilię. Usiadłam na niewielkiej drewnianej ławce, która stała blisko grobu. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na jej imię, a w środku toczyłam ze sobą wojnę, aby się nie popłakać jak to dziecko sprzed kilku lat, którym byłam. Chciałbym, żeby była tuż obok mnie, żebym teraz siedziała z nią w kawiarni i opowiadała jej o Gaze, szkole, moim życiu... Chciałam nawet ją wskrzesić magią, zaklęciem, eliksirem czymkolwiek. Niestety nie narodził się jeszcze nikt, kto miałby tak wielką moc. Zresztą, nawet jeśli byłoby to możliwe, to czy wyszłaby moja matka? Piękna kruczoczarna włosa kobieta o wielkim sercu, która otwierałaby przede mną następne drzwi do odkrywania magii i życia, czy może kościotrup, który chciałby zjeść mi mózg. Siedziałam jeszcze dobrą godzinę, po czym zaczęłam się zbierać na pociąg. Tak naprawdę był to dzień, jak co dzień. Po powrocie zrobiłam coś na wzór jajecznicy i siedząc z książkami, próbowałam się skupić na liczbach, które powinny być w tej chwili dla mnie najważniejsze.

***

- Żyjesz? - Nagle przed moimi oczami pojawił się kubek z kawą. Dni mijały nieubłaganie i nawet jeśli nie miałam ochoty, to nie mogłam zaniedbywać szkoły i swoich obowiązków. Czarnowłosy mężczyzna usiadł obok mnie, po tym, jak przyjęłam od niego kawę. Mieliśmy dłuższą przerwę, gdzie postanowiłam ją spędzić na sali do ćwiczeń.
- Jakoś - Wzruszyłam ramionami. - Dzięki za kawę - Dodałam, przechylając papierowy kubek.
- Nie ma sprawy. - Machnął dłonią - Wiesz jakby co to mów - Zaczął, na co tylko się krótko zaśmiałam.
- Mobius oboje nie jesteśmy dobrzy w takie ckliwe teksty, darujmy to sobie - Rozbawiona pokiwałam głową, na co również się uśmiechnął.
- Tutaj masz rację - Przyznał, również zajmując się swoim napojem.
- Zawsze mam rację - Mruknęłam pod nosem, machając stopami w rytm muzyki, która dobiegała z głośników przywieszonych pod sufitem.
- Chodź - Wręcz wyrwał mi z dłoni kawę, którą nawet dobrze nie zaczęłam się delektować. Szybkim ruchem sprawił, że wstałam na równe nogi. Był zdecydowanie silniejszy ode mnie. - To zawsze pomaga - Wyjaśnił jedynie, stojąc w odpowiedniej pozycji. Taniec. No tak. Przymknęłam oczy, aby po chwili ułożyć dłoń na jego ramieniu. Tańcząc do muzyki, zaczęliśmy mieszać ze sobą różne rodzaje, tak że wyszedł nam śmieszny, a zarazem dobry i smaczny miks. Chyba tego mi brakowało, gdyż po 10 minutach, gdy się zatrzymaliśmy, wypuściłam przez zęby powietrze.
- Gaze wyjechał - Powiedziałam w końcu, chowając dłonie do kieszeni.
- Gdzie? - Krótkie, ale i stanowcze pytanie momentalnie mnie zaatakowało.
- Do rodziców.
- Boisz się, że nie wróci?
- Pozostaje mi już tylko mieć nadzieję - Podniosłam na niego wzrok. Jego twarz jak zawsze nic nie wyrażała, przez co ciężko było cokolwiek wyczytać. Cieszyłam się, że mogę mieć takiego przyjaciela, który nie będzie owijać w bawełnę, ale sam też nie znał prawdy. W nocy, gdy męczyła mnie bezsenność, wyszukałam jego rodzinę w internecie. Podobno należą do jednych z najbogatszych ludzi, a co za tym idzie też i szanowanych. W rodzinie nie zdarzyło się, aby ktokolwiek stanął przed ołtarzem z kimś, kto nie jest z wysoko urodzonej rodziny. Jeśli nie wróci, poczuje się wtedy tak, jakby zamiast mnie wybrał pieniądze i dobre nazwisko. Przeczesałam włosy i podniosłam kącik ust.
- Nadzieja matką głupich co nie? - Widząc moją minę, również prychnął.
- Życie. Lecę coś zjeść, do zobaczenia na zajęciach - Pomachałam mu na pożegnanie, wychodząc z salki.

*kilka dni później*

Na reszcie nadszedł piątek, w planach oprócz posprzątania mieszkania, nie miałam nic więcej do roboty. Kino, dyskoteka, wszystko to wydawało mi się teraz takie nudne i bezwartościowe. W drodze do domu weszłam do niewielkiej knajpki, gdzie kupiłam spaghetti, które miało stać się moim mieszkaniu. Po trzech godzinach mieszkanie lśniło czystością, a ja padałam ze zmęczenia. Usiadłam na kanapie zadowolona ze swojego dzieła. Złapałam za pilot, zaczynając skakać po kanałach. Podczas przełączania z jakiegoś programu muzycznego, na serial usłyszałam, że ktoś próbuje się dostać do mojego mieszkania. Zmarszczyłam brwi i podeszłam do nich, otwierając je jak szeroko, spodziewając się po drugiej stronie złodzieja, lub pijanego sąsiada. Jednak to nie był żaden z nich. Stanęłam jak wryta, widząc przed swoją twarzą ciemnoskórego chłopaka, któremu biała grzywka do połowy zasłaniała oliwkowe oczy, które śmiały się do mnie. W ręce trzymał klucze, a w dłoni walizkę ze złotymi zdobieniami.
- Cześć - Uśmiechnął się do mnie, otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, ale żadne słowo nie chciało mi przejść przez gardło. Wierzyłam, że wróci, ale i tak coś mi podpowiadało, że nie przeciwstawi się swoim rodzicom, że go już nigdy nie zobaczę. Zamknęłam wciąż delikatnie rozchylone usta, rzucając się w jego ramiona.
- Wróciłeś - Wyszeptałam, zaciskając jeszcze mocniej ramiona wokół jego szyi.
- Przecież Ci obiecałem, poza tym jakbym mógł nie wrócić, skoro Cię kocham - Poczułam, jak składa pocałunek na mojej szyi.
- Nie wyjeżdżaj już na tak długo - Spojrzałam na niego wręcz błagalnie. To głupie, ale czułam się okropnie, nie mając go przy sobie i tu już wcale nie chodzi o brak dobrego obiadu. W nocy nikt mnie nie przytulał ani ja nie miałam kogo objąć, nie mogłam się z nikim kłócić o łazienkę, nikt mnie nie przedrzeźniał, nie całował, nie adorował. Po prostu za nim cholernie tęskniłam. 
Gaze?

sobota, 28 kwietnia 2018

Od Taigii C.D Olivii


- Masz faceta, który potrafi dobrze gotować - Ze śmiechem puściła mi oczko. Cóż z pewnością taka cecha jest rzadko spotykana u mężczyzn. Sama byłam zaskoczona, gdy pierwszy raz zjadłam danie przyrządzone przez Gaze. Sądziłam, że będziemy żyć na jedzeniu z miejskich budek, a dostaje codziennie pyszne dania, nie raz wymyślne. Oczywiście nigdy nie było tak, aby w tygodniu na stole dwa razy zagościła ta sama potrawa. To prawda, że bardzo się cieszyłam z tych umiejętności chłopaka, sama nigdy nie gotowałam najlepiej. Była to chyba jedyna czynność, która nie wychodziła mi bez względu na to, ile razy bym nie próbowała zrobić, chociażby najzwyklejszej jajecznicy.
- Tak, to bardzo wygodne - Stwierdziłam po chwili, gdy powoli na naszych talerzach zaczynała gościć pustka. Usłyszałam dzwonek do drzwi i zmarszczyłam brwi. Nikogo do siebie nie zapraszałam, a jeżeli Gaze znowu zapomniał swoich kluczy, to go zatłukę, ile razy można mu otwierać te drzwi! Kiedyś zmuszę go do stania na dworze w deszczu co najmniej przez kilka godzin. - O wilku mowa - Westchnęłam, wstając od stołu. Jednak zanim podeszłam otworzyć dni, włożyłam brudne naczynia do zmywarki, zostawiając na stole tylko szklanki, aby móc dolać sobie soku. Podeszłam do drzwi, gdzie miałam zamiar na wejściu wymówić wiązankę o tym, jaką trzeba mieć pamięć złotej rybki, żeby zapominać o czymś tak istotnym, jak klucze do mieszkania. Zamrugałam dwa razy, widząc kosmyk białych włosów, zwątpiłam, gdyż po spojrzeniu na twarz mężczyzny odkryłam, że to nie jest ten, którego się spodziewałam. Obcy mężczyzna patrzył na mnie z uśmiechem, natomiast moja mina bardziej okazywała się zaskoczenie i pytanie "kim jesteś i co robisz do chuja w moim drzwiach?". Do głowy przyszła mi jedna myśl, a mianowicie że musi to być jakiś sprzedawca perfum czy innych gówien, który łazi od drzwi do drzwi i próbuje komuś wcisnąć jakąś tandetę.
- Cześć, Taiga, prawda? - Podniósł jedną brew, chcąc wejść do mieszkania. Jednak widząc, jak jego noga chce wejść za próg, przytrzasnęłam go drzwiami. Patrząc na jego sylwetkę, nie obawiałam się, że mógłby zrobić mi krzywdę, zwłaszcza że nie byłam tym razem sama w mieszkaniu.
- Nie wiem, skąd wiesz jak mam na imię i nie interesuje mnie to. Nie chce nic kupować więc wypad z mojego mieszkania, póki miła jestem!- Poczułam za sobą obecność kobiety. Spojrzałam na nią i po minie zorientowałam się, że raczej owego mężczyzna zna, a przynajmniej kojarzy.
- Alan... Co Ty tutaj robisz?! - Podniosła głos, wciąż stojąc za moją osobą, a więc go zna. Wiedziałam, że zapraszanie do siebie ludzi nie jest dobrym pomysłem, każdy zawsze za sobą kogoś ciągnie. Oby mi jednego pięknego dnia nie wleciała z jakąś bandą, chcąc tutaj robić domówkę.
- Nie wiem, kto to jest, ale jak chcesz z nim gadać to nie u mnie - Odparłam obojętnie, odsuwając się. Nigdy nie robiłam za czyjąś swatkę i nie miało się to zmieniać.
- To tylko mój brat, który już wychodzi - Pierwszy raz widziałam czarnowłosą dziewczynę zdenerwowaną. Najwidoczniej była między nimi jakaś spina. Dopiera, gdy wyjawiła, że to jej brat odświeżyła mi się pamięć. Spotkaliśmy już chłopaka wcześniej, było to w niewielkiej knajpce, gdzie był kelnerem. Przez to, że nie skupiałam się wtedy na jego twarzy, nie mogłam od razu rozpoznać, kim on jest.
- Nie wychodzę jeszcze, jesteście same?
- Chuj Cię to obchodzi to moje mieszkanie więc wypad - Prychnęłam, opierając się o futrynę, miałam już zamiar zamykać drzwi, ale Alan nie dawał za wygraną. Miał pełno powodów, dla których powinien wejść. W końcu już chyba ze zmęczenia, a może raczej z niechęci do kłócenia się i wysłuchiwaniu od sąsiadów, że znowu robię awantury na korytarzu, wpuściłam go do środka. Od początku rozglądał się, jakby zaczynał kogoś szukać.
- Twoje mieszkanie? - Zwrócił się do mnie, na co skinęłam głową - Nie dziwie się, ładna kobieta to i mieszkanie ładne i przytulne - Z uśmiechem patrzył na mnie, na co podniosłam jedną brew. Gorszych tekstów już na podryw nie było.
- Ty przypadkiem nie masz dziewczyny? - Olivia skrzyżowała dłonie na piersi, patrząc na swojego brata.
- Aj od razu dziewczyna, taka tam dobra koleżanka, pewnie wiesz, o czym mówię - Puścił mi oczko, na co się zaśmiałam.
- Nie bardzo, z moim chłopakiem w trójkąciki się nie bawimy - Wzruszyłam ramionami - Wyglądasz, jakbyś kogo szukał, mam Ci wszystkie drzwi pootwierać, czy co? - Nawet nie umiałam już ukryć swojego zirytowania.

Olivia?

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Taigi C.D Olivia


Jak przez mgłę widziałam tylko, że Olivia wychodzi. Nawet nie wiedziałam gdzie, a wszystkie moje pytania na ten temat, kończyły się tą samą odpowiedzią "No przecież słyszeliśmy to samo co Ty", ale oni mili. Nawet nie mogłam z nimi normalnie porozmawiać, dlaczego jedyna osoba, która chciała ze mną rozmawiać, sobie poszła? Gaze namawiał mnie na powrót do domu i zaprzestanie picia, a Mobius... Sama nie wiem, zniknął mi z oczu, bardzo szybko. Poszedł wyrwać inną laskę? A może ulotnił się do domu, nie mówiąc nam o tym... Cóż zawsze istniała możliwość, że zwyczajnie tego nie słyszałam. Przeciągnęłam wszystkie swoje mięśnie, opierając się o kanapę. Wszyscy poszli...
- Dobra czas do domu - Gaze złapał mnie w pasie i pod kolanami unosząc i niosąc do samochodu. Nie stawiałam się. Chciałam iść szybko do domu, do swojego łóżka.
Obudziłam się z uczuciem Sahary w ustach. Białowłosy chłopak leżał obok mnie, śpiąc dalej w najlepsze. Po wróceniu do normalności postanowiłam wyjść na miasto. Kasa sama się nie zrobi, na ojca liczyć nie mogę, a na nikogo też liczyć nie będę. Nielegalny hazard był najlepszą opcją na szybki i łatwy zarobek. Oczywiście za każdym razem trzeba iść w inne miejsce, aby nikt nie zauważył, że kontujesz. Powiedzmy sobie szczerze, kto grając w karty, nie oszukuje? Po ciekawej i dobrej rozgrywce i niezbyt przyjemnym spotkaniu grupy złodziei spotkałam kogoś, kogo najmniej się spodziewałam o tej godzinie w tym miejscu.
- O Taiga, hej - Młoda, czarnowłosa kobieta stanęła przede mną z uśmiechem. - Nic Ci nie jest?! Jesteś prawie cała we krwi - Zaczęła skakać obok mnie z każdej możliwej strony.
- Nie, to nie moja - Wzruszyłam tylko ramionami - Co robisz tutaj o tej godzinie? - Podniosłam jedną brew. Nie znałam się z nią aż tak dobrze, ale raczej nie wyglądała na osobę, która lubi się szwendać wieczorami po mieście, jeszcze w takiej okolicy, gdzie w każdej chwili może wyjść ktoś, kto nie ma zbyt przyjaznego nastawienia.
- Wyszłam coś zjeść, ale chyba pomyliłam drogi - Przyznała nieco bezradnie, smyrając się palcem po policzku. Westchnęłam cicho, kiwając głową.
- Okej, chodź. Gaze pewnie zrobił coś dobrego - Schowałam dłonie do kieszeni i nie czekając na reakcję, skierowałam się do mieszkania. Nie słysząc za sobą delikatnych kroków, niechętnie odwróciłam się przez ramię, aby spojrzeć na Olivię - No rusz dupę, jak będziesz tutaj tak stać to prędzej czy później ktoś Cię napadnie - Skrzyżowałam dłonie na piersi.
- Nie chce wam przeszkadzać - Mruknęła, odwracając ode mnie wzrok.
- Przecież nie wpychasz mi się do mieszkania, tym razem to ja proponuje Ci, żebyś do mnie przyszła - Przewróciłam oczami, otulając się jeszcze bardziej bluzą, żałując tym samym, że nie zdążyłam zabrać z domu kurtki, a raczej nie pomyślałam, aby to zrobić.
- No dobrze - Skinęła w końcu głową, doganiając mnie, abyśmy dalej szły w milczeniu, aż nie dotarłyśmy wspólnie do mojego mieszkania, w którym panował ład. Oczywiście, nie zawsze tak tutaj jest, a jeśli już wszystko jest na swoim miejscu to zazwyczaj dzięki współlokatorowi. Przywitała nas dziwna pustka, zaskoczona weszłam do kuchni, gdzie widniała karteczka z krótkim liścikiem "Musiałem wyjść na chwilę, kolacja w piekarniku księżniczko!". Zostawiłam kartkę na szafce, otwierając piekarnik, skąd wydobył się aromatyczny zapach kurczaka.
- Siadaj, ja się tylko przebiorę - Rzuciłam do dziewczyny, wskazując na kuchnię, a dokładnie na okrągły stół i krzesła. Sama weszłam do sypialni, z której wzięłam czyste ubrania, aby zaraz móc je założyć zmywając wcześniej zaschniętą już krew z rąk. Związałam włosy w kucyk, przychodząc do młodej kobiety, która już siedziała przy stole i przyglądała się wyposażeniu niewielkiej kuchni, składającej się głównie z białych mebli. Powyciągałam talerze, a także sztućce, stawiając na środku kurczaka razem z pieczonymi ziemniaczkami. - Smacznego - Nie czekając na reakcję, wzięłam do ust kawałek białego mięsa.
- Smaczne! - Wręcz krzyknęła z radością, gdy wzięła kilka kęsów mięsa, a także warzyw. - Fajnie mieć takie obiady codziennie - Uśmiechnęła się do mnie.
- Nie jest najgorzej - Wzruszyłam ramionami - Tak w ogóle to, czemu wczoraj tak nagle uciekłaś, no chyba znasz się na żartach - Podniosłam jedną brew, trzymając widelec z jedzeniem przy ustach.
- Co... Ach wczoraj - Zmieszana spojrzała na talerz, najwidoczniej szukając odpowiedniej odpowiedzi.
- Nie wymyślaj mi wymówek, które będą wyssane z palca, nie chcesz mówić, to nie mów i na tym się zakończy temat. - Wzruszyłam temat, niewzruszona kontynuując swoją porcję.
- Znaczy się.... Ech - Westchnęła przeciągle, odkładając widelec obok białego talerzyka. Spojrzała na mnie z powagą.- Znasz dobrze Mobiusa prawda? Jaki on jest?
- Jeśli chcesz się zapytać o nasze stosunki, to nie jestem dla Ciebie żadną konkurencją - Zapewniłam, zresztą podejrzewam, że było widać, że ani ja nie jestem zainteresowana nim, ani on mną, co obojgu nam pasowało.
- Nie - Pokręciła przecząco głową - Wiem, że masz chłopaka, chciałam raczej zapytać, jaki on jest... Tak po prostu - Złapała się za ramię. Chyba nie łatwo przychodziła jej taka rozmowa, a może to tylko ja odstraszałam?
- Pytasz czy rzeczywiście podrywa wszystko, co się rusza? - Włożyłam kosmyk niesfornych włosów za ucho - Jest podrywaczem, ale nie sądzę, żeby brał te wszystkie dziewczyny na serio, raczej jednorazowe przygody - Wzruszyłam ramionami - Ale też jego materacem nie jestem. Każdy z nas ma drugą twarz, on również - Skwitowałam. - Soku? - Pomimo że nasze talerze prawie już świeciły pustkami, nie wpadłam na to, aby zapytać o tak istotną rzecz nieco wcześniej.
- Może być woda - Po chwili ciszy padły z jej ust ciche, ale pewne słowa. Podniosłam się, aby napełnić dwie szklanki. Jedną bezbarwną wodą, a drugą pomarańczowym sokiem ze świeżych pomarańczy.
- W ogóle skąd takie pytanie? Z tego, co pamiętam, pytałam Cię o coś zupełnie innego. - Oparłam się łokciami o stół, dokładnie jej się przyglądając. Zauroczenie młodej skrzypaczki do czarnowłosego tancerza nie były żadną tajemnicą. Trzeba być debilem, żeby nie zauważyć, czegoś tak oczywistego. Jednak jej wybranek jest mężczyzną, oni mają opóźniony zapłon. Byłam ciekawa, co wyniknie z ich znajomości. Pod wpływem drugiej osoby można się całkowicie zmienić, jednak czy ta zasada dotyczy każdego z nas? Drugie przysłowie mówi, że wyjątek potwierdza regułę. Nie życzyłam jej, aby dotyczyło to jej. Domyślam się, że mogłoby to jej złamać serce, które najwidoczniej miała dobre i kochane.

Olivia?

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Taigi - Zlecenie 13

Rzuciłam karty na stół z szerokim uśmiechem, widząc, jak kolejna partia należy do mnie. Szczęście, jakie towarzyszyło mi dzisiaj w grze, nie odpuszczało mnie nawet na moment. Zgarnęłam wszystkie papierki, zaczynając je przeliczać. Mam nadzieję, że nagroda pozwoli mi na zapłacenie kilku rat za mieszkanie do przodu, nawet jeśli teraz pomagał mi Gaze, to i tak było mi głupio brać od niego jakiekolwiek pieniądze, sama do dzisiaj zastanawiam się, skąd on je ma, skoro nie pracuje, a może ma jakąś robotę tylko wykonuje ją, gdy ja jestem zajęta? Wzięłam całą swoją pulę, wychodząc z ciasnego pomieszczenia. Nielegalny hazard podnieca jeszcze bardziej, pomimo że nie znajdowałam się w takich miejscach za często, to podróżując po świecie, nauczyłam się przebywać w takim towarzystwie, a mój wygląd, który raczej nie wskazywał na to, że nie należę do delikatnych i miłych dziewczyn, pomagał mi tylko w poruszaniu się w takim towarzystwie. Przeliczyłam pieniądze, zadowolona z dzisiejszego "łupu". Idąc przez ulicę, przez którą musiałam przejść, aby dostać się do swojego mieszkania, moją uwagę przykuł ledowy napis. Przygryzłam dolną wargę, zastanawiając się, kiedy ja ostatni raz byłam w pubie na jakimś drinku. W sumie chyba, od kiedy oręż u mnie zamieszkał, a będzie to już trochę czasu.
Zatrzymałam się przed klubem, patrząc jeszcze raz na mieniący się napis, który zapraszał do wejścia i skosztowania najlepszym drinków w okolicy. Uległam pięknym literą, łapiąc za lodowatą klamkę. Zasiadłam przy barze, zamawiając coś z delikatną pikanterią. Podobno pijąc wódkę z czymś ostrym, alkohol nie uderza tak szybko do głowy. Zresztą to tylko jedna szklanka, przecież nie padnę po niej na ziemię, jak kłoda.
Rozmyślanie nad szkołą, ale także i nad wszystkimi innymi sprawami, takimi jak rachunki i wakacje, przerwał mi czyiś dotyk. Młody mężczyzna, na oka miał ledwo 18 lat, próbował się wygęgać. Zabawnie patrzeć na takich prawiczków, którzy nawet nie wiedzą, jak rozmawiać z kobietami, które nie chodzą już do liceum i nie bawią ich takie podchody. Nieudolne teksty typu "Bolało, jak spadłaś z nieba", nie robiły na mnie absolutnie żadnego wrażenia, ani teraz, ani gdy byłam młodsza. W klubach, barach, podczas gier. Słychać to wszędzie, od facetów, którzy pragną tej nocy zaliczyć cokolwiek, co ma puls i cycki.
- Może się dosiądę? - Mruknął w końcu, na co się cicho zaśmiałam. Nie miałam ochoty na spędzaniu nocy w tutejszym hotelu, zresztą od pewnego czasu nie byłam już singielką, a nie należałam do kobiet, które zdradzają, gdy pojawi się pierwsza lepsza okazja, ale byłam ciekawa, jak odważny był ten młody. Wzruszyłam ramionami, przykładając usta do słomki, aby zabrać kolejny łyk alkoholu. Nie zawahał się. Pewnie usiadł obok mnie, zaczynając swoją bajerę. Kiepski w tym był, ja nie wiem, jak to możliwe w tych czasach. Mając dostęp do internetu, mając dostęp do wszelakich tekstów, poradników, nie mówiąc już o tym, że z twarzy również nie powalał. Zaśmiałam się, zakładając nogę na nogę. Oparłam się o blat, przypatrując się młodemu mężczyźnie. Podobno pijani ludzie, mają więcej odwagi, a tutaj nic nie widać. Zbliżyłam się do niego, na co odsunął się delikatnie, wyraźnie zaskoczony, jak nie i przestraszony.
- Coś tak nagle zaniemówił? - Podniosłam jedną brew. Dmuchnęłam ciepłym powietrzem wprost do jego ust, przez co odchylił się niebezpiecznie, zapominając najwyraźniej, że nie ma tutaj oparcia. Widząc, jak traci równowagę, zeskoczyłam na ziemię, poprawiając włosy. Do moich uszu doszedł huk, a zaraz po tym nieznośne jęczenie. Odwróciłam się rozbawiona tym widokiem. Kucnęłam przed młodym chłopcem, dopijając swój drink.
- Jak to mówią, za wysokie progi, jak na Twoje maleńkie nogi. Nie umiesz się obchodzić z kobietą, a mnie dzieci, które trzeba wszystkiego uczyć, nie interesują. Poza tym ja już mam swojego mężczyznę - Zrobiłam smutną minkę, po czym zaraz się roześmiałam, kładąc na jego podbrzusze pustą szklankę. Naciągnęłam na głowę kaptur, kierując się w swoją stronę, do domu.
Z pieniędzmi w kieszeni i zapewnioną rozrywką, nie miałam powodów, aby się jeszcze gdziekolwiek zatrzymywać. Nawet zatęskniłam po całym dniu za ciepłem mężczyzny, który powinien czekać na mnie w niewielkim mieszkaniu. Fajnie było wejść do swoich czterech kątów i witać się z kimś, kto rzeczywiście cieszy się z Twojego przyjścia. Kiedy w myślach miałam obraz uśmiechniętego białowłosego, ktoś szturchnął mnie barkiem. Odwróciłam się, marszcząc brwi, jednak czarna sylwetka zaczęła wręcz ode mnie uciekać. Zaskoczona takowym widokiem, włożyłam ręce do kieszeni i wtedy odkryłam, dlaczego tak szybko chce się ode mnie oddalić. Jeb*any złodziej, ukradł mi portfel! Przeklinając pod nosem, zerwałam się za owym złodziejem. Skubany był szybki, ale mimo wszystko nie mogłam odpuścić. Miałam tam wygraną, za którą miałam opłacić czynsz i wszystkie rachunki, a za resztę kupić coś ładnego dla siebie. Zazgrzytałam zębami, gdy skręcił niespodziewanie w ciemniejszy zaułek. Bez chwili namysłu zrobiłam to samo.
- Gówniarz, nawet jednej akcji nie możesz dobrze zrobić - Usłyszałam basowy głos, a para czarnych oczu zaczęła się we mnie wpatrywać. Naprzeciwko mnie stało dokładnie 5 mężczyzn. Zorganizowana grupa? Obiło mi się o uszy, że ostatnio jest więcej kradzieży, ba nawet widziałam ogłoszenie, ale nie miałam ochoty, aby akurat je wykonywać. Najwidoczniej jeszcze nikt się za nie, nie zabrał, skoro właśnie mam jasne dowody na to, że wciąż działają. Wskazałam palcem na granatowy portfel.
- To moje - Mruknęłam, robiąc dłonią ruch mówiący, że mają mi to w tej chwili oddać.
- Nie, ja to trzymam, czyli jest moje - Mężczyzna, który jeszcze kilka minut wcześniej gromił chyba najmłodszego z ich bandy, teraz śmiał mi się prosto w twarz. Nie ukrywam swojego rozgoryczenia, które okazywałam całym swoim ciałem. Bez zbędnych słów zaczęłam podchodzić do nich, gotowa na wszelakie ataki. Spodziewałam się, że jeden z przydupasów tego najbardziej wyszczekanego ruszy na mnie jako pierwszy. W dłoni miał scyzoryk, którym machał na wszystkie strony. Nie patrzył, gdzie stoję, nawet nie zwracał uwagi na to, czy rusza tą dłonią na odpowiedniej wysokości. Wyrwanie z jego dłoni ostrza, nie wymagało dużej precyzji. Uderzenie w mostek, a później w żyły znajdujące się w nadgarstku, wystarczyło, aby mężczyznę złapał skurcz, powodujący upadek metalu na ziemię. Schylając się po scyzoryk, kopnęłam napastnika w piszczel, gdyż łatwiej było go dobić na leżąco. Wysunęłam do nich pewnie dłoń z ostrzem, mając odrobinę nadziei, że się wystraszą i obejdzie się bez większej bójki.
- Brać su*kę - Rosły mężczyzna warknął, wciąż przyglądając się mojej osobie. Podniosłam kącik ust i ściągnęłam kaptur, aby okazać całą swoją twarz. Czarne włosy wymieszały się razem z chłodnym już wiatrem, pokazując całą swoją długość i objętość. Sprawnie omijałam wszystkie ataki, nacinając jedynie ich skórę, bacząc przy tym, aby nie zrobić im większej krzywdy. Nawet jeśli mnie okradli i mogłabym ich pozabijać tu i teraz, to nie chciałam robić sobie dodatkowych problemów. Policja, tłumaczenie się, a może nawet i więzienie. Nie potrzebowałam takich problemów. Zwłaszcza że teraz zaczyna się wszystko układać.

Ani jeden z nich nawet mnie nie drasnął. Zadowolona z siebie spojrzałam na efekty, a więc na całą grupę leżącą na ziemi, wijących się z bólu. Cieszyłam się, że od ostatniego spotkania z grupą katującą małego kota, moje umiejętności aż tak się poprawiły. Widać, ćwiczenia zaczynają być widoczne. Na samą myśl o tym, że rosnę w siłach, uśmiechnęłam się szeroko, zabierając swój portfel, który wystawał z szarej bluzy, szefa całej bandy, zainteresował mnie także niewielki portfelik z czarnej skóry. Otworzyłam go, zaciekawiona widząc dokumenty, a także nieco gotówki. Wyciągnęłam dowód, gdzie, jak na tacy miałam dosłownie wszystkie dane. Nie ciężko było je zapamiętać, ale gdyby pamięć chciała mnie zawieść, zrobiłam z każdej strony zdjęcia telefonem. Kucnęłam przy nim, kręcąc małym scyzorykiem kółka na jego udzie.
- Jeśli jeszcze raz kogokolwiek okradniecie, a ja się o tym dowiem, to Was znajdę i nie będę taka milusia - Rzuciłam mu prosto w twarz dowodem. - A to biorę jako zadośćuczynienie - Ze śmiechem pokazałam kilka zielonych papierków, które wylądowały w mojej kieszeni. Wyszłam z ciemnej alejki, poprawiając włosy i ścierając z siebie resztki krwi.
- O Taiga, hej - Młoda, czarnowłosa kobieta stanęła przede mną z uśmiechem. - Nic Ci nie jest?! Jesteś prawie cała we krwi - Zaczęła skakać obok mnie z każdej możliwej strony.
- Nie, to nie moja - Wzruszyłam tylko ramionami - Co robisz tutaj o tej godzinie? - Podniosłam jedną brew. Nie znałam się z nią aż tak dobrze, ale raczej nie wyglądała na osobę, która lubi się szwendać wieczorami po mieście, jeszcze w takiej okolicy, gdzie w każdej chwili może wyjść ktoś, kto nie ma zbyt przyjaznego nastawienia.
- Wyszłam coś zjeść, ale chyba pomyliłam drogi - Przyznała nieco bezradnie, smyrając się palcem po policzku. Westchnęłam cicho, kiwając głową.
- Okej, chodź. Gaze pewnie zrobił coś dobrego - Schowałam dłonie do kieszeni i nie czekając na reakcję, skierowałam się do mieszkania.

sobota, 7 kwietnia 2018

Od Taigi Do Kiyuki'ego

Kolejna lekcja matematyki skończyła się, wybawiającym dla mnie dzwonkiem. Nie wiem, kto wymyślił ten szatański przedmiot, ale zaczyna mnie już męczyć. Po cholerę mam liczyć tę deltę? Czy na jakiejkolwiek misji, będę do tego zmuszona? Będę musiała szukać tych "x-sów" albo obliczać parabole? Wątpię, żeby podczas bitwy z jakimś stworem, musiała to obliczać. Zadowolona, że w tym tygodniu już nie wejdę do tej sali tortur, ruszyłam do stołówki, aby choć na chwilę odsapnąć i zjeść coś pożywnego. Nawet nie przeszłam kilku metrów, gdy zza rogu wyłonił się jeden z nauczycieli z masą książek w rękach. Bez ogródek wcisnął mi je, wydając krótkie polecenie, aby zanieść je do pobliskiej Akademii Pittore. Nie bywałam tam zbyt często, plastyka nigdy mnie nie kręciła, nawet piękne obrazy nie były dla mnie niczym ciekawym. Oczywiście w pewien sposób podziwiałam talenty innych, ale po co się tak starać, tracić kilkanaście tygodni, aby namalować coś, czemu można zrobić zdjęcie. Odniosłam wszystkie książki na swoje miejsce, przeciągając się, jakbym chciała w ten sposób rozprostować wszystkie kości i nabrać nowej energii. Spojrzałam na zegarek, jeśli teraz pójdę do swojej szkoły, szanse, że dostanę jeszcze coś dobrego do jedzenia. Zdesperowana i głodna postanowiłam pójść po jedzenie tu, gdzie aktualnie się znajdowałam, z nadzieją, że nikt się nie zorientuje tak szybko, że wcale nie jestem uczennicą ich akademii. Z pewnym uśmiechem, podeszłam do ogromnej lady, gdzie była dzisiaj wydawana lazania.
- Na wynos - Mruknęłam obojętnie, wpatrując się w tablice ogłoszeń. Zabawne, mieli lepsze desery od nas, ciekawe czy wynikało to ze względu na to, że nie muszą aż tak bardzo dbać o figury, jak my, czy może mieli dyrektora, który kochał słodycze.
- Wydaje mi się, że nie należysz do naszej Akademii? - Męski głos rozbrzmiał za moimi plecami. Odwróciłam głowę, podnosząc jedną brew. Chłopak z białymi włosami i taką samą cerą patrzył na mnie z uśmiechem.
- Wow, spostrzegawczy jesteś - Prychnęłam z wyczuwalnym sarkazmem, zabierając swoje danie. Poszło łatwiej, niż się spodziewałam. Nawet jeśli ktoś w końcu zauważył mój uniform, to czym się miałam przejmować? Dostałam to, po co przyszłam. Zapach makaronu sprawił, że chciałam jak najszybciej wyjść na zewnątrz i zająć się ciepłym posiłkiem.
- Tak w ogóle to Kiyuki jestem - Rozczulając się nad pachnącym jedzeniem, nawet nie spostrzegłam, że ów chłopak podąża tuż obok mnie. Zamrugałam dwa razy, jakby dla upewnienia się, czy aby na pewno kroczy równo ze mną. Muszę przestać bujać w obłokach w takich miejscach. Za bardzo ostatnio się wyłączam. Spojrzałam na prawie przeźroczystą dłoń, wzdychając cicho. Może nie ma sensu robić sobie więcej wrogów?
- Świetnie - Powiedziałam bezdźwięcznie, kierując te słowa wyłącznie do mojej osoby - Taiga - Uścisnęłam wolną dłonią, jego, aby już nie stał jak ten przysłowiowy kołek. - Miło się rozmawia, ale spadam.- Podniosłam delikatnie zapakowany obiad, opuszczając budynek. Nie miałam ochoty na rozmowy, a zwłaszcza pytania, które jedynie byłyby irytujące. W samotności na ławce, przy jednym z większych drzew, który dawał przyjemny cień, e ten wyjątkowo ciepły dzień. Z pełnym brzuchem wróciłam na resztę lekcji, tym razem już bardziej pożytecznych, gdyż do końca dnia ćwiczyliśmy jeden z klasycznych tańców, jakim był walec. Po całym dniu na nogach pragnęłam jedynie wrócić do domu, wziąć szybki chłodny prysznic i położyć się do łóżka. Ubierałam już skórzaną kurtkę, gdy usłyszałam dźwięk telefonu. Wyjęłam go z torby, przeciągając palcem po dotykowym ekranie. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc zmienioną nazwę w kontakcie, przy imieniu "Gaze" widniały serduszka i buziaki. Idiota, znowu bawił się moim telefonem. Odczytałam krótką wiadomość "Taiguś, możesz przyjść do naszej Akademii? Muszę zostać chwile dłużej, a mieliśmy iść na zakupy". Oparłam się o ścianę, odpisując jednym słowem "ok". Schowałam telefon już do kieszeni, aby zaraz ponownie nie szukając go na dnie swojej torby.
Przechodząc przez korytarze akademii muzycznej, do mych uszu doszedł dźwięk fortepianu. Miła muzyka rozbrzmiewała po holu. Zaciekawiona, kto tak pięknie stuka po klawiszach, postanowiłam zajrzeć do niewielkiej sali, gdzie ów instrument stał. Ujrzałam białowłosego, z akademii plastycznej. Jego palce pewnie posuwały się po klawiszach fortepianu.

Nie spodziewałam się, że ktoś zainteresowany plastyką, ma również talent do grania. Osobiście, nigdy nie ogarnęłam instrumentów, nawet te najprostszy trójkącik, sprawiał mi trudności.

- Nie tak źle, malarzu - Skrzyżowałam dłonie na piersi, podchodząc do niego bliżej. Nie mówiłam tego złośliwie, szczerze podobała mi się jego gra.
- Komplement? Jeśli tak, to dziękuje - Posłał w moją stronę kolejny uśmiech.
- Raczej zwykła uwaga - Wzruszyłam ramionami - Działasz w dwóch Akademiach? - Przechyliłam głowę, nieco zaciekawiona. Nie miałam w zwyczaju wypytywać ludzi o takie sprawy, ale tym razem rzeczywiście mnie to zaciekawiło.
- Nie, ale chyba o to samo mógłbym zapytać Ciebie - Odsunął się od fortepianu, wcześniej nakrywając, jego klawisze specjalnym zamknięciem, ażeby nic się z nimi nie stało.
- Czekam na kogoś - Odparłam beznamiętnie.
- Zagramy na dwie ręce? - Zapytał nagle, na co tylko podniosłam kącik ust. Włożyłam kosmyk kruczoczarnych włosów za ucho.
- Zostanę przy tańcu, na razie - Poprawiłam torbę, która wisiała na mym ramieniu, chcąc wyjść z nieco przyciemnionego pokoju.
- Może do zobaczenia.
- Wątpię, ale jak uważasz - Zaśmiałam się, wychodząc na korytarz, gdzie panował już nie tylko chłód, ale i cisza.

Kiyuki?

środa, 4 kwietnia 2018

Od Taigi C.D Gaze


- Nie jestem Twoją własnością? Tak?! Nawet nie jesteśmy razem, to o co Ci chodzi?! Jedyne co nas łączy to wspólne mieszkanie i ten cholerny pakt! - Byłam tak bardzo zła, że już nawet nie panowałam nad swoimi słowami. Nie miałam tego na myśli, już od dawna nie traktuje go jak zwykły oręż, ale w tej chwili nie umiałam powiedzieć nic innego. Potok bezmyślnych słów lał się z moich ust niczym woda z wodospadu. Dopiero gdy na mnie spojrzał, dotarło do mnie znaczenie słów i tego, co on musiał usłyszeć. Chciałam go przeprosić, wytłumaczyć, że nie to miałam na myśli, że nie chciałam tak ostro zareagować, na zwykłą zazdrość. Dobrze wiedziałam, co on do mnie czuje, dobrze wiedziałam, że swoim zachowaniem daje mu nadzieję, na to, że będę tylko jego, jeśli nawet nie dałam mu do zrozumienia, że już jestem. Złapałam kluczyki i nim zdążyłam zareagować, białowłosego już nie było w polu widzenia. Stałam jeszcze kilka minut, a obcy ludzie przechodzili obok mnie obojętnie. Dopiero gdy ktoś zainteresował się siatkami, które niósł ze sobą Gaze, wróciłam na ziemię, zabierając je sprzed ciekawskich spojrzeń i dłoni. Podeszłam do samochodu, którym razem tutaj przyjechaliśmy. Co powinnam teraz zrobić? Wrócić do domu i nie przejmować się nim, ma u mnie wszystkie rzeczy powinien wrócić, a co jeśli rzeczy są dla niego tylko czymś nieistotnym i jest w stanie to wszystko zostawić, żeby tylko już nigdy na mnie nie spojrzeć? Myśli kotłowały mi się w głowie. Mimo wszystko postanowiłam pojechać do domu i nie przerywać swojej codzienności.
W mieszkaniu wyłożyłam wszystkie produkty, nawet te zapachowe świeczki. Czując ich zapach, uśmiechnęłam się delikatnie, chciał chyba zbudować miłą atmosferę... W nocy kręciłam się po całym łóżku, a każde kroki na klatce napawały mnie nadzieją, że oręż jednak wrócił. Nawet jeśli stanąłby teraz pijany, a nawet zapity w trupa, to czułabym przeogromną radość. Niestety poranek nadszedł bardzo szybko, a ja wciąż byłam sama w mieszkaniu. Byłam sama w szkole, samotnie jadłam obiad, później kolację, aby na sam koniec w cichym mieszkaniu leżeć w łóżku. Po dwóch takich dniach zdałam sobie sprawę, że już nie wróci. Nie chciał więcej czekać w niepewności, może bał się, że któregoś dnia mu powiem, że zakochałam się, ale nie w nim. Zapewne, chciał tego uniknąć i wyjechał. Uczucie samotności nie było mi obce, przyzwyczaiłam się do niego, a nawet i polubiłam, tylko spędzając z nim tyle czasu, dzieląc z nim mieszkanie, czułam się okropnie źle. To była moja wina, gdybym potrafiła się ugryźć w język, do niczego by nie doszło, nadal siedzielibyśmy razem na kanapie, oglądali telewizję, irytowałby mnie jak co dzień. Codziennie praktycznie nic nie robiłam, zamawiałam jedzenie z jakichś knajpek, uczyłam się matmy, czy też bezczynnie leżałam w łóżku, gapiąc się w sufit. Nie wiem, ile minęło dni, kiedy usłyszałam szybki bieg i jak ktoś stanął przed moimi drzwiami. Spojrzałam w ich stronę, czując szybsze bicie serca. Z każdą sekundą nadzieja rosła we mnie coraz bardziej. Podeszłam do drzwi, łapiąc za chłodną klamkę, odczekałam dwie, może trzy sekundy, kiedy za nią pociągnęłam, otwierając drzwi. Po drugiej stronie stał on. Gaze. Patrzył na mnie podkrążonymi oczami, a ja czułam, jak słone łzy witają się z moimi oczami. Nie mogłam go teraz nie przytulić. Nie chciałam znowu krzyczeć, zaczynać na nowo kłótni i rozstawać się na kolejne dni, a może tym razem nawet i na tygodnie.
Z każdym jego następnym słowem, coraz bardziej czułam, jak skręca mnie w żołądku. Bałam się, okropnie się bałam tego, że mnie zostawi, że wrócił, ale jedynie po swoje rzeczy, nakrzyczy na mnie, powie kilka niemiłych słów i wyjdzie, kończąc to wszystko co do tej pory miało między nami miejsce.
- Przecież obiecałem Ci, że nigdy Cię nie zostawię, chcę, byś mi przebaczyła. - Otarł moje łzy, które spływały po policzku. - Zostaniesz moją kobietą? - Spojrzał prosto w moje oczy, a ja zachłysnęłam się powietrzem, zasłaniając usta dłonią. Kobietą? To znaczy, że chce być ze mną w związku? Ale co to w ogóle oznacza? Będę musiała mu gotować i prać? A może wiąże się to z tym, że publicznie będziemy mieli okazywać sobie tę całą miłość?
- Ale... To znaczy.... Co to znaczy? - Spojrzałam na niego skołowana, brak porządnego snu, objawiał się nie tylko lenistwem i niechęcią do całego świata, ale i tym, że mało co rozumiałam.
- To znaczy, że Ty będziesz moją kobietą, a ja Twoim facetem - Podniósł delikatnie kącik ust - Taiga ja Cię szczerze kocham - Przyłożył swoje zimne czoło do mojego. Przełknęłam głośno ślinę i otarłam rękawem łzy i pociągnęłam nosem, aby na niego spojrzeć.
- Wejdziemy? - Zapytałam, zwracając jego uwagę na otoczenie. Cały czas staliśmy na klatce schodowej. Gaze rozejrzał się dookoła, aby na końcu jego wzrok stanął na otwartych drzwiach. Łapiąc mnie za rękę, weszliśmy do środka, zamykając za sobą drzwi. Podeszłam do kanapy, popychając nogą kartony po pizzy, chcąc ukryć wszystkie dowody zbrodni, również te po burgerach, frytkach i innych fast-foodach. Z niezgrabnym uśmiechem chciałam je wszystkie upchać za kanapę, żeby tylko tego nie zauważył.
- Jadłaś tylko to? - Omijając puste opakowania, znalazł się obok mnie. Z zażenowaniem spojrzałam na to wszystko, zdając sobie sprawę, nie tylko z tego ile zjadłam, ale też z tego, jaki tutaj był syf.
- No tak wyszło - Wzruszyłam ramionami, biorąc głęboki oddech - Jak... Jak powiem tak... To będę musiała być milsza? - Złapałam się za ramię, z rumieńcem na policzkach. Nie lubiłam, a może nie umiałam rozmawiać na takie tematy.
- Bądź taka, jaka jesteś - Położył dłoń na moim policzku - Tylko bądź moja - Wyszeptał, będąc blisko mych ust.
- No... dobrze, będę, a przynajmniej spróbuje - Również wyszeptałam, przymykając oczy, gdy poczułam, jak blisko się znajdował. Przyłożył usta do moich, inicjując długi i namiętny pocałunek.
- Jeszcze raz przepraszam - Wyszeptał, przytulając mnie do siebie. Swoimi ramionami obejmował całe moje ciało, dzięki czemu czułam się przy nim bezpieczna. Staliśmy tak kilka minut, aż poczułam ogarniającą mnie senność.
- Powinnam iść spać - Mruknęłam, przecierając oczy dłonią i ziewając przeciągle. - Gaze... Idziesz ze mną? - Złapałam go za rękaw, przechylając przy tym głowę.
- Z Tobą wszędzie - Cmoknął mnie w czubek nosa.

- Ale zmień ubrania, śmierdzą wódą i papierosami - Burknęłam, kierując się do mojej sypialni, ziewając po raz kolejny. Ściągnęłam koszulkę i spodenki padając na łóżko. Po kilku minutach poczułam ciepłe dłonie na swojej skórze. Przymknęłam oczy i z uśmiechem przyciągnęłam miękką czuprynę do siebie.


Objęłam go ramieniem i szybko zapadłam w głęboki sen, który od dawna nie był aż taki spokojny, jak tej nocy.
Obudziły mnie promienie słoneczne, a więc przespałam całą noc. Przeciągnęłam się, czując na swoich piersiach niemały ciężar. Spojrzałam w dół, a widok śpiącego chłopaka przyprawił mnie o uśmiech. Ułożyłam się wygodnie, nie budząc go przy tym, a korzystając z okazji, bawiłam się jego śnieżnobiałymi włosami, robiąc z nich mini warkoczyki, tak że zajmowały mu całą głowę. Cichy chichot spowodował, że oliwkowe oczy wpatrywały się we mnie z zaciekawieniem.
- Nie powinniśmy iść do szkoły? - Schował twarz w moim biuście, chcąc się zapewne wybudzić do końca.
- Pewnie tak, ale zróbmy sobie dzień wolnego... Przestaniesz mi macać cycki? - Ułożyłam dłonie nad głowę, kiedy gwałtownie się podniósł, co spowodowało u mnie rozbawienie. - Idę pod prysznic, zjemy gofry? - Uśmiechnęłam się, gdy usiadłam na skraju łóżka.
- Z bitą śmietaną i owocami? - Również usiadł, przeciągając się. Było już grubo po 10. Oboje potrzebowaliśmy takiego odpoczynku, po minionych dniach.
- Zależy co znajdziesz. Ładnie Ci w takiej fryzurze - Mrugnęłam do niego i złapałam za leginsy, a także koszulkę z czymś, co przypominało żyrafę. Pod prysznicem, poczułam ulgę, gdy chłodna woda zetknęła się z mym ciałem. Po umyciu każdego skrawka otuliłam się ręcznikiem. Jedną ręką trzymałam suszarkę, którą suszyłam włosy, drugą natomiast, poprawiałam swoje brwi, które wymagały małej poprawki. Wyszłam z łazienki w czystych ubraniach i bieliźnie, a zapach świeżych i słodkich gofrów zapędził mnie do kuchni. Nawet widziałam kilka pokrojonych truskawek.
- Mam truskawki i bitą śmietanę - Uśmiechnął się do mnie, pokazując puszkę, z której wyciska się słodką śmietankę.
- O super - Wzięłam do rąk słodkości i nacisnęłam na "spust", skierowany do moich otwartych ust. Niestety pomimo naciskania i wstrząsania, nic nie leciało. - Chyba nie działa - Skierowałam to w stronę chłopaka i nacisnęłam. Wtedy też strumień bitej śmietany powędrował prosto na jego twarz i włosy. Cudem powstrzymałam się od śmiechu.- Wyglądasz apetycznie - Z miseczki wzięłam dwie soczyste truskawki, ustawiając je w odpowiednich miejscach - A teraz jeszcze lepiej.

- Dlaczego mam wrażenie, że zrobiłaś to specjalnie - Wyciągnął język, aby się oblizać.
- Nie mam pojęcia - Wzruszyłam ramionami.
- Wydaje mi się, że Tobie będzie w tym lepiej - Złapał za puszkę. Na co pokazałam na niego palcem.
- Nawet się nie waż.
- Mmm dlaczego?
- Gaze, ja się przed chwilą kąpałam! - Schowałam się za małą ściereczkę, na co tylko się zaśmiał, głaskając mnie po włosach.
- Przecież nic Ci nie zrobię. Zjedz, lepiej śniadanie - Posłał mi miły uśmiech, co od razu odwzajemniłam. Po tej przerwie, poczułam, że... Poczułam, że dobrze mi przy nim. Jak powiedział, tak też zrobiłam. Usiadłam przy stole, a po chwili zajadałam się już pysznymi goframi. Tak, ego kuchni zdecydowanie nie pobije żadne żarcie z knajpki. Rozmawialiśmy o szkole i nadchodzącym wydarzeniem, kiedy z jego kieszeni odezwał się telefon.- Przepraszam na chwile - Z uśmiechem odszedł od stołu. Nie było go kilka minut, w ciągu których zdążyłam zjeść wszystkie smakołyki znajdujące się na stole. Oblizując palce, ujrzałam jego niezadowoloną, a może raczej smutną minę.
- Co się stało? - Zapytałam, opierając łokcie o stół.
- Tai... Muszę wyjechać - Westchnął ciężko, siadając obok mnie i łapiąc za rękę.
- Ale gdzie? Dopiero co wróciłeś! - Podniosłam głos, wstając nerwowo z krzesła.
- Muszę pojechać do taty, powinienem wrócić za tydzień - Widząc moje wzburzenie przyciągnął mnie do siebie.
- Na pewno wrócisz? - Spojrzałam mu prosto w oczy, jakbym chciała w ten sposób wychwycić moment, w którym mógłby mnie okłamać.
- Na pewno, przecież jesteśmy w związku - Z uśmiechem pomiział mnie nosem. Nie byłam zadowolona, mało byłam wewnętrznie wściekła, że znowu nie będę go widzieć, dodatkowo strach, że na nowo mogę go stracić, na nowo zagościł w sercu.
- Zaśpiewaj mi - Skrzyżowałam dłonie na piersi - Nie ważne co, po prostu coś mi zaśpiewaj, tylko dla mnie.

Gaze?

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Taigi C.D Olivia


Siedziałam znudzona na kanapie, bawiąc się koniuszkami włosów, sprawdzając przy tym, czy nie należy ich podciąć. Z nogami wywalonymi na stole i z Gaze obok, który siedział z nosem w telefonie, spędzaliśmy leniwie popołudnie. W pewnym momencie poirytowana takim stanem rzeczy i spokojem dźgnęłam chłopaka między żebra. Niewzruszony tym ruchem, spojrzał na mnie pytająco.
- Głodna jestem - Mruknęłam, opierając podbródek o jego tors.
- Może gdzieś wyjdziemy? - Zaproponował z uśmiechem, na co się zgodziłam. W sumie, od kiedy zamieszkaliśmy razem, zaprzestałam jedzenia na mieście, a razem zawsze też będzie lepiej zjeść niż samemu, gdzie otaczają Cię miliony zadowolonych i szczęśliwych ludzi. Wybraliśmy jedną z bardziej znanych knajpek, gdzie podawali całkiem dobre ramen. Wyszliśmy z mieszkania, gdzie ku mojemu zdziwieniu powitało nas przyjemne słońce. W końcu powitała nas wiosna. Może z racji, że wszystko wraca do życia, kupię sobie jakieś nowe nasionka? Doniczkowe, a może zasadzę kilka przed ogrodem? Będą miały więcej miejsca dla swoich korzeni, ale znowu te wszystkie gówniaki, które latają dookoła z piłkami i innymi cholerstwami z pewnością by mi je poniszczyły. Widząc moje małe skarby bez łodyg albo z wyrwanymi korzeniami, szanse na to, że byłabym spokojna, równałyby się zeru. Z moich przemyśleń wyrwał mnie dopiero głos kelnera, uświadamiając mi tym samym, że znaleźliśmy się już w restauracji. Spojrzałam pytająco na mężczyznę, aby powtórzył ostatnie zdanie. Jednak zanim zdążył to zrobić mała czarnowłosa i niestety znajoma mi dziewczyna zaczęła do mnie machać najwidoczniej, zapraszając nas do siebie. Co lepsze Gaze i kelner byli zadowoleni i z uśmiechami podeszli do owego miejsca. Usiadłam naprzeciwko dziewczyny, wciąż tak naprawdę nie rozumiejąc, dlaczego ja siedzę właśnie obok niej.
- Czemu nie pójdziemy do stolika dla dwójki? - Podniosłam jedną brew, patrząc zarówno na Gaze, jak i na białowłosego. Oboje spojrzeli na mnie, jak na wariatkę, która urwała się z choinki.
- Tak jak mówiłem Państwu wcześniej, wszystkie stoliki są zajęte - Jego słowa musiały wcześniej do mnie nie dotrzeć. Ułożyłam dłoń na karku i westchnęłam.
- No dobrze, to poprosimy menu - Odgarnęłam włosy, a gdy dostałam kartę do rąk, otworzyłam ją, czytając, co mogłabym zamówić na ten obiad. Przeglądałam wszystko z największą uwagą, aż w końcu znalazłam coś, na co miałam ochotę. Wyjrzałam zza swojej zasłony, gdzie ujrzałam uśmiech czarnowłosej, najwyraźniej oboje zdążyli już wcześniej coś wybrać i czekali już tylko na mnie. Kobieta zawołała kelnera, z którym widać było, że jest blisko, przyjaciel? A może kochanek? Ach, kto by się tym przejmował, aczkolwiek mam nadzieję, że nie należy do tych, co zaliczają, wyłudzają prezenty i idą dalej. Nawet jeśli mój partner do tańca wydaje się jedynie twardym macho, którego nie da się skrzywdzić, to w środku kryje się też coś więcej. Oparłam dłoń o policzek i patrzyłam przed siebie, skupiając się na jednej ozdobie, która kształtem przypominała wachlarz, lecz w środku znajdował się obraz przedstawiający krajobraz gór porośniętych bujną roślinnością. Wychwyciwszy każdy najmniejszy szczegół ,wróciłam do rzeczywistości, gdzie panowała cisza. Przerwałam ją cichym westchnieniem.
- Wy chyba chodzicie do jednej szkoły co nie? - Zapytałam w końcu. Nawet jeśli nie darzyłam sympatią dziewczyny, to nie zamierzałam siedzieć w zupełnej ciszy, dopóki nie dostaniemy naszych dań.
- Zgadza się - Przytaknęła dziewczyna - Ale nie mamy okazji się widywać, jestem w innej klasie - Wyjaśniła, na co skinęłam głową - Ty chyba z Mobiusem też nie chodzicie do tej samej, prawda? - Przechyliła ciekawsko głową, przez co ugryzłam się w język. Chociaż raz mogę sobie pozwolić, na chwilę normalnej rozmowy bez zbędnych docinków.
- Prawda, jest w klasie wyżej - Przyłożyłam szklankę z sokiem do ust - Całkiem nieźle Ci idzie ze skrzypcami, długo na nich grasz? - Zapytałam, kręcąc w dłoni szklanką, tak że sok wirował w środku.
- Trochę, ale nie są moim ulubionym instrumentem - Przyznała z nieśmiałym uśmiechem, wkładając kosmyk włosów za ucho. - A Ty od dawna tańczysz? Niesamowicie się poruszasz na parkiecie - Oparła się łokciami o stolik, jakby chciała jeszcze lepiej na mnie spojrzeć.
- Można powiedzieć, że tak długo jak chodzę - Mruknęłam, odsuwając się. Mimo że wcale nie była tak blisko, mi już to zaczęło przeszkadzać.
- A Ty? Chyba nie widziałam Cię na żadnym konkursie - Tym razem przeniosła wzrok na Gaze.
- Nie lubię konkurencji, śpiewam, bo lubię - Białowłosy ukazał swoje perłowe ząbki.
Dostaliśmy swoje danie, za które od razu się wzięliśmy. Ramen wyglądało pysznie, dlatego nawet nie patrzyłam na innych, tylko zaczęłam je pałaszować, nie bacząc na to, że jest gorące.
Co jakiś czas odezwaliśmy się do siebie słowem czy dwoma, ale tak każdy zajęty był swoim daniem. Opróżniając swój talerz, uśmiechnęłam się zadowolona. Muszę namówić Gaze, żeby też zaczął gotować takie przysmaki.
- W sumie - Spojrzałam na białowłosego, który wycierał usta po rybie. - Może wyjdziemy gdzieś wieczorem? Poznamy się lepiej całą trójką - Jego zadowolenie było widoczne już na pierwszy rzut oka. Prawdą było, że czasami można było z niego czytać, jak z otwartej księgi.
- Jeśli nie macie nic przeciwko, żebym gdzieś z wami wyszła - Olivia odwzajemniła jego gest, również ukazując swoją radość.
- Dobra, niech wam będzie - Westchnęłam - Ale nie we trójkę, to nie fer, Olivia może nie mieć z kim tańczyć. Zadzwonię do Mobiusa - Wyciągnęłam telefon z kieszeni, wybierając odpowiedni numer. Zanim którekolwiek z nich przejawiło, chociaż chęć negocjacji, wszystko było już omówione. - Okej, idziemy we czwórkę do tego klubu obok. - Wyjawiłam jeszcze ulice i godzinę, o której powinniśmy być - Pasuje? - Odgarnęłam włosy i chciałam już się zbierać do wyjścia.
- Tak... Pewnie - Odpowiedziała po chwili, na co skinęłam głową. Zapłaciliśmy za swoją część i żegnając się z kobietą, poszliśmy do mieszkania.
Po kilku godzinach zaczęłam się szykować do wyjścia. Granatowa sukienka, zakrywająca tylko to, co powinna, makijaż wyraźny, ale nie wyzywający i wyprostowane włosy. Jeszcze zanim wyszłam, spojrzałam na cały swój strój czy, aby na pewno wszystko do siebie współgra. Nie lubiłam, kiedy chociaż jedna rzecz odstawała, zwłaszcza kiedy miałam iść wśród ludzi. Poprawiłam jeszcze stopę w szpilce i oboje wyszliśmy z mieszkanie. Cudem było, że nawet udało mi się namówić chłopaka na założenie koszuli. Dochodząc pod klub, zauważyłam, że zarówno Mobius, jak i Olivia znajdują się już na miejscu. Powitałam się z nimi, wyciągając dłoń, w typowym geście oznaczającym "cześć". Przed wyjściem rozmawiałam z Gazem, który obiecał mi nie zaczynać w Mobiusa, nawet jeśli się do mnie odezwie, sama nie chciałam kolejnej akcji w miejscu publicznej z tak błahego powodu. Zresztą, teraz sytuacja między nami nieco się zmieniła.
Po wejściu do klubu było sporo miejsca, aby móc potańczyć, akurat leciała dosyć znana i popularna aktualnie piosenka. Usiedliśmy w boksie, gdzie znajdowała się jedna sporych rozmiarów kanapa, tak, że poza nami mogłyby się zmieścić jeszcze 3 inne osoby. Po rozmowach o wszystkim i niczym ujrzałam przed sobą dłoń i czarne włosy.
- Idziesz? - Zapytał z ni to uśmiechem, ni obojętnością. Kątem oka spojrzałam na Gaze i pomachałam przeciwnie głową.
- Po ostatnich zajęciach boli mnie noga, ale Olivii przyda się kurs tańca - Przyłożyłam kieliszek z winem do ust. Dziewczyna z rumieńcami chwyciła jego dłoń, razem odeszli od nas, na parkiet.
- Noga? - Usłyszałam dźwięczny głos obok siebie.
- Oj, oj, jak boli - Zaśmiałam się cicho, dając do zrozumienia, że był to jedynie blef. Siedzieliśmy chwilę sami. Chłopak sam z siebie zrezygnował z alkoholu i pił jedynie sok, czym mi zaimponował, ja sączyłam wino, po którym coraz bardziej się rozluźniałam. Dwójka tańczyła ze sobą drugą piosenkę, było widać, że coraz bardziej się ze sobą dogadują. Na sam widok uśmiechnęłam się pod nosem. Pasowali do siebie. On spokojny, małomówny, raczej nie lubujący w radosnych wydarzeniach i ona całkowite jego przeciwieństwo. Może coś w tym jest, że przeciwieństwa się przyciągają? Spojrzałam na białowłosego i zaczęłam się śmiać.
- Nie idziecie tańczyć? - Olivia znalazła się obok mnie z uśmiechem, łapiąc za swoją szklankę, w której w znacznej części przeważał sok niż alkohol.
- Czemu się nie pocałujesz? - Przechyliłam kieliszek, aby dopić do końca wino - Ja całuje Gaze, a nie mam nawet pierścionka.... Właśnie gdzie mój pierścionek psie! - Krzyknęłam na całe gardło, podnosząc moją dłoń, na której świeciła pustka.
- Może lepiej nie pij już tego wina - Olivia zaczęła się śmiać pod nosem.
- Ty mi nie mów, co ja mam robić.... - Mruknęłam, kładąc dłonie na jej policzkach - A teraz rybko daj buzi - Ściskając dłońmi jej policzka, zrobiła z ust dzióbek, przypominając małą rybkę, co wywołało u mnie śmiech.
- Co? Nie! - Chciała się wyrwać, ale nie dała rady.
- Ojej, rybko nie bądź na mnie zła - Zrobiłam smutną minkę, również robiąc z ust dzióbek - Spójz tez jeststem rybka - Zaczęłam poruszać ustami, jak to mają w zwyczaju robić te wodne istoty.

Olivia? Rybeczko :3