Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blue. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 września 2018

Od Blue C.D Claudio


Od przebudzenia się, nie spuszczałam wzroku z młodego mężczyzny, podświadomie miałam wrażenie, że stanie się coś interesującego. Nie myliłam się. Nawet nie wiecie, ile radości otrzymywałam z każdym zawstydzeniem młodego mężczyzny. Cóż, chyba wtedy znalazłam sobie nowe hobby polegające na realizacji misji, których zwieńczeniem byłby jego uroczy rumieniec. Zakryłam dłonią usta, tłumiąc przy tym chichot.
-Śniadanie nie brzmi źle. Pewnie! Tylko wcześniej wypadałoby się przebrać- rzuciłam znaczące spojrzenie na nasze piżamy. Wzdychając, zgramoliłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Swoją drogą, musiałam podwędzić bratu kolejne jego rzeczy, powinnam to sobie zapisać gdzieś. Usłyszałam, jak młodzieniec zrobił krok do tyłu, dlatego spojrzałam na niego przez ramię. Trzymał swoje ubrania w rękach.
-Ja, chyba skoczę do siebie po świeże ciuchy...
-Mogę pożyczyć ci koszulkę na teraz, potem po śniadaniu mógłbyś się przebrać u siebie na całkiem świeżo- rzuciłam propozycję całkiem luźno, jak na kogoś, kto w środku zwijał się ze stresu.
-Skąd masz takie ubrania?
-Lubię czasami podbierać ubrania starszego brata, za jego zgodą- uśmiechnęłam się, ukazując rząd białych zębów. - Jak widać, dobrze robię. Nie wspominałam o tym?
-J-ja... Nie wiem, może zapomniałem- i znowu to jego zażenowanie. Boże, dla takich widoków warto żyć. Jeszcze w ciuchach mojego brata taki widok... BOŻE TRZYMAJCIE MNIE, BO ZROBIĘ MU ZDJĘCIE I TAK JE OPRAWIĘ!
...
Ekhem.
...
Kaszlu kaszlu.
...
W każdym razie na zewnątrz uśmiechnęłam się do niego jedynie pokrzepiająco. Odwróciłam się w jego stronę, opierając się plecami o szafę.
-Wiesz, to nie tak, że będę ci siedzieć cały czas na głowie. Zawsze możemy spotykać się na wspólnych treningach i zleceniach.
-Czemu mi to mówisz?
-Bo wydajesz się inny...- w porę ugryzłam się w język, inaczej bym dodała "niż twoi poprzednicy". Zaraz uciekłam wzrokiem, udając, że czegoś szukam. Usłyszałam jego westchnienie, chyba bił się z myślami.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Od Blue C.D Claudio


Sama nie wiem jak to się stało, że usnęłam w ramionach młodego mężczyzny. Przecież znamy się raptem dwa dni! A dziś zostaliśmy związani Paktem. To ja wysunęłam inicjatywę. Nie zrozumcie mnie źle- to nie była aż taka spontaniczna decyzja. Wystarczyło mi bowiem niewiele czasu aby dostrzec serce i duszę tego człowieka. W dodatku, będąc w jego objęciach, czułam jak mu brakowało bliskości kogoś innego. 
Jak mi.
Może to był jeden z pomniejszych powodów dla których czułam się bezpieczne wtulona w niego? Kto wie. Fakt faktem, zbudziłam się w swoim pokoju, na swoim łóżku, w ramionach swojego władającego. Nawet nie wiem czy byłam zawstydzona, czerwona lub blada. Patrzyłam na niego zaskoczona nie mówiąc nic. Musiałam jednak przyznać, że śpiąc wyglądał chyba jeszcze bardziej czarująco niż podczas zakłopotania. Przez myśl mi przeszła myśl, że dla takiego widoku warto żyć... Jednak zaraz otrząsnęłam się z tego. W sumie się nie znamy, więc Blue, daj sobie spokój. To, że zgodził się na Pakt, nie musi nic z góry oznaczać. Może po prostu też chciał brać udział w jakiś zleceniach? O, bardzo możliwe.
Claudio spał z lekko rozchylonymi ustami, włosy mu lekko opadły na twarz, co dodawało mu coraz bardziej uroczego wyglądu. Nagle zmarszczył lekko nos i brwi, czyżby się budził? Powieki lekko mu drgnęły, zaraz coraz intensywniej. Bez słowa, w dalszym ciągu patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczyma.

sobota, 18 sierpnia 2018

Od Blue C.D Claudio


Zaśmiałam się cicho pod nosem na widok tej, jakże kochanej reakcji młodzieńca. Od tamtej chwili, gdy po raz pierwszy ktoś zobaczył mnie w takim stanie i został ze mną, poza moim bratem ma się rozumieć, minęły dwa dni. Mimo tego, w głowie dalej kołatały mi się jego słowa i czyny. Na samo wspomnienie, oblał mnie delikatny rumieniec. Ponownie się roześmiałam i łagodnie pociągnęłam Claudio, pomagając mu wstać. Kiedy już to się udało, staliśmy tak, spoglądając na siebie. Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, że dalej trzymamy się za dłonie. Cofnęłam swoją zarumieniona.
- Mamy jeszcze czas, nie musimy się spieszyć - powiedziałam, poprawiając sobie torbę na ramieniu.
- Myślałem, że będziesz od razu w szkole - odezwał się w dalszym ciągu zarumieniony mężczyzna, który sięgnął po leżący rower w celu postawienia go przy sobie.
- Naszło mnie z rana na spacer przed zajęciami - odparłam, uśmiechając się lekko. - I zobacz, całkiem ładnie się złożyło.
W odpowiedzi uniósł kąciki ust. Starałam się nie myśleć o tym, jak bardzo wyglądał, uśmiechając się, będąc zarumienionym, ale nie dawałam rady. Najzwyczajniej w świecie, Claudio zajmował coraz więcej miejsca w moich myślach. Oczywiście, nie przyznawałam się do tego na głos, że tamte chwile otulały moje serce i przywołując je, potrafiłam nawet zasnąć, uśmiechając się. Tymczasem już wolnym krokiem szliśmy w kierunku szkoły, Claudio prowadził swój majestatyczny pojazd przy boku.
- Wiem, że nie powinienem był pytać... - zaczął dość skrępowany, na co nadstawiłam ucha.
- O co chodzi? - Spytałam zaciekawiona.
- Ciekawi mnie... Bo jesteś orężem... Jak to powiedzieć - mówił tak zestresowany, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Jakim dysponuje żywiołem? - Rzuciłam luźno. Nie nawiązując kontaktu wzrokowego, kiwnął głową. Jeśli miałabym zgadywać, nie chciał mnie urazić przez wzgląd na ostatnie wydarzenia, kiedy to Frank wyjawił nasze tożsamości. Spojrzałam przed siebie. - W sumie czemu nie? Nie pytasz o nic złego. 

wtorek, 31 lipca 2018

Od Blue C.D Claudio


Nawet jeśli udało nam się wejść do naszej szkoły, to i tak rozdzieliliśmy się w biegu, ponieważ do rozpoczęcia zajęć pozostało raptem dwie minuty, a trzeba było dobiec do właściwych sal. Może i miała krótkie nóżki, ale zmotywowana, potrafiłam dość szybko biec. Tak właśnie przekroczyłam próg sali z chwilą wybicia dzwonka na rozpoczęcie lekcji. Ledwie wpadłam, a zaraz podszedł do mnie mój znajomy z rocznika, trzymający w dłoni butelkę wody. Ten czarnowłosy młodzieniec o piwnych oczach nazywał się Lucas i od czterech miesięcy stanowiliśmy parę taneczną mieszanych stylów, czyli jeszcze przed zapisaniem się do Szkoły Tańca Tori. Zresztą on sam był z Zakonu Vendaval, więc mimo różnic mogliśmy spokojnie wymieniać się poglądami.
- Prawie się spóźniłaś, co się stało? - Zapytał z lekką ciekawością, podając mi wodę, którą ochoczo przyjęłam, by zaraz wziąć spory łyk. Po chwili dodał cicho, się śmiejąc. - Cała jesteś w buraczanym rumieńcu.
- Jakby to ująć... Poznałam dosyć ciekawego panicza - powiedziałam, starając się przestać rumienić. Jeju, to wszystko przez to, że nagle musiał mnie wziąć na ręce, w bardzo podobnym stylu co pan młody trzyma swoją oblubienicę. Na samą myśl, poczerwieniałam jeszcze mocniej. W odpowiedzi Lucas się tylko zaśmiał i poklepał mnie po plecach. Co poradzić, byliśmy przyjaciółmi, co się poznali podczas lekcji tańca kilka lat temu.
- Wziąłem proroczo twoją torbę, nie musisz dziękować - powiedział niby od niechcenia, ale w oczach czaiły mu się ogniki. Pokręciłam głową i teatralnie dygnęłam przed nim w celu odebrania torby.
- Och, dzięki ci panie... Ale buziaka w policzek nie dam - zastrzegłam.
- Fakt, Penny już wystarczająco jest zazdrosna - odparł, udając żal. Penny to była obecna dziewczyna Lucasa, która była trochę, nie, bardzo zazdrosna o swojego ukochanego. Za każdym razem, gdy słyszała o jego wyjściu ze mną na ćwiczenia, dostawała szału. Cóż, zaborcza, ale bardzo ładna. Zaraz jego uśmiech przygasł, a ton głosu stał się poważny. - Ponieważ występujemy, tańcząc osobno, chciałbym życzyć powodzenia. I pamiętaj jedno.
- Tak? - Zapytałam się, słysząc jak jego głos, stał się surowy.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Od Blue Do Claudio

Piękny był to dzień. Słońce przyjemnie dawało ciepło, niebo niemal bez chmurek, ptaszki ćwierkały, przyjazne owady latały, ogólnie ludzie byli zadowoleni z całości. Ten jakże piękny obrazek psuł jeden szczegół. Jaki?
Oto niebiesko włosy krasnal będący na drzewie i niemogący zejść.
Tak, Blue na wpół siedziała, na wpół zapierała się prawą nogą o konar drzewa, rękoma trzymała się albo okupowanej gałęzi lub tej wyżej, natomiast lewa stopa znajdywała się poza zakresem widoku dziewczyny, ale znajdywała się na dole. W takiej pozie musiała być od dłuższego czasu, bo mimo dobrej kondycji i wyćwiczenia, była dosyć mocno zaróżowiona na twarzy a napięte ręce zaczynały jej drżeć.
„Wprost cudownie wdepnęłam" - pomyślała, przewracając oczyma myśląc nad swoim stanem. I po grzyba akurat padło na dosyć mało uczęszczaną część chodnika? Bez sensu, serio. A do tego dochodziły późniejsze ćwiczenia tańca... Jeśli się spóźni, nie będzie tak miło, ponieważ dziś miała mieć możliwość ze swoją klasą zobaczyć pokazy starszych roczników, sama została wytypowana przez nauczyciela na pokaz, mówiąc w tajemnicy, jej ulubionego formatu. Do tego wróci się później. Obecnie nie była w stanie zejść z tego pieprzonego drzewa. Głupio się stało, bo było na gwałtownym obniżeniu terenu ze zgromadzeniami kamieni. Zeskok, nawet gdyby był możliwy, nie wchodził w grę. Upadek zakończyłby się z pewnością źle, dla uczennicy szkoły tańca to byłby ogromny cios.
- Przepraszam, że się wtrącam, ale wszystko gra? - Z jej rozmyślań wyrwał męski łagodny głos dobiegający z dołu. Młoda Dream podążyła za źródłem dźwięku i dostrzegła ciepłe oczy mężczyzny, który wpatrywał się w nią z zatroskaniem. Ponoć oczy są odzwierciedleniem duszy. W przypadku nieznajomego już wiedziała, że to musi być bardzo życzliwy człowiek. RATUNEK!

piątek, 11 maja 2018

Od Blue C.D Olivera


Normalnie przy takiej sytuacji, człowiek na górze pewnie by od razu spadł, ale miałam haczyk w tym: w związku z tańcami, gimnastyka i równowaga to była podstawa wszystkiego, poczucie rytmu też, ale w tamtym momencie się nie przydałby. Kotowate stworzenie zaczęło wolno się przesuwać ku nam, może jednak bardziej w kierunku swego właściciela pode mną. Albo wyczuwał bezsens całego zajścia. Kto wie. Koci tok rozumowania to nie moja bajka. Liczyło się to, aby zwierzak zlazł z tej niebezpiecznej gałęzi, która złowrogo trzeszczała. Skoro mowa o kwestii wydawania dźwięków od gałęzi to zastanawiało mnie to, czy jest spowodowane ciężarem zwierzaka, czy zwyczajnie, ze starości, ewentualnie w grę wchodziła opcja wyżarcia przez korniki, czy jak im tam. No wiecie, te robale co kochają drewno? Na pewno kojarzycie. Ja nie poświęciłam uwagi na sortowanie w pamięci różnych owadów i podobnych, która są szkodliwe dla różnego rodzaju roślin. O czym to ja...? Ach tak.
W jednej chwili kociak był już niemal na wyciągnięcie ręki. W drugiej za to wydawane fale dźwiękowe przez drzewo słyszalne dla wszystkich swoiście kwiknęło, po czym gałąź uległa złamaniu. Przez szok w myślach przeklęłam. Ale co trzeba robić, jak gałąź nad tobą się wali, ty jesteś na czyiś barkach, a gdzieś jakby przed tobą jeszcze jest zwierzak do ratowania? Czy to było nauczane gdzieś kiedyś, chociaż przy okazji? Nope. I radź sobie człowieku sam.
Chłopak pode mną zrobił krok w tył, możliwie zapominając o ciężarze w postaci mnie. Zachwiało nas do tyłu, kot skacze do nas, a gałąź zaraz komuś przydzwoni. Tak w zasadzie, to nie wiedziałam, co tu się u licha stało w jednej sekundzie. Jeśli chodzi o mnie, to chyba odruchowo wygięłam się do złagodzenia lądowania przy upadku i niemal bezboleśnie znalazłam się z powrotem na ziemi. Chłopak na wpół leżał, w pół siedział z tym kotem a przed nim, dosłownie pół metra tarzała się gałąź, najwyraźniej zadowolona zamieszaniem. Wstałam, przeciągając się i sprawdzając, czy coś mi dolega. Nie, chyba tylko głupawka po tej akcji.
- No, więc rozgrzewka na dziś chyba może być oddelegowana. Cały jesteś? - Spytałam towarzysza, spoglądając na niego.

Oliver?

czwartek, 19 kwietnia 2018

Od Blue C.D Olivera


Generalnie miałam dziś na wszystko wylane, nawet jeśli chodziło o ułożenie kilku rzeczy. Nie i już. Dziś zamierzałam z czystym sumieniem leniuchować. To znaczy, najpierw planowałam spacer o potem u siebie czytanie związane blisko z słuchaniem ostatnio polecanych utworów przez brata. Swoją drogą, ostatnio zmniejszyliśmy liczbę rozmów przez różnego rodzaju opcje. W grę wchodziło, że mój kochany starszy braciszek miał na oku kogoś i chciał rozwinąć znajomość. Cóż, trzymałam za niego kciuki, bo miałam zaklepaną rolę świadkowej w razie jego ślubu. To zmówienie się o stanowisku weselnym miało miejsce wtedy, gdy spił się w cztery litery a ja zmusiłam go do tego, w przeciwnym wypadku podkablowałabym go do rodziców. Może i byłam złośliwą młodszą siostrzyczką ale efekt działał cuda.
Podczas spaceru lubiłam spoglądać ukradkiem na innych ludzi, podczas gdy ze słuchawek miło wpływała falami piosenka. Zdaje się, że mój ówczesny stan zrelaksowania wynikał z tego, że słuchałam "Canon in D-major", gdzie ten utwór zawsze mnie uspokajał, nieważne z jakiego stanu. Akurat kończyła się wersja pianina i skrzypiec, kiedy jakiś nieznany chłopak biegł ku mnie. W moim kierunku, ponieważ nagle ludzie wybyli a ja byłam jedyna na linii frontu. Nieznajomy jakoś wyhamował przede mną, co ciekawe, bo znając innych to by ta sztuka im by się nie udała i najczęściej wpadali na nieszczęśnika. Od razu wyciągnęłam słuchawki z uszu przy czym miałam okazję usłyszeć dosyć niespotykaną prośbę. Kot na drzewie. Utknął. Ale jak? Ponieważ chłopak już niemal klęczał przede mną, co z boku mogło przypominać próbę oświadczyn, szybko zdecydowałam o swojej roli.
-W porządku, pomogę. Tylko błagam, wstań- jęknęłam. Od razu zrealizował moją prośbę i już zaraz kierował mnie ku źródłowi problemu. O, więc tak wyglądają podobieństwa między prostytutkami a zwierzętami, które utknęły na wysokości, co? Tylko te pierwsze chyba nie drą się ze strachu. Zresztą kto wie. Nigdy nie byłam i nie zamierzam być w takim miejscu, jakim jest klub nocny. W duszy dziękowałam za to, że ubrałam legginsy i tunikę a nie sukienkę, bo byłby przypał chwalenia się bielizną. Chłopak wziął mnie, podsadził i już byłam znacznie bliżej tego stworzenia. Niestety, chociaż już sięgałam tejże gałęzi, kot na mój widok wdrapał się jeszcze wyżej ku największemu zagrożeniu złamania się. Oczywiście, dalej się darł jakby go ze skóry żywcem obdzierali.
-Kitku, chodź do mnie- powiedziałam wyciągając ku niemu ręce na co on kichnął mi, pewnie celował w twarz. Westchnęłam.- Kitku, ja cię proszę. Albo zleziesz z tej gałęzi do mnie dobrowolnie, albo twój zadek grzmotnie o podłoże ze zbyt dużą siłą, by twój szanowny właściciel mógł coś zbierać. Tak przy okazji to pewnie mu się wbijam kostkami w ramiona, więc chodź do mnie bestio. Ja też swoje ważę a ty wyglądasz jakbyś zaraz miał się pozbyć swoich oczu, bo dziwnie wychodzą. To jak kotku?

Oliver?

wtorek, 17 kwietnia 2018

Od Blue C.D Ferdinanda


Udało mi się dojść do swojego pokoju, niestety, w towarzystwie eskorty. Dziewczyna od tego całego wypadku nie zamierzała mnie tak łatwo opuścić ale przynajmniej nie zamierzała mi się bezceremonialnie wprosić do środka. Z bólem serca wrzuciłam poplamione ubrania do pralki a uszkodzone rzeczy odłożyłam w widocznym dla siebie miejscu. No, odświeżona z inną torbą mogłam wyjść z powrotem do ludzi. Towarzyszka wydawała się być lekko ucieszona, jednak zaraz wyciągnęła notes po czym zaczęła notować. Pochyliłam się ku niej.
-Co piszesz?- Spytałam zaciekawiona.
-Listę rzeczy, które ci uszkodziłam, zniszczyłam i inne- powiedziała zbolałym głosem.- Chcę je odkupić, bo nie będę mogła zasnąć z ciężkim sumieniem, rodzice z resztą też.
-Naprawdę nie podarujesz sobie tego?
-Nie- odparła twardo spoglądając na mnie.- Proszę, powiedz, co ci zniszczyłam.
W odpowiedzi westchnęłam. Nie da mi spokoju, dopóki nie dowie się wszystkiego. Podniosłam zatem ręce w geście poddania się.
-Jak wolisz. Małe słuchawki z gumką...
-Jaki kolor?
-Serio?- Po jej wzroku wynikło wszystko. Ponownie westchnęłam.- Takie jakby przeźroczyste... Duży i gruby zeszyt w twardej oprawie, byle jaki. 
-A co z torbą i zawartością?
-Wypiorę je i będzie cacy.
-Ale...
-Nie, sama się tym zajmę. Wystarczająco głupio mi wypominać uszkodzone rzeczy. To wszystko.
-Okej- powiedziała bez przekonania.- Zostawiam na swojej głowie sprzątanie w bibliotece. W razie czego, masz mój numer komórkowy. To do zobaczenia!
-Emmm... pa?- Powiedziałam ogłupiała gdy niemal rozpłynęła się w powietrzu. Cóż, skoro byłam już wolna, a przynajmniej tak sądziłam, mogłam wrócić do swoich spraw. Może tym razem gdzieś na zewnątrz. Tak, to będzie dobre rozwiązanie. Wyjątkowo nie miałam czym się zająć, więc sięgnęłam do torby po książkę... Chwila. Nie mam w środku tomiku. Pewnie zostawiłam w pokoju przy przepakowaniu. Niestety, tak bardzo nie chciało mi się iść, że postanowiłam jednak posiedzieć z przymkniętymi oczyma i nacieszyć się przyjemną pogodą. Nie powiem, było mi szkoda utraty wysłużonych słuchawek bo nie mogłam sobie już czegokolwiek posłuchać z listy lubianych utworów. Z tych smętnych rozważań wyrwało mnie zauważenie Frytki w niedalekiej odległości. Kiedy i on mnie spostrzegł, pomachałam mu.

Fryteczko?

środa, 4 kwietnia 2018

Od Blue C.D Vincenta


Wprost uwielbiam rozpoczynanie znajomości tym, że obcy nazywa mnie dowolnie i wytyka przy tym mój niski wzrost. Przecież to najwspanialsze uczucie we wszechświecie! Czujecie ten namacalny sarkazm, nie? Nie dość, że zaczął chłop panikować, co przyciągnął uwagę co niektórych osób z tej tutejszej społeczności, to przynajmniej miał jakieś poczucie skruchy. Ale nikomu nie oddam moją poczciwą torbę, która wiernie mi służy już wiele lat, spory szmat czasu jak na taki sprzęt. Posłałam mu nieufne spojrzenie ale odetchnęłam.
-W porządku- mruknęłam mocniej chwytając oburącz za materiał torby w którym trzymałam prywatne rzeczy, które jeszcze kilka minut temu były w niej. Bez słowa sprzeciwu udaliśmy się ku bibliotece, może nawet zbyt szybkim krokiem. To nie zupełnie była forma ucieczki przed gapiami tego krótkiego zdarzenia, chociaż może jednak też. Wolałam po prostu jak najszybciej zająć się naprawą nieszczęsnej i wiekowej torby. Dobra, może byłam sentymentalna ale kto by nie był? To była ważna część mojego życia, może wrócę do tego kiedy indziej. Fakt faktem, bardzo mi zależało na jej naprawieniu. Znając życie, szwy musiały puścić w jednym wielce problematycznym miejscu.
Wchodząc do szukanego pomieszczenia, od razu skierowaliśmy do tej odosobnionej części, gdzie to zwykle uczniowie pracowali z materiałami, mam na myśli to luksusowe biurka z lampami. Tam usiedliśmy przy najbardziej oddalonej części od reszty. Dopiero tam ponownie przemówiliśmy w swoim kierunku.
-To... Mogę zobaczyć na twoją torbę?- Zapytał się z wolna chłopak. Widać było, że teraz starał się zachować ostrożność co do mnie. Oho, najwyraźniej ktoś bardzo troszczył się o swoje klejnoty. Być może nie zdawał sobie sprawy, że dostrzegłam tą niewielką iskierkę zaniepokojenia w jego oczach, nie poruszyłam jednak tej kwestii.- Słuchaj, przepraszam za to wcześniej- dodał trochę zniecierpliwiony.- Ale skąd miałem wiedzieć, że...
Machnęłam ręką i o dziwo, mój rozmówca zamilkł. Spojrzałam na niego. Westchnęłam w duchu a przy nim nabrałam powietrza, aby je z wolna wypuścić.
-Być może zaczęliśmy niewłaściwie. Wróćmy do początku, co ty na to?
-Co masz na myśli?- Zaciekawił się.
-Jestem Blue.
-Vincent. Zasadniczo, zawsze reagujesz tak gwałtownie dziewczyno?
-Tylko gdy ktoś wytknie mój wzrost- powiedziałam mrużąc oczy. Vincent zaś podniósł dłonie w geście poddania się.
-Okej, zrozumiałem. Zapamiętam na przyszłość.
-To dobrze- spojrzałam na niego już normalnie. Dopiero po rozpoczęciu na nowo, odłożyłam rzeczy z torby na pobliskie mi krzesło a pustą już torbę dałam na biurko między nami. Chłopak już znacznie pewniejszym ruchem wziął ją do rąk i zaczął oglądać. Jego wzrok skupił na zerwanym miejscu.
-Jak długo z niej korzystasz?
-Bardzo długo.
-No właśnie widzę. Skoro tak wiekowa jest to jednak w dobrej opiece. Niektóre miejsca na szwach bardzo przetarte i przy zamku.
-A co się dziwisz? Nie pierwszy i nie ostatni raz uległa drobnemu zniszczeniu. Najczęściej puszczały szwy głównie w jednym polu.
-Mam to. Zamek znacznie rzadziej padał?
-Tak. Tylko raz musiałam go wymienić. A tak to wystarczyło raptem kilkakrotnie wzmocnić zacisk- wzruszyłam ramionami. Vincent kiwnął głową kontynuując wodzenie spojrzenia po starej torbie, którą mało kto by rozpoznał względem wieku. W końcu, po dłuższej chwili ponownie zabrał głos.
-Myślę, że najsensowniej będzie jak zaszyje się na to miejsce nową łatę bo te szwy długo już nie pociągną. Trochę zajmie takie szycie ale powinno wydłużyć żywotność torby.
-Nieśmiertelna torba. Podoba mi się to- uniosłam lekko kąciki ust. W myślach wytworzył mi się zarys sytuacji, że ta jedna torba to spokojnie mnie przeżyje. Niespodziewanie zakręciło mi się w nosie i poczułam nieprzyjemną ciecz w środku. Niech to szlag. Krwotok w takim momencie. Szybko sięgnęłam po nieodłączną paczkę chusteczek i udałam wydmuchanie nosa.
-Mogę się tym zająć... Hej, czujesz się dobrze? Pobladłaś- powiedział po chwili. Machnęłam dłonią co była wolna i szybko rzuciłam rzeczy na torbę by się jak najszybciej zwinąć do siebie.
-Tak, spokojnie- powiedziałam gładko, chociaż już czułam upływ krwi.- Musze znikać ale dzięki za chęć pomocy.
Nim zdążył coś odpowiedzieć ja już szybkim krokiem opuszczałam ten przybytek. Krew mimo większego strumienia nie była jeszcze widoczna na chusteczce, ponieważ wiele lat praktyk nauczyło mnie ją fachowo składać by nie od razu było widać ślady tej wielce przyjemnej akcji.

<Vincent?>

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Blue C.D Ferdinanda


-Widzę, że znowu szalejesz- usłyszałam nieopodal głos, który miałam okazję poznać nieco wcześniej. Nie spodziewałam się spotkać tego chłopaka znowu w przeciągu tak krótkiego czasu. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem stając w stosownej odległości od niego.
-Ja? Ja szaleje? Gdzie tam- wzruszyłam ramionami.- Po prostu nakreśliłam wspomnianemu wyżej koledze, że nie zamierzam bawić się w jego gry. Wiem, że to niezbyt grzeczne ale muszę znikać, do następnego razu!
W istocie, miałam sporo spraw do realizacji, głównie wstępnej. W pokoju czekało tyle do zrobienia... Już tak na dobre pogrążone w myślach nie byłam pewna czy młodzieniec również się pożegnał i kto pierwszy odszedł z miejsca krótkiej rozmowy. Fakt faktem, wyrwałam się z głębokiego sortowania myśli już będąc w pokoju zasypiając na łóżku.
Kolejny dzień okazał się być czystym szaleństwem. Liczyłam na to, że papierkowa robota za mną ale miałam jeszcze sporo do podpisania czy zaniesienia. Ha, bo po co szanowne sekretarki mają się trudzić? Niech to biedny uczeń się stara o względy uczelni skoro chce w niej być. Na szczęście, całe to dzikie latanie po możliwie każdym zakamarku szkoły zajęło mi tylko kilka godzin. Z pewnością zajęłoby to mi znacznie mniej czasu ale w niektórych miejscach nie szło przejść przez kilka minut, no i moje krótkie nóżki.
Całe szczęście, w końcu mogłam paść umęczona na krzesło po tym wszystkim. Całe dzisiejsze zamieszanie miało swoja dobrą stronę, ponieważ miałam okazje znaleźć bibliotekę, swoją drogą przez czysty przypadek. Skoro jednak miałam już na ten jeden dzień wszystko załatwione, miałam pełne prawo na odpoczynek. Cóż jest lepszego niż główkowanie nad ulubioną częścią działu matematyki ze słuchawkami w uszach? Radośnie stukając łagodnie długopisem o kartkę śledziłam rozrysowane drzewka, mój konik to prawdopodobieństwo, i analizowałam jeszcze raz treść zadania. Nie pasowało mi coś. Wolno przeleciałam kolejny raz potężne drzewko i dopiero wtedy zauważyłam tą jedną skubaną cyferkę, która bezczelnie zmieniła swoją pozycję. No i tu obliczenia poszły się kochać... Zamiast jednak poprawiać, zrobiłam na szybko nowe drzewko z uwagą na te możliwe byki. Dopiero po kolejnym z rzędu sprawdzeniu wszystkiego wzięłam się za długie obliczenia. Nastawiłam sobie spokojny utwór w komórce i już chciałam wrócić do liczb, kiedy coś perfidnie przede mną zrobiło ogromny huk przez który aż mnie odrzuciło do tyłu. Matko, zawał na miejscu. Niestety raban był tak nieoczekiwany i bliski, że odrzuciło mnie to do tyłu z krzesłem. Spotkanie z podłożem było dosyć bolesne, do tego doszło kilka rzeczy zrzuconych na mnie. Jęknięcie, które mi się wyrwało było mieszanka szoku i bólu. Ostrożnie położyłam sobie niebolącą dłonią na czoło. Oczy otworzyłam po wyciągnięciu słuchawek. Pochylała się nade mną spanikowane młode dziewczę.
-Ja tak bardzo przepraszam! Nie wiem jak to się stało!- Drżącymi dłońmi pomogła mi wstać. Saldo tego nie było zbyt ciekawe. Nie wiem do teraz jakim cudem coś tak ogromnego jak mniejsza półka z książkami musiała akurat gruchnąć na mnie. Moje wysłużone słuchawki miały zerwany główny kabel wychodzący od telefonu, więc odeszły do wieczności. Leżący atrament jakoś zapaskudził nas obie i kilka leżących książek również, w tym część mojego zeszytu i torbę. W międzyczasie zjawiła się pracownica biblioteki oraz wolno zbierali się gapie. Nieznajoma ponownie pisnęła.
-Twoja ręka!
Zamrugałam zdziwiona i podniosłam wspomnianą kończynę. Długie rozcięcie rękawka i ręki, które nie było tak głębokie ale krew się ambitnie ulatniała. Szczerze mówiąc, bardziej było mi szkoda rękawka z racji tego, że tą koszulę kupiłam stosunkowo niedawno i to był mój drugi raz noszenia. Spojrzałam ponownie na przerażoną i bliską płaczu dziewczynę.
-Ech, spokojnie. Wypadki się zdarzają- spróbowałam ją uspokoić.
-Ale jesteś ranna a to wszystko moja wina!- Zaczęła płakać. Uch, niezbyt lubiłam widzieć czyjeś łzy. Blue, użyj czego tam masz. Biedna się załamała. Położyłam łagodnie zdrową rękę na jej ramieniu. Podniosła na mnie załzawiony wzrok. Posłałam jej delikatny uśmiech.
-Nie zrobiłaś to umyślnie, to był wypadek. Bardziej niż o siebie boje się reakcji bibliotekarki za te książki- z trudem parsknęła ale wzięłam to za dobry trop.- No już, nie płacz. Bo zaraz więcej będzie łez niż krwi ode mnie- zażartowałam.- Lepiej to szybko wyjaśnić, posprzątać i przebrać się w coś czystego.
-To moja wina, więc sama posprzątam- pokręciła głową.- A! Odkupię ci słuchawki i wszystko co zniszczyłam innego! A teraz chodźmy do pielęgniarki.
-Jeśli to cie uspokoi- westchnęłam. Faktycznie, cały czas nerwowo spoglądała na moją rękę, która trzymałam przy klatce piersiowej bo torbą zasłaniałam ogromny kleks na koszuli. Co z tego, że atrament zmiesza się z krwią? Olać to, grunt by nieznajoma się uspokoiła. Musiałyśmy wzbudzić lekką sensację bo co inne osoby zerkały na nas zaciekawione. Gdzieś przed drzwiami do małego punktu leczniczego przeleciał mi przed oczyma Frytek, zdążyłam się do niego uśmiechnąć i już zniknęłyśmy w środku. Już na dzień dobry koleżanka zaczęła lamentować nad moim stanem, gdy doszłam do głosu to machnęłam ręką na to. W przenośni, ma się rozumieć.
-Nie ma tragedii. To tylko długie i płytkie rozcięcie ale krew jednak leci- powiedział wzruszając ramionami.-Nie przyszłabym ale chcę by koleżanka się uspokoiła.
Dojrzała kobieta zbadała mnie dla pewności.
-Masz rację ale lepiej jest tym się zająć. Niestety, możesz spodziewać się blizny po tym. Nawet jak łagodna może być.
-Nic nie szkodzi. Widzisz? Miałam rację, to nic groźnego- powiedziałam miło do towarzyszki gdy kobiecina opatrywała mi już odkażoną rękę.
Szczerze to myślami błądziłam jak ja mam do licha wyjść do ludzi cała upaćkana we krwi i atramencie, ponieważ wszystko już tonęło w tym. Chociaż pożyczyć za dużą bluzę... Moje serduszko łkało na tą myśl.

<Frytek?>

piątek, 23 marca 2018

Od Blue C.D Ferdinand

-Akurat to pytanie zadałbym tamtemu - mruknął w odpowiedzi, przekrzywiając głowę w prawo. -Możliwe, że mogłaś go pozbawić płodności w ten sposób i jak bardzo nie chciałbym, żeby miał dzieci w przyszłości, tak kopanie kogoś w krocze też nie jest zbyt… humanitarnym wyjściem? -stwierdził, spoglądając na nią kątem oka. - Fryderyk, Frytek, byle nie Ferdinand - przedstawił się ostatecznie chłopak, posyłając w moim kierunku uśmiech.
Skoro nie lubił pełnego imienia, być może oznaczało to, że zwyczajnie za nim nie przepada. W tamtej chwili jednak również odpowiedziałam na uśmiech.
-Blue, miło mi... Frytku, mogę tak mówić?- Nie widząc oznak sprzeciwu, ponowiłam wymowę.- Mógłbyś mi określić, gdzie jest punkt informacji? Potrzebuje tam się udać a, ehem, nie mam jak trafić.
Nowy znajomy w przyjaznym geście nakreślił mi jaki kierunek obrać by dojść dosyć szybko do celu. Po tym grzecznie pożegnaliśmy się i udaliśmy się ku swoim ścieżkom. Kątem oka zarejestrowałam jego transporter trzymany w dalszej dłoni. Sądząc po rozmiarach, musiał być to mały i lekki instrument, chociaż mogłam też się zwyczajnie mylić. Starałam się nie zwracać na to uwagi a za to skupić się na rozmieszczeniu trasy, jaką przekazał mi ten cały Frytek. Frytek. To brzmiało tak zabawnie, że nie mogłam się nie uśmiechnąć na samą myśl. Na szczęście, chłopak nie wpuścił mnie w maliny i zgodnie z jego wskazówkami, trafiłam do szukanego miejsca. Omijając gładko powód w jakim to straciłam mapę rozmieszczenia wszystkiego, kobieta o ciepłym uśmiechu podała mi nową sztukę mapki. Tym razem zamierzałam się o nią zatroszczyć jak o ten największy i najcenniejszy skarb.
Dopiero idąc ku swojemu pokoju zaczęłam się zastanawiać, jakby sobie Frytek poradził sobie z tym wielkoludem, gdybym nie szukała po omacku drogi. Zasadniczo to wyglądał bardzo przyjaźnie i nie jako ten typ, który jest wiecznie nabuzowany. O, właśnie! Chodzący gejzer.
-Ty...-usłyszałam cichy syk. Oho, o wilku mowa. Spojrzałam mało zainteresowana w tamtym kierunku. Znowu ten typ spod ciemnej gwiazdy.- A teraz grzecznie powiedz, jakim prawem mnie kopnęłaś. Już.
-Chyba nie mam co tu wyjaśniać- mruknęłam lodowato.- Zjeżdżaj mi z drogi.
-A niby czemu? Znowu mnie kopniesz?- Powiedział zasłaniając mi drogę.
-Skoro nalegasz- pięścią osłonił sobie krocze ale nie inne wrażliwe miejsca. Tym razem ostry cios poszedł mu w stopę a gdy się odsłonił, znowu w krocze dostał. Piszcząc niczym mała dziewczynka, opadł na ziemię skomląc. Poprawiłam koszulkę i po tym spojrzałam na niego.- W takich chwilach to się zastanawiam: serio? To był najsilniejszy plemnik?
Po tych słowach ominęłam go gładkim ruchem i skierowałam się w swoim kierunku.

<Frytko?>

Od Blue Do Vincenta

Przyjemne popołudnie, wszędzie w miarę ciepło i aż ciągnie na zewnątrz. Podczas gdy zniewalająca większość młodych osób zbierała się w swoje grupy i wesoło korzystali z dobrodziejstw jeszcze miłej pogody, ja siedziałam znacznie dalej na ławce trzymając książkę a w drugiej ręce długopis, za pomocą którego pisałam to zeszytu własne uwagi, poprawki bądź pytania odnośnie tekstu. Nie pisałam po tym egzemplarzu bo:
-raz: dostałam tą sztukę od przyjaciółki do sprawdzenia
-dwa: pisanie po książce to zbrodnia
-trzy: po to prowadziłam swój zeszyt
Na chwilę odłożyłam książkę i zaczęłam czytać, co ja najlepszego tam znowu wybazgrałam. Dumając nad rozszerzeniem własnego tekstu, nieświadomie zaczęłam jeszcze kreślić patyczaka za marginesem. Może najpierw powinnam przedyskutować to z autorką wstępnej historii? Być może lepiej i bezpieczniej ją mentalnie przygotować na poligon, który jej zaserwuje. Tak właściwie to się ucieszyłam, gdy Mia podesłała mi wersje na brudno. Chociaż temat był całkiem oklepany, przynajmniej według mnie kiedy patrzyłam na to.
-... A teraz dawaj, niech się spotkają podczas ucieczki w deszczu... O, i wykrakałam- mruczałam do siebie, skrobiąc szybkimi ruchami w swoich notatkach. Z myśli polegających na podejrzeniu dalszego potoczenia się spraw wyrwał mnie cichy dźwięk telefonu. Spokojnie odebrałam widząc kto to.- Tak?
-Co robisz?
-Czytam tą potencjalną książkę, którą Mia napisała. 
-O, jakim cudem ci to wysłała?
-Wiesz jak lubię czytać, to sama spytała czy nie mam nic przeciwko, aby luknąć na jej dzieło. Tak jakoś wyszło- wzruszyłam rozbawiona ramionami.
-Może zdradzisz mi jakieś szczegóły, co?
-Nope, nie licz na to.
-Nie bądź dla mnie znowu złośliwą bestią. Jestem twoim bratem, chyba mam prawo coś wiedzieć?- Uwielbiałam te momenty, w których mogłam się z nim podroczyć na całego.
-Zapomnij braciszku. Mia przyjaźni się ze mną, nie z tobą, więc mam pełne prawo utajać sprawy między nami. Czy tego chcesz czy nie, musisz czekać na jej oficjalną zgodę to ci podrzucę tekst. Nie prędzej.
-Ech... Wy baby musicie wszystko utrudniać a człowiek tak się stara- mruknął rozbawiony.
-Też cię kocham obwiesiu.
-Łajza.
-Parcha.
-Ty grzybie.
-Ty łajzo.
-Ty...
-Musze kończyć, ktoś może usłyszeć te nasze pierdoły. 
-W porządku. Potem się odezwę.
-Na razie- powiedziałam i się rozłączyłam. Kontrolowałam głośność naszej rozmowy, nie drażniła ucha. Można by rzec, że przebiegała na tyle cicho, by nie zwrócić na nią uwagi. Po schowaniu telefonu z powrotem do kieszeni, powróciłam do swojego skrobania. W pewnej chwili poczułam na sobie czyjś wzrok, dopiero później zbliżające się kroki. Ciekawe, o co może chodzić. Postanowiłam jednak ulotnić się w stronę biblioteki. Może tam znajdę w sobie spostrzegawczość by wychwycić kolejne błędy?
Po zebraniu rzeczy, ulotniłam się w kierunku szukanego budynku. Niestety, zamek w mojej torbie znowu puścił i cała zawartość wyleciała z niej ku ziemi. Nieprzyjemny dźwięk, aż zacisnęłam powieki. Opuściłam wzrok na leżące rzeczy. Kucnęłam by je pozbierać i okazyjnie myśląc, co zrobić z tą torbą, kiedy promienie słońca zostały mi przysłonięte przez kogoś innego. Spojrzałam w górę trzymając w wyciągniętej dłoni pojedynczy zeszyt.

<Vincent?>

czwartek, 15 marca 2018

Od Blue C.D Ferdinanda


Akademik jako tako poznałam, ale musiałam uzupełnić wiedzę na ten temat, skoro miałam tu pomieszkiwać. Specjalnie skołowałam mapę budynku, która co prawda gdzieś wcisnęłam przy lokowaniu się, lub co gorsza, mogłam tą kartkę wywalić. Dlatego po długich i mozolnych poszukiwaniach tej jakże nieszczęsnej i humorzastej kartki, stwierdziłam, że rzucam to wszystko i idę po nową. W sumie to nie byłam pewna nawet tego, która godzina. Z czystego lenistwa nie chciało mi się sięgnąć po byle jaką rzecz z zegarkiem. Tak skupiając się na trasie i okolicznych czynnikach miałam okazję usłyszeć dość gwałtowną wymianę zdań. Przynajmniej tak to mogło wyglądać. Ledwie wyszłam zza rogu ściany i stałam się naocznym świadkiem nieubłaganej kłótni.
- Hej, ty! - Krzyknął chłopak do przechodzącego i niezainteresowanego innego typka sytuacją, której nie widziałam. - Kot ci urwał język i już nawet przeprosić nie można?
-Ale o co ci gościu chodzi? O co robisz aferę?- Zapytał zniecierpliwiony ten drugi.
-Co się stało panowie, że chcecie sobie skakać do gardeł?- Zapytałam się gładko, podchodząc bliżej. Obaj w tym samym momencie spojrzeli na mnie, zaskoczeni, że ktokolwiek się wtrącił. Ten nie zbyt zaciekawiony, czemu pierwszy jest na niego zdenerwowany, zmierzył mnie z góry do dołu. Po plecach przeszedł mnie dreszcz. Zaraz jednak się odezwał drwiąco.
-Co takie małe dziecko jak ty wbija do rozmów dorosłych?... Aaaaaaa - jęknął przeraźliwie, opadając na kolana na ziemię i trzymając się za dotkliwie kopnięte jaja, właśnie w tej chwili przeze mnie.
-Wybacz. Celowałam w łeb, ale nie sięgam- wycedziłam na co zrobił wielkie oczy.
-Popaprana typiara-wyrwało mu się szybko.
-A teraz grzecznie przeprosisz kolegę, nie wiem za co, ale masz to zrobić i mnie za obrazę. Kumasz?- Warknęłam.- W przeciwnym wypadku uderzę znacznie mocniej.
Zwróciłam się zaraz do stojącego tuż obok chłopaka, który patrzył na tą całą sytuację chyba z niedowierzaniem. Odezwałam się ku niemu już znacznie spokojniej.
-Przepraszam za wtrącenie się. Wszystko w porządku?

<Ferdinand?>

Od Blue Do Kris’a

Lubiłam wychodzić w miasto, gdy nadarzała się okazja, miałam tak od małego. Niemal zawsze nie miałam planu na spędzenie czasu, ale podczas takiego wypadu, automatycznie sobie coś znajdywałam. To popołudnie nie było inne. W końcu od jutra miałam zacząć naukę w szkole, którą miałam od dawna na oku po małej przerwie. Jak do tego doszło, pozwolę sobie przemilczeć...
Fakt faktem, było późne popołudnie, a słońce chyliło się ku zachodowi. Stałam sobie, oparta rękoma o przeźroczystą balustradę, wpatrując się w horyzont, nic nie mówiąc. Widok na część miasta był naprawdę fantastyczny, a przecież część widokowa, była zupełnie w innym miejscu. Przymknęłam oczy, biorąc wdech, chciałam móc się rozkoszować tą chwilą. Niestety nie dane, mi to było. Gdzieś niedaleko przeszła grupa rozchichotanych nastolatek, przez co otworzyłam znów oczy. Hałas co prawda minął, ale czułam na sobie czyjś wzrok. Odwróciłam ku źródłowi głowę i może dalej niż 10 metrów stał nieznajomy młody mężczyzna. Nie mówiąc nic, wpatrywał się we mnie, ja również zaczęłam. Dziwne, ale ciekawe. W pewnej chwili wykonał ruch dłonią, sięgnął ją ku swojej kieszeni i wyjął telefon. Och, dzwonił. Gdy zaczął coś mówić cicho, obróciłam się i spokojnym krokiem odeszłam z tamtego miejsca, wkładając jedną słuchawkę do ucha.
Mimo wszystko czułam, że to nie pierwszy i ostatni raz go spotkałam.
Nagle fragment jednej z ulubionych piosenek przerwał charakterystyczny dźwięk. Zaraz miałam telefon przy uchu.
-Słucham?
-Masz chwilę? Nudzę się, a ty potrafisz mnie rozbawić - usłyszałam w odpowiedzi po drugiej stronie rozbawionego brata. Przystanęłam na krótką chwilę, po czym ponowiłam krok.
-Daj mi chwilkę, zaraz oddzwonię.
-No okej- westchnął, ale zgodnie się rozłączył Alex. Wykorzystałam to i już w kolejnym momencie przekręcałam klucz od swojego pokoju. Byłam niezmiernie ucieszona z faktu, że udało mi się zdobyć jednoosobowe lokum, a nie w wiele osób. Prawda mogłam zainwestować w mieszkanie, jednak wolałam być bliżej wiedzy. Ledwie zamknęłam drzwi, położyłam swoje rzeczy i już wykręciłam numer starszego brata.
-Już jestem. To co się stało?
-Weź, słuchaj, bo nie wyrobię ze śmiechu…- Po czym zaczęliśmy dobrą godzinną rozmowę. Alex opowiadał co u niego i wypytywał jak moje wrażenia. Odpowiadałam zgodnie z prawdą, nawet jeśli potrzebowałam kilku sekund na dobranie myśli. -… Dobra, ja kończę na dziś, bo telefon mi umiera. Powodzenia czy co tam chcesz.
- Zobaczymy - parsknęłam rozbawiona. Po zakończeniu rozmowy radośnie padłam na pościel.

<Kris?>